Menu serwera

Dzisiejsza playlista – Nouvelle Vague i Nico

Naszło mnie dziś coś na klimaty chillowe, z których potem wyrosło coś mrocznego, depresyjnego ale dającego potworną dawkę adrenaliny. Dziwnie na mnie muzyka działa i dziwne mi przychodzą zachcianki w pracy, niemniej jeżdżę ostatnio po pełnej skali doznań – od muzyki poważnej, przez jazz, rock, alternatywę, elektronikę aż po psychodelię z piekła rodem. Nie wiem o co chodzi ale pewnie to wina takiej a nie innej pory roku.

Dziś chciałem zaprezentować trzy kawałki, które po prostu katuję. Na pierwszy ogień proponuję właśnie coś chillowego, co nie znaczy, że nudnego. Świetny cover utworu Fade to Gray kapeli Visage (który kocham miłością wielką) od innej kapeli zwącej się Nouvelle Vague. Strasznie spodobało mi się, jak utwór zmienił tu zupełnie charakter. Zrobić dobrego covera to ogromna sztuka. A ten jest imo dobry.

Po posłuchaniu chillów, harmoszek i czego tam jeszcze, przybyły mi do głowy kolejne dwa utwory. Tym razem mrok, wspomniana adrenalina i chyba geniusz, bo nie wiem jak inaczej nazwać materiał z ostatniego koncertu NicoFata Morgana Nico’s Last Concert. Bywalcy bloga (są tacy w ogóle? :)) wiedzą doskonale, co czuję do tego konkretnego krążka. Do tej żywej, pulsującej muzycznej materii, która stoi w takim kontraście do samej postaci Nico. Ów kontrast fascynuje mnie i pociąga nieodmiennie zmuszając mnie do przesłuchania całej płyty, co zazwyczaj kończy się napadem ostrej melancholii. Niesamowity materiał – prosty, surowy ale przez to chyba właśnie stanowiący kwintesencję witalności muzyki i pokazujący w pełni, jak może muzyka kształtować nastrój, życie i świat.

Proponuję dwa utwory z tej płyty. Pierwszy to właśnie pulsujący, transowy, narkotyczny I Will Be Seven, po którym proponuję rozdzierające All Saint’s Night, które w okolicach 5:07 wywołuje u mnie zawsze ale to zawsze ciarki. Niestety nagranie jest dosyć ciche więc proponuję nieco podkręcić głośniki. Warto.

, , ,

1 odpowiedź do Dzisiejsza playlista – Nouvelle Vague i Nico

  1. krzychu Październik 14, 2009 o 08:07 #

    Nico obchodzę szerokim łukiem. Przy tej muzyce łapię doła. Nouvelle przeciwnie – mimo, że dźwięki wysmakowana i stonowane, to jednak zawsze ładuje to moje akumulatory.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zawsze musi być ten pierwszy raz

Stało się. Wczoraj zaliczyliśmy ten pierwszy, jedyny i niepowtarzalny raz. Mnóstwo strachu, płacz, trzęsąca się bródka, czerwony kinol i oczy...

Zamknij