Menu serwera

Mikołaj przyszedł i poszedł sobie

Jakimś cudem zawitał i u nas grubas w czerwonym wdzianku, z brodą co się zowie i saniami ciągnionymi przez bandę narwanych reniferów. Zjawił się, choć wszystko wskazywało na to, że raczej się nie zjawi a kłody rzucane mu pod nogi należą do tych wielkiego kalibru. Sama konstrukcja nowo stawianych budynków skazuje Mikołaja albo na bycie ekstremalnie chudym by pomieścić się w cienkich kominach wentylacyjnych, albo na obejście problemu w inny sposób. Tym sposobem Mikołaj od lat już masteruje skille włamaniowe i potrafi już sukinkot wleźć dokładnie wszędzie, z Fort Knox włącznie. Dlatego w noc wizytacji lepiej spać ze swoim portfelem bo nigdy nic nie wiadomo – być może włamaniowy etos uderzy Mikołajowi do głowy i po jego wizycie do pierwszego niestety ale zabraknie.

Kolejną wielką przeszkodą stojącą na drodze Mikołajowi jest oczywiście aura, która od lat się pierdzieli i z pamiętanych przeze mnie czasów, gdy szóstego grudnia śnieg umożliwiał brodaczowi na sprawne i ciche prześlizgiwanie się po świecie, niewiele już zostało (znaczy z aury nie z brodacza). W dzisiejszych czasach renifery Mikołaja ranią sobie kopyta o niczym nieosłonięty asfalt i o kamienne chodniki oraz – co chyba gorsze – wdeptują co chwila w jakieś gówna pozostawione przez miłośników psów. Nie wiem, czy gówna pozostawiają sobie miłośnicy czy też obiekty ich miłości ale skutek jest ten sam – z racic śmierdzi potwornie. Żeby tam tylko smród… Do tego niestety dochodzą rozbryzgi gówna lecące spod kopyt (a renifery Mikołaja muszą zapieprzać naprawdę szybko i te ich kopytka zasuwają z ogromną prędkością), które lądują oczywiście na brodaczu (głównie zaś na jego brodzie) i – co mnie niezmiernie smuci – na pomocnicach jego, bardzo seksownych Śnieżynkach czy jak je tam zwą. Tak swoją ścieżką – co one widzą w tym grubym kolesiu? Widać musi mieć dla nich specjalne prezenty a rózga idzie tam często w użycie. Ot zbereźnik brodaty stary…

Anyway, Mikołaj roztaczając falę smrodu i zostawiając gówniane ślady jakimś cudem się przez wywietrznik przecisnął i niedbale rzucił nam prezenty dla da Majka żądając pokwitowania. To spowodowało moje uniesienie brwi bo jak pamiętam, nigdy o papierokologii nie było mowy ale staruch wytłumaczył się coraz większą biurokracją i nękającymi go kontrolami, które nasyłane są przez zawistnych kolesi sądzących, że defrauduje sporo fajnych prezentów. Stąd i pokwitowania się wzięły.

Da Majek dostał jednak prezenty godne i stwierdził, że Mikołaj w tym roku się spisał na medal. Majce wpadła jakaś ekstra-kul lala, którą można ubierać na różne sposoby i która – to był dla mnie mały szok – ma możliwość zamiany odnóży na… syrenią płetwę. Robi się to tak, jak się słucha – odrywa nogi i przypina w ich miejsce syreni ogon. Makabra. Majce wpadł też pokaźny zestaw różnego rodzaju ciuchów, jakichś rebusów i innych kolorowanek oraz cudnej urody łańcuszek w ślicznym opakowaniu. Nasza mała dama rośnie i zaczyna wymagać różnych gadżetów w kolorach srebra, złota i – mainly – różu. Last but not least wpadł jej też zestaw o nazwie EyePet, który okazał się być świetną zabawką dla takiej damulki lubiącej przebierać swoje pociechy, wyżywać się na nich ciągle je myjąc, trenując i karmiąc czyli – jak to się błędnie mówi – opiekując się nimi. EyePet da Majka ma na imię Sasanka, jest wściekle (jakże by inaczej) różowy, ma bluzeczkę z truskawką i strasznie z tej Sasanki pocieszny stworek. Wczoraj w rysowanie samochodów i domków do pokazania Sasance wciągnęła się nawet Doropha i tak sobie myślę, że to początek prawdziwej (nie wiedzieć czemu tak zwanej) ludzko-eyepetowej przyjaźni. Czytaj: da Majek zamęczy tego stwora równie szybko, co swoje Tamagotchi i swojego touchpetowego pieska.

