Gracz przed czterdziestką?

OK, do czter­dziestki jesz­cze nieco mnie bra­kuje (acz nie tak znów wiele) nie­mniej od jakie­goś już czasu nur­tuje mnie jedno pyta­nie: kiedy znu­dzi mi się granie?

Moja matka w kółko powta­rza mi, że czas w końcu wydo­ro­śleć, zająć się rodziną, domem, dziećmi i całym tym baga­żem naple­co­wym i do ziemi przy­gnia­ta­ją­cym, zwa­nym w skró­cie życiem. Moja matka prze­ko­nana jest, że gry jak i samo gra­nie to zaję­cie dla dzie­cia­ków, ewen­tu­al­nie dla doro­słych, któ­rzy jesz­cze men­tal­nie z wieku dzie­cię­cego nie wyszli. Moja matka ma wiele racji ale rów­nie wiele, jak jej ma — jej nie ma. Dlaczego? Postaram się odpowiedzieć…

Najkrócej rzecz ujmu­jąc dla­tego, że nie tylko poko­le­nie wcze­snych gra­czy doro­sło. Wraz z nami doro­sły też gry oraz cała tech­no­lo­gia, bez któ­rej ich ist­nie­nie nie byłoby moż­liwe. Ale nie o tech­no­lo­gii mama zamiar kle­pać lecz o grach bo to o nie szcze­gól­nie tutaj cho­dzi i to one są naj­waż­niej­sze. Wraz z doj­rza­ło­ścią odbiorcy rosną też i wyma­ga­nia gier odno­śnie owego. Owszem, świa­tem rzą­dzą gry casu­alowe (feno­men Wii jaw­nym tego dowo­dem) ale hard­core, ta surówka i esen­cja gra­nia, w ciągu kilku ostat­nich lat doko­nało ogrom­nego skoku jako­ścio­wego nie tylko w war­stwie tech­no­lo­gicz­nej ale także sce­na­riu­szo­wej. Gry zaczy­nają powoli doty­kać tema­tów, któ­rych wcze­śniej nie doty­kały w ogóle lub robiły to w spo­sób o wiele mniej zaan­ga­żo­wany. Co roku uka­zują się tytuły, które coraz bar­dziej zbli­żają świat gier (wciąż koja­rzony przez moją matkę z głu­pawą roz­rywką pole­ga­jącą na eks­ter­mi­na­cji wszyst­kiego) do świata… No wła­śnie, do czego gry się powoli zbliżają?

Do fil­mów? Owszem, war­stwa pre­zen­ta­cji i nar­ra­cji jak naj­bar­dziej zmie­rza w tym kie­runku ale to tylko część ukła­danki. Gry kocham mię­dzy innymi za to, że pozwa­lają na inte­rak­cję, że z defi­ni­cji nie są bier­nym medium, takim jak film. Na każ­dej plat­for­mie (sorry, będę pisał o PS3 bo na tej kon­soli aktu­al­nie gram ale cho­dzi o wszel­kie plat­formy, z han­dhel­dami włącz­nie) uka­zują się tytuły pokroju Uncharted 2 czy Heavy Rain. Są to tytuły jak naj­bar­dziej „fil­mowe”, zbli­żone do tego medium naj­bli­żej, jak tylko się da ale prze­cież jakże od niego odmienne. Oddanie wła­dzy nad losem boha­tera w ręce gra­cza kom­plet­nie zmie­nia optykę, którą posłu­gu­jemy się do obser­wo­wa­nia tego, co wyczy­nia się na ekranie/monitorze. To przede wszyst­kim sprawa zaan­ga­żo­wa­nia się w świat gry, w roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów sta­wia­nych przed gra­czem, w (w dobrych, doj­rza­łych grach) kon­se­kwen­cje takich a nie innych wybo­rów… Droga mamo, czy to według Ciebie wciąż głu­pie eli­mi­no­wa­nie wszyst­kiego, co się rusza?

