Dopadło i nas

Jak kraj długi i sze­roki, przez łąki i pola bie­gnie… Nie, nie fasola. Biegnie jakiś zafaj­dany wirus, któ­rego kiedy w końcu dopadnę, wszyst­kie niby­nóżki czy inne wypustki z wiru­siej dupy powyrywam.

Wirusy to stwo­rze­nia, które można okre­ślić jed­nym mia­nem: nie­pro­szone skur***. Jasno, pro­sto i z mocą od samego wej­ścia do domu mówi się takim „won” a one i tak gdzieś się zalę­gną, gdzieś się scho­wają, gdzieś prze­nikną i oczy­wi­ście wlezą w czło­wieka, mimo iż nie ma się na to naj­mniej­szych chęci. Sukinsyństwo tych two­rów i cała ich mroczna prze­wrot­ność polega jed­nak na tym, że ata­kują zazwy­czaj tych, któ­rzy raczej nie mogą im oddać. Tym spo­so­bem naj­wię­cej dostaje się dzie­cia­kom, choć i starsi też potra­fią solid­nie oberwać.

W zeszły week­end zawi­tała u nas bab­cia Wula, która przy­była nieco nas wspo­móc, nieco gospo­dar­stwo domowe ogar­nąć i chu­dobą się zająć. W jej rodzin­nej Jeleniej Górze wszystko jesz­cze było ponoć w porządku jed­nak po prze­kro­cze­niu naszego progu zaczął się kosz­mar babci Wuli, który skoń­czył się soczy­stym L4, prze­świe­tle­niami krtani i czego tam jesz­cze. Jesteśmy z Tobą bab­ciu, walcz i wiru­so­wych zasrań­ców się pozbądź.

Wirusy to jed­nak zło­śliwe bestie i zamiast zado­wo­lić się samą bab­cią, posta­no­wiły prze­sko­czyć sobie na da Majka, który dostał wczo­raj gorączki a dzi­siej­szą nockę spę­dził z okła­dem na gło­wie i napom­po­wany Nurofenem, bo przy 39 stop­niach i lek­kim nomen omen maja­cze­niu już się plwa na natu­ralne metody i fun­duje się dziecku solidną anty­ho­me­opa­tię. Grzecznie sie­dzia­łem przy córce i ją poiłem, okład na gło­wie zmie­nia­łem i ogól­nie zafun­do­wa­łem sobie pół nocki czu­wa­nia. Doropha w mię­dzy­cza­sie wal­czyła z Guciem, który to osob­nik zafun­do­wał z kolei jej noc ciężką nad wyraz, cią­gle jęcząc, maru­dząc i nie mogąc się do cycka dossać. Zdaje się, że młody zaczyna z kinola sma­ro­wać a to już wzbu­dza nasze lek­kie prze­ra­że­nie, bo Gucio jest z tych mocno obcią­ża­ją­cych swo­ich rodzi­ców i jeśli jesz­cze do tego doj­dzie cho­roba, to będzie już kom­plet­nie pozamiatane.

Czekam teraz tylko na Dorophę a póź­niej i na swoją kolej. Bo mam dziwną pew­ność, że te zasrańce wirusy na dzie­cia­kach nie skoń­czą. A anty­ciało im w plecy! Nie damy się!

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jedna odpowiedź do “Dopadło i nas”

  1. Corni 03/11/2009 do 20:54 # Odpowiedz

    współ­czu­jemy :( w ramach relaksu zapra­szam na stronkę Tomka — rela­cja fil­mowo zdje­ciowa z nocy cza­row­nic i mumi

Dodaj komentarz