Menu serwera

I po pierwszej wywiadówce

Kurczę, to niesamowite – jeszcze nie tak dawno to ja drżałem przed wywiadówkami a dzisiaj sam jestem powodem drżenia :). Ano, odbyła się wczoraj pierwsza moja szkolna wywiadówka, na którą zgodnie z podziałem zadań i ról (w rodzinie to ja jestem ten rozdający opeery i generalnie najgorszy z najgorszych – samo zło wcielone, postrach dzieci, żony, kota i okolicznych insektów) wziąłem i polazłem. I muszę przyznać, że było odjazdowo!

Da Majek uczęszcza sobie do okolicznej szkoły, gdzie z prikazu edukacyjnego naczalstwa powstała sobie zerówka. O pardon, to się teraz nazywa „oddział przedszkolny” i nadal nikt nie potrafi sensownie odpowiedzieć na pytanie po jakiego wała takie twory powstają, skoro mamy już przedszkola i nie trzeba zaganiać szkół do robienia od podstaw czegoś dla maluchów. Pal to licho – jak każda reforma w tym kraju także i reforma edukacyjna to klapa, co było nietrudne do przewidzenia. Jednak ministry sobie a życie sobie i jak się okazuje, nawet na gwałt popędzona szkoła coś zorganizować potrafiła a przy okazji dała pracę takiej choćby pani wychowawczyni grupy, do której śmiga sobie Majka. Pani Basia osóbką jest młodą, dopiero co z murów uczelni wypuszczoną i tak strasznie zestresowaną całą tą pouczelnianą konfrontacją z rzeczywistością, że miejscami aż dziewczyny żal. Starcie z dzieciakami ma ciężkie bo dostała jej się grupa ze znaczną przewagą młodocianych przestępców zwanych dla niepoznaki „sześciolatkami” a ma tylko kilka wcielonych księżniczek i baletnic dla niepoznaki zwanych „dziewczynkami”. O ile księżniczki i baletnice za bardzo problemów nie przysparzają (jednak etos księżniczki to fantastyczna z punktu widzenia wychowawcy sprawa), o tyle młodociani przestępcy okazali się być materiałem na opowieści lepsze, niż telenowelach latynoamerykańskich o tle gangsterskim! :)

Wywiadówka zaczęła się niewinnie czyli od podręcznikowego wręczenia rodzicom karteczek do nalepienia na klatę, na których to karteczkach trza było napisać czyim się jest rodzicem. „Jestem tatem Zosi”, „jestem mamą Alicji” i tym podobne kompletnie nic mi nie mówiły (yeah, Majka opowiada o swoich zerówkowych znajomych ale z moją pamięcią do imion…) i szczerze mówiąc wolałbym standardowe „jestem papa CoSTa, kopsnij stówkę na nowy monitor albo wpier***”. Rodzice poczuli się nieco zaskoczeni ale nie tylko takie zaskoczenie przewidywała książka i cykl uczelnianych wykładów o tym, jak gadać z rodzicami. Kolejnym zaskoczeniem dla rodziców było podchwytliwe pytanie „moje dziecko jest…”, na które trza było odpowiedzieć dwoma słowami o swojej pociesze. Oczywiście rodzice prześcigali się w komplementowaniu swoich dzieci i standardem było „wspaniałe”, „kochane”, „jedyne”. Pewien dysonans do ogólnej beczki miodu wprowadził niżej podpisany, który stwierdził, że jego dziecko jest „cholernym, małym, mądralińskim, cwaniakowatym trollem, który zostanie pewnie lesbijką bo bawi się tylko z dziewczynkami i ogólnie je woli”. No ale ja zawsze miałem skłonności do wodolejstwa.

Pani Basia orzekła, że to wcale nie jest tak, że dzieci się w tej zerówce niczego nie uczą, choć podstawa programowa absolutnie zakazuje uczenia ich czegokolwiek w myśl założenia, że głupimi ludźmi rządzi się lepiej i po co dzieci w najchłonniejszym wieku mają się uczyć języków czy innych pierdół. Na dowód tego, że jednak czegoś się uczą, przytargała bałwanka, którego dzieci same zrobiły, same poukładały z powycinanych kółek, same na nim narysowały pięć guziczków i same potrafiły powiedzieć, że jak się dwa z nich zasłoni, to zostają trzy. Na końcu języka miałem oznajmienie pani Basi, że większość dzieciaków potrafi przeprowadzić zaawansowane operacje finansowe przeliczając ilość wrzuconej przez babcie czy innych darczyńców do skarbonki kasy na egzemplarze gazetek z giftami, robotów sterowanych radiem i co tam jeszcze. Ale dałem sobie spokój bo po przemyśleniu tego wielokrotnie złożonego zdania sam nie do końca skumałem, co chciałem tym przekazać. Jedno jednak wiemy na pewno: dzieci potrafią wystrugać bałwana i liczyć do pięciu. Dobre i to…

