Menu serwera

Jabłko nie dla graczy

Nie znam się na komputerach Apple. Nie rozbierałem ich, nie grzebałem w nich, nie wymieniałem podzespołów a własnoręczne rozszerzenie pamięci w moim mini traktuję na równi z lotem na księżyc – owszem, możliwe to jak najbardziej jest ale czy się uda, to już kompletnie inna historia. Nie w takich celach komputer kupowałem i nie po to z rzeczywistości szarych pudełek uciekałem, by wpadać w nią ponownie, tyle że w barwach innych i z logo nadgryzionego jabłka w każdym widocznym miejscu.

Komputery Apple nie są, nie były i pewnie jeszcze bardzo długo nie będą tworzone z myślą o graczach. Koniec i kropka. Tu w zasadzie mógłbym skończyć ten cały artykuł ale postanowiłem sobie popastwić się nieco nad Apple i jego polityką wprowadzania komputerów pod strzechy. Jak się okazuje – muszą to być strzechy spełniające pewne warunki, wśród których odporność na przyjemność płynącą z grania na swoim drogim komputerze to jeden z warunków podstawowych. Apple bowiem nie tworzy konstrukcji dla graczy. Owszem, oferuje bardzo wydajne rozwiązania ale są one najzwyczajniej w świecie trudno rozszerzalne (i pierońsko drogie). A to niestety oferuje granie na PC – potrzebę ciągłego rozszerzania i aktualizowania swojego hardware. Dałem sobie spokój z graniem na PC gdy zauważyłem, że koszt karty graficznej, jaką miałem zamiar sobie kupić by móc w spokoju pograć na swoim blaszaku jest większy, niż połowy podzespołów komputera razem wziętych. A pewnie i jeszcze większy. Na samą myśl, że operację powinienem powtarzać przynajmniej raz na dwa lata dałem sobie po prostu spokój i kupiłem konsolę.

Jabłko nie oferuje nawet łatwego (o tanim że już nie wspomnę) sposobu rozbudowy swoich konstrukcji. Tym sposobem solidny w dniu kupna sprzęt (coraz większa rzadkość w produktach Apple ale czasem coś się chłopakom z Cuppertino uda) starzeje się w zastosowaniach profesjonalnych i biurowych powoli ale w zastosowaniach typowo rozrywkowych po prostu ginie z czasem okrutnie. Już choćby ten powód jasno wskazuje na to, że Jobs ani chwili nie myśli o graczach akceptując kolejne projekty swoich zabawek.

W graniu na PC liczą się dwie rzeczy w kwestii hardware: moc i jeszcze nieco mocy w zapasie. Powód, dla którego do grania w gry, które wyglądają i śmigają doskonale na konsolach potrzeba sprzętu mocniejszego pod każdym możliwym względem jest chyba oczywisty – beznadziejny kod produkowany przez studia deweloperskie. Ten sam tytuł tyle że nieco pooptymalizowany spokojnie chodziłby na konfiguracjach oznaczanych na opakowaniach jako “minimalne”. Tyle że oczywiście nikomu na tym nie zależy. W końcu jakoś te coraz to liczniejsze gigaherce w procesorach i coraz to większe wiatraki w kartach graficznych sprzedać trzeba a nic tak nie napędzi sprzedaży jak wmówienie komuś, że musi mieć więcej, szybciej, kolorowiej, głośniej i w ogóle. Biznes jest biznes i ja to doskonale rozumiem. Zaczynam też powoli rozumieć, dlaczego jabłko w najbliżej dającej się przewidzieć przyszłości nie zmieni swojego podejścia do grania na komputerach.

