Menu serwera

Elektronika – moje the best i the worst

Ostatnio dopadła mnie faza na wspominanie sobie różnych urządzeń elektronicznych (mniej lub bardziej), które w życiu „zaliczyłem” i które jakoś w mojej pamięci pozostały. Z elektroniką jest jak ze wszystkim, co ma się nieco dłużej niż bilet autobusowy – gromadzi wspomnienia, przylegają do niej uczucia, obdarza się czasem te elektroniczne zabawki namiastkami osobowości, czasem wyzywa się je od najgorszych, czasem chce się je poklepać po plecach (gdziekolwiek taki na ten przykład składak owe plecy ma)… Jednym słowem – stają się te gadżety elementem życia. Na dobre i na złe.

Powiem Wam teraz o kilku elektronicznych gadżetach i urządzeniach, które najbardziej wbiły mi się w głowę, z którymi wiąże się najwięcej latającej dookoła karmy, które dały mi najwięcej radości tudzież wpędziły mnie w największą frustrację. Po prostu: będzie to moja lista the best of, którą rozpocznę od urządzenia, które przez ładnych kilka lat wpędzało mnie w stany ekstremalne.

Składak PC
Lata całe miałem cudo, w którym wymieniłem dokładnie wszystko prócz płyty głównej. Miałem sprzęt, który dzielnie służył mi do grania, nauki różnych mało przydatnych pierdół, poznawania Linuksa i generalnie oswajania się z tworem, który zwie się Personal Computer. Moje obcowanie z poczciwym składakiem miało swoje wzloty ale przede wszystkim miało upadki. Ciągle było mu czegoś za mało – a to pamięci, a to mocy procka, a to mocy GPU karty graficznej. Pochłonęło to cudo masę pieniędzy zanim zrozumiałem, że granie na PC nie ma większego sensu właśnie ze względu na kasochłonność. Miałem już wtedy swoje kochane PlayStation i naocznie oraz własnoręcznie przekonałem się, jak wygodnym rozwiązaniem jest konsola podpięta do TV. Składak dokonał swego żywota serwując mi problemy z wydalaniem ciepła z coraz to mocniejszych procków i GPU, co powodowało mus dopychania wiatraków w obudowie wręcz już na siłę. Po zamontowaniu czterech czy pięciu rzekłem sobie przekrzykując ich jazgot, że nie tędy droga a ja jestem na takie babranie się po prostu za stary.

Składak dał mi w kość bardzo i mimo wielu wspólnych wzniosłych chwil, klnę na tego drania do dziś bardzo szpetnie. To było jedno z najgorszych urządzeń, które w życiu miałem. Może stąd taki mam wstręt do jednostek centralnych i całej tej pecetowej reszty. Po prostu już mnie to nie bawi, już nie chcę mieć w domu czegoś, z czym muszę się z czasem coraz bardziej bić.


Dell mini 1210

Dell mini 1210

Dell mini 1210

Kupiłem jakiś czas temu tego netbooka z jednym założeniem: miał mi robić za dump fotek na wakacjach i miał służyć do wstępnej ich obróbki. Zasadniczo z zadania wywiązał się nieźle ale problemy z użytkowaniem zaczynają niestety wychodzić. Główny problem: netbook jest przeraźliwie woooolnyyyyy… Od momentu włączenia komputera do zalogowania się mija sporo czasu ale doliczając czas, który jest potrzebny na odpalenie się tych wszystkich łażących w tle pierdół (wyłączałem już co się dało – niewiele pomaga), mija już chęć do odebrania maili czy pobiegania po stronach. Także proces wybudzania drania z uśpienia potrafi trwać pierońsko długo a mnie na to zaczyna już powoli brakować cierpliwości. Ba, nawet po włączeniu, załadowaniu wszystkiego co trzeba i wreszcie czekaniu na akcję użytkownika, komputer nie przestaje być wolny. Flash potrafi przyblokować matoła solidnie, otwarcie jakiegoś programu biurowego wlecze się niemiłosiernie i albo wymienię w tym kompie dysk na coś bardzo szybkiego, albo po prostu dam bratu by miał coś dla praktykantów. Nie wspominam nawet o baterii, która w standardzie trzyma jakieś dwie i pół godzinki maks. Jasne, mogłem sprezentować sobie lepszą ale za tę kasę mogłem kupić sobie normalnego laptopa, co trzeba było uczynić.