Owszem, gry to wciąż medium bar­dzo ogra­ni­czone, ofe­ru­jące głów­nie uprosz­cze­nia, nie pozwa­la­jące zazwy­czaj na odpo­wied­nio głę­boką iden­ty­fi­ka­cję z wyda­rze­niami dzie­ją­cymi się na ekranie/monitorze. Ale to medium wciąż gwał­tow­nie się roz­wija i z każ­dym kolej­nym tytu­łem prze­ko­nuję się, że jest to może roz­wój powolny ale zmie­rza­jący w dobrym kierunku.

Gry stają się coraz cie­kaw­sze, coraz peł­niej­sze tre­ści. Niedawno skoń­czy­łem dwa naprawdę nie­złe tytuły: Assassins Creed 2, który być może nie aspi­ro­wał do bycia czymś wielce głę­bo­kim ale zauro­czył mnie swoją wizją rene­san­so­wych Włoch oraz inFa­mous, który będąc nie­złą strze­la­niną przy oka­zji sta­rał się prze­my­cić w fabule nieco wię­cej, niż tylko okre­śle­nie celu następ­nej egze­ku­cji. Obydwa tytuły nie są może jaki­miś maj­stersz­ty­kami, to porządna, rze­mieśl­ni­cza robota, która zasłu­guje na pochwałę. Ale w kon­fron­ta­cji z tytu­łami, w które gra­łem jesz­cze kilka lat temu…

Już widzę obu­rzo­nych wyznaw­ców gier retro pie­klą­cych się o to, że teraz już nic nowego, nic faj­nego i nic nowa­tor­skiego nie powstaje (hi Opi! :)). Też lubię retro ale nie mam zamiaru zamy­kać oczu na cią­głą ewo­lu­cję gier. Nie jestem też na tyle infan­tylny, by ocze­ki­wać co i rusz prze­ło­mów i cią­gle nowa­tor­skich roz­wią­zań. Jako się rze­kło — gry roz­wi­jają się w spo­sób ewo­lu­cyjny a ewo­lu­cja z defi­ni­cji nie jest pro­ce­sem rewo­lu­cyj­nym. Oczekiwanie, że każdy tytuł będzie prze­ło­mowy jest po pro­stu bzdurne. W począt­kach tej gałęzi roz­rywki fak­tycz­nie mie­li­śmy sporo rewo­lu­cji ale tylko i wyłącz­nie dla­tego, że wtedy wszystko było nowe i „rewo­lu­cyjne”. To tym tytu­łom i ich ewo­lu­cji zawdzię­czamy dzi­siej­szy kształt kon­so­lo­wej i kom­pu­te­ro­wej roz­rywki i za to jestem im wdzięcz­ność ale River Raid już naprawdę nie raj­cuje jak kiedyś.

Ale wróćmy do tematu wpisu. Czy doj­rzały czło­wiek w kwie­cie wieku może i w ogóle powi­nien raj­co­wać się grami? Odpowiedź nasuwa się sama: wszystko zależy od gier. Kocham wró­cić po pracy do domu, odpa­lić jakąś bez­mó­zgą sie­ka­ninę i spę­dzić tę godzinkę gim­na­sty­ku­jąc palce. Czym to się różni od powrotu do domu i odpa­le­nia bez­mó­zgiej kolej­nej inkar­na­cji komi­sji śled­czej? Może tym, że jest po pro­stu cie­kaw­sze… Ale powstają dziś także tytuły, które wyma­gają daleko głęb­szego zaan­ga­żo­wa­nia niż koń­cówki kciu­ków. Powstają tytuły zaczy­na­jące ofe­ro­wać emo­cje a to już jest moim skrom­nym zda­niem nieco wyż­sza forma roz­rywki. Czasem wręcz trudno mówić o roz­rywce w przy­padku tytu­łów takich jak Metal Gear Solid… Jasne, mamy tam ele­menty czy­sto growe, wyma­ga­jące głów­nie spraw­no­ści pal­ców ale pomię­dzy nimi opo­wia­dana jest histo­ria, którą ciężko zbyć jed­nym zda­niem. Budowane są posta­cie, ich wza­jemne zależ­no­ści, skom­pli­ko­wane inte­rak­cje… Sprawy nam się w grach coraz bar­dziej kom­pli­kują, co witam z sze­roko otwar­tymi ramionami.

