Oj, no to się dzieje… Doropha poszła dziś na badania do pani ginekolog swojej i przeżyła lekki szok. Twór człekopodobny, roboczo zwany Alienem, ma się bowiem nadspodziewanie dobrze i — jak się okazuje — z wyjściem to on się nie spieszy. Widać Alien wziął sobie do serca mój przykaz by masę robił jak największą, coby pojawił się na tym bożym świecie będąc uformowanym na kształt Buddy. Problem w tym, że młody masy narobił w okolicach czterech kilo z tendencją do więcej i stąd lekki szok mojej małżonki, która te wszystkie kilogramy jakoś przepchać przez siebie będzie musiała.
Ano, synek przybywa! Celujemy z urodzinami w ten weekend bo to w sumie zawsze raźniej tak sobie w wolne urodzić ale Alien to wyjątkowo wredna bestia i chyba będzie mu się chciało jeszcze masy porobić. Niestety podopadały nas przeziębienia i czujemy się wszyscy paskudnie ale co tam, czegóż się dla smarkacza nie robi — zepniemy się i na ten weekend będziemy gotowi :).
Cholera, Doropha zaczyna mieć zdrowego stresa ale — co chyba gorsze — ja jestem jak na razie całkowicie luźny. Obawiam się, że jak mnie łupnie, to nie pozbieram się przez tydzień :). Anyway — odliczamy dni i godziny…








bedzie zajebiscie, opisuj wszystko bo za jakis czas (blizej niz dalej mysle) mi sie przyda :)
No przyda się większej liczbie czytelników. Jak sobie kalkuluję, to w najbliższym czasie redakcja MJ wzbogaci się o trzech członków ;-) Ja już czekam na raporty z pola walki i grilla gdzieś na łonie… natury oczywiście ;-) Powodzenia!
Znaczy nie jedziesz?
moje drugie dziecko rodziło się w podobnych okolicznościach chorobowych — moich i małżonki — ciężko to przeżyliśmy, ale się udało :)
Tym, którzy się wahają, polecam poród rodzinny…
To trzymam kciuki za powodzenia akcji uwolnienia Dorophy od „tego ciężaru”.
Nam ponad rok temu udało się wycelować w sobotę, nie wyobrażam sobie jakby to było gdyby w tygodniu córa przyszła na świat…A tak spokój był z pracą.
Powodzenia!
Trzymamy kciuki.
No to trzymamy kciuki i czekamy na wiadomości jak alien będzie już na świecie :)