Później były kwestie organizacyjne i takie tam pierdoły. Panią Basię wsparła w tym momencie pani dyrektor, która była na spotkaniu obecna w ramach oceniania paniobasinych postępów w relacjach z rodzicami. Biedna pani Basia miała spory problem w przekazaniu nam, że nauczyciele pół roku nie pracują (ferie, święta, wakacje sami rozumiecie) i że trzeba o te swoje dzieci zadbać samemu. Na szczęście wkroczyła tu pani dyrektor i rzekła, że zerów… tfu! oddziały przedszkolne są „przyklejone” do szkoły i nawet jeśli szkoła jest zamknięta, to odziały będą funkcjonowały o ile zbierze się odpowiednia ilość dzieci. Ile miałoby ich być, tego nie powiedziała. Majka chodzić będzie. W domu nie chcę jej widzieć i basta! Nawet jeśli się odpowiednia ilość dzieci nie zbierze – będzie tam tkwiła pod oddziałem przedszkolnym jako niemy (bo zamarznięty) wyrzut sumienia reformy edukacyjnej.

Już myślałem, że zbliżamy się do szczęśliwego końca i że będę mógł polecieć na trening, gdy nagle (werble), jak grom z jasnego nieba (więcej werbli), ni z gruchy, ni z pietruchy (werblowe crescendo zmierzające do finału)… YEBS! Zaczęło się!

Kochani, tę godzinę (ponad) zapamiętam na długo! Otóż w grupie mamy Problem w postaci chłopca X, który jakoś nie radzi sobie z przystaniem do grupy i jest molestowany przez chłopca Y, a mama chłopca X chcąca zwrócić uwagę na molestowanie przez chłopca Y owego Xa babci Ygreka, została przez ową babcię prawie że wbita w ziemię! Ale to dopiero początek nieszczęść biednego Xa, który został przez zorganizowaną grupę przestępczą pod wodzą Ygreka zamknięty w kiblu! Pikantnych szczegółów nie zdradzę ale powiem tylko, że zaangażowani zostali pedagodzy, psycholodzy i generalnie cała machina biurokratycznego robienia dobrze. Pomyśleć, że kiedyś takie rzeczy załatwialiśmy na szkolnym podwórku… Anyway, żeby wszystko nie było takie czarno-białe, pani Basia wkroczyła z tekstami o trudnym charakterze Xa i wynikającej z tego niemożności zaakceptowania owegoż przez grupę. Na co mama Xa, że dobrze, że nie ma tu rodziców Ygreka bo pewnie to oni dają taki przykład i są powodem Ygrekowych zachowań. And so on, and so on.

FA-SCY-NU-JĄ-CE!

Serio, dawno już tak dobrze nie spędziłem czasu w grupie kompletnie mi nieznanych, obcych ludzi. Dwie godziny jak z bicza strzelił, trening trafił szlag ale wrażenia jak widać pozostały zacne. No i polubiłem bardzo ojca niejakiej Zosi (tak miał na karteczce, nie jestem w stanie stwierdzić, czy się pod kogoś nie podszywał), który orzekł, że to całe szkolnictwo dzisiaj to o kant dupy potłuc. Za komuny to nie wiedział jak się opędzić od półkolonii, kolonii, zimowych szkółek i czego tam jeszcze. A dziś edukacja za jedyną ofertę ma pustynię i szkolną świetlicę. Zamkniętą zresztą w szkolne wolne. No nie idzie człowiekowi odmówić racji.

, ,

11 odpowiedzi do I po pierwszej wywiadówce

  1. eNJey Grudzień 16, 2009 o 10:10 #

    Uśmiałem się setnie. Kiedyś zdarzyło mi się pójść w zastępstwie rodzica na wywiadówkę mojego brata – i wysłuchałem godzinnej kłótni dwóch mam które walczyły o zwolnienie ich synów z obowiązku zmiany butów w szkole …z powodu grzybicy stóp jaką synowie posiadają. Nawet zaświadczeniami wymachiwały :D

  2. byte Grudzień 16, 2009 o 11:06 #

    O dżizas, mnie to czeka już w przyszłym roku… Ale nie, jak mi ktoś każe wypowiadać się na temat „moje dziecko jest…”, to nie zdzierżę i krzywdę zrobię. Czego oni ich teraz uczą na tych studiach?

    • Nauczycielka Listopad 17, 2014 o 18:10 #

      Co to za idiotyczne pytanie-czego oni ucza na studiach? A mianowicie ja ucze w zerowce i jest masakra,wymagam od dzieci ale za to wszyscy rodzice mysla ze pozjadali rozumy i nauczyciela tez by zjedli,bo jesli tylko cos jest nie tak kiedy powiem ze np to dziecko nie chce rysowac,to ich wzrok zabija mnie. A prace domowe sa odrabiane nie przez dzieci a przez rodzicow. Wiec niech rodzice nie idealizują tak swych pociech,jestem mamą takze i z pokora przyjmuje kiedy cos synek nabroi w przedszkolu mimo ze bardzo rzadko to sie zdarza. A dobry nauczyciel chcac wspolpracowac pomyslnie z rodzicami robi im mini-ankiete slowna,by czegos sie dowiedziec,bo prosze mi uwierzyc ale bywa tak ze mamy w domu aniolka a w szkole jest odwrotnie.wiec prosze BYTE nie robic krzywdy nauczycielowi a zachowac sie przyzwoicie i odpowiedziec. Szkoda ze dzis nauczyciel nie ma tego autorytetu co 20-30 lat temu.Wtedy rodzice szanowali nauczycieli, a nauczyciel to co mial za zadanie to wypelnial i nikt nie mial prawa tego podważać. Dzieki temu kazdy znal swoje granice,dzieciom wyszlo to na dobre,rodzice jakos nie narzekali a dzis aby sie slyszy ,,A gdziez mój synek by tak zrobił,on taki przecież grzeczny”