Ludzie two­rzący sce­na­riu­sze gier to kole­sie w moim wieku lub starsi. Swoje już widzieli, swoje już zagrali, swoje obej­rzeli i swoje prze­czy­tali. Posmakowali już życia, dotknęli go, zdą­żyli się już nie­je­den raz spa­rzyć… Mają ten kom­fort, że two­rzą dla kolesi, któ­rzy dora­stali wraz z nimi, któ­rzy będą w sta­nie doce­nić ele­ment tego cze­goś wię­cej, niż przy­wo­ły­wa­nej już rzeźni wszyst­kiego, co się rusza. Odbiorca gier dorósł: jest sta­ty­stycz­nym trzy­dzie­sto­pa­ro­lat­kiem z fir­mo­wym lap­to­pem w fir­mo­wej teczce z fir­mo­wym logo na kla­cie. Jeśli tylko zacho­wał choć odro­binę roz­sądku, będzie marzył o wyrwa­niu się z tego fir­mo­wego kie­ratu i będzie to robił na różne spo­soby. Od rze­za­nia wszyst­kiego, co się rusza, przez casu­alowe macha­nie wii­lo­tem po hard­co­rowe zgłę­bia­nie psy­chiki mor­dercy w cho­rych, depre­syj­nych grach. A gdy spo­tka się ze zna­jo­mymi i napije się cze­goś dobrego, więk­szość zacznie drzeć się do mikro­fonu w jakimś Singstarze lub (o ile będzie to więk­szość męska) będzie okła­dała się po ryjach wkrę­ca­jąc kom­bosy w Street Fighter. Takim wła­śnie jeste­śmy poko­le­niem — bogat­szym o kilka innych spo­so­bów spę­dza­nia wol­nego czasu. Kochamy książki, kochamy dobre kino (nie­któ­rzy kochają też złe, prawda Ender? :)) i kochamy sko­pać kum­plowi jego elek­tro­niczny odbyt. Z mojej per­spek­tywy nie jest to abso­lut­nie niczym dziw­nym droga moja mamo… To po pro­stu nieco wię­cej tego samego, co Ty robi­łaś będąc w moim wieku.

Ostatni odci­nek CO-OPa to prak­tycz­nie pół godziny nawi­ja­nia o jed­nej grze. Siedzi trzech kolesi i gada o Mass Effect 2. I — jak się oka­zuje — jest o czym mówić! Najwidoczniej gra ofe­ruje nieco wię­cej, niż tylko strze­la­nie do wszyst­kiego, co się rusza. Powiem wię­cej: są ludzie (na ten przy­kład ja), któ­rzy te poga­danki słu­chają i oglą­dają. Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje, że jestem w sta­nie prze­zna­czyć zdrowo ponad pół godziny mojego zaję­tego życia na gada­nie o grach? Chyba dla­tego, że gry stały się sta­łym ele­men­tem mojego życia. Stały się moim hobby, zaję­ciem, któ­remu oddaję się z nie­usta­jąco pły­nącą z tego przy­jem­no­ścią. Mogłem zbie­rać puszki, łapać motyle lub zbie­rać znaczki. Polubiłem jed­nak co innego a dla fila­te­li­sty przy­jem­ność ze zdo­by­cia jakie­goś znaczka jest pew­nie podobna do mojej, kiedy przejdę dobrą grę. Po pro­stu nie widzę więk­szej róż­nicy w naszych maniach — on i ja jeste­śmy podobni i odda­jemy się temu, co nas cie­szy. Z tą róż­nicą, że on by nie osza­leć od fir­mo­wego logo obec­nego wszę­dzie wyciąga kla­ser, ja nato­miast wycią­gam pada.

