Elektronika — moje the best i the worst

Ostatnio dopa­dła mnie faza na wspo­mi­na­nie sobie róż­nych urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych (mniej lub bar­dziej), które w życiu „zali­czy­łem” i które jakoś w mojej pamięci pozo­stały. Z elek­tro­niką jest jak ze wszyst­kim, co ma się nieco dłu­żej niż bilet auto­bu­sowy — gro­ma­dzi wspo­mnie­nia, przy­le­gają do niej uczu­cia, obda­rza się cza­sem te elek­tro­niczne zabawki namiast­kami oso­bo­wo­ści, cza­sem wyzywa się je od naj­gor­szych, cza­sem chce się je pokle­pać po ple­cach (gdzie­kol­wiek taki na ten przy­kład skła­dak owe plecy ma)… Jednym sło­wem — stają się te gadżety ele­men­tem życia. Na dobre i na złe.

Powiem Wam teraz o kilku elek­tro­nicz­nych gadże­tach i urzą­dze­niach, które naj­bar­dziej wbiły mi się w głowę, z któ­rymi wiąże się naj­wię­cej lata­ją­cej dookoła karmy, które dały mi naj­wię­cej rado­ści tudzież wpę­dziły mnie w naj­więk­szą fru­stra­cję. Po pro­stu: będzie to moja lista the best of, którą roz­pocznę od urzą­dze­nia, które przez ład­nych kilka lat wpę­dzało mnie w stany ekstremalne.

Składak PC
Lata całe mia­łem cudo, w któ­rym wymie­ni­łem dokład­nie wszystko prócz płyty głów­nej. Miałem sprzęt, który dziel­nie słu­żył mi do gra­nia, nauki róż­nych mało przy­dat­nych pier­dół, pozna­wa­nia Linuksa i gene­ral­nie oswa­ja­nia się z two­rem, który zwie się Personal Computer. Moje obco­wa­nie z poczci­wym skła­da­kiem miało swoje wzloty ale przede wszyst­kim miało upadki. Ciągle było mu cze­goś za mało — a to pamięci, a to mocy procka, a to mocy GPU karty gra­ficz­nej. Pochłonęło to cudo masę pie­nię­dzy zanim zro­zu­mia­łem, że gra­nie na PC nie ma więk­szego sensu wła­śnie ze względu na kaso­chłon­ność. Miałem już wtedy swoje kochane PlayStation i naocz­nie oraz wła­sno­ręcz­nie prze­ko­na­łem się, jak wygod­nym roz­wią­za­niem jest kon­sola pod­pięta do TV. Składak doko­nał swego żywota ser­wu­jąc mi pro­blemy z wyda­la­niem cie­pła z coraz to moc­niej­szych proc­ków i GPU, co powo­do­wało mus dopy­cha­nia wia­tra­ków w obu­do­wie wręcz już na siłę. Po zamon­to­wa­niu czte­rech czy pię­ciu rze­kłem sobie prze­krzy­ku­jąc ich jazgot, że nie tędy droga a ja jestem na takie babra­nie się po pro­stu za stary.

Składak dał mi w kość bar­dzo i mimo wielu wspól­nych wznio­słych chwil, klnę na tego dra­nia do dziś bar­dzo szpet­nie. To było jedno z naj­gor­szych urzą­dzeń, które w życiu mia­łem. Może stąd taki mam wstręt do jed­no­stek cen­tral­nych i całej tej pece­to­wej reszty. Po pro­stu już mnie to nie bawi, już nie chcę mieć w domu cze­goś, z czym muszę się z cza­sem coraz bar­dziej bić.


Dell mini 1210

Dell mini 1210

Dell mini 1210

Kupiłem jakiś czas temu tego net­bo­oka z jed­nym zało­że­niem: miał mi robić za dump fotek na waka­cjach i miał słu­żyć do wstęp­nej ich obróbki. Zasadniczo z zada­nia wywią­zał się nie­źle ale pro­blemy z użyt­ko­wa­niem zaczy­nają nie­stety wycho­dzić. Główny pro­blem: net­book jest prze­raź­li­wie wooool­ny­y­yyy… Od momentu włą­cze­nia kom­pu­tera do zalo­go­wa­nia się mija sporo czasu ale doli­cza­jąc czas, który jest potrzebny na odpa­le­nie się tych wszyst­kich łażą­cych w tle pier­dół (wyłą­cza­łem już co się dało — nie­wiele pomaga), mija już chęć do ode­bra­nia maili czy pobie­ga­nia po stro­nach. Także pro­ces wybu­dza­nia dra­nia z uśpie­nia potrafi trwać pie­roń­sko długo a mnie na to zaczyna już powoli bra­ko­wać cier­pli­wo­ści. Ba, nawet po włą­cze­niu, zała­do­wa­niu wszyst­kiego co trzeba i wresz­cie cze­ka­niu na akcję użyt­kow­nika, kom­pu­ter nie prze­staje być wolny. Flash potrafi przy­blo­ko­wać matoła solid­nie, otwar­cie jakie­goś pro­gramu biu­ro­wego wle­cze się nie­mi­ło­sier­nie i albo wymie­nię w tym kom­pie dysk na coś bar­dzo szyb­kiego, albo po pro­stu dam bratu by miał coś dla prak­ty­kan­tów. Nie wspo­mi­nam nawet o bate­rii, która w stan­dar­dzie trzyma jakieś dwie i pół godzinki maks. Jasne, mogłem spre­zen­to­wać sobie lep­szą ale za tę kasę mogłem kupić sobie nor­mal­nego lap­topa, co trzeba było uczynić.