Apple tworzy konstrukcje zamknięte. Nie chodzi mi o to, że są zaśrubowane i zalutowane na amen ale o to, że są to konstrukcje tworzone jak konsole do gier. Raz na jakiś czas wprowadzany jest nowy model a później dorzucane są uaktualnienia sprzętu, by jakoś wytłumaczyć niemałe ceny. Większe dyski, wymiana karty graficznej na jakąś lepszą, dorzucenie pamięci… To peryferia i to tak dobrane, by system pracował na nich wszystkich w miarę stabilnie i wydajnie. Raz na jakiś czas wprowadzana jest nowa linia procesorów ale poza szybkościami niewiele to zmienia – z punktu widzenia programisty i narzędzi, z których korzysta, to jeden pies. Nie ma tu miejsca na boosty wydajnościowe w postaci wrzucenia w bebechy nieznanej jeszcze podczas projektowania komputera karty graficznej. Nie ma tu miejsca na obsługę tego całego pecetowego tłumu urządzeń, co jest z jednej strony błogosławieństwem PC, z drugiej zaś jego wieczną zmorą (problemy ze sterownikami to pierwszy lepszy z brzegu przykład). Słowem – nie ma tu piecowej wolności w konstruowaniu środowiska do grania.

I teraz czas na najzabawniejsze – deweloperzy takiego bajzlu po prostu nie cierpią! Deweloperzy wielbią kodować na architektury zamknięte, które mogą poznać i mają na to czas, na których mogą eksperymentować z wydajnością algorytmów a nie zrzucać to na barki coraz to mocniejszego GPU w imię wydania tytułu na gwiazdkę. Historia silnika Renderware to jeden z bardziej chyba spektakularnych przykładów na to, co można samą optymalizacją i poprawianiem rozwiązań wyciągnąć z tej samej architektury. Kto grał w graficznie (i nie tylko) kapitalne Black na PS2 ten wie, o czym ja teraz piszę. Gra wyciska z konsoli ostatnie soki ale zauważmy, że pokazała się w 2006 roku a programiści mieli lata całe na zoptymalizowanie swojego silnika do granic możliwości konsoli.

Mamy więc Apple, które oferuje rozwiązania dosyć zamknięte i mamy deweloperów, którzy takie rozwiązania bardzo lubią zdecydowanie bardziej wolą niż ciągłą sprzętową niewiadomą klasycznego PC. To powinno zaiskrzyć. Ale jakoś nie iskrzy…

Apple oczywiście nie oferuje konsol do grania z wyjątkiem iPhone i iPoda touch, o których będzie za chwilę. Apple nie oferuje deweloperom tego poziomu stałości w technicznej charakterystyce sprzętu, jaki oferują kolejne generacje konsol. Kolejne generacje konsol wypuszczane są raz na kilka lat a w międzyczasie nie są dokonywane (bo nie mogą) jakieś ich większe modyfikacje. Można dziś grać na PS2 w gry sprzed siedmiu lat, czyli z czasów debiutu konsoli na rynku. W międzyczasie przetoczyło się kilka er sprzętu komputerowego i co najmniej kilka solidnych upgrade systemów operacyjnych. Oznacza to, że komputery i systemy nie mogą nawet próbować oferować programistom tej niezmienności, jaką oferują konsole. Skutek jest oczywisty – można oczywiście cieszyć się bardzo dopakowanym sprzętem ale zanim zacznie on być odpowiednio wykorzystywany przez programistów dawno już zdąży się zestarzeć.

Apple ma do tego wyścigu iście swoje podejście – olewa z góry na dół. Robi swoje, wsadza w komputery (szczególnie te z niższej półki) najmniej jak tylko się da, by system tylko się kulał, olewa kwestie wydajności a deweloperzy skarżą się na brak współpracy jabłka z twórcami gier (swego czasu Carmack mocno jęczał w tym temacie). Ta taktyka jakiś sens pewnie ma ale gdybym lubił grać na komputerze, zakup czegoś od Apple byłby ostatnią rzeczą, jaka by mi przyszła do głowy. Niestety Jobs z chłopakami bardzo mocno skupiają się na swojej wizji używania komputera w domu a wizja trzyma się kurczowo dwóch głównych punktów: komputer ma wyglądać (to mi nie przeszkadza), na komputerze wszyscy mają mieć to samo i używać go tak samo (a to mi już przeszkadza bardzo). Mam wrażenie, że stali się tej wizji niewolnikami.

