Menu serwera

Jak przetrwałam dwa tygodnie

… bez moich potworów? Stworzyłam sobie inne, własne, wewnątrz. Od czego w końcu mamy wyobraźnię?

Pisząc “moje potwory” miałam na myśli Majkę i Kostasa oczywiście.

Zaczęło się sielankowo. Odwiozłam łobuzy na dworzec, przypilnowałam, żeby wsiedli, pociąg ruszył i takie tam. OK. Sobota i spokój. Żadnych kostasowych przedwyjazdowych, pracowych, zmęczeniowych nerwów i marudzeń, Majkowych kaszli i inhalatorów, obiadków, prasowań.

Błogostan.

Tylko ja, mój brzuch, wierzgający synuś i prezent 3 częściowy od Kostasa :) (pierwszą część właśnie wykańczałam)

I Początek

Zielona herbata, miska owoców i lemoniada, spuszczone rolety i wyłączone telefony. Odpłynęłam. Nie wiem, czy to hormony ciążowe (bo taka jakaś ckliwa i wzruchliwa jestem), czy rzeczywiście tak bardzo potrzebowałam odrealnionego relaksu, ale kompletnie zatonęłam w sadze “Zmierzch”… Wiem, wiem to książki z działu literatura młodzieżowa, a ja już z młodzieżą niewiele mam wspólnego, ale poddaje się – dawno nic mnie tak nie wchłonęło. Trudno nawet opisać na czym polegała magia, bo mnie po prostu urzekło napięcie, oczekiwanie, Coś, może pomogła moja mała tajona wampiryczna fiksacja, nie wiem.

W poniedziałek rano było po. Skończyła się herbata, owoce i inne takie, lodówka pusta, w mieszkaniu lekki kurz, kot jęczał o jakieś lepsze żarcie i zamknęłam ostatnią część sagi.

Kurcze. Trzeba było się ruszyć. Przede mną jeszcze dwa tygodnie, prawie całe.

II Środek

Uff. Jakieś zakupy – przynajmniej kot szczęśliwy, bigbarabum sprzątanie, prasowanie, pranie pościeli, narzut i oględziny Synucha (robi chłopak masę, się nie oszczędza) u lekarza. Wieczorkiem przejrzałam filmy Kostasa na komputerze… Nie jest dobrze, same horrory i thrillery, nie dam rady… Więc niestety odgrzebałam stare sentymenty, spłakałam się i osmarkałam po kolana. Ogólnie wieczór udany :)

Ale potem było tylko gorzej. Z małą przerwą na malowanie kuchni, przy pomocy nieocenionego Zbyszka (dzięki jeszcze raz) kiedy po sprzątaniu i myciu każdej jednej pierdółki wyjetej z szafki padałam jak kawka.

Oprócz tego epizodu z kuchnią miałam najdłuższe noce w swoim życiu, kompletnie bezsenne. Gutek (tak roboczo mówimy na synucha) kopał bez litości, kot łaził w tę i z powrotem, wyjąc pod oknem właśnie w chwili, gdy wydawać by się mogło, że usypiam. Żeby nie było, gdy nie chciałam go wypuścić na dwór to wył w domu, że chce wyjść…

Oprócz tego lodówka w nocy wydaje dziwne odgłosy, a ludzie idący po drugiej stronie ulicy są jakby w drugim pokoju, co chwila ktoś puka, albo i nie, kran kapie, szafa skrzypi, dzieje się…

W związku z powyższym bezsenność na całego.

Uznałam więc, że na pewno za szybko przeczytałam cztery części sagi i przeczytałam je jeszcze raz tylko wolniej, żeby nie było z niesłabnącym zainteresowaniem, coś trzeba było robić w nocy.

III Końcówka i najazd potworów

Gdyby nie Skype i możliwość gadania z Majką i Kostasem oraz z innymi biednymi atakowanymi przeze mnie ludźmi, byłabym bliska obłędu. Pod koniec miałam wrażenie, że nie tylko odczuwam po prostu pustkę w domu ale wszędzie, jakby poza tym co mnie otacza nie było już nic, tęskniłam każdym porem i włoskiem, całym człowiekiem…

Zmęczona byłam jak nigdy z niewyspania, niespokojna i rozdrażniona…

Przyjechali w niedzielę.

Fajnie było.

I spałam jak zabita. I tak przez kolejne noce, ani kot ani Gutek, ani komary, nic mi nie przeszkadza.

Wnioski luźne

Jestem stadnym stworem, mam mentalność kurki i swoje kurczaki (nawet wyrośnięte) lubię mieć w pobliżu. Wzruszam się jak nastolatka opisem oczekiwania przed pocałunkiem bardziej, niż samym pocałunkiem i najważniejsze – jestem bardzo poważnie i nieuleczalnie uzależniona od pachy mojego męża, względnie klatki piersiowej… Nie musze jej mieć pod głową, muszę mieć świadomość, że ona się pałęta gdzieś po domu (oczywiście reszta Kostasa tez jest ważna :), a Majka jest tam gdzie być powinna, czyli w swoim łóżku.

Kategorycznie i stanowczo domagam się zabierania mnie na wakacje (no chyba że Pani Stephenie Meyer napisze jakiś cykl, który wystarczy mi na całe dwa tygodnie)!

, , , ,

13 odpowiedzi do Jak przetrwałam dwa tygodnie

  1. byte Sierpień 24, 2009 o 21:52 #

    No nie mogę, trzymajcie mnie święci Pańscy, Doropha coś znowu napisała. Tłumy fanów właśnie eksplodują radością za moimi plecami, szkoda że Państwa tu nie ma… A Włodek Smolarek krąży jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka, tak.

