Szczepienie małych bąków to traumatyczne przeżycie dla ich matek. Ano, wczoraj Doropha ruszyła z Guciem na szczepienia i mały dostał dawkę zaporową różnych dziwnych paskudztw wprost w tłuste udo swe. Ale jako że syna mamy chatakternego, nie mogło to wszystko przebiegać zbyt prosto.
Mały dostał napadu wściekłości i po zmęczeniu Dorophy sądząc, musiał ten atak być wyczerpujący i dla Gutka, i dla niej. Młodego zastałem po powrocie z pracy już w całkiem niezłej formie ale żonka po prostu nie mogła przestać gadać o tym, co przeszła w przychodni i po powrocie z niej. Szczepionki rozpieprzyły Gutka nieźle — dostał lekkiej gorączki ale widać było wyraźnie, że mała rewolucja w jego ciałku ostro go męczy. Był niespokojny, szlag go trafiał a ja mogę tylko dziękować żonie, że jakoś nad maluchem zapanowała do mojego przyjazdu. Tak więc drodzy przyszli rodzice — szczepienia potrafią naprawdę zmęczyć malucha. A to oznacza kolejne dawki stresu dla biednych rodziców a dla tego obecnego przy szczepieniu już szczególnie.
Odkładając jednak nieco na bok szczepionkowe przygody, poniżej dwie foteczki naszego malucha w rozkosznych pozach. Kurczę, mam tego materiału od cholery ale nie mam kiedy i na czym tego obrobić. Kupno monitora to będzie w niedalekiej przyszłości jeden z podstawowych wydatków bo tak dalej już się nie da. Rodzina niedoinformowana, różne moje projekty leżą odłogiem, filmiki tylko zajmują miejsce na twardzielu a na blogu wieszam jakieś głupie trailery zamiast filmowo i olfaktorycznie dokumentować zawartość pampersów Gutka :).
- Gucio w całej swej tłustej okazałości
- A ziewam na Was!










Szczepienie w czwartek. Nastroiłem się na możliwe kłopoty. Dzięki :-)
Różnie bywa — Majka nie zareagowała jakoś gwałtownie na szczepienia. Z Gutkiem jest (zwyczajowo już :)) inaczej — dostał temperatury i zobaczymy jak to dalej będzie się rozwijało. Anyway, powodzenia i niech się Wam dzieciaczek zdrowo chowa!
Szybko wam rośnie, widać że będzie siał terror — na pierwszym zdjęciu spojrzenie ma niczym don corleone ;)
Ba! Od maleńkości będę go na treningi zabierał i nie ma bata — będzie efektywnym ściągaczem długów. Taki fach to skarb w czasach kryzysu :)
Policzki ma po dziadku Marku? Czym wy go karmicie?
Buziaki!
Cycek cioteczko. Only cycek! Dorcia jak już coś robi, to dobrze. Mleko też :)
Coś mi się wydaje, że Gucio będzie lubił pizze tak samo jak tatuś ;)
No cóż, genetycznie jest już nacechowany :). Ale mam nadzieję, że od siebie dorzuci coś do puli genowej i przekaże dalej miłość do chińszczyzny, wietnamszczyzny, indyjszczyzny i generalnie wszelkiej dobrej –szczyzny :)
Zdjęcia bomba, synek zresztą też — po jego minie widać, że nie daje sobie w kasze dmuchać i musi być po jego myśli :) A już myślałem że zdjęcia się w ogóle nie pojawią, aż młody sam zacznie je zamieszczać :)
Chłop jak dąb! :)
Chyba niemal wszystkie szczepienia mojego Kacpra wykonywałem osobiście — tzn. ja go trzymałem ręcami swojemi, gdy pielęgniarka wstrzykiwała mu różne substancje. No i muszę przyznać — były to mocne przeżycia! Bo to z jednej strony mały dostaje szału, a z drugiej jako rodzic mam jasność zupełną, że ta męczarnia i mała trauma to dla jego dobra.
No więc właśnie Doropha wróciła ze szczepień jak z jakiejś syberyjskiej katorgi. Strasznie umęczona i podłamana torturami dzieciaka. Tak, to wszystko dla jego dobra ale tak jak piszesz Krzychu — rozum swoje a serce swoje.