Sprzęcik ma swoje dobre strony — fajna matryca z zupeł­nie nie­net­bo­okową roz­dziel­czo­ścią 1280x800, na któ­rej pra­cuje się wygod­nie i bez potrzeby cią­głego prze­wi­ja­nia zawar­to­ści okna, bo za małe jest. W sumie dla tej matrycy Della wzią­łem. Poza tym nawet jeśli jest jakoś aktyw­nie chło­dzony, to bieda pod­ze­spo­łów pozwala mu się nie grzać i kom­pu­ter jest prak­tycz­nie nie­sły­szalny. Klawiatura owszem jest pla­sti­kowa ale pisze się na niej cał­kiem zno­śnie a so cal­led „gła­dzik” w uży­ciu nie spra­wia żad­nych problemów.

Mimo swo­ich plu­sów minusy jed­nak prze­wa­żają i net­bo­oka sta­wiam tylko lekko wyżej nad skła­da­kiem w swoim spi­sie elektroniki.


Atari 65XE

Atari 65XE

Atari 65XE

Od tego sprzę­ciku poczy­na­jąc mogę w sumie o każ­dym następ­nym pisać już tylko „osom, osom, osom!”. Sześćdziesiątkępiątkę dosta­łem od swo­ich rodzi­ców (OK, na spółę z bra­tem, niech mu będzie :)) w cza­sach, w któ­rych samo wymó­wie­nie słowa „kom­pu­ter” ozna­czało rzu­ce­nie jakie­goś zaklę­cia. Maszynka posłu­żyła zasia­niu bak­cyla, który trzyma mnie przy elek­tro­nice do dziś. Na toto pro­gra­mo­wa­łem, robi­łem na tym gra­fikę, rzeź­biło się na tym muzę i — co naj­waż­niej­sze — jeź­dziło się za softem na to do Wrocławia (naj­bliż­sza giełda, w mojej rodzin­nej Jeleniej Górze mało co było). Poznałem przez ten kawa­łek pla­stiku i krzemu mnó­stwo ludzi, wkrę­ci­łem się w mnó­stwo zajęć, prze­gry­za­łem się przez róż­nego rodzaju doku­men­ta­cję a po uzu­peł­nie­niu zestawu o sta­cję dys­ków, zaczą­łem jarzyć czym może być sys­tem operacyjny.

Przepiękny, nie­znisz­czalny kawa­łek elek­tro­niki, który zapi­sał się w mojej pamięci samymi super­la­ty­wami. Nawet cho­lerny magne­to­fon wspo­mi­nam z roz­rzew­nie­niem i pewną dozą tęsknoty.


Atari Jaguar

Atari Jaguar

Atari Jaguar

Nieco wyżej w moim ran­kingu stoi kon­solka od Atari. Dostałem ją od brata cio­tecz­nego (hi, Cris!) choć lepiej chyba byłoby powie­dzieć, że ją mu pod­pro­wa­dzi­łem gro­żąc ogniem i czym tam jesz­cze. Urzekła mnie od pierw­szego na nią spoj­rze­nia w zamierz­chłych cza­sach świet­no­ści sklepu na Towarowej 25 (o ile mnie pamięć nie myli) we Wrocławiu, gdzie zoba­czy­łem ją po raz pierw­szy. To zdaje się tam miała sie­dzibę firma Atar System, która wyda­wała STE Fana… Anyway, zoba­czy­łem tam obiekt moich póź­niej­szych wes­tchnień czyli Jaguara pod­pię­tego do spo­rego TV i z załą­czo­nym Tempestem 2000 i od tego momentu rzecz mnie prze­śla­do­wała. Lata całe póź­niej w ręce moje kon­sola wpa­dła z — a jakże by ina­czej — Tempestem 2000 na pokła­dzie i po pro­stu odje­cha­łem. Solidne, kar­tri­dżowe cudo, które w dzia­ła­niu może­cie zoba­czyć w jed­nym z moich pod­ca­stów.

Fajna kon­struk­cja, cie­kawe wzor­nic­two i wielka, nie­wy­ko­rzy­stana szansa firmy Atari. Szkoda ale ten kawa­łek elek­tro­niki zajął sporo miej­sca w moim sercu i musia­łem o niem po pro­stu napisać.


Optimus P75
Kiedyś była taka sobie pol­ska firma, która pręż­nie kom­pu­tery skła­dała i gene­ral­nie nieco cywi­li­za­cji na tym naszym kom­pu­te­ro­wym poletku zasiała. Decyzją władz została uwa­lona, ludzie poszli na bruk, Kluska poro­bił za boha­tera a wła­dzom nic się nie stało, bo prze­cież to Polska i tu można wyczy­niać dowolne cuda. Anyway, skła­dali chłopcy kom­pu­tery a jed­nym z ich doko­nań była ta wła­śnie maszyna.

