Wybyłem ale przybyłem

Wywiało mnie przed week­en­dem wprost z pracy do nie tak dale­kiej Warszawy a to by zło­żyć rodzi­nie brac­kiego gospo­dar­czą wizytę. W sumie to był chyba ostatni moment bo zaraz Ania (żona Brzozy) rodzić będzie a na prze­ło­mie wrze­śnia i paź­dzier­nika rodzimy my. I na naj­bliż­sze pół roku oby­dwie rodziny będą miały bana na jakie­kol­wiek rusza­nie tyłka gdzie­kol­wiek :). Wsiadłem więc w pociąg (pozdro­wie­nia dla dyrek­tora z korpo, który wcze­śniej­sze wyj­ście zauwa­żył i zaraz do mojego prze­ło­żo­nego dzwo­nił, czy aby ewi­den­cjo­no­wane jest to wszystko — jak tam mistrzu, moje nad­go­dziny też ewi­den­cjo­nu­je­cie? Tak myśla­łem…), zanu­rzy­łem się w wyświe­tlacz iPoda i kilka odcin­ków Dragonballa póź­niej byłem już w Wawie.

Cel gospo­dar­czej wizyty był dwo­jaki: zmu­sić Alinkę (brzozowo-alinową córkę zna­czy się) do zachwy­ce­nia się wuj­kiem i spraw­dzić orga­no­lep­tycz­nie, jak się nowe wło­ści mają, nawet jeśli tylko wynajmowane.

Muszę przy­znać, że wypad się ponie­kąd udał. Niestety tylko ponie­kąd bo Alinka raczej na zachwy­coną wuj­kiem nie wyglą­dała ale zain­te­re­so­wana była na pewno, a to już jakiś suk­ces. Za to oglą­da­nie wło­ści wypa­dło powy­żej moich ocze­ki­wań. Otóż oka­zuje się, że Brzozy zmie­niają się w nie­złych wło­ścian, takich z hek­ta­rem nie­użytku robią­cego za plac pod przy­szłą budowę a póki co zamiesz­kują wynaj­mo­wane lokum. I to kur­czę jakie fajne lokum! Przeprowadzka z cia­snych dwóch pokoi do solid­nych trzech wyszła im sta­now­czo na dobre a dwa kible przy dwóch kole­siach wiel­bią­cych w owych czy­tać (o mnie i o Brzozę cho­dzi), to pomysł fan­ta­styczny po pro­stu. Owszem, budo­wa­nie kibla vis a vis dru­giego to jakiś poro­niony pomysł ale i tak twier­dzę, że fan­ta­styczny mimo swo­jego poronienia.

Chałupkę Brzozy wzięły z dobro­dziej­stwem inwen­ta­rza. Ów inwen­tarz to prze­cha­dza­jący się regu­lar­nie straż­nicy i wałę­sa­jące się po podwórku stu­dentki (w tym Azjatki). Mógłbym tam godzi­nami gapić się w okno — zawsze coś inte­re­su­ją­cego by się zna­la­zło. Anyway — zoba­czy­łem, jak budują dewe­lo­pe­rzy, któ­rym się chce (a nie Trust, od któ­rego miesz­ka­nie kupi­li­śmy my) i że jest to cał­kiem satys­fak­cjo­nu­jący poziom. Brzozy są zado­wo­lone a Alinka szczę­śliwa, bo może sobie teraz przez bal­kon mio­tać wszystko, co jej się pod rękę nawinie.

Zwiedziłem też biura brzo­zo­wej firmy, w któ­rej mój brat traci zdro­wie i resztki ner­wów. Firma zwie się EuroEkoLas, ma okropną stronę robioną przeze mnie dawno temu i wycza­dzone, wyna­jęte za świetne pie­nią­dze biura. Biura to nic innego jak cały cho­lerny seg­ment w sze­re­gowcu — trzy pię­terka z małym ogró­decz­kiem. Kurczę, tam mają wszystko, włącz­nie z prysz­ni­cami. A biu­rowa lodówka wygląda o mniej wię­cej tak:

Biurowa lodówka :)

Biurowa lodówka :)

Po zwie­dze­niu biur rodzin­nej firmy (ładna mi rodzinna — Brzoza mówi, że zatrud­niają coś koło 80 ludzi, nie­źle kur­czę) uda­li­śmy się na brzo­zową dzia­łeczkę budow­laną. Gdzieś pod Warszawą zna­la­zły sobie Brzóski spła­che­tek ziemi, zaraz koło parku, w oko­licy miłej, w któ­rej w ramach bonusu ma powstać ponoć cmen­tarz. Dewiacyjne fascy­na­cje mojego brata zostaną więc w pełni zaspo­ko­jone, tym bar­dziej, że koleś bez żenady chce zro­bić coś, za co go zabiję — zbu­do­wać sobie basen. Kiedy tylko zbu­duje ten base­nik, prze­pro­wa­dzam się do Wawy i robię to, na co zawsze mia­łem ochotę: leżeć w base­nie z drin­kiem w łapie jed­nej i pilo­tem w drugiej :).

W sobotę wie­czo­rem sko­czy­li­śmy sobie na nowego Star Treka, który pokrótce stre­ścić można tak: gów­niane Stare Wary z idiotą Jar Jar Binksem mogą Star Trekowi koń­cówki faze­rów lizać. I mówię to ja, koleś, który nazwał swego czasu swo­jego żół­wia Mal’ary’ush — po gło­so­wa­niu na liście dys­ku­syj­nej Star Wars. Nowy Star Trek to kino wido­wi­skowe ale będące pełną gębą space operą a nie jakąś plat­for­mówką w stylu nowych GW. Po wię­cej odsy­łam do recki Waltha.

