Pomalutku do przodu

Pobudka o 4:30 w nie­dzielny ranek — czy­sta radość :)

Kurczę, się nam tryb życia przez Gucia zmie­nił, a niechże go… Młody strasz­nie absor­buje, po pro­stu masa­krycz­nie wiele czasu wysysa z życia Dorophy i robi to w spo­sób inten­sywny i naj­gor­szy z moż­li­wych, czyli becząc. Majka pod tym wzglę­dem była zupeł­nie inna — owszem, jak każde dziecko wyma­gała opieki, dozoru i czasu przy niej spę­dzo­nego po pro­stu od groma ale nie oznaj­miała tego krzy­kiem, gnie­wem i napi­na­niem się takim, by dosta­wać prze­pu­klin. Młody już sobie jedną zafun­do­wał a coś podej­rze­wam, że jeśli dalej będzie się tak spi­nał dojdą nam do kolek­cji i kolejne. Ponoć tak faceci mają i basta — drą mordę, o swoje dbają z całą mocą i sta­now­czo­ścią a cycek musi być podany na czas, w odpo­wied­niej tem­pe­ra­tu­rze oto­cze­nia i naj­le­piej z osobą towa­rzy­szącą. Podobnie pod­czas prze­bie­ra­nia — osoba towa­rzy­sząca po pro­stu być musi a naj­le­piej dwie bo prze­cież dopiero wtedy można nale­ży­cie doce­nić ten ciężki wkład wła­sny syna w pieluchę.

Gucio to stwór wodny. Uwielbia wprost kąpiele, w któ­rych bar­dzo wyraź­nie się wylu­zo­wuje, pod­czas któ­rych bar­dzo wyraź­nie lubi strze­lić sobie szczo­cha i któ­rych koniec (a więc i potrzeba ubra­nia się) zawsze bar­dzo jest mu nie w smak. Serio, cze­goś takiego u Majki nie widzia­łem. Wystarczy wycią­gnąć gów­nia­rza z wody i zaczyna się kon­cert na całego a dokładny czas wycią­gnię­cia znają nasi sąsie­dzi i praw­do­po­dob­nie cała oko­lica. Co za moc w tych małych płucach!

Gucio jest ner­wu­sem. Okropnym ner­wu­sem. Wkurza go całe mnó­stwo róż­nych rze­czy ze zmianą pie­lu­chy na czele. Po pro­stu nie cierpi tego i całym małym sobą poka­zuje, że nie chce, by się przy dup­sku i jaj­kach mu mie­szało. Ot bru­das zawo­łany, który ceni wszystko, co wła­sne i nie odda tego za żadne skarby świata.

Gucio za nic ma poli­tykę i finanse. Majkę potra­fi­łem sku­tecz­nie uśpić opo­wia­da­jąc jej o zawi­ło­ściach naszego sys­temu podat­ko­wego lub o aktu­al­nych alian­sach poli­tycz­nych ówcze­śnie rzą­dzą­cych czy też opo­zy­cyj­nych par­tii ale na mło­dego to nie działa. W trą­bie ma afery, za nic ma defrau­da­cje, kupę go obcho­dzą alianse i przy­mie­rza. Po jakichś dwóch minu­tach mojej pepla­niny zaczyna dawać całym sobą (oraz całą mocą swo­jego gar­dła) znać, że star­czy mu tych głu­pot a prze­cież do opo­wie­dze­nia są tak życiowe rze­czy, jak życie intymne grze­chotki zwa­nej Krzysiem, która to grze­chotka (który to grze­chot??? jak to odmie­nić?) ma wiele przy­gód łóż­ko­wych szla­ja­jąc się od łóżeczka, do łóżeczka. Ale żeby się tam na samym opo­wia­da­niu miało koń­czyć… Mały cho­ler­nik wymaga opo­wie­ści z podzia­łem na role i boga­tych w ono­ma­to­peje, przy któ­rych Ogniem i mie­czem czy też inne Wiedźminy wysia­dają. Tak sobie myślę, że chyba zacznę mło­demu pusz­czać sound­tracki z jakichś peł­nych akcji fil­mów i być może wtedy da nam w końcu spokój.

W tym wszyst­kim śred­nio odnaj­duje się da Majek, który bar­dzo nie wie, dla­czego Gucio cię­giem jest z cze­goś nie­za­do­wo­lony. Wiecie jakie to bez­na­dziejne uczu­cie tak stać koło sze­ścio­latka i stwier­dzać, że ani na jotę nie jest się od niego mądrzej­szym? „Nie wiem” to ostat­nio naj­czę­ściej spi­sy­wane przeze mnie zezna­nie w Wielkiej Instrukcji Obsługi Gutka, którą na boku sobie spi­suję. Po pro­stu dia­bli wie­dzą, o co temu dzie­cia­kowi cza­sami chodzi.

Jednak są momenty, kiedy Gutas prze­staje się spi­nać, roz­luź­nia się i zaczyna bar­dziej przy­po­mi­nać to, czym powi­nien być — słod­kiego nowo­rodka. Te chwile są rzad­kie ale chyba przez to takie wła­śnie cenne. No bo kiedy Gutas wal­nie uśmie­chem, to odpływa Doropha, odpły­wam ja a Majka zawsze się na uśmiech spóź­nia :). Kiedy widzisz roz­dzia­wioną, bez­zębną pasz­czę roz­cią­gniętą w słod­kim uśmie­chu przy­cho­dzą ci do głowy dwie myśli: „jesteś tak słodki, że zaraz cię wpier­ni­czę” oraz „kur***, szkoda, że to zaraz się skończy”.