Maszyna była wielka (w dosłow­nym zna­cze­niu tego słowa) i była dla mnie obja­wie­niem. Czemu? A temu, że dzięki niej ode­rwa­łem się od ata­row­skiego TOSa i prze­la­złem na ciemną stronę mocy, czyli DOSa a z cza­sem — Windowsa. Tu wszystko było nowe, nie­znane, inne i bar­dzo ale to bar­dzo pocią­ga­jące. Szybkość tej machiny powa­lała nie­daw­nego użyt­kow­nika Atari ST a ogólne dozna­nia pły­nące z uży­wa­nia tego sprzętu mogę stre­ścić jed­nym: rewelka. Rzecz nauczyła mnie overc­lo­kingu (jedną zworą robiło się z tego kom­pu­tera sprzęt P120 co było naprawdę czuć) i nauczyła grze­ba­nia w bebe­chach peceta. Konstrukcja była na tyle jed­nak solidna, że grze­bać (poza typo­wymi apgrej­dami wszyst­kiego :)) nie za bar­dzo było po co i tak też ten kom­pu­ter zapa­mię­ta­łem — bez­pro­ble­mowy mon­ster dający mnó­stwo frajdy. Wysokie jego miej­sce w zesta­wie­niu jest chyba w takim wypadku zrozumiałe…


Atari ST

Atari ST

Atari ST

Commodorowcy mieli swoje Amigi a ata­ra­cia­rze swoje ST. Czas poka­zał, że Amiga była lep­sza ale to od ST zaczął się szes­na­sto­bi­towy szał w naszym kraju. Moi nie­oce­nieni rodzice spre­zen­to­wali taki sprzęt i mnie a ja byłem i jestem nim zachwy­cony do dziś. OK, może nie grał tak jak Amiga, może nie potra­fił tyle co Amiga ale było to (i nadal jest) urzą­dze­nie zde­cy­do­wa­nie ele­ganc­kie, z kla­row­nym i przej­rzy­stym sys­te­mem ope­ra­cyj­nym (pstro­ka­tość oesu Amigi do dziś mnie odstrę­cza) oraz z bogatą i cie­kawą dla mnie biblio­teką opro­gra­mo­wa­nia. Przykład wzor­ni­czej kon­se­kwen­cji i sta­ran­no­ści wykonania.

Sprzęt był nie­znisz­czalny i odporny na wszel­kie zło­śli­wo­ści losu. Co prawda udało mi się mój egzem­plarz wła­sno­ręcz­nie spa­lić ale oddajmy spra­wie­dli­wość mojemu Atari — roz­krę­ce­nie dra­nia, skrę­ce­nie i odpa­le­nie z kil­koma czę­ściami i śru­bami w dłoni, któ­rych nie pamię­tało się, gdzie trzeba wsa­dzić przy skrę­ca­niu — to nie było naj­lep­szym pomy­słem. W efek­cie po wyda­niu kupy kasy sta­łem się posia­da­czem sprzę­ciora o roz­sze­rzo­nej pamięci i z naj­now­szym wtedy sys­te­mem ope­ra­cyj­nym (tzw. Rainbow TOSem). Oryginalny TOS mia­łem po… szwedzku więc prze­siadka na angiel­skie śro­do­wi­sko pracy oka­zała się być po pro­stu pięk­nym dozna­niem. Eeech, te pio­nier­skie czasy :)

Cudowny sprzęt, fan­ta­styczna jakość wyko­na­nia, ogromna ilość miłych wspo­mnień (w poszu­ki­wa­niu Frontiera na ST wylą­do­wa­łem w naj­dziw­niej­szej knajpce kom­pu­te­ro­wej świata w samym cen­trum Aten — doceń­cie odda­nie grze :)) — to wszystko win­duje Atari ST wysoko na mojej liście.


Klawiatura alu­mi­niowa Apple

Apple klawiatura

Apple kla­wia­tura

Urzekła mnie od pierw­szego spoj­rze­nia i uwio­dła od pierw­szego dotknię­cia. Wytrzymała, solidna, zwarta kon­struk­cja z kla­wi­szami, któ­rych aż miło doty­kać. Idealny skok kla­wio­rów, walory użyt­kowe mocno ponad prze­ciętną (mówi Wam to koleś, który zaje­chał nie­zli­czoną ilość kla­wia­tur w życiu), ogólne wra­że­nia z uży­wa­nia po pro­stu dosko­nałe. No i to wzornictwo…

Niby to tylko kla­wia­tura ale to naj­lep­sze kla­wi­sze, jakie w życiu mia­łem. Wiem, że to kwe­stia przy­zwy­cza­je­nia w dużej mie­rze ale w pracy co i rusz muszę popi­sać na prze­róż­nych mode­lach kla­wia­tur i pełną wygodę ofe­ruje mi wła­śnie kla­wia­tura od jabłka. Świetna sprawa, która za umi­le­nie codzien­nej pracy wspięła się bar­dzo wysoko w moim rankingu.


