iPhone 3G po kilku miesiącach używania

Mam już ten tele­fon od jakie­goś czasu i tak się zbie­ra­łem, by napi­sać małe uzu­peł­nie­nie mojej opi­nii o nim, którą przed­sta­wi­łem we wpi­sie iPhone 3G — opi­nia w czerwcu. Zasadniczo wiele się od tego czasu nie zmie­niło ale w szcze­gó­łach ta słu­chawka zaczyna wyglą­dać coraz lepiej a im dłu­żej jej uży­wam, tym mniej znaj­duję powo­dów by chcieć prze­sia­dać się na inną.

Owszem, iPhone to wciąż tech­no­lo­giczny dino­zaur pozba­wiony połowy opcji tele­fo­nów za kil­ka­dzie­siąt zło­tych z pla­nem tary­fo­wym. Owszem, iPhone nie ma mnó­stwa ficze­rów a iry­tu­jące pomy­sły Apple (jak choćby brak moż­li­wo­ści syn­chro­ni­za­cji kon­tak­tów i kalen­da­rzy z kom­pu­te­rem via Bluetooth czy Wi-Fi) w więk­szo­ści pozo­stały nie­zmie­nione i nadal wku­rzają jak mało co. Apple kon­se­kwent­nie brnie w swoją ścieżkę roz­woju urzą­dze­nia maso­wego, któ­rego obsługa bez jego narzę­dzi (iTu­nes) jest nie­moż­liwa a bez dodat­ko­wych usług (MobileMe oczy­wi­ście płatne i to słono) — upier­dliwa. To wszystko prawda i nadal ma miej­sce, co ludziom cenią­cym sobie swo­bodę w poczy­na­niach ze swoim tele­fo­nem prze­szka­dza nad wyraz i dają sobie z tą zabawką spo­kój (hi Ender!). I słusz­nie bo po co się męczyć z urzą­dze­niem, które nie speł­nia pod­sta­wo­wych stan­dar­dów i wymo­gów w kwe­stii użytkowania?

Po tych kilku mie­sią­cach widzę jed­nak, że iPhone prócz bycia mod­nym gadże­tem ma też jedną, nie­sa­mo­witą, nie­praw­do­po­dobną prze­wagę nad innymi urzą­dze­niami — mul­ti­me­dia. A wła­ści­wie ich obsługa via przez wielu znie­na­wi­dzone iTu­nes. Można tego pro­gramu nie lubić, można jęczeć, że nie jest WinAmpem czy czym tam innym, że zamiast zosta­wiać pliki na miej­scu przy doda­wa­niu do biblio­teki prze­nosi je i two­rzy wła­sną struk­turę kata­lo­gów (jeden pta­szek do odha­cze­nia w usta­wie­niach pro­gramu) ale jed­nego odmó­wić mu nie można — zadba o te mul­ti­me­dia jak trzeba a po pod­łą­cze­niu iPoda czy iPhone co dzień zaser­wuje dawkę tego, co w drogę do pracy/szkoły/gdziekolwiek zabrać się chce.

Złapałem się ostat­nio na tym, że już nie bawię się play­li­stami, orga­ni­zo­wa­niem tego, co ma się w tele­fo­nie poja­wić do odsłu­cha­nia i obej­rze­nia. Tandem iTu­nes i iPhone dba o dostawę muzyki przez nową funk­cję iT — Genius Mixes. Po roku (chyba już nawet ponad) zbie­ra­nia danych przez iTu­nes Music Store o moich gustach i guści­kach oraz o gustach i guści­kach innych, kon­stru­owane przez iTMS miksy są zaska­ku­jąco dobre, tra­fiają w moje gusta pra­wie dosko­nale a że biblio­tekę mam sporą i jest w czym wybie­rać, na mono­to­nię nie mam co narze­kać. Ot choćby dziś rano — roc­kowy miks został tak przy­go­to­wany, że mia­łem spory pro­blem z ode­ssa­niem się od muzyki by wcią­gnąć tych kilka pod­ca­stów, które zazwy­czaj w dro­dze do pracy wciągam.

Podcasty — to kolejna dobrze zro­biona sprawa w tym tan­de­mie. Właściwie już nie wyłą­czam iTu­nes, które o aktu­al­ność pod­ca­stów dba samo ścią­ga­jąc nowe ich odcinki a po pod­łą­cze­niu tele­fonu sprzą­ta­jąc go z obej­rza­nych i te nowe wrzu­ca­jąc gdzie trzeba. Jako że kom­pu­ter stoi teraz pod­pięty pod tele­wi­zor, bar­dzo rzadko w ogóle na desk­top zaglą­dam i taka auto­ma­ty­za­cja bar­dzo mi odpowiada.