Sytuację mocno zmieniło pojawienie się iPhone i iPoda touch, który w drugiej swej generacji jawnie już jest reklamowany jako handheld pełną gębą. Tu Apple zaczynało prace projektowe z czystym kontem i mogło zaplanować taki rozwój platformy i oprogramowania, by urządzenia przenośne uczynić jeszcze bardziej atrakcyjnymi przez umożliwienie pogrania na nich i – to stosunkowo spora nowość – nimi samymi. Rok temu gdy na Gwiazdkę kupowałem sobie iPoda touch nawet nie myślałem o tym, że będę mógł na nim grać w Need For Speed czy Crasha. Po niecałym roku moje urządzonko staje się małym komputerem, w którym trzymam dane, media i za pomocą którego mogę pograć w coraz fajniejsze gry. Jawnie widać, że Apple zaplanowało sobie rozwój platformy i być może coś jeszcze ma dla niej do zaoferowania (pewnie niejedno, problem jak zwykle w Apple z implementacją bo pomysłów tej firmie nie brakuje). W każdym bądź razie widać jak na dłoni, że iPhone i iPod touch to urządzenia, które powstały z myślą także o graniu a to od razu zaprocentowało w postaci świetnych wyników AppStore i ogromnego zainteresowania deweloperów tymi maszynkami. Nie bez kozery większość aplikacji w AppStore to właśnie gry. Jak się okazje, ludzie lubią grać i mam cichą nadzieję, że dotrze to nareszcie do statecznych głów applowej wierchuszki.

Apple nie tworzy komputerów dla graczy. Ba! Do czasu odejścia Jobsa najprawdopodobniej dalej nie będzie takowych tworzył. Nie sądzę także, by jabłko pokusiło się o swoją konsole do gier – nie ma takiej potrzeby a doświadczenia w tym temacie ma tylko negatywne. Apple dalej będzie sprzedawało swoje ładniusie maszynki, na których niestety w nic nie da się połupać z prostego powodu, że aby w cokolwiek połupać, trzeba będzie wirtualizery czy emulatory odpalać ewentualnie do Windows bootować, gdzie i tak gry powiedzą “sorry, używasz czegoś, co dzisiejsze PC oferowały trzy lata temu”. Deweloperzy omijają jabłko szerokim łukiem nie tylko dlatego, że ma niski udział w rynku. Przede wszystkim dlatego, że widzą brak perspektyw poprawy sytuacji a inwestowanie pieniędzy i czasu w rozwiązania natywnie śmigające na OSX to tylko obciążenie budżetu bez większego widoku na sensowny zarobek. To biznes jak każdy inny i by go rozwijać, trzeba mieć odpowiednie ku temu warunki. Apple takich nie tworzy.

Z małym wyjątkiem – iPhone i iPod touch. To dosyć odważne wejście w świat mobilnej rozrywki już teraz okazało się strzałem w dziesiątkę a sprawy mogą przybierać coraz lepszy obrót, o ile Apple jakimiś idiotycznymi decyzjami nie zarżnie tworzącego się rynku. Póki co to raj dla casual gamerów ale i hardcorowy gracz może zacząć zerkać w stronę tych urządzeń z pewną nadzieją. Zapowiadane są coraz lepsze gry ale nie ma się co oszukiwać, na gry jakości spotykanej na PSP czy Nintendo DS przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Tu ogromna jest rola Apple w inicjowaniu tworzenia dobrych gier oferujących rozrywkę głębszą niż 99% tytułów dostępnych aktualnie w AppStore. Apple po prostu musi zadbać o ten rynek, musi wykazać się inicjatywą, musi zaciekawić swoją platformą twórców dużych, mających prawa do marek rozpoznawalnych w światku graczy (kiedy pokaże się Final Fantasy na iPhone??? Apple, gdzie te komunikaty prasowe? OGNIA!). Bez tego najfajniejsze nawet urządzenie (a iPhone i iPod touch najfajniejszymi urządzeniami pod Słońcem nie są, zgódźmy się) po prostu przestanie istnieć a wraz z nimi ostatnie szanse na rozrywkę na urządzeniach z logiem jabłka na obudowach.

