Menu serwera

Tato, komputer mi nie działa!

Disclaimer: od jakiegoś czasu mniej lub bardziej (niestety raczej mniej ale to się zmieni, obiecuję) intensywnie pisuję do Mojego jabłuszka. Pisuję rzeczy różne – zazwyczaj głupie albo bardzo głupie. Tym artykulikiem rozpoczynam publikację mocno archiwalnych głupot, które miały farta i się na łamy MJ załapały, a które być może komuś jeszcze do zapchania dziury między wykładami tudzież do pośmiania się przydadzą. Dziś mocno już leciwy tekścik zainspirowany fajnym a często pomijalnym ficzerem Leoparda – Nadzorem rodzicielskim.

Niektórzy z nas są ojcami. Fucha to wymagająca, wdzięczna i potrafiąca wynagrodzić wszelkie trudy musu łażenia do pracy. Do pracy łazimy oczywiście po to, by być jeszcze lepszymi ojcami. Najlepsi Pod Słońcem ojcowie zaś to tacy, którzy wiedzą, że dzieciaki kochają siedzieć przy komputerze i dlatego pochodzą do pracy jeszcze nieco dłużej, szefowi wejdą tu i ówdzie jeszcze głębiej a raporty napiszą jeszcze ładniej, a wszystko po to, by dzieciak miał na czym i w co grać.

No i moja pięcioletnia córka korzysta z dobroci rodzicielskiej ile wlezie, skacze po dziecięcych stronach z grami, niszczy wraże potwory, podlewa jakieś kwiatki, przystraja pieski blond piękności rodem z reklamy Barbie. Bawiąc uczy się interfejsu, poznaje programy, przyswaja sobie różne fajne rzeczy i te niefajne zresztą też. Korzysta z komputera jednym słowem. I to czasem dosyć intensywnie. Na samą myśl, że niebawem mała nauczy się czytać i zacznie te wszystkie strony rozumieć, maile do niej przychodzące czytać a okno komunikatora będzie stale otwarte na jej biurku – na samą tę myśl aż ciarki przechodzą moja ojcowskie plecy. Sami rozumiecie – zboczeńcy i pedofile wystający zza każdego maila czy komunikatorowego kontaktu oraz alarmistyczne tony prasy… Oj, to potrafi zafundować Najlepszemu Pod Słońcem ojcu sporą dawkę przedwcześnie siwych włosów.

I tu przychodzi i Najlepszego Pod Słońcem ojca po plecach klepie wujek Jobs. Dobry wujek w swoim najnowszym dziecku – Leopardzie – podarował siwiejącym i gryzącym paznokcie ojcom coś, co pozwoli nieco zaoszczędzić na farbach i manicure. Tak, rozchodzi się o Nadzór rodzicielski, jedną z nowych opcji Leoparda, która jest kompletnie niezauważana, do czasu dorobienia się swojego potomka. I coś Wam powiem, wszyscy ojcowie o mentalności obozowego kapo będą nią zachwyceni!

Tato, jest piąta rano a ja nie mogę grać!

Absolutnie podstawową i najfajniejszą opcją jest ograniczanie dziecku czasu siedzenia przed komputerem. Ograniczać można nie tylko godzinowo od-do (np. konto dzieciaka jest blokowane w godzinach od ósmej wieczorem do szóstej rano i nie będzie żadnego nocnego grania :)) ale także można ograniczać sumaryczny dzienny czas spędzony przy komputerze. Koniec więc z gonieniem dzieciaka precz od kompa. Ma wydzieloną dziennie godzinkę obcowania ze sprzętem a system zadba już o resztę. Na widok tej opcji moja żona aż jęknęła z zachwytu i zaraz zaczęła kombinować, jak by tu MNIE nieco czas siedzenia przy komputerze ograniczyć. Ot podstępna niewiasta…

Tato, już nie mogę klikać po ikonkach!