Niedziela minęła nam na leni­wym zbie­ra­niu się do wyj­ścia na war­szaw­ską sta­rówkę. Wyszliśmy i muszę przy­znać, że Warszawiaki odpi­co­wali sobie stare mia­sto. Kupa tury­stów (yeah, nie padało, wyla­zło słonce i ludzie zaata­ko­wali ulice jak stonka :)), wie­lo­barwny i wie­lo­ję­zy­kowy tłum, sporo knaj­pek i ogól­nie świetne miej­sce. Będę musiał sko­czyć do Wawy na dłu­żej i zaopa­trzyć się w dobry prze­wod­nik oraz jesz­cze lep­szy apa­rat. Detali do foto­gra­fo­wa­nia jest w tym mie­ście od pyty!

Droga powrotna to był czy­sty relaks. Jako że — jak to na naszej kolei — nikt nie prze­wi­dział, że ludzie będą wra­cali z dłu­giego week­endu, zapła­ci­łem marne 107 zło­ci­szy za przy­wi­lej sta­nia w Inter City. Nawiedziłem więc Warsa i muszę przy­znać, że wiele się u kole­jo­wego restau­ra­tora pozmie­niało. Ceny sen­sowne cał­kiem, obsługa przy­jemna, atmos­fera miła, dosko­nała kli­ma­ty­za­cja (a ja nie lubię klimy!) i sałatka grecka, która fety nie widziała, oliwki zawie­rała naj­tań­sze z moż­li­wych (co nie zna­czy, że naj­gor­sze — pole­cam wiel­kie słoje od Pudliszek, naprawdę nie­złe są te oli­weczki i w dobrych cenach) a skro­piona była octem win­nym. Who cares? Wchodziło nie­źle a pod­lane kre­mem z pie­cza­rek (na oko knor­row­skim :)) z grzan­kami (te chyba wyrobu samo­dziel­nego bo jakieś takie dzi­wacz­nie opa­lone) z piwem Karmi do tego — pozwo­liło w spo­koju i wygo­dzie spę­dzić trzy godziny drogi z Warszawy do Poznania.

No to teraz tylko cze­kam na wysko­cze­nie na świat synka Ani i Brzozy, a jako że mło­dzi wciąż wal­czą o imię dla potomka, pro­szę Was o wska­za­nie im pra­wi­dło­wej ścieżki :)

Jak powi­nien nazy­wać się syn Ani i Brzozy?

Wyniki

Loading ... Loading …

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

5 Komentarzy do “Wybyłem ale przybyłem”

  1. SpeX 17/06/2009 do 00:11 # Odpowiedz

    Ku i prze­ga­pi­łem Star Treka? :// Nie dobrze, a jakoś total­nie mi z głowy wyle­ciał. A jutro jest ostatni dzień dostępny w Krakowie :/

    Z nie było InterRegio na twej tra­sie? Też byś stał, ale by wyszło taniej:D

  2. Łukasz Horodecki 17/06/2009 do 00:16 # Odpowiedz

    Domagam się doło­że­nia do ankiety pozy­cji „Mal’ary’ush”! :)

  3. ciotka's eleni 17/06/2009 do 10:26 # Odpowiedz

    Widze ze „inspek­cja” star­szego brata cal­kiem nie­zle wypadla.Mialabym wiele pro­po­zy­cji na temat imie­nia, czy­niac jed­nak zadosc tradycji,ogranicze sie do jed­nej a mia­no­wi­cie „Marek”.

  4. xristina 17/06/2009 do 11:43 # Odpowiedz

    Costas,jestesmy w Andros i cze­kamy na rodzinna
    inwazje.Jestesmy przy­go­to­wani i Nikos obie­cuje
    kuli­narne nie­spo­dzianki.
    Na stronce ciotki Xristiny mozna rzu­cic okiem i poogla­dac zdje­cia z Andros.
    http://www.freewebs.com/xristin/andros.htm
    Jakos musze zare­kla­mo­wac ta nasza wysepke.
    Fajnie ze u Brzozki wszystko OK,przynajmiej te nowe poko­le­nia moga swo­bod­nie sza­lec po dwoch kiblach i przy oka­zji poczy­tac sobie.

  5. CoSTa 17/06/2009 do 17:57 # Odpowiedz

    SpeX
    Łe, to żałuj. Fajny popcor­nowy flick :)

    Łukasz
    Killa, to już na pewno nie przej­dzie :). Tym bar­dziej, że wcze­śniej wabił się tak żółw :)

    ciotka’s eleni
    Dobra pro­po­zy­cja! Brzoza, czy­tasz to? Może jakiś Marek the second?

    xri­stina
    Ja już powoli w blo­kach star­to­wych się ukła­dam i jak tylko zacznie się urlop — lecę w cho­lerę. Przygotuj cio­teczko listę prac wokół­dom­ko­wych — z dziką chę­cią nieco popra­cuję jeśli trzeba będzie.

    Młode poko­le­nia jesz­cze nie­zbyt czy­tate ale to się nie­ba­wem zmieni. Majka coś już duka a Alinka pew­nie za chwilę będzie czy­tała wszystko jak leci. Straszna z niej mądra­liń­ska panna…

Dodaj komentarz