Kolejna dobrze zro­biona sprawa to umiesz­cza­nie nie­obej­rza­nych jesz­cze odcin­ków seriali na tele­fo­nie. O to dba iTu­nes, które można tak skon­fi­gu­ro­wać, by zawsze mieć ten bez­pieczny i obfity na wypa­dek kor­ków zapas. Swego czasu bawi­łem się we wrzu­ca­nie kolej­nych nie­obej­rza­nych odcin­ków DragonBalla na tele­fon ręcz­nie. Byłem głupi. O to zadba pro­gram. I to bar­dzo dobrze działa.

Filmy, muzyka, pod­ca­sty — ten tele­fon został stwo­rzony do mul­ti­me­diów po pro­stu. Niestety kosz­tem funk­cji, jakie powi­nien mieć każdy sza­nu­jący się tele­fon zwany „smartfonem”.

iPhone obsłu­guje się łatwo, szybko i przy­jem­nie. Bawiłem się nieco tele­fo­nem Zena (hi!) z Androidem na pokła­dzie (czy jakąś jego zhac­ko­waną odmianą). Fajnie to wygląda, opcji i moż­li­wo­ści kupa ale dzia­łało to nieco zbyt sta­tycz­nie, zbyt „muliło”. Zen mówił, że to wina naod­pa­la­nych pro­ce­sów i pew­nie tak wła­śnie było ale kur­czę, o ile mi mul­ti­ta­skingu w iPhone bra­kuje bar­dzo, o tyle bar­dzo bym pro­sił Apple, żeby zadbało o to, by doświad­cze­nie wie­lo­za­da­nio­wo­ści (bo w końcu to wsa­dzą, nie ma innej opcji) nale­żało do tych przy­jem­nych i płyn­nych. Zakładam, że tele­fony z Androidem na pokła­dzie czy też Palm takie wła­śnie doświad­cze­nia ofe­rują a przy­kład Zena był mało mia­ro­dajny, bo ten koleś jak nie ma odpa­lo­nych jed­no­cze­śnie sze­ściu demo­nów i ośmiu sesji tel­neta po SSH jest po pro­stu chory ;). Jeśli jed­nak jest ina­czej — nie dzi­wię się, że jap­cok jak na razie z wie­lo­za­da­nio­wo­ścią dla use­rów czeka na odpo­wied­nie dopra­co­wa­nie (lub wzmoc­nie­nie samego telefonu).

Generalnie o inter­fej­sie iPhone mogę powie­dzieć tylko dobre rze­czy i z każdą aktu­ali­za­cją softu prze­ko­nuje się, co może zdzia­łać opty­ma­li­za­cja. Telefon śmiga coraz żwa­wiej, zawia­dy­wa­nie pamię­cią odbywa się coraz spraw­niej i już nawet nie pamię­tam, kiedy ostatni raz byłem zmu­szony wyłą­czyć tele­fon by nieco wyczy­ścić pamięć dla inten­syw­nie z niej korzy­sta­ją­cych gier. To zda­rzało się cza­sem dosyć czę­sto ale po aktu­ali­za­cjach do softu 3.x po pro­stu prze­stało. Widać, że chło­paki pra­cują nad sys­te­mem i to cie­szy. Oby tak dalej.

A pro­pos gier. Tych poka­zuje się dużo ale 99% z nich to crap nie warty wyda­nia pie­nię­dzy. Sorry pano­wie pro­gra­mi­ści two­rzący kolejne klony kulek — nie o to cho­dzi i nie na tym zaro­bi­cie. Dobrych, głę­bo­kich tytu­łów na iPhone jest nie­stety mało i jako plat­forma dla hard­co­ro­wego gra­cza ten tele­fon nie ist­nieje (przy­naj­mniej na razie). Jeśli lubisz pograć w peł­no­wy­mia­rowe gry — kup sobie PSP czy Nintendo. iPhone tako­wych ma nie­stety bar­dzo, bar­dzo malutko. Za to jest iPhone rajem dla casu­alow­ców i miło­śni­ków pro­duk­cji nie­za­leż­nych choć warunki panu­jące na app­sto­ro­wym ryku są bar­dzo trudne a cią­gła walka o klienta przez obniżki cen pew­nie mocno ten rynek prze­trzebi. Po pro­stu trudno tu zaro­bić i dewe­lo­pe­rzy uciekną do kon­ku­ren­cji, która nie śpi i swoje sklepy z apli­ka­cjami tworzy.