Pytanie brzmi – czy Apple wie, co musi zrobić, by przekonać do siebie graczy? Póki co dało niezłe warunki na robienie biznesu ale twierdzę, że nie ma bladego pojęcia jak zabrać się do realizowania haseł ze swoich własnych reklam. Najfajniejszy iPod? Sam akcelerometr i dotykowy ekran niewiele tu niestety zdziałają.

Artykuł ukazał się jakiś czas temu w miesięczniku Moje jabłuszko

8 odpowiedzi do Jabłko nie dla graczy

  1. spc Październik 11, 2009 o 21:59 #

    Apple nie nadaje sie do niczego oprocz posiadania Appla

    • CoSTa Październik 11, 2009 o 22:00 #

      No cóż, nieco ekstremalna opinia. Śmiem się nie zgodzić. Mam i prócz grania służy mi całkiem nieźle do wszystkiego innego.

  2. pemmax Październik 11, 2009 o 23:45 #

    Ja nie mam dylematów i pytań do Apple o gry. Po prostu zainwestowałem w PS3*

    *Hasło można dowolnie rozpowszechniać i używać. Zrzekam się wszelkich korzyści finansowych co do jego użycia i czerpania radości z gry na PS3 ;-)

  3. sm- Październik 12, 2009 o 13:20 #

    Proszę jednak zauważyć, jak ważną (bo przynoszącą lojalnych klientów, a zatem i stałe dochody) gałęzią w branży gier komputerowych są tzw. gry MMORPG. I że koronne tytuły z tej grupy gier, takie jak World of Warcraft czy EVE Online od samego początku swojej kilkuletniej już egzystencji są dostępne w wersjach na systemy operacyjne z rodziny MAC OS.

    • CoSTa Październik 13, 2009 o 07:42 #

      Ależ ja nie piszę o tym, że nie ma gier na Makach. I owszem są. A raczej w porównaniu do tego, co wydaje się pod Windows lepiej napisać – bywają. Piszę o tym, że jako platforma Mac jest po prostu dla twórców gier mało atrakcyjny z różnych powodów. Skutek jest taki, że gier jest mało, tytuły nie są pisane natywnie a uruchamiane są za pomocą różnych obejść w stylu Cidera a Apple niewiele robi, by ten stan rzeczy zmienić.

  4. Jacek Artymiak Październik 13, 2009 o 17:38 #

    Czy mam rozumieć, że nie możesz doczekać się kiedy będziesz musiał co dwa lata rozbebeszać iMac’a i odtwarzać taniec voo doo z naszyjnikiem z zębów kojota na szyi modląc się o przychylność piekieł w czasie instalacji kolejnego beta-driver’a? ;-) platform do gier jest wiele, Apple nie musi w to wchodzić. A może nie chcą, bo mają uraz po Apple Pippin? ;-)

    • CoSTa Październik 14, 2009 o 07:42 #

      Pewnie, że nie muszą w to wchodzić. Jednak kupno komputera do domu za duże pieniądze powinno się także wiązać z możliwością pogrania na nim. I nie trzeba co dwa lata robić upgrade – wiedzą to ludzie mający laptopy PC i grający na nich. To, co jest potrzebne do pogrania, to gry. A te nie będą się pojawiać na Makach dopóki nie stworzy się deweloperom odpowiednich warunków. Tym bardziej jeśli baza sprzętu jest jak na razie niewielka – czym innym należy deweloperów do tworzenia gier na tę platformę zachęcić. A tu Apple się nie spisuje, o czym mówią sami deweloperzy.

    • btd Październik 14, 2009 o 08:02 #

      E że co? Napisz po prostu że jesteś lamą i nie potrafisz zmienić grafiki i zainstalować sterowników.

      A reszta – Costa dobrze napisal.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
iPhone gry – Soosiz i Meteor Blitz

Szybciutko bo niestety ale Gucio daje nam dziś popalić a i zmęczenie nieprzespanymi nockami daje w kość. W każdym bądź...

Zamknij