    Kostek, Twoja żona musi zajść w ciążę żeby się odezwać słowem pisanym, czy może musisz ją zostawiać na dwa tygodnie?

  2. btd Sierpień 25, 2009 o 07:18 #

    Kpij, kpij Bycik i trzeba bedzie znowu pol roku czekac na jakis wpis od Dorophy ;-)

  3. s@ntee Sierpień 26, 2009 o 01:05 #

    ;-) Tylko 3 części? Ostatnia, Breaking Dawn, bije poprzednie o głowę ;-)
    Chociaż swoją drogą, nie nazwałabym tej książki literaturą dla młodzieży, zwlaszcza, że czytałam ją w oryginale … Forma i rodzaj ekspresji … o nie nie, moje dziecię może to czytać dopiero za kilka lat ;-)

    Nie wiem czy widziałaś film, ja mam mieszane uczucia. Film nastolatki mogą oglądać, bezboleśnie;-)

    W następnej kolejności, zabieram się za papierową wersję True Blood, przekartkowałam dzisiaj w Waterstones i polecam ;-)

    • doropha Sierpień 26, 2009 o 09:48 #

      Przeczytałam oczywiście cztery części:), prezent od Kostasa składał sie z trzech, bo włączyłam marudzenie kończąc pierwszą i Kostas się zlitował…
      Film obejrzałam jakiś czas temu lekko, miło i przyjemnie, z błogostanem na twarzy, ale rzeczywiście nie ten ładunek emocjonalny, chociaż trudno mu coś zarzucić i ogladało mi się bardzo fajnie. Ksiązki jednak to już zupełnie inna bajka. Podrzucam Kostasowi jak haczyki niektóre wątki (jak sadzę w filmach na nie miejsca nie będzie)i chyba powoli kiełkuje w nim chęć, żeby sie przekonać, co mnie tak urzekło.
      A serialu „True blood” nie znam, ale się pewnie teraz zainteresuję, tymczasem namierzam literturę. Dzięki. Pozdrawiam.

      • s@ntee Sierpień 29, 2009 o 01:55 #

        Nie wiem jak u Ciebie z angielskim, ale na stronie autorki jest 265 stron „brudnopisu” piątej części pt ” Midnight sun”. Draft wyciekł do internetu rok temu, książka nie została opublikowana a praca nad nią została zawieszona na czas nieokreślony. Adresik jest tu:http://www.stepheniemeyer.com/midnightsun.html
        Książka jest w .pdf. Cała idea polega na tym, że jistoria jest teraz opowiadana z perspektywy Edwarda, nie Belli. Nie wiem czy jest gdzieś polskie tłumaczenie, trzeba by było dobrze poszukać w sieci;-) Nie wątpię, że Costa będzie skłonny się poświęcić … Nie, Costa? :)

        • doropha Wrzesień 2, 2009 o 11:19 #

          Z czytaniem w oryginale kiepsko, więc o ile nikt poczciwy nie przetłumaczył bedę musiala obejść sie smakiem; a ze sklonnością Kostasa do poswieceń też bym nie szarżowala:)W każdym razie idąc za ciosem przeczytałam „Martwy aż do zmroku” – nie wydano u nas wiecej części a podobno trochę ich jest, no i oczywiście wciągnęłam „Intruza” – choć nie jest wampiryczny, ale czytało sie z prawdziwą przyjemnością. A poza tym wciąż czekam na sugestie czegoś interesujacego:)

  4. brzoza Sierpień 26, 2009 o 11:24 #

    No i Dodotko się wygadałaś na całego! Teraz mój brat, a Twój mąż będzie mógł Cię bezwstydnie szantażować powiedzonkami w stylu: „bo pojadę na urlop” i inne takie.

    A swoją drogą to fenomenalne jest jak trudno Wam/nam jest dogodzić. Ja też miałem ostatnio cały tydzień wolnej chaty (dziewczyny i Pawełek pojechali do dziadków na daleki wschód). Przez pierwsze dwa dni katowanie konsoli było fajne, ale później rzeczywiście jakoś tak pustawo się robi. No i co to za fun zabawa konsolą, gdy nikt nie rzuca znaczących spojrzeń i nie wygłasza mów o niezrozumieniu idei grania? Gra bez tych urozmaiceń szybko (mi) się nudzi.
    Więc z jednej strony co pewien czas nachodzą myśli, aby wysłać całe to rodzinne plemie gdzieś daleko na kilka dni i mieć święty spokój tylko po to, aby jednak po owych kilku dniach zacząć już narzekać.

  5. Biter Sierpień 26, 2009 o 16:35 #

    Jak zawsze wpis dobry, pisz więcej! :)

  6. Mac Sierpień 29, 2009 o 15:25 #

    Na dłuższe wakacje lub urlop polecam cykl Miecz Prawdy – Terrego Goodkinda. Jest tego 11 tomów i każdy jeden lepszy od poprzedniego, a już pierwszy wbija w ziemię… Oczywiście jeśli się lubi fantasy :) Polecam!

  7. Livio Sierpień 4, 2011 o 11:28 #

    Brak subtelnego guzika „Lubię to” (;

    • CoSTa Sierpień 4, 2011 o 23:56 #

      Ale za to jest równie subtelny guzik „Fejsik” :)

  8. bobiko Sierpień 5, 2011 o 00:23 #

    Takie pytanie… Papcia Costa, a Doropha to Mamcia? :>

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Park Dinozaurów w Rogowie

Ot i wypadło nas w niedzielne przedpołudnie hen aż do Parku Dinozaur ów mieszczącego się gdzieś w Rogowie. Połaziliśmy, pooglądaliśmy,...

Zamknij