No i zaczęło się. Siedzę właśnie w samolocie i odkrywam, że na wyrównywanie ciśnienia w uszach wcale nie jest potrzebne ciągłe przełykanie — zwykłe douszne słuchawki wystarczą w zupełności.
Jest pierwszy sierpnia, godzina 23:05 czasu polskiego. Lecimy samolotem linii Norwegian z Warszawy do Aten a właściwie lecę tylko ja bo Majka po obejrzeniu nocnej Warszawy z lotu ptaka wzięła i padła jak kawusia. Zdechło mi dziecko a bo w sumie dużo dziś się wydarzyło. Wstaliśmy raniutko i ruszyliśmy pociągiem do Warszawy. Tam opiekę nad nami roztoczyła rodzinka mojego brackiego a my po raz pierwszy zobaczyliśmy Pawełka. Już kurczę zapomniałem, jak noworodki są małe… Pawełek jest słodki, ma fantastyczną ćlapę (w sensie, że nogę –tak mówi na małe słodkie nóżki Doropha), cały dzień śpi i przerywa tylko na robienie masy, czyli karmienie. Koleś jest luźny nad wyraz i aż miło się na takiego luzaka patrzy.
Brzoza wpadł na genialny pomysł, by po trzech i pół godziny naszego podróżowania z Poznania do Warszawy wziąć i zafundować nam jeszcze szybki kurs po warszawskim ZOO. Na szczęście pomysł zdechł u zarania i jakoś dotrwaliśmy do 22:50, kiedy to nasz samolot się wziął wystartował.
Odprawa poszła nad wyraz sprawnie a stopień paranoi na lotniskach jak był wysoki, tak wysokim pozostał i zdrowo trzepano nam bagaż podręczny. Ale służby przez lata usprawniły proces trzepania a i sami ludzie coraz bierniej poddają się praktykom państwa policyjnego, co w efekcie oznacza szybką i sprawną odprawę. Wystarczyło kilku fanatyków i ludzi traktuje się jak bydło podejrzane o wszystko… Smutne i przerażające.
Anyway, na wysokości godziny 4 rano czasu miejscowego w końcu dolecieliśmy. Jesteśmy wykończeni obydwoje ale Majka jest ultradzielna a podróż samolotem to chyba jej druga natura :).








Ty bracki nie narzekaj, tylko dziękuj, że udało sie Majkę w pociągu, a potem w Wawie zmęczyć. Padnięte dziecko w samolocie to skarb, bo wyobraź sobie skalę marudzenia gdy musisz przez kilka godzin utrzymać dzieciaka w wąskim i niewygodnym fotelu.
Ależ jasne, że jestem do imentu wdzięczny :). Zamęczenie Majki na tym placu zabaw, na który nas zabraliście było strzałem w dziesiątkę. Ledwie samolot wystartował mała zagospodarowała mi ramię i dziękuję, mialem dwie godziny spokoju.
Trzymajcie się i zwalajcie się grekusom na głowy! Strasznie tu cholera fajowo :)