PlayStation 3

Sony PlayStation 3

Sony PlayStation 3

Im staję się star­szy, tym bar­dziej chce mi się grać. Uwielbiam to robić, uwiel­biam trzy­mać pada, kocham roz­wałkę na ekra­nie tele­wi­zora, w napię­ciu śle­dzę losy kon­so­lo­wych boha­te­rów co ambit­niej­szych gier. To już ele­ment mojego życia a dziś PlayStation 3 dostar­cza mi dla tego frag­mentu mojego żywota pożywki.

Konsola stoi wysoko na mojej liście ale są ku temu powody. Przede wszyst­kim to solidny, jak na razie bez­a­wa­ryjny (choć Brzozie na ten przy­kład czyt­nik już raz padł), w miarę cichy kawa­łek elek­tro­niki, który poza gra­niem robi za grajka wszel­kich fil­mów na płyt­kach. A robi to — dzięki upsca­lin­gowi przy DVD — rewe­la­cyj­nie. Takoż po zoba­cze­niu fil­mów na Blu-ray nie ma czło­wiek ochoty wra­cać do braku szcze­gó­łów fil­mów z DVD. Mojego chle­baczka nie da się nie lubić i mimo dziw­nego wzor­nic­twa i spo­rych roz­mia­rów, cał­kiem nie­brzydki z niego mebel. PS3 wyzwala we mnie jakieś takie ojcow­skie odczu­cia i cza­sem aż łapię się na chęci pogła­ska­nia tego kawałka krzemu (jak­kol­wiek dziw­nie by to nie brzmiało). Za mnó­stwo pozy­tyw­nych wzbu­dza­nych we mnie uczuć kon­sola ląduje naprawdę wysoko.


Apple Mac mini

Apple Mac mini

Apple Mac mini

W sprzę­cie zako­cha­łem się od pierw­szego wej­rze­nia. Mały, zgrabny, wręcz mini­ma­li­styczny… Stał się obiek­tem moich wes­tchnień i elek­tro­nicz­nych mokrych snów. Sytuacja stałą się na tyle poważna, że dla tego cacka rzu­ci­łem pale­nie i w ramach samo­wrę­cze­nia łapówki, zro­bi­łem to wła­śnie za minia­cza. Jakżesz warto było!

Sprzęt kupi­łem lata temu ale do dziś to fan­ta­styczny kawa­łek elek­tro­niki. Nie jest i nigdy nie miał być w moim domu demo­nem wydaj­no­ści słu­żą­cym do gra­nia — od tego mamy kon­sole. Miał za to być cichy (po latach spę­dzo­nych obok wyją­cego skła­daka cisza minia­cza była niczym bez­gło­śna wer­sja zesła­nia dzie­się­ciu przy­ka­zań :)), miał być uczynny, miał być pod­stawą domo­wego kom­pu­te­ro­wego życia no i miał być słodki. I ze wszyst­kich tych zadań wywią­zuje się z powo­dze­niem do dziś.

Dziś to solidny ser­wer mediów, który po pod­pię­ciu do tele­wi­zora dodat­kowo robi za pley­era wszyst­kiego, co tylko da się odtwa­rzać. Z cza­sem zdechł w minia­czu napęd, który począt­kowo chcia­łem napra­wić ale jakoś oka­zuje się, że zdechł w dziwny spo­sób — muzę i DVD czyta, nato­miast za dia­bła nie chce czy­tać pły­tek z danymi i tako­wych wypa­lać. Miałem dra­nia wymie­nić ale ten brak w sumie nie prze­szka­dza tak bar­dzo — więk­szość moich mediów pły­tek nie ogląda nawet na odle­głość a te, które są na pły­tach o dziwo są czytane.

Mini jest słod­kie, jest cudne, jest esen­cją tego, co nazwał­bym applo­wa­to­ścią kom­pu­te­rów. Wbrew pozo­rom to cał­kiem wydajna maszynka, która jest dowo­dem na to, jak opty­ma­li­zo­wa­nie sys­temu pod kon­kretną kon­fi­gu­ra­cję potrafi być ważne. Mijają lata a z kolej­nymi wer­sjami Mac OS X moje mini staje się coraz szyb­sze i coraz wydaj­niej­sze. Optymalizacja to jed­nak potęga…

Mini stało się pra­wie że człon­kiem naszej rodziny i za to ląduje bar­dzo, bar­dzo wysoko na mojej liście.


AirPort Express

Apple AirPort Express

Apple AirPort Express

Zdziwieni? A dla­czego? AirPort Express to ide­alny przy­kład urzą­dze­nia, które robi to, co ma robić i które robi to dobrze. W momen­cie kupna słu­żyło mi za router ale na bycie peł­no­praw­nym route­rem sygnał toto ma nieco zbyt słaby. Teraz roz­sze­rza mi sygnał sieci oraz stre­amuje muzę do kuchen­nej mini­wieży, co w połą­cze­niu z obsługą via iPod touch czy iPhone czyni z tego urzą­dzonka cał­kiem sprawny pseu­do­ser­wer muzyki.