A więc to tele­fon do roz­rywki, nie zaś do pracy. Owszem, hasło „There is App for that” nie­źle oddaje bogac­two oferty AppStore, nie­mniej to nie apli­ka­cje a błędy leżące w zało­że­niach pro­jek­to­wych nie pozwa­lają mi na mówie­nie o tym gadże­cie per „smart­phone”. Samo „phone” jed­nak wystar­czy. Muszę dodać, że to „phone” działa naprawdę nie­źle, płyn­nie i w spo­sób zasad­ni­czo bez­stre­sowy. O ile oczy­wi­ście czło­wiek zechce się w ten applowy eko­sys­tem zaprząc. Dla wszyst­kich innych o wiele lep­szym roz­wią­za­niem okaże się jakaś wypa­siona Nokia (Opi strasz­nie mnie swo­imi mokrymi snami o smart­fo­nach Nokii pod­kręca :)) czy inny smart. Po pro­stu każdy inny sys­tem prócz Mobile OSX pozwala na wiele, wiele więcej.

Z per­spek­tywy kilku mie­sięcy współ­pracy z tele­fo­nem muszę przy­znać, że doga­du­jemy się dosko­nale. To ide­alny gadżet dla mnie i spra­wia mi mnó­stwo frajdy. Jest pro­sty w obsłu­dze, śmiga szybko, bate­rie po ostat­nich aktu­ali­za­cjach nie chcą mi się wyczer­pać i na nie już nie narze­kam, ma kupę apli­ka­cji do zain­sta­lo­wa­nia i spory fun-factor. Ma też tę fajną cechę, którą lubię w urzą­dze­niach Apple — „keeps things sim­ple” jak mawiają za naszymi granicami.

A więc to tylko gadżet? Owszem ale z dużą mocą pod maską i ofe­ru­jący sporo frajdy.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

6 Komentarzy do “iPhone 3G po kilku miesiącach używania”

  1. zen 14/10/2009 do 09:58 # Odpowiedz

    Owszem, iPhone nie jest smart­pho­nem, to fakt. Tylko do kurwy nędzy dla­czego, skoro nie ma ku temu żad­nych prze­szkód? Wystarczy napi­sać bra­ku­jące funk­cje, bo tele­fon ma poten­cjał kil­lera na rynku smart­pho­nów. No, ale nie­eeee. Za to wła­śnie śred­nio lubię Apple.

  2. Wojciech Ignaczewski 14/10/2009 do 11:49 # Odpowiedz

    Większości spraw zga­dam się z Tobą.

    Mogę tylko powie­dzieć, że iP bar­dzo ład­nie syn­chro­ni­zuje sobie kalen­darz i kon­takty z Gmail za pomocą usługi Google Sync (Push). Testowałem już wcze­śniej Spanning Sync i ten się do Exchange nie umywa. Brak jakich­kol­wiek pro­ble­mów z kon­flik­tami syn­chro­ni­za­cji. Wszystko co wpi­sze w tele­fon po kilku sekun­dach mam na stronie.

    iP zyskał bar­dzo dużo dzięki apli­ka­cji Dropbox, w któ­rej już od dawna wszyst­kie swoje dokumenty.

  3. Mikołaj 14/10/2009 do 12:17 # Odpowiedz

    CoSTa, ta prze­waga wynika z tego, że iPhone został zapro­jek­to­wany jako świetny odtwa­rzacz mul­ti­me­dialny z dołą­czo­nym modu­łem GSM. W opi­sy­wa­nej wyżej wer­sji doszło kilka rze­czy, ale tak naprawdę pod­stawa się nie zmie­niła — odtwa­rzacz mul­ti­me­diów to naj­waż­niej­sza część.

    Zen się wku­rza, ale dla Apple wej­ście na rynek praw­dzi­wych smart­fo­nów biz­ne­so­wych jest nie­re­alne. Trzeba byłoby zapro­jek­to­wać całe urzą­dze­nie od początku, wywa­la­jąc więk­szość mul­ti­me­diów, w zamian dając sporo „gadże­tów” i duże ilo­ści dobrego opro­gra­mo­wa­nia. To cho­lerny koszt, a efekt koń­cowy nie­ko­niecz­nie będzie lep­szy od nowego sprzętu HTC, Palma czy Blackberry.
    Duże pie­nią­dze do wło­że­nia i znaczne ryzyko porażki IMHO ozna­czają, że Apple ten rynek sobie odpu­ściło. W sumie może lepiej, każdy ma swoją działkę na rynku i nie pajacuje.

  4. ogg 14/10/2009 do 16:56 # Odpowiedz

    Hmm, to ja pozwolę sobie zadać pyta­nie cóż ten praw­dziwy smart­phone powi­nien posia­dać by zasłu­gi­wać na swoje miano? :)

  5. CoSTa 14/10/2009 do 17:14 # Odpowiedz

    zen
    A pytaj się mnie, czemu Apple sys­te­ma­tycz­nie zawala sprawę… Dokładnie — kilka funk­cji dorzu­cić, kilka dopra­co­wać i mogłoby być naprawdę nieźle.

