LaCie vs. Toshiba czyli uwaga na to pierwsze

Zdechł mi dysk. A wła­ści­wie nie dysk tylko zasi­lacz do owego. Nie pierw­szy zresztą raz tak swoją drogą ale tym razem nie­stety nawet wszech­mocny Nikita nie był w sta­nie mi pomóc i w pasu­jący zasi­lacz dopo­sa­żyć. O jakim dysku mowa? A o kupio­nym swego czasu przeze mnie LaCie mini Hard Drive & Hub 500 GB, który okre­ślam mia­nem jed­nej z więk­szych wpa­dek, jakie kie­dy­kol­wiek odsta­wi­łem. Dysk począt­kowo spra­wo­wał się bez więk­szego zarzutu ale z cza­sem zaczął pra­co­wać strasz­li­wie gło­śno i dosłow­nie tylko włą­cza­łem go od czasu do czasu dla zro­bie­nia kopii Time Machine bo nawet nie­pra­cu­jący, dysk wyda­wał sko­wyt nie­ziem­ski. A z cza­sem jesz­cze doszedł pro­blem z zasi­la­czem, który jak się oka­zuje jest pro­ble­mem glo­bal­nym dla dys­ków LaCie (chyba że już coś firma w tym tema­cie zro­biła — jak na razie jej zasi­la­czy nie ma gdzie wymie­nić). Sprawdzę jak tam z gwa­ran­cją i pew­nie Cortlandowi wpad­nie kolejny dysk do maga­zynu i do wysyłki do Francji czy gdzie tam ser­wisy LaCie się miesz­czą. Mam gdzieś czas ocze­ki­wa­nia na wymianę zasi­la­cza bo kupi­łem sobie wczo­raj nowy dysk. Bez kopii bez­pie­czeń­stwa swo­ich pli­ków czu­łem się jak nagus pośrodku gęstego tłumu i musia­łem szybko coś z tym zrobić :).

Tym razem posta­wi­łem na mobil­ność i kupi­łem zewnętrzny, nie­wielki, leciutki dysk twardy, który fachowo zwie się Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E (poczy­taj test Chipa) i który od pierw­szego wej­rze­nia przy­padł mi do gustu. W Chipie piszą, że dysk nie­zbyt się grzeje, jest cichy i cał­kiem szparko śmiga choć ponoć jakieś pro­ce­sory obciąża. U mnie nic tam nie obciąża a śmiga aż miło patrzeć :). Rzecz bie­rze zasi­la­nie z jed­nego portu USB, ma 320 giga miej­sca wedle miary pro­du­centa czyli w rze­czy­wi­sto­ści kapkę mniej. Instalacja w OSX w cha­rak­te­rze dysku dla Time Machine wymaga wyma­za­nia defaul­to­wej par­ty­cji i sfor­ma­to­wa­nia jej w sys­te­mie pli­ków HFS. Defaultowa par­ty­cja sfor­ma­to­wana jest w FAT32 i jest to cał­kiem fajne, o ile chce się mieć par­ty­cję widoczną dla róż­nych sys­te­mów ope­ra­cyj­nych. Ja takiej funk­cjo­nal­no­ści nie potrze­buję, dysk ma trzy­mać kopię danych z minia­cza i być może z przy­szłego MacBooka, który nie­stety odda­lił mnie się nieco ze wzglę­dów finan­so­wych. Dlatego też pola­złem w mobil­ność dysku do bac­ku­pów — po pro­stu kopie Time Machine na lap­to­pie będą kwe­stią pod­pię­cia małego i lek­kiego dysku i to wsio.

Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E

Toshiba Portable External HDD HDDR320E03E

Jak na razie twar­dzie­lek spra­wuje się odpu­kać nie­źle. Szkoda tylko, że pole­ciała mnie kasa, która miała być na uak­tu­al­nie­nie Leoparda… No nic, coś się wymyśli.

A tak bay de łej Snow Leo — wypy­ta­łem się wczo­raj w iSpo­cie jak naj­sen­sow­niej uak­tu­al­nić Leo do wer­sji Snow w przy­padku, gdy chce się robić czy­stą insta­la­cję. Chłopak z iSpotu pod­rzu­cił w sumie nie­głu­pią myśl — po pro­stu trza zba­ka­po­wać dane, wyma­zać par­ty­cję, zain­sta­lo­wać świe­żut­kiego Leo i zaraz po tym uak­tu­al­nić do Snow. Trochę to może pokrę­cone ale ma sens a przy kosz­cie 129 zło­ci­szy za aktu­ali­za­cję sys­temu aż tak wiele pracy to w końcu nie jest. Szkoda, że jesz­cze nie chciało mi się napędu w mini napra­wić (od jakie­goś roku z okła­dem nie czyta mi płyt z danymi — Audio CD i DVD czyta bez pro­ble­mów ale np. płyty insta­la­cyj­nej z Leo już nie, ot dziwna sprawa) bo znów czeka mnie zrzu­ca­nie w pracy sys­temu do obrazka, póź­niej obrazka na par­ty­cję i insta­lo­wa­nie z par­ty­cji. Co w sumie i tak może się nie powieść, bo nawet nie wiem, czy w końcu Maki obsłu­gują boot z napędu pod­łą­czo­nego via USB, czyli rzecz oczy­wi­stą w świe­cie PC. No nic, się okaże a przy oka­zji mega­czysz­cze­nie dysku się zrobi bo syfu mam co niemiara.

, , , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

10 Komentarzy do “LaCie vs. Toshiba czyli uwaga na to pierwsze”

  1. Tomek Wójcik 27/08/2009 do 08:38 # Odpowiedz

    Oczywiście, że Makówki obsłu­gują boot z urzą­dze­nia USB :). Odkąd mam Leoparda trzy­mam instalkę na dysku USB i taki sam los czeka Snow Leoparda :).

    • CoSTa 27/08/2009 do 08:41 # Odpowiedz

      O, dzięki za info. No to w takim razie nie ma pro­blemu — muszę tylko skądś kasę na aktu­ali­za­cję wytrzasnąć :)

  2. byte 27/08/2009 do 09:26 # Odpowiedz

    Eeee… Zaraz. Z tego co wiem, to SL można insta­lo­wać OD RAZU na czy­sto — to jest „upgrade” w tym sen­sie, że możesz się zak­tu­ali­zo­wać z Leoparda bez rusza­nia danych, ale jeśli chcesz insta­lo­wać sys­tem na czy­sto, to nie musisz insta­lo­wać 10.5 — wkła­dasz płytę 10.6, usu­wasz dane i lecisz.

    • CoSTa 27/08/2009 do 09:38 # Odpowiedz

      Hmmm… Czekaj, tak też chyba będzie można — instalka spraw­dza, czy Leo jest na miej­scu i zdaje się będzie też można poje­chać z czy­stą insta­la­cją po stwier­dze­niu, że wszystko jest OK. Tak gdzieś wyczy­ta­łem ale już nie pomnę gdzie.

      Się zoba­czy w praniu :)

      • rafaelmet 27/08/2009 do 16:24 # Odpowiedz

        Jest tak jak pisze byte. SL spraw­dza czy masz Leo i pozwala Ci wyma­zać dysk

  3. matipl 27/08/2009 do 10:11 # Odpowiedz

    Dobrze wie­dzieć, że takie klocki z LaCie. Ja się przy­mie­rzam wciąż do kupna, ale cze­goś w rodzaju domo­wego SANa na archi­wi­za­cję szcze­gól­nie zdjęć. Tylko kasy szkoda ;)

  4. krzychu 27/08/2009 do 11:01 # Odpowiedz

    Mam u sie­bie pod PC zewnętrzny LaCie 160 GB, któ­rego zapi­nam do fabrycz­nego lap­toka dwoma kabel­kami. Służy jako archi­wum bie­żą­cej muzy i X-muzy, więc odbywa się na nim na żywo zapis pli­ków. Jak na razie cho­dzi ok. Ale oczy­wi­ście to coś innego niż ustroj­stwo, które padło u ciebie.

  5. marta 28/08/2009 do 21:29 # Odpowiedz

    Trochę zazdrosz­czę tych zdy­cha­ją­cych rze­czy, moje jakoś nie chcą wyzio­nąć ducha, w związku z czym nie mam ani pod­staw ani pre­tek­stu do kupna nowych. A szkoda! I tak to od lat paru mam sta­rego della z jego sta­rymi wnętrz­no­ściami i stary moni­tor sie­mensa. Czy ktoś wie jak długo żyją delle i siemensy???

    • CoSTa 30/08/2009 do 13:24 # Odpowiedz

      Oj ciesz się, ciesz… Niestety teraz robi się elek­tro­nikę by prze­trwała nieco ponad okres gwa­ran­cyjny i by tra­fia na złom. Ktoś te wszyst­kie nowe dyski czy kom­pu­tery wszak kupo­wać musi. Do dziś moje PSX działa dosko­nale a założę się, że mój pierw­szy napęd CD/RW śmi­gałby bez zająknięcia.

      Eeeech, marzy mi się komp, który prze­trzyma nieco dłu­żej niż dwa lata bez potrzeby upgrade czy napraw. Coraz rza­dziej już nie­stety takie rze­czy robią :/

      • matipl 01/09/2009 do 13:16 # Odpowiedz

        Mi tam sprzęt (PC), który ma ponad 2 lata spo­koj­nie w domciu działa :)

        A napędy CD/RW kie­dyś się psuły, i teraz się psują. Ale to chyba kwe­stia kurzu. Bo regu­lar­nie co rok, dwa kie­dyś wymieniałem.

Dodaj komentarz