Od momentu kupna i wci­śnię­cia do kon­taktu nie mam z tym urzą­dze­niem abso­lut­nie żad­nego pro­blemu. Nic, zero, null… Nawet nie pamię­tam, że toto funk­cjo­nuje. Tak wła­śnie bez­pro­ble­mowe jest to w użyt­ko­wa­niu i obsłu­dze. To auten­tycz­nie jedno z naj­le­piej zapro­jek­to­wa­nych i funk­cjo­nu­ją­cych urzą­dzeń na rynku — małe, poręczne, mobilne, ze spo­rymi moż­li­wo­ściami. Prawie że mój ideał jabł­ko­wego urzą­dze­nia. Tu robisz „fire and for­get” a urzą­dze­nie sobie działa non stop od dwóch lat nawet nie jęk­nąw­szy. O to wła­śnie chodzi…


PlayStation 2

Sony PlayStation 2

Sony PlayStation 2

Na stro­nie PS2 napi­sali: „The world’s most popu­lar con­sole”. Zapewne jest to prawda patrząc na ilość sprze­da­nych egzem­pla­rzy ale nie tylko o ilość tu cho­dzi. Tu chyba cho­dzi przede wszyst­kim o jakość. A PS2 to moim skrom­nym zda­niem kon­sola ide­alna, szcze­gól­nie w swej sli­mo­wej odmia­nie. Ta „tabliczka cze­ko­lady” jak zwano slima, jest po pro­stu bar­dzo zgrab­nym urzą­dze­niem — nie­wiel­kim, cichym (choć w mojej przy­da­łoby się prze­dmu­chać wia­trak bo coś zaczyna gło­śno bie­gać), ofe­ru­ją­cym w cza­sach swo­jej świet­no­ści naprawdę sporo. To jed­nak, co wyróż­nia tę kon­solę to nie­praw­do­po­dob­nie bogata biblio­teka gier. Tytułów na PS2 wyszło mnó­stwo, w czym oczy­wi­ście jest sporo crapu ale też wiele dzieł wręcz genial­nych. Całe spek­trum elek­tro­nicz­nej roz­rywki wiąże się z tą kon­solą, w tym wiele zupeł­nie nowa­tor­skich pomysłów.

Mam ogromny sen­ty­ment do tego sprzętu i budzi on we mnie bar­dzo cie­płe emo­cje. To przy­kład tego, jak można zapro­jek­to­wać urzą­dze­nie z pozoru skromne ale jed­nak funk­cjo­nalne nad wyraz i dające całe morze frajdy. Stąd i pra­wie że top mojej listy tej kon­soli się należy.


Apple iPhone 3G

Apple iPhone 3G

Apple iPhone 3G

Starsza wer­sja aktu­al­nego modelu, którą dzięki brac­kiemu mojemu posia­dam, jest urzą­dze­niem budzą­cym ogromne kon­tro­wer­sje. Swego czasu mój brat zje­chał tę słu­chawkę równoi ja nie byłem i nie jestem wciąż jakoś nią zachwy­cony. Apple zamknęło tele­fon jak tylko mogło i jak tylko się dało a to się nie może podo­bać. Pracować (w sen­sie biz­ne­so­wym) z tym nie idzie, tele­fon ma sporo wad i w ogóle pod wzglę­dem ficze­rów odstaje bar­dzo od współ­cze­snych smartfonów.

ALE

Gdy już się dra­nia do ręki weź­mie… Ten tele­fon cierpi na jedną, za to pod­sta­wową przy­pa­dłość: można na niego kląć, można fukać ale nie idzie dra­nia z ręki wypu­ścić. Potężna baza opro­gra­mo­wa­nia (w tym coraz lep­sze gry), duża funk­cjo­nal­ność, wyśmie­ni­cie zre­ali­zo­wany mul­ti­to­uch, brak lagów w kon­tak­cie z inter­fej­sem… Jeśli nie potrze­bu­jesz jakichś biz­ne­so­wych funk­cji (oka­zuje się na forach, że w cho­lerę nasto­lat­ków to biz­nes­meni, któ­rzy bez Excela w komórce po pro­stu ani rusz :)) i nie jesteś geekiem, to masz pra­wie ide­al­nego kan­dy­data na przy­jemny w obsłu­dze, pro­sty ale funk­cjo­nalny jak dia­bli tele­fon. Coś, z czego od kopa korzy­stać może moja córka, o żonie już nie wspo­mi­na­jąc. Po pro­stu jak zna­lazł sprzęt dla zwy­kłych ludzi.

iPhone 3G za tę całą gamę uczuć, które we mnie wzbu­dza i za to, że towa­rzy­szy mi w sumie cią­gle i wszę­dzie a jazdy do/z pracy bez tego gadżetu już sobie nie wyobra­żam — za to wszystko ląduje pra­wie na szczy­cie mojej listy. To po pro­stu kawał solid­nej i uży­tecz­nej elek­tro­niki jest.


