Nowy sezon Aikido uważam za otwarty!

Polazłem wczora z wie­czora na pierw­szy w tym sezo­nie tre­ning Aikido. Trzy mie­siące prze­rwy (jak by nie patrzeć — kwar­tał jak w pysk strze­lił) odci­snęły na mnie swoje piętno. Nie, nie cho­dzi o kilo­gramy bo te pod­czas pobytu w Grecji cał­kiem ład­nie mi zje­chały — bar­dziej cho­dzi o totalny brak wytrzy­ma­ło­ści i potrzebę zafun­do­wa­nia sobie solid­nego tre­ningu siło­wego połą­czo­nego z moc­nym roz­cią­ga­niem. Ot zdrew­nia­łem przez te trzy mie­siące sie­dze­nia z kom­pu­te­rem z małą dwu­ty­go­dniową prze­rwą na bycze­nie się na plaży i wczo­raj prze­ko­na­łem się, że czas nieco zgumieć :).

Ilość potu, jaką wczo­raj wyla­łem można mie­rzyć jed­nost­kami miary zwa­nymi potocz­nie wia­drami. Nie to, żeby jakieś eks­trema się na tre­ningu działy — po pro­stu dzie­więć­dze­się­cio­paro kilowy facet pro­wa­dzący życie biurwy ma natu­ralne ten­den­cje do wydzie­la­nia w odpo­wied­nich warun­kach potu każ­dym porem ciała. Nawet takim, któ­rego ist­nie­nia sam się nie spo­dzie­wał. Mokre mia­łem dokład­nie wszystko ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem gaci :). Organizm tak gwał­tow­nie stra­cił duże ilo­ści pły­nów, że pod koniec zaczą­łem mieć skur­cze i już wiem, że w czwar­tek przy­tar­gam ze sobą coś do popi­ja­nia w trak­cie tre­ningu bo to może się skoń­czyć jakimś łyd­ko­wym klinczem.

Wczoraj także dowie­dzia­łem się, że jestem w gru­pie śred­nio­za­awan­so­wa­nej (sic!). Na moje pyta­nie, kiedy to się tak śred­nio­za­awan­so­wa­łem, dosta­łem piękną odpo­wiedź, że w mię­dzy­cza­sie i teraz powi­nie­nem wziąć się do roboty, bo tech­niki będą na mnie robione szyb­ciej, moc­niej i z odpo­wied­nią dozą dokład­no­ści. Nie pozo­staje mi więc nic innego jak wziąć się do roboty, roz­ru­szać kulasy, zmięk­czyć i sko­cić ruchy i strze­lić sobie na wio­snę jakiś kolo­rowy pasek :). A tak, mam zamiar wresz­cie wziąć się solid­nie za naukę i tro­chę szcze­bel­ków w aiki­do­wej dra­bi­nie poko­nać. Muszę dopaść sen­seja i wycią­gnąć od niego kiedy są ter­miny egza­mi­nów i kto mi będzie ręce łamał. Często bowiem orga­ni­zują chło­paki egza­miny pod­czas przy­jaz­dów róż­nych aiki­do­wych szy­szek i lepiej być goto­wym na takiego prze­ciw­nika. Zanim się z maty spier­doli, trza poka­zać kilka sztu­czek a póź­niej w nogi, zanim mnie do końca połamią :).

W tym roku pla­nuję też roz­po­cząć zabawę w kijki, czyli zabrać się za macha­nie bok­ke­nem. Piękna to sztuka, świet­nie wygląda, wymaga spo­rej koor­dy­na­cji ruchów i nie­złej pomy­sło­wo­ści pod­czas two­rze­nia ukła­dów oraz spo­rej dokład­no­ści pod­czas odbęb­nia­nia kata. Podoba mi się to dla­tego, że naj­praw­do­po­dob­niej ład­nie to szare komórki rese­tuje z trosk dnia powsze­dniego a to ozna­czać może tylko jedno — solidny stan wypoczęcia.

