Menu serwera

Lewiatan – attack from the past!

Byłem sobie wczoraj w sklepie co to w sieci Lewiatan sobie siedzi. Takim typowym, osiedlowym, mieszczącym się na osiedlu Tysiąclecia w Poznaniu. Ani to ładny sklep, ani brzydki, ani mały, ani duży. Ot sklep jak sklep. W roku 2009, kiedy to połowa tego kraju spędza weekendy w Galeriach, Plazach, Domach Handlowych czy innych Tarasach, przywykliśmy do pewnego standardu so called sklepu ze spożywką. Jednak wczoraj zanurzyłem się w innej, zeszłej już na szczęście rzeczywistości.

Polazłem po robocie by kupić conieco do domu. Połaziłem między półkami, do koszyka powrzucałem co trzeba, lezę do kasy. Na kasie Pani. Pani we wdzianku jakimś roboczym żywo przypominającym fartuchy z lat PRLu – wiecie, te z takimi jasnymi a dużymi, płaskimi i miękkawymi guzikami. Pani właśnie nawijała taśmę w kasie bo się widać była skończyła. OK, no problema.

Trzy minut później pani wciąż coś nawija, ja lekko się niecierpliwie.

Jeszcze z dwie minuty później – nawinięte! Hurra! Szparko wykładam zakupy na taśmę. Ta na szczęście działa. Działa ale…

Przychodzi pani kierownik chyba sali czy jak tam zwą panią Gienię, która podchodzi do kasjerki i zaczyna z nią gadać o cenówkach, które coś krzywo chyba wiszą. Stoję ja i zebrany w międzyczasie mały tłumek ludzi i słuchamy kompletnie abstrakcyjnej rozmowy o tym, że to Piotrek z monopolowego za cenówki odpowiada a nie kasa. Piotrek z monopolowego odkrzyknął, że ostatnio cenówkami zajmowała się jakaś laska, imienia której teraz nie pamiętam. Robi się coraz bardziej familijnie bo oto zaczynam poznawać personel sklepu.

Z siedem minut od stanięcia przy kasie wciąż nie piknął mi nawet jeden z wybranych artykułów spożywczych. Tak stojąc i słuchając oraz nie będąc nabijanym, lekko się zniecierpliwiłem i zasugerowałem, że może tak pani przy kasie przekrzykiwałaby się z panem z monopolowego jednocześnie nabijając mnie towar na kasę. Pani Genia na to, że toczy z personelem poważną rozmowę na temat podwyższenia standardów obsługi klienta i że jako klient powinienem być za to – cytuję – „wdzięczny”. Odpowiedziałem, że jak na razie standard obsługi wygląda tak, że stoję od kilku minut słuchając przekrzykiwań personelu i będąc uświadamianym, że powinienem być z tego powodu – cytuję – „wdzięczny”. Pani Genia powiedziała „przecież się nie pali, zaraz” a pani kasjerka włożyła mi w ręce nożyczki prosząc, bym owe zaniósł na monopolowy po temu panu są bardzo tam potrzebne do wycinania nowych cenówek (ustalili w międzyczasie, że to jednak monopol za cenówki odpowiada). Zaniosłem nieco oszołomionym będąc. Zostałem skasowany, karta szybko i sprawnie mignęła i wróciłem jak niepyszny do roku 2009.

Ten atak z przeszłości był zaiste uroczy. Serio! Się mi spodobało jako odskocznia od tych wszystkich Galerii, Tarasów, Plaz czy innych gówien, gdzie człowiek nawet nie wie, jak się nazywa ktoś go obsługujący. Tylko w sieci Lewiatan miałem okazję poznać prawie cały personel i pobyć za to – cytuję – „wdzięczny”. Dzięki Polska Sieci Handlowa Lewiatan!

6 odpowiedzi do Lewiatan – attack from the past!

  1. monsun Sierpień 26, 2009 o 10:05 #

    Nie tak dawno w sklepie sieci Społem po 3 minutach prób skasowania jednego towaru zostałem zaskoczony pytaniem:”A czy musi Pan to kupować?” :)

  2. Marcin W Sierpień 26, 2009 o 10:08 #

    W Sopocie też znajduje się Lewiatan. Często tam wpadamy po piwko w drodze na plażę. Ogólnie panuje tam podobny klimat jak w tym u Ciebie. Może taka już konwencja tych sklepów? „Lewiatan – powrót do przeszłości” czy cuś ;)

    W sumie wpadł mi do głowy taki pomysł, żeby stworzyć sieć sklepów rodem z PRL gdzie personel używałby tej specyficznej gwary: „Niech poczeka!”,”Spieszy mu się?!”, „Zara będę!”. Dorzucić do tego jeszcze produkty z tamtego okresu i sukces murowany. :)

  3. waltharius Sierpień 26, 2009 o 14:55 #

    „Działamy tak, aby każdy Klient mógł o nas powiedzieć – Lewiatan to mój dobry sąsiad.”
    No i widzisz CoSTa! Nawet nie wiedziałeś, że masz takiego dobrego sąsiada. Pozostawaj dalej w niekończącym się byciu – cytuję – wdzięcznym :)
    A tak na poważnie to to trochę tak jak z powieści Lema, gdzie ludzie chodzili do specjalnych klubów, gdzie stało się w kolejce za niczym, po prostu z nostalgii do dawnych czasów :D

  4. Biter Sierpień 26, 2009 o 16:37 #

    Cudowne! :D Odrobinę podobne wehikuły czasy można zobaczyć też w sklepach Społem (nieliczne jeszcze sie zachowały), gdzie jedna pani kasuje a reszta w białych fartuchach chodzi za klientami ;)

  5. tsander Sierpień 26, 2009 o 17:00 #

    Ostatnie 7 lat mieszkam w miejscach, gdzie najbliższym sklepem jest któryś z Lewiatanów, i nigdy taka przygoda mnie nie spotkała :) Czuję się nierówno traktowany! Ja pamiętam kolejki za cukrem i domagam się jeszcze raz! :D

  6. CoSTa Sierpień 27, 2009 o 08:37 #

    O, widzę, że Lewiatan generalnie przywodzi na myśl nieco zeszłą epokę u wielu z Was :). No i bardzo dobrze! Nareszcie jakiś sklep, który szanuje tradycje kupieckie w naszym kraju :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak przetrwałam dwa tygodnie

… bez moich potworów? Stworzyłam sobie inne, własne, wewnątrz. Od czego w końcu mamy wyobraźnię? Pisząc “moje potwory” miałam na...

Zamknij