PlayStation

Sony PlayStation

Sony PlayStation

Pierwsza moja kon­sola i w dodatku kupiona za swoje ciężko zaro­bione pie­nią­dze :). PSX było dla mnie swego czasu obja­wie­niem, obiek­tem marzeń, modłów i chęci popeł­nie­nia prze­stęp­stwa, byle to coś w ręce swoje dostać. Na szczę­ście obyło się bez prze­stęp­stwa i w łapy moje wpa­dło coś, co uwa­żam za jedną z naj­lep­szych kon­struk­cji elek­tro­nicz­nych w historii.

Dziś PSX wygląda nieco kan­cia­sto i w ogóle widać, że to rzecz z zeszłej epoki. Wypuszczony nieco póź­niej model PS One lekko sytu­ację wzor­ni­czą rato­wał ale sen­ty­ment i powa­ża­nie mam dla tego nie­po­rad­nego wzor­nic­twa. Ten model zafun­do­wał mnie i całej furze moich zna­jo­mych kupę rado­chy z gra­nia i zre­de­fi­nio­wał moje podej­ście do gra­nia. Mnóstwo tytu­łów nasta­wio­nych głów­nie na arca­dowy fun było bar­dzo przy­jemną odmianą od pece­to­wego napa­rza­nia w stra­te­gie róż­nego rodzaju. PSX poka­zał mi, gdzie leży zasad­ni­cza róż­nica mię­dzy gra­niem na kon­soli a na PC — to kwe­stia wygody. Tylko i aż. Na samą myśl, że miał­bym siąść przy biurku wga­piony w moni­tor aż mnie trzę­sie. Jasne, dziś można pograć na lap­to­pach ale jakoś nie raj­cuje mnie gra­nie na zbyt małym ekra­nie z kalo­ry­fe­rem na kola­nach. Dziś dla mnie gra­nie to tylko kon­sole i to wła­śnie PSX mnie przekabaciło.

Cudny kawa­łek elek­tro­niki, który po iluś­tam latach ostat­nio odpa­li­łem. I co? I nic — wszystko działa jak bym zapa­ko­wał dra­nia do pudełka wczo­raj. Kiedyś dbano o jakość pod­ze­spo­łów a nie robiono je jak dziś — wyli­cza­jąc ich trwa­łość na jakieś dwa lata użyt­ko­wa­nia. W końcu tę pro­duk­cję trzeba gdzieś sprze­dać… Swego czasu tak nie było, elek­tro­nikę two­rzyło się dba­jąc o jakość i to po moim PSX także dziś widać. Pady — nie­znisz­czalne. Body — okle­jone czym się tylko dało, ze śla­dami upad­ków i czego tam jesz­cze ale nijak to nie ma prze­ło­że­nia na funk­cjo­no­wa­nie. Trwałe cho­ler­stwo, które dało mi nie­sa­mo­wi­cie wiele dobrych fluidów.


Apple iPod touch 1G

Apple iPod touch

Apple iPod touch

No i czas na sam top mojej listy. Zaskoczeni? A dla­czego? Byłem jed­nym z tych early adop­ters, któ­rzy rzu­cili się na nowinkę od jabłka pra­wie że w dniu jej pre­miery (no dobra, pocze­ka­łem z zaku­pem do pod­cho­in­ko­wego sza­leń­stwa :)). Działo się to lata temu, kiedy o ajfo­nie tylko plot­ko­wano a firm­ware iPoda touch pozwa­lał na przej­rze­nie netu za pomocą Safari, ode­bra­nie maili za pomocą Maila i na gra­nie mediów — wszak była to wtedy nieco bar­dziej spa­siona empeczwórka.

Minęły lata i dziś mam mały kom­pu­te­rek z gazy­lio­nem pro­gra­mi­ków, gie­rek i czego tam jesz­cze. Coś, co kupo­wa­łem jako iPoda, zmie­niło się z cza­sem w wie­lo­funk­cyjne urzą­dze­nie, w któ­rym gra­nie muzy i wyświe­tla­nie fil­mów to tylko jedna z bez­liku poten­cjal­nych funk­cji. Jasne, cho­dzi o AppStore ale i gene­ral­nie roz­wój opro­gra­mo­wa­nia jabł­ko­wego dla touchów.

Dlaczego jed­nak to iPod touch oku­puje pierw­sze miej­sce mojej listy zamiast iPhone, który prze­cież pozwala na wię­cej? A z dwóch powo­dów: iPod to dla mnie iPod — coś co ma grać i słu­żyć roz­rywce. I tylko temu. Reszta to bonus, z któ­rego bar­dzo się cie­szę ale który to bonus pod nie­biosa wręcz wybija uży­tecz­ność tego gadżetu. Po dru­gie: jakość wyko­na­nia tego cacka po pro­stu mnie roz­wala. iPod touch pierw­szej gene­ra­cji to prze­so­lidna kon­struk­cja, która doświad­czyła już nie­jed­nego upadku, wypadku, lotu i pie­prz­nię­cia o bruk twardy bo kamienny. Poza rysu­ją­cym się tyłem iPo­dowi nie­wiele się stało a ekran po ponad chyba dwóch latach uży­wa­nia nawet ryski nie ma. A doświad­cza­łem iPoda i ja, i da Majek, który teraz co dzień na nim łupie twardo (oraz nim łupie twardo :)). Po pro­stu pan­cerne, zwarte, świet­nie zapro­jek­to­wane urządzenie.