Piękna rzecz – Uproszczony Finder. Co to takiego? A niezwykle przydatna opcja wprowadzenia Findera w tryb pracy, w którym dzieciak nie jest w stanie ruszyć żadnej ikonki, nie będzie mógł biegać po napędach do woli, nie ponawiguje po oknach i nie powywywala wszystkiego z Docka bo po prostu nie będzie mógł. Pierwszą rzeczą, którą moja córa zrobiła w Tigerze było przemeblowanie Docka. Wyleciało wszystko, co dało się wywalić bo przecież “taki fajny dymek się pokazuje wtedy tato, wiesz?”. Finder w takim trybie wygląda mniej więcej tak: po środku ekranu otwiera się duże okno, w którym widoczne są możliwe do uruchomienia aplikacje a w Docku siedzą sobie aliasy do np. Dokumentów. I to wszystko. Cała nawigacja po zawartości komputera oferowana dziecku ogranicza się do tych trzech bodajże aliasów z namiarami na najistotniejsze miejsca i… to wszystko. Żadnego biegania po twardym dysku, żadnego zaglądania do współdzielonych danych, kolekcja wysublimowanych meksykańskich erotyków jest bezpieczna! Ufff…

Tato, gdzie są gry?

Leopard umożliwia zrobienie czegoś, co ojcowie o wspomnianej obozowej mentalności po prostu pokochają: otóż można ograniczyć dziecku dostęp do programów. I to jak! Można powydzielać sztuka po sztuce konkretne programy, które dzieciak będzie w stanie uruchomić. W powiązaniu z powyżej przedstawionym uproszczonym Finderem tworzy to bezpieczne i zamknięte środowisko, w którym dzieciak nie narozrabia i nie kliknie czegoś, czego kliknąć nie powinien. W uproszczonym Finderze pokażą się bowiem dziecku tylko te zaakceptowane aplikacje i żadne inne. Ktoś czuje moc takiego rozwiązania? Welcome to the sandboxed world, baby :).

Na marginesie – wiele to samemu dziecku ułatwia. Pięciolatka naprawdę nie potrzebuje dostępu do iChata, iTunes i czego tam jeszcze. Ona chce grać, odpalić wizarda w GarageBand robiącego muzyczkę (fajna zabawa, polecam), wejść na ulubioną stronę internetową jakiegoś dziecięcego programu i to wszystko. Setki ikonek aplikacji zupełnie w tym nie pomagają. Wydzielonych kilka programów jest już jak najbardziej do ogarnięcia przez pięciolatkę, z czego owa skwapliwie korzysta.

Tato, gdzie są moje maile?

Nie to, żebym miał tak genialne dziecko, które w wieku pięciu lat prowadzi ożywioną mailową korespondencję ze światem. Niemniej już niedługo zacznie się to zmieniać, a że mamy dwudziesty pierwszy wiek, córa i owszem ma już także własny adres mailowy, który czasem sprawdzamy w poszukiwaniu listów od ciotek. Niestety, nawet w tak ograniczonym gronie adresy wypływają w świat i chcąc oszczędzić dziecku ofert powiększenia penisa, postanowiliśmy mieć wpływ na to, co w mailowym programie się dziecku pokaże. Tym sposobem włączyliśmy obecną w systemie opcję kontrolowania mailingu. Działa to mniej więcej w ten sposób, że wszelka wiadomość, którą córa na skrzynkę dostanie, musi przejść przez gęste sito mojej selekcji. Mail od ciotki? Zatwierdzony! Mail od spoconego i oślinionego zboczeńca i pedofila? Zablokowany! O tym, co moje dziecko w programie mailowym przeczyta, decyduję ja przez akceptację lub odrzucanie konkretnych maili. Oczywiście można ustalić listę bezpiecznych kontaktów i nie musieć co chwilę wyświetlać sobie tych wszystkich różowych wiadomości od ciotek :). Rzecz nieoceniona i przydatna nad wyraz.

Tato, ciągle mnie podglądasz!