Dla reszty rodziny Mikołaj nic nie miał czym narobił sobie minusów (szczególnie u Gutka) i po podpisaniu pokwitowania oraz oznajmieniu radosnej nowiny o brakach w prezentach, dostał kopa w dupę i równie szybko co przez komin wentylacyjny wleciał, wziął i wyleciał.

Z innych newsów, których nie wspomniałem w zeszłym tygodniu z braku blogowego czasu. Poszliśmy z da Majkiem w czwartek na trening Aikido. A taki mi pomysł strzelił, by ją na salę zabrać, pokazać końcówkę treningu dzieciaków i pozwolić jej się wynudzić na treningu dla dorosłych. Majka z zadania wywiązała się dzielnie, wynudziła się za wszystkie czasy i olewając moje wylewanie potu wzięła i sobie po okolicznych materacach pobrykała. Było jej tego trzeba, oj było! Po zajęciach rzekła zaś coś, co miodem się na moje serce polało: „Tato, podobało mi się, chciałabym się nauczyć robić przewrotki jak te dzieciaki”. Nie ma problemu kochanie, taki właśnie jest Plan. Niech no tylko wypadną ci sznurki z uszu i lecisz na matę pobrykać co się zowie. Kochana moja malutka pizgatorka… Później jeszcze wdroży się Gutka i będziemy familią nie do ruszenia :).

, ,

6 odpowiedzi do Mikołaj przyszedł i poszedł sobie

  1. Paweł Grudzień 7, 2009 o 14:31 #

    Padłem po prostu, wesołych świąt :D

  2. Marta Grudzień 8, 2009 o 02:58 #

    Costa, na litość boską, więcej szacunku dla świętego Mikołaja! Przynosi przecież prezenty prawie od 1700 lat i jakoś mu się to nie nudzi. I jaki hojny! Pomyśl ile zaoszczędziłeś nie musząc kupować zabawek… A że chciał pokwitowanie? Jakoś to trzeba przełknąć, pewnie i Mikołaja gdzieś rozliczają z jego hojności :-)

    • CoSTa Grudzień 11, 2009 o 09:26 #

      Yeah, znając UE to pewnie powołano jakąś Wysoką Komisję Rozliczania Mikołaja czy coś w ten biurokratyczny deseń :).

      Nie no, ja tam Mikołaja na swój sposób szanuję ale brak tegorocznych giftów nie zostanie wybaczony :)

  3. Biter Grudzień 8, 2009 o 18:44 #

    Gdybyś był grzeczny to byś pewnie też coś dostał, widać nie zasłużyłeś ;)

    • szuman Grudzień 9, 2009 o 09:44 #

      Costa nie chce się przyznać, ale za rok, może dwa, zakomunikuje otwarcie komisu z rózgami :)

      • CoSTa Grudzień 11, 2009 o 09:27 #

        Coś w tym cholera jest. Jakieś dildo do tego i będzie biznes jak malowanie :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Po dwóch miesiącach przerwy znów Aikido!

Pojawienie się Gucia na tym bożym świecie wiele rzeczy zmieniło a jeszcze więcej zmieni w przyszłości (poczekajcie aż młody zostanie...

Zamknij