Czy więc czter­dzie­sto­letni gracz to jakaś aber­ra­cja? Z całą sta­now­czo­ścią: nie. Powiem wię­cej — to nie­jed­no­krot­nie o wiele lep­szy odbiorca od prysz­cza­tego dzie­ciaka. Nie mam nic prze­ciwko prysz­cza­tym dzie­cia­kom, po pro­stu wraz ze mną wyro­sło poko­le­nie, dla któ­rego warto two­rzyć Gry. Te pisane z wiel­kiej litery. My to docenimy.

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

23 Komentarzy do “Gracz przed czterdziestką?”

  1. dely 12/02/2010 do 18:13 # Odpowiedz

    No, to ten, może jakiś coopik w Uncharted 2? :)

    • CoSTa 13/02/2010 do 09:36 # Odpowiedz

      Pokończyłem ostat­nio kilka gie­rek i chyba czas się wziąć za łupa­nie online (przy­naj­mniej do czasu, gdy wylą­dują u mnie jakieś nowe :)). Yeah, U2 to świetny pomysł! Kurczę, tyle że od przy­szłego tygo­dnia prak­tycz­nie nie ma mnie online — przy­jeż­dża rodzina i blo­kują mi TV :/

  2. ciastek 12/02/2010 do 20:58 # Odpowiedz

    Ach Metal, Metal… Dobry przy­kład jak emo­cjo­nują i cie­kawą histo­rię można opo­wie­dzieć w grze.

  3. Askier 12/02/2010 do 20:59 # Odpowiedz

    W pełni Cię, Costa, rozu­miem :) Ja sam wycho­wa­łem się na grach. W dzie­ciń­stwie gra­łem na Nintendo i Pegasusie, póż­niej na PC (w cza­sech kiedy pisy­wa­łeś jakieś dziwne arty­kuły do CDA :P i tro­chę wcze­śniej). Trudno żeby po tym wszyst­kim nie pozo­stał mi pewien sen­ty­ment do gier.

    Później tro­chę o tej for­mie roz­rywki zapo­mnia­łem, kiedy pochło­nęły mnie stu­dia i pierw­sze więk­sze związki z płcią pięk­niej­szą. W końcu jed­nak doro­słem i kiedy zaczą­łem poszu­ki­wać małego hobby do odstre­so­wa­nia po pracy, gry wró­ciły u mnie do łask :)

    • SpeX 12/02/2010 do 23:42 # Odpowiedz

      Costa pisa­łeś do CDA?

      • CoSTa 13/02/2010 do 09:39 # Odpowiedz

        A zda­rzyło mi się kilka razy. Kiedy jesz­cze jecha­łem ostro na demo­sce­no­wym koniku…

    • CoSTa 13/02/2010 do 09:38 # Odpowiedz

      Boskie wykwity mojego inte­lektu nazy­wasz „dziwne”? ;)

      Oooo, na stu­diach to dopiero było gra­nie… PSX i nasia­dówy ze zna­jo­mymi i obi­ja­nie sobie ryjów w Soul Blade. Ależ mi tego brakuje…

  4. Alex Paleczny 12/02/2010 do 22:27 # Odpowiedz

    Dobry tekst, oj dobry.

    Ale już tak nie zachwa­laj tego Heavy Rain, bo będę musiał kupić ps3 i mi się xpu­dełko obrazi. Ich poprzed­nie dwa tytuły były genialne (Omnikron i Farenheit), więc pew­nie i HR będzie świetny.