Sprzęcik ma swoje dobre strony – fajna matryca z zupełnie nienetbookową rozdzielczością 1280×800, na której pracuje się wygodnie i bez potrzeby ciągłego przewijania zawartości okna, bo za małe jest. W sumie dla tej matrycy Della wziąłem. Poza tym nawet jeśli jest jakoś aktywnie chłodzony, to bieda podzespołów pozwala mu się nie grzać i komputer jest praktycznie niesłyszalny. Klawiatura owszem jest plastikowa ale pisze się na niej całkiem znośnie a so called „gładzik” w użyciu nie sprawia żadnych problemów.

Mimo swoich plusów minusy jednak przeważają i netbooka stawiam tylko lekko wyżej nad składakiem w swoim spisie elektroniki.


Atari 65XE

Atari 65XE

Atari 65XE

Od tego sprzęciku poczynając mogę w sumie o każdym następnym pisać już tylko „osom, osom, osom!”. Sześćdziesiątkępiątkę dostałem od swoich rodziców (OK, na spółę z bratem, niech mu będzie :)) w czasach, w których samo wymówienie słowa „komputer” oznaczało rzucenie jakiegoś zaklęcia. Maszynka posłużyła zasianiu bakcyla, który trzyma mnie przy elektronice do dziś. Na toto programowałem, robiłem na tym grafikę, rzeźbiło się na tym muzę i – co najważniejsze – jeździło się za softem na to do Wrocławia (najbliższa giełda, w mojej rodzinnej Jeleniej Górze mało co było). Poznałem przez ten kawałek plastiku i krzemu mnóstwo ludzi, wkręciłem się w mnóstwo zajęć, przegryzałem się przez różnego rodzaju dokumentację a po uzupełnieniu zestawu o stację dysków, zacząłem jarzyć czym może być system operacyjny.

Przepiękny, niezniszczalny kawałek elektroniki, który zapisał się w mojej pamięci samymi superlatywami. Nawet cholerny magnetofon wspominam z rozrzewnieniem i pewną dozą tęsknoty.


Atari Jaguar

Atari Jaguar

Atari Jaguar

Nieco wyżej w moim rankingu stoi konsolka od Atari. Dostałem ją od brata ciotecznego (hi, Cris!) choć lepiej chyba byłoby powiedzieć, że ją mu podprowadziłem grożąc ogniem i czym tam jeszcze. Urzekła mnie od pierwszego na nią spojrzenia w zamierzchłych czasach świetności sklepu na Towarowej 25 (o ile mnie pamięć nie myli) we Wrocławiu, gdzie zobaczyłem ją po raz pierwszy. To zdaje się tam miała siedzibę firma Atar System, która wydawała STE Fana… Anyway, zobaczyłem tam obiekt moich późniejszych westchnień czyli Jaguara podpiętego do sporego TV i z załączonym Tempestem 2000 i od tego momentu rzecz mnie prześladowała. Lata całe później w ręce moje konsola wpadła z – a jakże by inaczej – Tempestem 2000 na pokładzie i po prostu odjechałem. Solidne, kartridżowe cudo, które w działaniu możecie zobaczyć w jednym z moich podcastów.

Fajna konstrukcja, ciekawe wzornictwo i wielka, niewykorzystana szansa firmy Atari. Szkoda ale ten kawałek elektroniki zajął sporo miejsca w moim sercu i musiałem o niem po prostu napisać.


Optimus P75
Kiedyś była taka sobie polska firma, która prężnie komputery składała i generalnie nieco cywilizacji na tym naszym komputerowym poletku zasiała. Decyzją władz została uwalona, ludzie poszli na bruk, Kluska porobił za bohatera a władzom nic się nie stało, bo przecież to Polska i tu można wyczyniać dowolne cuda. Anyway, składali chłopcy komputery a jednym z ich dokonań była ta właśnie maszyna.