      • CoSTa Listopad 20, 2014 o 09:08 #

        Nie wiem jak Byte’a ale mnie urzekła ortografia, interpunkcja i tzw. „myśl” stojąca za twoim komentarzem :). Otóż: aby być szanowanym, trzeba sobie na ów szacunek zasłużyć. Jeśli problem jest nie z dziećmi, tylko z rodzicami, to trzeba najwidoczniej wychować najpierw rodziców, a później dopiero brać się za dzieci.

        I włączamy sprawdzanie pisowni w przeglądarce! Obowiązkowo! :)

  3. szuman Grudzień 16, 2009 o 12:50 #

    dobre tekściwo, CoSTa :D

    klimat trochę mi nieobcy, bo ze trzy razy zdarzyło mi się być na wywiadówkach u młodszego brata i z pełnym zaangażowaniem uczestniczyć w takim posiedzeniu, a na koniec przykładnie z własnej inicjatywy zostać i kilka pytań wychowawczyni zadać ;) Nie wiem jak jest w zerówce (tfu….oddziale przedszkolnym), ale wiem, jak gimnazjum i szkole średniej. Gimnazjum bywa ciekawe, ale CoSTa… wywiadówki w szkole średniej są nie do opisania!!!

  4. btd Grudzień 16, 2009 o 14:06 #

    Ja tam nie mogę się doczekać wywiadówek. Będzie ogień :->

  5. mam Wula Grudzień 16, 2009 o 16:30 #

    Kostas ! Ale się uśmiałam. Przypomniało mi się jak wiele lat temu gdy uczęszczaliście z Piotrem do podstawówki ja i Ty udaliśmy się zimą wymierzyć sprawiedliwość tj. pobić chłopaka,który pobił naszego Piotrusia/był mały/. To znaczy Ty miałeś bić pod moim czujnym nadzorem. Ha,ha,ha !Dla czytelników bloga podaję ,że trafiliśmy na klasyczną melinę,zaś sprawcą pobicia okazał się 15-letni przestępca/dosłownie/ ścigany przez żandarmęrię wojskową za włamanie do magazynów wojskowych i kradzież broni,który usiłował wejść do mieszkania gdzie rozrabiała jego pijana matka.Skończyło się na tym ,że zamiast pobić sprawcę przywieżliśmy do domu , nakarmiliśmy,ubraliśmy a ja w następnych dnia prowadziłam pertraktacje z policją odnośnie jego ujawnienia bez konieczności powrotu do domu poprawczego skąd jak się okazało uciekł.To były czasy pamiętasz?Mam nadzieję ,że Majeczka nie będzie Ci dostarczać takich emocji bo Gutek raczej tak.Generalnie chłopaki są durniejsze i roznosi ich testosteron.Ze ja uchowałam się w jako takiej normie psychicznej przy was dwóch to chyba zawdzięczam dobrym genom poprzednich pokoleń bo te obecne szkoda gadać. Mama Wula

    • CoSTa Grudzień 17, 2009 o 09:56 #

      Ano, pamiętam to mamcia. Pojechaliśmy z zamiarem obijania ryja a skończyło się na obiadach w domu i załamaniem rąk nad patologią męczącą tego chłopaka :). Wiesz co? Jesteśmy za miętcy czasami… Choć z drugiej strony to w sumie chyba dobrze, nie?

  6. matipl Grudzień 17, 2009 o 13:39 #

    Osobiście nie mogę doczekać się własnych po tym tekście :) A to jeszcze kilka lat.
    Już sobie wyobrażam, co będą robić w zerówkach, które będą już pierwszymi klasami. Pewnie na etapie 4-5 klasy dzieciaki będą poznawać tajniki dodawania, a w liceum wprowadzą dzielenie…Żenujące jak próbują ogłupiać społeczeństwo…

  7. krzychu Grudzień 17, 2009 o 17:37 #

    CoSta – nie popadaj w rozpacz. Chłopcy bawią się z chłopcami, a dziewczynki z dziewczynkami co najmniej do 9-10 roku życia. Taka natura rzeczy.

    Mam dziwne podejrzenie, że przywołany ojciec Zosi mało jednak zaznał na skórze swej dobrodziejstw komunizmu ;P

  8. witiasz Październik 20, 2010 o 20:15 #

    Hej, Costa. Naprawdę tak powiedziałeś? o_O

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Szlachetna Paczka.pl

Ale mnie dziś Dorcia wkręciła... Zaczęła mnie bowiem opowiadać o akcji charytatywnej, o której usłyszała w telewizorni (bodajże jakiś poranny...

Zamknij