Menu serwera

8/6800

Jutro, znaczy się 24 listopada, nasz młody i świeży nabytek, który w sposób całkowity i zdecydowany rujnuje nam czas wolny, który kopie, wrzeszczy i zmienia kolory niczym tęcza zapowietrzając się od tego wrzasku, który przewrócił nam świat do góry nogami, zmienił moją żonę w robota, mnie w człowieka nielubiącego weekendów a Majkę w stwora wiecznie kręcącego głową z niedowierzania, że można tak drzeć japę, który gdy się uśmiechnie powoduje wykwit błogostanu natwarzowego i okołosercowego, który gdy zaguga powoduje omdlenia pozachwytowe i ekscytację okołorodzicielską, który gdy beknie powoduje wizyty sąsiadów sądzących, że kanalizacja strzeliła a gdy puści bąka – wizyty służb ratownictwa medycznego…

A co ja będę pitolił. Jutro mija okrągła rocznica ośmiu tygodni bytności Gutka na tym padole!

W związku ze związkiem trza było młodego nieco sprawdzić, strzelić mu okresowy przegląd techniczny i zobaczyć, jak tam jego żółtaczka ustępuje (a ma ciągle – zdaje się, że związaną z pokarmem co ponoć czasem występuje). Przy okazji przeglądu dokonano i ważenia naszego małego smoka.

6800!

Tyle w gramach ma nasza pociecha. Wychodzi więc na to, że nasza bestia jest z tych słuchających się wybiórczo. Kompletnie w trąbie ma nasze prośby, groźby i wota składane na rzecz zamknięcia paszczy ale głęboko do serca wziął sobie moje pierwsze dla niego przykazanie: rób masę. Syn masę robi w sposób koncertowy a wygląda po prostu bosko – cały jest złożony z różnych fałd, fałdek i fałdeczek, co wpływa też dosyć zabawnie na ergonomię jego chwytów palcowych, które są nieco utrudnione ze względu na fakt braku możliwości ułożenia paluchów w jednej linii. Prościej: ma tak tłuste paluchy, że łapać owszem łapie ale palca przy palcu już nie za bardzo może poukładać – tłuszcz w tym przeszkadza :).

Gucio jest mega absorbujący i gdy nie drze mordy – mega słodki. Ma coś do cycków Dorophy, których ewidentnie nie lubi i na które krzyczy w sposób straszny. Ale – i to jest dziwne bardzo – tylko za dnia. W nocy jak się dossie, to zapadają się policzki Dorophy od tego wsysania. Ogólnie kwestie żywnościowe mają u mojego potomka najwyższy z możliwych priorytetów. Kiedy jest głodny i zaczyna wpieprzać ręce chcąc coś natychmiast possać, ciamkanie temu towarzyszące niesie się daleko i żywiołowo, powodując natychmiastowe obroty głów w takiej na ten przykład lekarskiej poczekalni. Żywność musi być dostarczana natychmiast, w ilościach satysfakcjonujących i w smaku dopasowanym do akurat obowiązującego nastroju. Współczuję przyszłym restauratorom, którzy będą mieli za zadanie dogodzić potomkowi…

Gucio jest stuprocentowym facetem. Jego bąki powoli zaczynają stawać się mityczne. Jego pojedzeniowe odbicia zawstydzają Turbodymomena. Jego wrzask powoduje wibracje skorupy ziemskiej i naruszenie konstrukcji budynku (wiemy, mieliśmy w weekend kontrolę). Gdy siknie, pampers jego jest cięższy od pustawej głowy da Majka. Wolicie nie wiedzieć co się dzieje, gdy kupnie. Nasz stuprocentowy samiec rośnie (głównie wszerz) i zaczyna nabierać rozumnego spojrzenia. Zaczynam się mocno obawiać, że gdy zacznie łazić, zaczną znikać moje zapasy wszelkich poszerzających mnie przekąsek. Czy to naturalne, że obmyślając projekt kuchni bierze się pod uwagę zamontowanie tam sejfu?

Sto lat Guciu! Wypełniaj pampersy szczodrze!

,

7 odpowiedzi do 8/6800

  1. Biter Listopad 23, 2009 o 11:32 #

    Bardzo zacny i obrazowy opis sytuacji :D Gdybyś foty aktualne dołączył to też by nie zaszkodziło ;)

    • CoSTa Listopad 23, 2009 o 13:10 #

      Kurde, nastrzelałem ostatnio Gutkowi fotek sporo ale nie mam na czym ich obrobić. Trza będzie w którąś sobotę wreszcie do roboty przyleźć i nieco prywaty odwalić. Chyba że jakoś po godzinach oblężenia telewizora przez rodzinę znajdę chwilkę na grzebanie ale wtedy już zazwyczaj jestem tak padnięty, że nominalnie nic mi się nie chce :)

  2. Andrzej Listopad 25, 2009 o 12:09 #

    Staram się przygotować psychicznie, fizycznie i w każdy inny sposób na powitanie synka w domu, ale widzę że wszystkiego i tak nie da się przewidzieć… No cóż zostało jeszcze kilka tygodni i doświadczę tego o czym piszesz na własnej skórze :) Z Twojego opisu widzę, że będzie się działo…

    • CoSTa Grudzień 1, 2009 o 09:29 #

      Dzieciaki różne bywają. Majka była przy Gutku aniołem spokoju i ostoją ciszy. Gucio jest inny. Oj potrafi dać w kość bardzo a w połączeniu z moim brakiem cierpliwości totalnym efekt bywa czasem bardzo niefajny.

      Cóż, jakoś się dotrzemy. Musimy :)

      A Wam powodzenia życzę! I zdrowia bo to najważniejsze.

  3. xristina Listopad 25, 2009 o 22:56 #

    Costa informuje cie ze ja i Gutek urodzilismy sie w tym samym dniu tzn 24/09.i na pewno bede pamietala o jego urodzinach.
    Gutek wolalabym zeby nie pamietal o moich urodzinach.

    • CoSTa Grudzień 1, 2009 o 09:33 #

      Oooo, popatrz, nie zwróciłem kompletnie uwagi na ten przesympatyczny zbieg dat. No to trzeba będzie w domu zadbać o dwa torty tego dnia :)

  4. krzychu Listopad 26, 2009 o 12:35 #

    8 tyg! Świetna sprawa.
    Życzę szybkiego zejścia tej żółtaczki, bo ciutkę długo cholerstwo się ociąga…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Dystrykt 9 (Discrict 9)

Nareszcie. Nareszcie film dla miłośników Sci-Fi rozumianego jako fantastyka naukowa a nie space opera czy coś w ten deseń. Film...

Zamknij