I tak powinno być drogie dziecko moje! Jestem rodzicem a to, prócz bycia Najlepszym Pod Słońcem ojcem dostarczającym rozrywkę i naukę, oznacza też między innymi obowiązek kontrolowania tego, co robisz z ową rozrywką i nauką, o dziecię moje. Dlatego system ciągle zbiera informacje o tym, co robisz, jakie programy otwierasz, ile z nimi przesiadujesz, jakie strony odwiedzasz, od kogo maile dostajesz i z kim przez komunikator gadasz. Że co, że to czystej wody podglądactwo? Swoje się już naoglądałem przy przewijaniu, teraz chcę zadbać o wychowanie. A wychowanie, o czym wydaje się niektórzy rodzice zapominają, nie oznacza puszczenia na żywioł i braku kontroli poczynań dziecka w głupiej ufności, że “jakoś to będzie” i że dziecko samo sobie poradzi. Być może i sobie poradzi ale rolą rodzica jest dostarczenie dziecku nie tylko odpowiednich narzędzi ale też kontrola, co z tymi narzędziami robi. A o tym, co dziecko moje robi z komputerem informuje mnie system za pomocą zestawień raportów. Dodam, że całkiem czytelnych i zrobionych, jak to w Apple, z głową.

OK, skąd więc taki a nie inny tytuł tego artykułu? A mniej więcej takie właśnie słowa wypowiedziała córka moja na widok nowego Findera i niemożności rozwalenia Docka na części pierwsze. Widać nauka przez dekonstrukcję to świetna zabawa ale jakoś wolę, by dziecko nie eksperymentowało zbytnio z czymś tak w mojej rodzinie istotnym, jak domowy komputer. Do czasu otrzymania własnego kawałka silikonu dziecko będzie grało na moim boisku na moich zasadach. Z korzyścią dla obydwu stron.

Artykuł ukazał się w miesięczniku Moje jabłuszko

4 odpowiedź do Tato, komputer mi nie działa!

  1. zx Wrzesień 28, 2009 o 15:37 #

    Eru Drogi, jak ja się cieszę, że mam akomputerowych rodziców. :D

    • silmethule Wrzesień 28, 2009 o 16:08 #

      Jak ja się cieszę, że kontakt z komputerem zacząłem w czasie, kiedy żaden rodzic o „kontroli rodzicielskiej” nie słyszał ;).

  2. SpeX Wrzesień 28, 2009 o 16:07 #

    1)To ja mam pytanie, czemu nie zrobiłeś zrzutów jak takie ograniczone konto na Macku wygląda?
    2)A jaki system zainstalujesz córce jak będzie chciała swój komputer? XP/Vista/Seven, Mac, Linux czy DOS?:D
    3)A zablokowałeś możliwość czytania/komentowania córce co jej tatuś o niej w sieci wypisuje? :D

  3. CoSTa Wrzesień 28, 2009 o 16:25 #

    zx, silmethule
    Brzmi groźnie, co? :)
    Ale to kwestia podejścia chyba do wychowania. Gdy dorastałem z komputerem dorastałem i z internetem i wszelkimi jego plusami i minusami. Do dziś pamiętam filmik z odcinania głowy rosyjskiemu żołnierzowi, który dostałem mailem w linkach. Czegoś takiego chciałbym dzieciom oszczędzić. Gdy już podrosną i wpoimy im z żoną nasze wartości – proszę bardzo, hulaj dusza. Ale dopiero wtedy.

    SpeX
    ad. 1 – Niezły pomysł. Muszę nieco screenów porobić choć w sumie lepiej unaoczniałoby jak sprawy wyglądają jakiś screencast lub coś w ten deseń. Pod tym namiarem jest to szczegółowo opisane i pokazane: http://www.macgasm.net/2007/12/06/setting-up-parental-controls-in-apples-leopard/ (przynajmniej proces konfiguracji)

    ad.2 – A nie wiem co akurat wtedy będziemy mieli jako rodzinny system operacyjny :). Na dzień dzisiejszy byłby to OSX. Ale jeśli Windows 7 spełni pokładane w nim moje nadzieje… :)

    ad.3 – A gdzie tam! Może blogiem przymuszę ją do nauki czytania i pisania :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Moje Jabłuszko 2009/09

Gutek się wykluł, do domu przyjechał a ja dziś wieczorkiem pewnie machnę jakieś HowTo w temacie rodzenia :). Ale zanim...

Zamknij