    Wojtek
    Ano, ład­nie syn­chro­ni­zuje. Szkoda, że póź­niej nie idzie tej syn­chro­ni­za­cji zro­bić lokal­nie via Książka adre­sowa — można sobie zazna­czać syn­chro­ni­za­cję z Google do upa­dłego a i tak nic się nie wyda­rzy. Niestety kon­takty mam dosyć obszer­nie poopi­sy­wane i syn­chro z Google nie­odmien­nie koń­czy się ich roz­wa­le­niem. Więc teraz mam de facto dwa „cen­tra” z kon­tak­tami: Knigę adre­sową na desk­to­pie i syn­chro­ni­zu­jące się via Google kon­takty na iPhone. Od czasu do czasu robię cros­so­ver ale to jest upier­dliwe niestety :/

    Co do DropBoxa — świet­nie, że jest. Gorzej, że w iP tych doku­men­tów nie obro­bisz, nie zmie­nisz, ba — nawet nie będziesz mógł ich otwo­rzyć w innym pro­gra­mie. I to nie wina DropBoxa tylko tak zapro­jek­to­wano tele­fon. Szkoda.

    Mikołaj
    Problem w tym, że Apple bar­dzo chce do rynku entre­prise dotrzeć. Te wszyst­kie wycieczki w kie­runku Exchange, te pier­doły gadane o przy­go­to­wa­niu urzą­dze­nia do pracy w korpo… Nie da się zła­pać dwóch srok za ogon jak się oka­zuje. Do mediów i zabawy iPhone jest OK. Do pracy — nawet po zain­we­sto­wa­niu solid­nych pie­nię­dzy — średnio.

    ogg
    Przede wszyst­kim musi być bar­dziej otwarty od iPhone. Nie mam moż­li­wo­ści zro­bić naj­głup­szej rze­czy pod Słońcem, czyli wgrać na ten tele­fon pli­ków do dal­szej obróbki. Chcę zabrać doku­ment, nad któ­rym pra­cuję w robo­cie i się nim poba­wić w tra­sie i dupa, zapo­mnij. Muszę kupić pro­gram, syn­chro­ni­zo­wać jaki­miś okręż­nymi dro­gami albo sta­wiać ser­wery na iP albo w kom­pie… To się nie nadaje do pracy i basta. Mój kolega z pokoju obok może na swój tele­fon wrzu­cić co chce i korzy­stać z tego wedle potrzeby. Ja mogę o tym zapo­mnieć. A to dopiero czu­bek góry lodo­wej. Spróbuj na ten przy­kład przy­pi­sać kon­takt do jakiejś grupy. Powodzenia… To są pod­stawy ergo­no­micz­nej pracy na boga!

  6. ogg 15/10/2009 do 09:42 # Odpowiedz

    OK, to co piszesz ma sens — otwarty dostęp do pli­ków to rzecz któ­rej na pewno bra­kuje (choć jak wia­domo brak tego dostępu rów­nież ma pewne plusy dla użysz­kod­ni­ków ;)) Brak kilku funk­cji „biz­ne­so­wych” (kon­takty, notatki, todo, pro­sta syn­chro­ni­za­cja bez­prze­wo­dowa — brak funk­cjo­nal­no­ści tego wszyst­kiego boli) Tyle że zupeł­nie nie­tra­fione są imho przy­kłady „praw­dzi­wych” smart­fo­nów. HTC ze swoją mulącą nakładką na Windows Mobile — kto to wymy­ślił? Nie wiem jak wygląda Android, nie mia­łem tego w ręce, ale wybór softu nie powala… Palm? Jak na razie za mało o nim prak­tycz­nej wie­dzy, trudno powie­dzieć jak to wszystko się sprawdza.

    Sytuacja jest de facto taka, że w iPho­nie naj­bar­dziej bole­sny jest brak lub kiep­ska imple­men­ta­cja kilku banal­nych funk­cji, które posiada pra­wie każdy tele­fon a nie to, że nie jest naprawdę „smart” ;) Zaawansowany użyt­kow­nik zrobi jail­break i postawi na iPho­nie co tylko będzie chciał. A że nie ma tego wszyst­kiego w stan­dar­dzie? Cóż, pew­nie nie w tę niszę ryn­kową Apple celuje… HTC czy Palm z kolei nie znajdą wiel­kiego uzna­nia gdy ktoś szuka urzą­dze­nia „mul­ti­me­dial­nego” a przy tym pro­stego. I tak każdy ma swój kawa­łek tortu, jedni więk­szy inni mniejszy ;)

    P.S. A tak swoją drogą — wyobra­ża­cie sobie iPhone’a z np. klien­tem SSH w stan­dar­dzie, wyko­rzy­sta­nym przez 2,79% użyt­kow­ni­ków? Ja nie bardzo…

Dodaj komentarz