Czekam na zakwasy, czuję się bosko i już chcę lecieć na tre­ning czwart­kowy. Zanim jed­nak to nastąpi dziś odbęb­nimy w poznań­skim Brogansie tre­ning śro­dowy, czyli kilka piw wpad­nie. Zapowiadała się ekipa z Allegro w skła­dzie Ender, Zen i Damjanek, wpad­nie pew­nie Waszi a ja przy­go­to­wa­łem Zenowi pokaz skrę­ca­nia skrę­cika i popa­la­nia cygarka. A tak, dopa­dło mnie w Grecji i tak już zostało — popa­lam sobie po trzech latach prze­rwy. Z tym że nie wró­ci­łem do papie­ro­sów pacz­ko­wa­nych bo te naj­zwy­czaj­niej w świe­cie śmier­dzą i sma­kują jak ostat­nie zmioty z pod­łogi. Teraz sam sobie skrę­cam, zało­ży­łem sobie limit trzech skrę­tów dzien­nie i na razie eks­pe­ry­men­tuję z dostęp­nymi u nas tyto­niami. Aktualnie palę sobie coś bar­dzo aro­ma­tycz­nego i pozo­sta­wia­ją­cego przy­jemny posmak w ustach i widzę, jak cho­ler­nie do dupy są „zwy­kłe” fajki. Po pro­stu żal gadać i wąchać. Nawet Doropha stwier­dziła, że to po pro­stu ład­nie pach­nie. A jakie jest przy­jemne! Serio, nie ma to jak wró­cić z roboty, skrę­cić sobie coś sma­ko­wi­tego, siąść na tara­sie i przez kilka minut po pro­stu pood­po­czy­wać. Będzie chyba o tym nieco wię­cej na blogu bo mam zamiar też zaopa­trzyć się w fajkę (pufa­łem swego czasu i doświad­cze­nie okre­ślam jako jedyne w swoim rodzaju — książka, kie­li­szek cze­goś smacz­nego i spo­kojne pół godzinki sma­ko­wa­nia dobrego tyto­niu — to je ono!) ale to po zimie, kiedy będzie można wygod­nie spę­dzić godzinkę na tara­sie nie trzę­sąc się z zimna. A bo tak sobie umy­śli­łem, że cho­dzi o to, by było przy­jem­nie. Papierosy tego nie dają, są two­rzone dla ilo­ści i bez jako­ści ale skrę­cik z dobrym tyto­niem lub fajeczka to zupeł­nie inna historia.

Starzeję się i to chyba widać. Ostatnio nawet zaczą­łem wspo­mi­nać coś o szkla­neczce dobrego łiska­cza do cygarka. Tak jak nie lubię whi­sky, tak w połą­cze­niu z cyga­rem auten­tycz­nie sma­kuje to fan­ta­stycz­nie. Ludzkość to jed­nak potrafi sobie dogodzić :)

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

9 Komentarzy do “Nowy sezon Aikido uważam za otwarty!”

  1. ajgon 16/09/2009 do 09:14 # Odpowiedz

    W aikido nie ma paskow — jest tylko bialy i czarny. Jedyne czym sie bedzie mozna pochwa­lic, to ladny dyplom z napi­sem 6/5/4/3/2/1 kyu :)

  2. Marcin W 16/09/2009 do 09:31 # Odpowiedz

    Ja od jakie­goś czasu jestem szczę­śli­wym posia­da­czem fajki (a wła­ści­wie to dwóch fajek). Zainwestuj w takie roz­wią­za­nie a nie skrę­casz jak stocz­nio­wiec ;) Fajki nie są wcale takie dro­gie, można dostać nie­złą, z gru­szy, za ok 30–40 zł (mam firmy mr. Bróg).

    Najlepsze są ponoć fajki wrzo­ś­cowe, ale te są już dużo droż­sze i trud­niej się w nich pali.

    Jak na razie testuję tytoń Alsbo o wiśnio­wym posmaku i muszę powie­dzieć, że z papie­ro­sami to nie ma żad­nego porów­nia­nia. Co prawda papie­ro­sów jesz­cze nie porzu­ci­łem bo po spa­le­niu fajki czuję się jakiś „nie­do­pa­lony”. Nic dziw­nego, bo fajkę się pyka i zaciąga tylko co jakiś czas.

    Hm, może uda mi się coś na ten temat napi­sać na blogu :)

  3. btd 16/09/2009 do 11:01 # Odpowiedz

    Tzn bedziesz takim grub­szym Segalem? :->

  4. CoSTa 16/09/2009 do 12:48 # Odpowiedz

    ajgon
    Łe, a u nas to noszą różne kolorki. No to ja zostaję przy bia­łym, będą bili mniej ;)

    Marcin W
    Swego czasu mia­łem śliczną fajeczkę — wrzo­siec co się zowie. Oj cho­lera, muszę sobie koniecz­nie takie urzą­dze­nie jesz­cze raz kupić bo frajdy spra­wia ono bar­dzo dużo.

    btd
    No wła­śnie, bo to Segal jakaś szczuplina? :)

    • btd 17/09/2009 do 11:41 # Odpowiedz

      Teraz nie, ale w cza­sach libe­ra­tora to gruby nie był :)

  5. SpeX 16/09/2009 do 22:56 # Odpowiedz

    A to może e-papierosy lub e-fajka? Coś takiego dziś w tele­wi­zji widziałem.

  6. krzychu 17/09/2009 do 10:01 # Odpowiedz

    No to zazdrosz­czę moż­li­wo­ści kon­kret­nego poru­sza­nia się, bo ja od pół roku tylko tetry­czeję.
    Na zakwasy genialne jest piwo. Metoda patentowana!

    sp. nie, spa­la­niu tyto­niu mówimy sta­now­cze ‘nie’, tym bar­dziej jeśli chcesz regu­lar­nie trenować.

  7. oli 17/09/2009 do 12:11 # Odpowiedz

    Witam
    Czytam two­jego bloga cza­sami, i milo sly­szesc ze kolega cw to samo.. ja tak samo wro­ci­lem po rpzer­wie na tre­ningi tego mi bra­ko­walo, no i sie zbie­rze 10 lat cicze­nia juz , choc na stop­nie nigdy nei zwra­ca­lem uwagi

Dodaj komentarz