I tak leci nam dzień za dzion­kiem. Konsekwentnie poma­lutku do przodu. A ja z każ­dym owym dniem utwier­dzam się w prze­ko­na­niu, że ktoś, kto pierw­szy wymy­śli maszynę tłu­ma­czącą z nie­mow­lę­cego na ludzki, będzie naj­bo­gat­szym czło­wie­kiem na świe­cie. Powiadam Wam bowiem, że cza­sami za odpo­wiedź na pyta­nie „ale o co ci kur*** synek cho­dzi?” oddał­bym nerkę. I lewe płuco.

, , , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

10 Komentarzy do “Pomalutku do przodu”

  1. Macmerkur 01/11/2009 do 10:10 # Odpowiedz

    Przeczytałem I zaczą­łem się bać. Nie Gutka, a jego odpo­wied­nika ren­de­ru­ją­cego się w brzu­chu mojej mał­żony ;) Koniec czwar­tego mie­siąca, a ten już daje czadu ćwi­cząc chyba karate na wnętrz­no­ściach mojej lubej. Jak się w kwiet­niu pojawi, to chyba nastąpi Armageddon ;P

  2. SpeX 02/11/2009 do 03:29 # Odpowiedz

    Możesz spró­bo­wać nauczyć go migo­wego, ale to raczej przyda za rok/dwa lata.

  3. ciotka's eleni 02/11/2009 do 12:00 # Odpowiedz

    No tak to z wami chlo­pa­kami bywa, a swoja droga pode­slij pare fotek Gutka…

  4. CoSTa 02/11/2009 do 14:00 # Odpowiedz

    Macmerkur
    Wiesz, możesz tra­fić egzem­plarz spo­kojny i samo­ob­słu­gowy — na dwoje babka wró­żyła. Życzę tego mocno bo jed­nak takie małe coś bywa dia­blo absorbujące :)

    SpeX
    Za rok czy dwa to młody pew­nie będzie beczał w kilku języ­kach naprze­mien­nie. Jakiś trans­la­tor na NOW potrze­buję wła­śnie NOW :)

    ciotka’s eleni
    W week­end sia­dłem do zro­bie­nia jakie­goś ład­nego albu­miku ale się kur­czę nie wyro­bi­łem :/. Jakoś nie­ba­wem pode­ślę na pewno.

  5. brocha 02/11/2009 do 15:16 # Odpowiedz

    zmar­twię cię, moja Tosia ma już dwa lata i też wstaje o 4, ze sło­wami: „tatu­siu nie śpij, nie śpij…” — nie wiem kiedy ten hor­ror się skończy ;(

    • btd 03/11/2009 do 09:45 # Odpowiedz

      To nie­źle, moja Ciri już mnie tak ćwi­czy, bo jak ma dobry humor to potrafi o czwar­tej naj­pierw pac­nąć łapą po gło­wie a potem wyli­zać twarz i uszy z miną ‘pan, co śpisz jak ja nie śpie już’.

      Czyli tre­ning na przy­szłość jest :)

    • CoSTa 03/11/2009 do 09:52 # Odpowiedz

      Kurczę, Brocha, nie strasz… Majka ma pro­blem w drugą stronę — jest śpio­chem co się zowie ale jeśli Gutek będzie robił takie numery, to zacznie mocno iskrzyć na linii syn — jego stary :)

  6. krzychu 02/11/2009 do 17:00 # Odpowiedz

    Jedną z zalet posia­da­nia dwójki dzie­cia­rów jest rzecz cho­ler­nie ważna w moim prze­ko­na­niu. A mia­no­wi­cie dystans — dystans do sie­bie, do dzieci w ogóle oraz do każ­dego z nich osobna. Nie cho­dzi o to, że to star­sze prze­staje być ‘oczkiem w gło­wie’. Przeciwnie — rela­ty­wi­za­cja o któ­rej mówię w obojgu rów­no­cze­śnie widzi ‘oczko w gło­wie’. Dzieje się tak głów­nie dla­tego, że takich obser­wa­cji jak twoja powy­żej będzie coraz wię­cej. Będziesz widział coraz wię­cej róż­nic mię­dzy oboj­giem. I to będzie zachwy­ca­jące — gwa­ran­tuję ci! Tym bar­dziej, iż będziesz porów­ny­wał dwa skraj­nie różne osob­niki — dziew­czynkę i chłopca. To cał­kiem różne światy. I to też jest piękne! ;)

    • CoSTa 03/11/2009 do 09:51 # Odpowiedz

      Kurczę, bar­dzo ład­nie to powie­dzia­łeś Krzychu i nie ma tu chyba nic wię­cej do doda­nia. Ano, będzie skraj­nie róż­nie (już jest) a wie­lośc emo­cji i atrak­cji gwarantowana :)

  7. krzych 03/11/2009 do 01:44 # Odpowiedz

    krzy­chu: korzy­ści z posia­da­nia rodzeń­stwa mają przede wszyst­kim same malu­chy. przy­kła­dowo star­sza sio­stra musi się nauczyć samo­obrony przed agre­sją młod­szego bra­ciszka ;), a młod­szy bra­ci­szek uczy się wszyst­kiego pod­pa­tru­jąc star­szą siostrę.

Dodaj komentarz