Menu serwera

Dystrykt 9 (Discrict 9)

Nareszcie. Nareszcie film dla miłośników Sci-Fi rozumianego jako fantastyka naukowa a nie space opera czy coś w ten deseń. Film z założenia poważny, mówiący o ważnych rzeczach, z przesłaniem i w ogóle tym wszystkim, czego oczekuje się od kina przez duże K.

Nie będę wchodził w opis fabuły bo ten możecie znaleźć na dowolnym portalu filmowym. Nie będę też pisał o tym, jaką to ładną paralelę scenarzyści sobie obmyślili, by pokazać naszą, ziemską, apartheidową rzeczywistość sprzed całkiem przecież niewielu lat. Nie będę też pisał o tym, że film zrobiono stosunkowo niewielkimi środkami i osiągnięto zdumiewająco dobry rezultat. To wszystko już napisano nie raz. Zamierzam napisać o tym, co w tym filmie mnie boli najbardziej i dlaczego nie otrzymał mojej maksymalnej oceny.

Pobierz / obejrzyj film (m4v; 15,5mb)

Film dzieli się na dwie części: paradokumentalną i fabularną. Zaczyna się paradokumentem, który wprowadza z wolna w fabułę tłumacząc mniej więcej kiedy na Ziemi pojawili się obcy i jak przez ostatnie 28 lat układały się nasze z nimi stosunki. Na chłodno, w tonie telewizyjnego reportażu, wysłuchujemy mądrych głów, oglądamy przeprowadzane na ulicach sondy, widzimy znaki różnicujące gatunki jako żywo wyjęte z apartheidowej (i amerykańskiej do całkiem niedawna) rzeczywistości. I te fragmenty filmu są po prostu ŚWIETNE! Ogląda się to z zapartym tchem, przed oczami staje zupełnie inna rzeczywistość (czy jednak aby nam nieznana?), w której wsadzeni do getta obcy wywierają ogromny wpływ na społeczność ludzką, zresztą z wzajemnością. Widzimy rozkwit nielegalnego handlu, czarnego rynku, przestępczości, prostytucji i totalnego żerowania na obcych. Widzimy jak bardzo odhumanizowani sami się stajemy, jak bardzo ksenofobiczni, jak niewiele potrzeba, by ludzie zmienili się powoli w potwory. A podane jest to ujęciami z ręki, ze wspomnianą chłodną narracją i niesamowitym wrażeniem, że samemu uczestniczy się w likwidacji obcego getta (serio, te sceny są doskonałe właśnie dlatego, że aż za dobrze nam znane – widzimy to prawie co dnia w wiadomościach i relacjach z krajów ogarniętych różnymi kryzysami).

Do czasu jednak. W pewnym momencie paradokumentalna narracja się urywa i wchodzą wątki fabularne – interakcje między bohaterami, dialogi i cała ta fabularna reszta. I niestety tu magia filmu się kończy. Fabularyzowane elementy, sceny i kwestie są po prostu średnie, pozbawione tego ładunku emocjonalnego, jaki przekazano za pomocą – paradoksalnie – „dokumentalnych” ujęć. Jasne, to nadal jest niezły film ale to przejście z „dokumentu” w „historię bohatera” jest zbyt widoczne, zbyt wiele dzieli te dwa sposoby narracji.

Film dosyć łopatologicznie definiuje „tych złych” i „tych dobrych”. Za dużo tu pod tym względem uproszczeń, co niestety razi. Według scenarzystów ludzie są z definicji podli i napędzani zyskiem ale ja się z takim uproszczeniem nie godzę. Ludzie (przynajmniej niektórzy) to nie tylko dolary i władza. W ogóle zabrakło mi w filmie wątków religijnych, podejścia rasy ludzkiej do spotkania z obcą rasą i dewaluacji znaczenia tego faktu. O ile na początku wspomina się o tych sprawach w dokumentalnej formie, o tyle to właśnie część fabularna powinna być tych wspominków rozwinięciem. Niestety, nie w tę stronę skręcił scenariusz. Ogólnie – im bliżej końca filmu, tym częściej ma się wrażenie, że ktoś chyba zmienił adresata i końcówkę wymierzył w przeciętnego kinowego pożeracza popcornu. W filmie, który zapowiada się od początku na kino przez duże K jest to imo zgrzyt ogromny i zupełnie niepotrzebny, który zostawia niemiły posmak.