Ten gadżet dużo zmie­nił w moim życiu. Nieco ina­czej zaczą­łem spo­glą­dać na elek­tro­nikę użyt­kową i na swoje potrzeby, które taka elek­tro­nika ma zaspo­ka­jać. Na co dzień nie potrze­buję wyra­fi­no­wa­nych urzą­dzeń, które mają wszystko i ofe­rują wszystko. Potrzebuję nato­miast urzą­dzeń, które ofe­rują mi rze­czy w codzien­nym użyt­ko­wa­niu potrzebne i robią to w spo­sób natych­mia­stowy, nie wyma­ga­jący cze­ka­nia i będący „pod ręką”.

iPod touch zgro­ma­dził bar­dzo wiele moich cie­płych uczuć i chyba wła­śnie to wynio­sło go na szczyt mojej listy. A z cie­ka­wo­stek — swego czasu krę­ci­li­śmy z da Majkiem pod­cast o iPo­dziku. Przezabawnie to z per­spek­tywy czasu wygląda :)

I to by było na tyle. Jeśli ktoś zechce się podzie­lić swo­imi typami na tę jego najlepszą/najgorszą elek­tro­nikę ever — będę wdzięczny. Zawsze to miło poznać kogoś bliże. Wszak „pokaż mi na czym stu­kasz swoje maile a powiem ci kim jesteś” :).

, , , , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

15 Komentarzy do “Elektronika — moje the best i the worst”

  1. Krychaj 16/03/2010 do 17:53 # Odpowiedz

    Wiesz, że jakiś tydzień temu dosze­dłem do podob­nego wnio­sku odno­śnie PC i wczo­raj pozby­łem się mojej gło­śnej maszynki. Na tą chwilę zostaje lap­top + MacBook lub MacMini + monitor.

  2. Marcin W 16/03/2010 do 18:22 # Odpowiedz

    Ojacie… Atari 65XE. Też mam to cudo! Nigdy nie zapo­mnę wgry­wa­nia gier z kasety, pod­czas któ­rego trzeba było wyjść z pokoju, żeby przy­pad­kiem nie robić drgań, które mogłyby wywa­lić pro­ces łado­wa­nia po 10-ciu minu­tach. Nie wiem, czy drga­nia miały jaki­kol­wiek wpływ na Atari ale się wycho­dziło — wszak kom­pu­ter to była czarna magia, więc trzeba było się zasto­so­wać do rad star­szych wyjadaczy.

    Do dziś pamię­tam pol­ską grę Mózgprocesor — naj­lep­sza przy­go­dówka w jaką gra­łem ever.

    • CoSTa 18/03/2010 do 17:47 # Odpowiedz

      Ano, kasety miały swój nie­po­wta­rzalny urok, który oby nigdy nie wrócił :)

  3. zx 16/03/2010 do 20:15 # Odpowiedz

    PSXy, Atari, inne cuda. Pegasus, to jest to! ;D

    • CoSTa 18/03/2010 do 17:48 # Odpowiedz

      Nie zała­pa­łem się. Zacząłem od razu od PSX, wcze­śniej cze­sa­łem giery na ata­ra­kach. Cholera, dużo mnie omi­nęło… Pegasus to jed­nak zacna maszynka była.

  4. waltharius 16/03/2010 do 23:22 # Odpowiedz

    Brawo CoSTa! Świetny wpis. Strasznie faj­nie się to czy­tało :) ja jakoś tak do sprzętu nie pod­cho­dzę więc od sie­bie, przy­naj­mniej na razie nic nie dodam.

    • CoSTa 18/03/2010 do 17:50 # Odpowiedz

      Dzięki. A ja się z moją elek­tro­niką piesz­czę albo kopię. W każ­dym bądź razie jakoś nie mogę być obo­jęt­nym wobec cze­goś, z czym na ten przy­kład cią­gle łażę i czego cią­gle uży­wam. No po pro­stu to prze­staje być „czymś”. Cholera, to chyba u nas rodzinne bo nawet nasza pralka się imie­nia docze­kała. „Felicja” ją zwą :)

  5. Grzes 17/03/2010 do 13:42 # Odpowiedz

    No pro­sze, ata­ro­wiec i do tego PS3… Kogos mi to przy­po­mina… Do dzis uwa­zam, ze Atari ST to byl naj­lep­szy kom­pu­ter na swie­cie i kolejne ite­ra­cje TOSu i jego roz­sze­rze­nia praw­do­po­dob­nie wciaz bylyby wzor­cem wygody i upo­rzad­ko­wa­nia…
    Cala grupa pro­gra­mow, nie­zwy­kle wygod­nych w uzyt­ko­wa­niu i do tego bar­dzo szyb­kich to cos co zawsze bedzie mi sie koja­rzyla z ta moja naj­bar­dziej uko­chana maszynka…
    A PSP Ci nie bra­kuje w calej tej liscie?
    Co do reszty… U mnie jesz­cze 3 imaczki by sie zala­paly (kolo­rowy, lampka i obecny plasz­czak). Gdzies tam Macintosh Classic Color (do dzis mnie zachwyca swoim wygla­dem i tez swiet­nie dziala (tak jak moje ST). Tyle, ze ja bylem porzad­nym ata­row­cem i PCetem sie nie ska­la­lem w domu (nie licze tu narzu­ca­nych lap­to­pow z pracy).