    • CoSTa 13/02/2010 do 09:44 # Odpowiedz

      Pograłem nieco w demo. W skró­cie: ste­ro­wa­nie dzi­waczne (w sen­sie, że zupeł­nie odmienne podej­ście od zwy­cza­jo­wego) ale z cza­sem prze­staje prze­szka­dzać. Grafika miej­scami nie­zła, miej­scami nieco gorzej. Ale jak tam pro­wa­dzona jest nar­ra­cja!… Oj zde­cy­do­wa­nie to gra dla doj­rza­łych ludzi i pozo­staje mi tylko mieć nadzieję, że roz­grywka skręca w kli­maty Seven. To może być jedna z naj­waż­niej­szych gier ostat­nich lat i może zde­fi­nio­wać nowy gatunek.

  5. btd 12/02/2010 do 23:27 # Odpowiedz

    Ja dawno slu­cham podob­nych tek­stow o muzyce/kompach/graniu/itd. I wiesz co? Gleboko je posu­wam. Dzien w kto­rym zdzia­dzieje tak ze nie bedzie nic mnie bawilo i cie­szylo bedzie dniem na strzal w leb.

    Jak juz pisa­lem: obys nigdy nie byl zdzia­dzia­lym, przy­bi­tym doro­slym. Bo nie­stety duzo osob tak wla­snie przed­sta­wia doro­slosc. Sikiem ich i tyle :)

    • CoSTa 13/02/2010 do 09:53 # Odpowiedz

      Teksty tek­stami ale rodzi­ców też trzeba sobie wycho­wać btd :)

  6. SpeX 12/02/2010 do 23:50 # Odpowiedz

    Podobnie jest z nie­któ­rymi ani­ma­cjami. Choć po woli wkra­czam w ten odbiór, i widzę 2 sens w nie­któ­rych pozy­cjach. Nie potra­fię go zna­leźć w pozy­cjach które zostały mi podane jako przy­kład pozy­cji z jakimś prze­sła­niem do doro­słych np Jony Brawo.

    • CoSTa 13/02/2010 do 10:14 # Odpowiedz

      No bez jaj :) — Cartoon Network i jego pro­duk­cje raczej nie mają jakichś ukry­tych prze­słań czy dna (den? jak to się odmieniowywuje?)

      Animacja dla doro­słych? Groomit i Wallace!

  7. krzychu 24/02/2010 do 12:26 # Odpowiedz

    Czy doj­rzały czło­wiek w kwie­cie wieku może i w ogóle powi­nien raj­co­wać się grami? Odpowiedź nasuwa się sama: wszystko zależy od gier
    Z mojego punktu widze­nia odpo­wiedź nie ma nic wspól­nego z grami.
    To, czy cie­bie kręcą gry na kon­sole, czy webowe; czy może fabu­larny, czy może strze­lanki — to wyłącz­nie ilu­stra­cja two­jego nastroju lub tem­pe­ra­mentu.
    Odpowiedź na pyta­nie zawsze musi się odwo­łać nie do gier, ale do kilku innych waż­niej­szych rze­czy: czy masz pie­nią­dze na upra­wia­nie takiej roz­rywki, czy poza grami masz jakieś inne hobby, no i naj­waż­niej­sze — czy gry wygry­wają prze­ciw rodzi­nie rywa­li­za­cję o twój czas wolny? Jestem sobie w sta­nie wyobra­zić sytu­ację, że masz żonę, któ­rej twoje gra­nie zupeł­nie nie prze­szka­dza, że dora­sta­jące dzieci nie wyma­gają od cie­bie zmiany two­ich nawy­ków itd.
    Wynika z tego także to, iż wiek — przed czter­dziestką — nie ma tu nic do rzeczy.

    • btd 24/02/2010 do 13:24 # Odpowiedz

      Ma. Niektórym ‘doro­słym i poważ­nym’ wydaje się że w ‘pew­nym wieku’ coś takiego jak gra­nie jest źle widziane.

    • CoSTa 26/02/2010 do 11:58 # Odpowiedz

      @Krzychu
      „Z mojego punktu widze­nia odpo­wiedź nie ma nic wspól­nego z grami.”