Czy więc jest źle? Ani przez chwilę. To dobry, solidny film SF, który momentami wchodzi na wyżyny kina fantastycznonaukowego. Problem w tym, że tylko momentami a w końcówce skręca w przejmujące, nie powiem ale jednak kino akcji. Po co? Dalibóg, nie mam pojęcia. Chyba właśnie po to, by pożeracz popcornu nie klął po seansie zbyt głośno.

Ocena w skali 1-10: 7

, , ,

8 odpowiedzi do Dystrykt 9 (Discrict 9)

  1. grabek Listopad 18, 2009 o 11:57 #

    wydaje mi się, że wystawiłeś odrobinkę za wysoką ocenę. Albo może to po prostu nie moje kino.

  2. pucor Listopad 18, 2009 o 12:35 #

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Świetny pomysł na film. Konwencja paradokumentu, zapowiadało się ciekawie… a skończyło robocop’em-terminatorem-męczennikiem, który o dziwo nie (u)ratował Ameryki. Zakończenie sugeruje, że może być sequel. Sam nie wiem, czy bym się na niego wybrał…

  3. Marcin W Listopad 18, 2009 o 13:08 #

    No, no. Peter Jackson się rozkręca. Za sci-fi nie przepadam, ale to może być ciekawe. Na pewno forma zwraca uwagę.

    W połowie trailera otworzyłem isohunt.com, i już się ssie. :)

  4. Biter Listopad 18, 2009 o 15:50 #

    Obejrzałem z przyjemnością, wady sa faktycznie ale zalet jeszcze więcej ;)

  5. krzychu Listopad 18, 2009 o 17:52 #

    Dziwna rzecz z ‚Dystryktem 9’ – ilekroć pada ten temat w rozmowach ze znajomymi, to opinie są mocno spolaryzowane. Dobrze, że ty tego uniknąłeś w tych paru uwagach powyżej.
    Jednak dla mnie siła filmu leży właśnie w tej drugiej – fabularnej! – części. Po raz pierwszy w kinie pokazano obcych jak nie obcych – czyli jako złożone społeczeństwo (a nie potwory, a nie infantylne E.T. itd.). W drugiej części natomiast mamy przedziwną przemianę człowieka, który pod wpływem przemiany genetycznej zmienia swoją osobowość oraz zmieniają się jego relacje z ludzkim społeczeństwem. Żadna spektakularna apokalipsa – przeciwnie: pokazany z dystansem dramat człowieka rozdartego między światami. Tego nie da się zrobić wyłącznie środkami narracyjnymi z pierwszej – paradokumentalnej – części. Tu widzę siłę i przełomowość tego filmu.

    • CoSTa Listopad 23, 2009 o 09:32 #

      Czy po raz pierwszy tu pokazano obcych jak nie obcych? Raczej nie, kilka filmów w kinie SF się wcześniej wydarzyło a z tematem przedstawienia obcych imo lepiej poradził sobie choćby klasyczny już Enemy Mine. Tu nowatorskie było podanie tematu obcych. Część fabularna jak dla mnie po prostu nie dorosła do części paradokumentalnej. Także motyw morphującego w aliena nudnawego urzędnika nie został wyeksploatowany w dostateczny sposób. Tu był potencjał ogromny a w sumie skupiono się na bieganinie. Pomysł doskonały ale realizacja moim skromnym raczej średniawa. To mogła być perła! Co prawda film perłą nie jest ale i tak uważam to za kawął dobrego kina. Więcej takich nie-pereł i będę zadowolonym bardzo człowiekiem :).

  6. Ender Listopad 19, 2009 o 21:44 #

    Ano, film jako całokształt ciekawy. Po obejrzeniu miałem bardzo pozytywne wrażenia, oceniałem go na 8/10 :), ale… nie obejrzałbym go drugi raz. Tak jak wspominałem w knajpie – część dokumentalna rewelacyjna. A drugiej połowy mogłoby nie być.

  7. Andrzej Listopad 20, 2009 o 14:17 #

    Bardzo dobry film, który już na samym początku za to że akcja nie dzieje się w USA ma u mnie dużego plusa. Tak jak napisałeś wreszcie coś innego w temacie SF i mam nadzieję że ten film to taki dobry początek idących zmian w tym gatunku. Poczekamy, zobaczymy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zombieland

Kino zombiakowe ma się ostatnimi czasy bardzo dobrze. Co i rusz powstają nowe filmy, często o tych nowych filmach mówi...

Zamknij