    Co do kla­wia­tury alu­mi­nio­wej. Dla mnie to porazka straszna. Moje nie­mal dwu­let­nie dzie­cie bez pro­blemu wyrywa z niego kla­wisz po kla­wi­szu auto­ma­tycz­nie uszka­dza­jac go. No i ta spa­cja, ktora prak­tycz­nie trzeba tra­fiac w sro­dek jak sie nie tlu­cze w nia tak jak ja to robie… Nie, to nie jest udana kla­wia­tura, wola­lem jej poprzedniczki.

    • CoSTa 18/03/2010 do 17:53 # Odpowiedz

      PSP bra­kuje mnie tylko troszkę — iPhone ze swo­imi gier­kami nad­ra­bia braki handheldowe.

      To mówisz, że masz takie pro­blemy z tą kla­wia­turą? Kurczę, ja się jej nachwa­lić nie mogę… Ot widać różne par­tie były robione za pomocą róż­nych chiń­skich rączek. Te moje naj­wi­docz­niej bar­dziej się przykładały :)

  6. Ender 18/03/2010 do 11:55 # Odpowiedz

    Skladak — im tan­sze, tym gor­sze. Niestety tak to sie kon­czy :)
    Co do net­bo­oka i jego faj­nej roz­dziel­czo­sci — no coz, lada chwila ukaze sie tele­fon z taka roz­dzialka: http://android.com.pl/news/sprzet/605-zapowied-htc-hd3-wiedz-i-ty.html

    :)

    na liscie sprze­tow nie dales link­sysa wrt54gl :) ktory jest brzydki jak noc, ale dziala nie­za­wod­nie (o ile sie nie myle posia­dasz cos takiego) :)

    • CoSTa 19/03/2010 do 07:00 # Odpowiedz

      Widzę Ender, że Ci komen­tarz Akismet zżarł… Sorry. Nawet nie wiem jak to ustroj­stwo działa.

      Co do skła­daka — jako się rze­kło, kon­struk­cja Optimusa była mnio­dzio ale to moje skła­da­nie z cza­sem tylko i siwych wło­sów przysparzało :).

      Co do tele­fonu — fajna roz­działka :). Obraz będzie śliczny na ekra­nie 4,5 cala ale to w sumie wszystko. Z takimi deta­lami przy takiej wiel­ko­ści ekranu po pro­stu nie powal­czysz bo po pro­stu mało widać będzie :). Duża ta roz­działka ale z punktu użyt­ko­wego nie mam poję­cia jaki ma to mieć sens. A tak ogól­nie to miły kon­cept. Spodobało mi się gra­nie fil­mów HD i wyj­ście hdmi — taki prze­no­śmy play­erek przy­dałby mi się na wypady do rodziców…

      A fak! Faktycznie, mój teraź­niej­szy route­rek! Jakoś się z nim cho­lera jesz­cze nie zży­łem jak trzeba ale nie da się ukryć, że rzecz zarąbista.

      • Ender 19/03/2010 do 11:25 # Odpowiedz

        Telefon bedzie straszny, poda­lem go tylko dla porow­na­nia z fajna roz­dzialka netbooka :)

      • xx 19/03/2010 do 18:11 # Odpowiedz

        Bo ta roz­dziel­czość to wła­śnie tylko do tego żeby obraz był śliczny. A na tym i tak będzie sie­dział Windows mobile z zała­do­waną nakładką przy­sto­so­waną pod ten kon­kretny ekran i usta­wioną tak żeby uży­wa­nie tego było przy­jemne i moż­liwe (i cał­kiem moż­liwe, że czcionki systemowe/DPI też będą ina­czej usta­wione niż przy zwy­kłym ekra­nie).
        No bo prze­cież nikt „kom­pu­te­ro­wego” DPI 96 i fon­tów o wiel­ko­ściach 8–10 na tym by nie zobaczył.

  7. miner 24/03/2010 do 12:20 # Odpowiedz

    Myślałem, że wycho­dze­nie z pokoju w trak­cie wczy­ty­wa­nia „Kennedy Approach” z magne­to­fonu to był mój patent (potem trzeba było bie­gnąc jak się skoń­czy wczy­ty­wać bo magne­to­fon sta­wał i gniótł taśmę). A tu widzę, ze to była powszechna metoda :)

    • CoSTa 24/03/2010 do 15:10 # Odpowiedz

      Apecjalne Traktowanie Magnetofonu Atari było regułą :). Mnie roz­wala do dziś, że nie­które tytuły nie wczy­ty­wały się bez poło­że­nia ręki na magne­to­fo­nie, inne bez wyj­ścia z pokoju, jesz­cze inne bez wyłą­cze­nia tele­wi­zora… Atari potra­fiło zafun­do­wać życie pełne niespodzianek :)

Dodaj komentarz