      Oj sorry… Ależ ma WSZYSTKO wspól­nego z grami! Nastrój nastro­jem ale bez dobrej gry po pro­stu nie ma o czym mówić.

      A wiek ma tu bar­dzo wiele do rze­czy, to prze­cież oczy­wi­ste. Dorastamy, uczymy się, pozna­jemy, doświad­czamy. I na wszelką roz­rywkę, w tym i gry, patrzymy przez ten wła­śnie pryzmat.

  8. krzychu 24/02/2010 do 13:56 # Odpowiedz

    Z racji wieku uwa­żam się za cał­kiem doro­słego :) i nic dziw­nego nie widzę w grach kom­pu­te­ro­wych w wieku (przy­kła­dowo) plus 50.
    Więc nie masz racji.

  9. CCrow 26/02/2010 do 02:01 # Odpowiedz

    No cóż, ja uwa­żam gry (głów­nie cRPG) za jedno z moich hobby. Tyle, że moi rówie­śnicy, a mam lat 38 (hexa­de­cy­mal­nie), trak­tują to jako prze­jaw, hmmm deli­kat­nie rzecz bio­rąc kre­ty­ni­zmu. Sprawa doty­czy oczy­wi­ście też muzyki, lek­tur itp. Facet słu­cha­jący Feela się odmła­dza, face­towi słu­cha­ją­cemu, jak ja, Dream Theater odwala na stare lata itd.
    Macie lepiej bo dora­sta­li­ście w świe­cie z grami!

    • CoSTa 26/02/2010 do 12:06 # Odpowiedz

      Szacunek za zdrowe podej­ście do gier w tym hek­sa­de­cy­mal­nym wieku :). Tak, mamy „łatwiej” choć chyba w sumie lepiej powie­dzieć, że mamy ina­czej. Dorośliśmy z tym medium i dla nas są to rze­czy oczy­wi­ste. Ale poko­le­nie star­sze, taka na ten przy­kład moja matka, ma pro­blem ze zro­zu­mie­niem takiego spo­sobu roz­rywki. Jestem bar­dzo cie­kaw, ze zro­zu­mie­niem jakich spo­so­bów roz­rywki będę miał pro­blem ja, kiedy moje dzie­ciaki będą bawiły się swo­imi elek­tro­nicz­nymi zabawkami :)

  10. krzychu 26/02/2010 do 12:59 # Odpowiedz

    CoSta — nie nie nie. Odróżnij dwie rze­czy: treść gry i twój wiek. Z innych two­ich postów wynika jasno, że gustu­jesz nie­mal wyłącz­nie w strzelankach,a inne przy­kłady padają tylko jako ilu­stra­cje, że jest ina­czej ;)
    Ja rozu­miem, że grasz w dowol­nym wieku, nato­miast to, w co grasz, to sprawa nie­istotna. Przecież przy­wo­łana przez cie­bie mama nie ma do cie­bie pre­ten­sji, że nie grasz w okre­śloną grę — jej cho­dzi o to, iż w ogóle grasz i tra­cisz na to swój czas, który mógł­byś poświę­cić np. rodzi­nie. This is the point.

    • CoSTa 26/02/2010 do 13:55 # Odpowiedz

      „Z innych two­ich postów wynika jasno, że gustu­jesz nie­mal wyłącz­nie w strzelankach,a inne przy­kłady padają tylko jako ilu­stra­cje, że jest inaczej ;)”

      Nie poda­wał­bym ich, gdy­bym ich w jakiś spo­sób nie doświad­czył :). Heavy Rain dopiero przede mną ale reszta już w sumie za mną — te na PS3 oczy­wi­ście (Metal Gear Solid 4 muszę skoń­czyć wresz­cie ale tu pro­blem z cza­sem — ta gra wymaga spo­rego sku­pie­nia przez dłuż­szy czas a na to ostat­nimi czasy po pro­stu brak zaso­bów cza­so­wych). Półgodzinne sesje w strze­lanki są po pro­stu bar­dziej w moim zasięgu.

