Pojechaliśmy sobie dziś rano z Dorophą i da Majkiem na badania do Certusa. Zbliża nam się termin, Dorcię trza sprawdzić było na różne okoliczności i występowanie pasożytów (wyszła jakaś cała czerwona kartka z probierza — zdaje się, że cała moja żona to jeden wielki pasożyt :)). Czekając na odebranie wyników wzięliśmy i pojechaliśmy popatrzeć jak posuwają się prace na naszym stadionie, na którym już niebawem ma zawitać europejski futbol i przytargać tysiące europejskich kiboli.
Kibole będą mieli problem z dojechaniem. O ile ktoś czegoś z ulicami nie zrobi, dostanie się w pobliże stadionu czymkolwiek bardziej zmechanizowanym niż własne nogi będzie po prostu niewykonalne. Dojazdówki są beznadziejnie wąskie a jak już się nawet dojedzie, to miejsc parkingowych jest mniej niż w średniej wielkości domu handlowym. To będzie komunikacyjny koszmar i żadne tramwaje tego nie rozwiążą bo nie ma takiej siły, by naprany wstępnie Belg czy inny Francuz cokolwiek z naszego systemu komunikacyjnego skumał. Po prostu dojazd nie został jeszcze nawet pomyślany, o wykonaniu nawet nie wspominam. Za to — jak widać na fotce — stadion się nam rozbudowuje. Szkoda, że nie będzie jak do niego dojechać.
Budowa idzie pełną parą i obiekt pewnie będzie cudny. Problem w tym, że jak znam polskie realia, zaraz zostanie skutecznie zasłonięty przez wielkoformatówki. Bo tak się jakoś przyjęło, że duże budowle robią w tym kraju za duże powierzchnie do powieszenia billboardu. Po co w ogóle tu się projektuje coś, co ma jakoś wyglądać, skoro zaraz się to zasłania piwem i podpaskami?
Ja wiem, że do mistrzostw nieco jeszcze czasu zostało ale mam dziwne wrażenie, że starczy go akurat na niezbędne minimum, czyli stadion z murawą ale na niewiele więcej. Wspominałem już o parkingach a właściwie ich braku. Nie zabraknie ich na pewno dla VIPów — w końcu mają swoje wydzielone strefy parkowania. I bardzo bym sobie życzył, by przed mistrzostwami chociaż przycięto przy nich chaszcze. Bo jeśli tak się dba o VIPów teraz…
Zakładając jednak jakimś cudem, że operacja się powiedzie i stadion piękny stanie, drogi doń szerokie będą prowadzić a samochody nimi jadące będą miały gdzie zaparkować, pozostaje jednak coś jeszcze innego — bezpośrednie otoczenie stadionu. Nie wróżę dobrze okolicznym ogródkom działkowym (Jezu, że też połowa miast w tym kraju ma najfajniejsze tereny obsadzone pietruszką…) ale współczuję głównie przyjezdnym, którzy wychodząc ze stadionu rzucą okiem (bo muszą — wszak budynek stoi zaraz obok) na coś takiego:
Czysty, niczym nie buforowany obciach. Choć nie, przemyślałem sprawę — styka przecież postawić w członek wielkie reklamy zasłaniające całą okolicę i po sprawie!
Euro 2012 w Poznaniu? Jakoś naprawdę — wbrew najszczerszym chęciom — tego nie widzę.












Zgadzam się, aktualny stan prac nie wskazuje na to, że cokolwiek się uda. Ale wydaje mi się, że jakimś dziwnym trafem (typu dotacja od prezydenta czy cuś) uda się skończyć. A jeśli się uda, to ciekaw jestem, jak długo to postoi nim się zawali/zgnije/zardzewieje/okradną…
Nasza Dorcia nigdy nie była „pasożytem”, a jeśli nawet był to „żarcik”, to był on żenujący. U Doroty „ja” zawsze jest na końcu. Brakuje nam tego „pasożyta”, do czego przyłączają się również klienci.
Inni też o tym piszą ;)
http://www.wprost.pl/ar/170516/Poznanski-stadion-atrakcja-turystyczna/
Co do dojazdow — trzeba bylo od drugiej strony jechac. Od Dabrowskiego do Marcelinskiej droga juz poszerzana. Jak to skoncza przesuna sie dalej. Wiec o to raczej nie ma co sie bac (z rok im to zajmie i bedzie ok).
:)