      „Przecież przy­wo­łana przez cie­bie mama nie ma do cie­bie pre­ten­sji, że nie grasz w okre­śloną grę – jej cho­dzi o to, iż w ogóle grasz i tra­cisz na to swój czas, który mógł­byś poświę­cić np. rodzi­nie. This is the point.”

      No ale prze­cież pisa­łem o tym, nie rozu­miem zbyt­nio co tu roz­trzą­sać. Mnie się roz­cho­dzi o to, że gra­jący trzy­dzie­sto­pię­cio­la­tek to nie­ko­niecz­nie wyraz braku doj­rza­ło­ści, nie­chęci do prze­by­wa­nia z rodziną i co tam jesz­cze zazwy­czaj przy­cho­dzi w takim przy­padku star­szym poko­le­niom do głowy. To po pro­stu efekt doj­rze­wa­nia z tym medium i — co mnie bar­dzo cie­szy — oferty gro­wej skie­ro­wa­nej także do doro­słego i doj­rza­łego gra­cza. O tym jest ten wpis.

  11. waltharius 03/03/2010 do 10:16 # Odpowiedz

    Dobrze napi­sane CoSTa. Przypuszczam, że jak Twoja sza­nowna mama była w Twoim wieku, to jej rodzice widzieli podobne pro­blemy, tylko w TV, gło­śnej muzyce (na przy­kład taki ś.p. Niemen hehe) i kolo­ro­wych pismach, które powoli zaczy­nały się w naszym kraju poja­wiać.
    Ba!, podobno pierw­sze prze­tłu­ma­czone tek­sty sume­ryj­skie (chyba sume­ryj­skie, ale nie chce mi się szu­kać czy fak­tycz­nie sume­ryj­skie, więc jak źle to popraw­cie) mówiły o tym, że jak mło­dzież będzie tak bar­dzo odda­lała się od wła­ści­wych zacho­wań, gdzie wła­ści­wymi zacho­wa­niami były oczy­wi­ście te, które nie­śli ze sobą ludzie starsi, to świat szybko ule­gnie zagła­dzie. Jak widać tak się jesz­cze nie stało. Po pro­stu ewo­lu­ujemy jako spo­łe­czeń­stwo i MUSIMY korzy­stać z tego, co to spo­łe­czeń­stwo ze sobą niesie.

    Rozumiem zarzut, że zamiast grać poświę­cał­byś się rodzi­nie. Jednak nie o to chyba cho­dzi, żeby to poświę­ce­nie stało się krzy­żem, który musisz dźwi­gać. Gry są dobre (są i złe, ale pomińmy tutaj ten wątek) i tak jak wszystko co pozwala się odprę­żyć, dopóki nie zagraża naszemu życiu, dopóki pamię­tasz imiona dzieci, i wiesz kiedy masz uro­dziny, nie jest źle.

    A seria Mass Effect wymiata ;-)

Trackbacki/Pingbacki

  1. Gram – Uncharted 3 | CoSTa's Family Page - 19/11/2011

    […] W zeszłym roku zasta­na­wia­łem się, jakim cudem będąc przed czter­dziestką (już do niej mniej, niż wię­cej nie­stety), wciąż cie­szy mnie gra­nie. Jakim cudem facet z dwójką dzieci, żoną patrzącą na gra­nie jak na mar­no­wa­nie cen­nego czasu, który można by prze­zna­czyć na ten przy­kład na opiekę nad dziećmi by żona miała czas na spo­kojne wcią­gnię­cie TV Style, w któ­rym jakieś baby poka­zują jak brzydko się ubie­rać innym babom, które do tej pory przy­naj­mniej robiły to za zde­cy­do­wa­nie mniej­sze pie­nią­dze… eee… za długa chyba nieco ta dygresja :). […]

Dodaj komentarz