Maszyna była wielka (w dosłownym znaczeniu tego słowa) i była dla mnie objawieniem. Czemu? A temu, że dzięki niej oderwałem się od atarowskiego TOSa i przelazłem na ciemną stronę mocy, czyli DOSa a z czasem – Windowsa. Tu wszystko było nowe, nieznane, inne i bardzo ale to bardzo pociągające. Szybkość tej machiny powalała niedawnego użytkownika Atari ST a ogólne doznania płynące z używania tego sprzętu mogę streścić jednym: rewelka. Rzecz nauczyła mnie overclokingu (jedną zworą robiło się z tego komputera sprzęt P120 co było naprawdę czuć) i nauczyła grzebania w bebechach peceta. Konstrukcja była na tyle jednak solidna, że grzebać (poza typowymi apgrejdami wszystkiego :)) nie za bardzo było po co i tak też ten komputer zapamiętałem – bezproblemowy monster dający mnóstwo frajdy. Wysokie jego miejsce w zestawieniu jest chyba w takim wypadku zrozumiałe…


Atari ST

Atari ST

Atari ST

Commodorowcy mieli swoje Amigi a ataraciarze swoje ST. Czas pokazał, że Amiga była lepsza ale to od ST zaczął się szesnastobitowy szał w naszym kraju. Moi nieocenieni rodzice sprezentowali taki sprzęt i mnie a ja byłem i jestem nim zachwycony do dziś. OK, może nie grał tak jak Amiga, może nie potrafił tyle co Amiga ale było to (i nadal jest) urządzenie zdecydowanie eleganckie, z klarownym i przejrzystym systemem operacyjnym (pstrokatość oesu Amigi do dziś mnie odstręcza) oraz z bogatą i ciekawą dla mnie biblioteką oprogramowania. Przykład wzorniczej konsekwencji i staranności wykonania.

Sprzęt był niezniszczalny i odporny na wszelkie złośliwości losu. Co prawda udało mi się mój egzemplarz własnoręcznie spalić ale oddajmy sprawiedliwość mojemu Atari – rozkręcenie drania, skręcenie i odpalenie z kilkoma częściami i śrubami w dłoni, których nie pamiętało się, gdzie trzeba wsadzić przy skręcaniu – to nie było najlepszym pomysłem. W efekcie po wydaniu kupy kasy stałem się posiadaczem sprzęciora o rozszerzonej pamięci i z najnowszym wtedy systemem operacyjnym (tzw. Rainbow TOSem). Oryginalny TOS miałem po… szwedzku więc przesiadka na angielskie środowisko pracy okazała się być po prostu pięknym doznaniem. Eeech, te pionierskie czasy :)

Cudowny sprzęt, fantastyczna jakość wykonania, ogromna ilość miłych wspomnień (w poszukiwaniu Frontiera na ST wylądowałem w najdziwniejszej knajpce komputerowej świata w samym centrum Aten – doceńcie oddanie grze :)) – to wszystko winduje Atari ST wysoko na mojej liście.


Klawiatura aluminiowa Apple

Apple klawiatura

Apple klawiatura

Urzekła mnie od pierwszego spojrzenia i uwiodła od pierwszego dotknięcia. Wytrzymała, solidna, zwarta konstrukcja z klawiszami, których aż miło dotykać. Idealny skok klawiorów, walory użytkowe mocno ponad przeciętną (mówi Wam to koleś, który zajechał niezliczoną ilość klawiatur w życiu), ogólne wrażenia z używania po prostu doskonałe. No i to wzornictwo…

Niby to tylko klawiatura ale to najlepsze klawisze, jakie w życiu miałem. Wiem, że to kwestia przyzwyczajenia w dużej mierze ale w pracy co i rusz muszę popisać na przeróżnych modelach klawiatur i pełną wygodę oferuje mi właśnie klawiatura od jabłka. Świetna sprawa, która za umilenie codziennej pracy wspięła się bardzo wysoko w moim rankingu.


PlayStation 3

Sony PlayStation 3

Sony PlayStation 3

Im staję się starszy, tym bardziej chce mi się grać. Uwielbiam to robić, uwielbiam trzymać pada, kocham rozwałkę na ekranie telewizora, w napięciu śledzę losy konsolowych bohaterów co ambitniejszych gier. To już element mojego życia a dziś PlayStation 3 dostarcza mi dla tego fragmentu mojego żywota pożywki.

Konsola stoi wysoko na mojej liście ale są ku temu powody. Przede wszystkim to solidny, jak na razie bezawaryjny (choć Brzozie na ten przykład czytnik już raz padł), w miarę cichy kawałek elektroniki, który poza graniem robi za grajka wszelkich filmów na płytkach. A robi to – dzięki upscalingowi przy DVD – rewelacyjnie. Takoż po zobaczeniu filmów na Blu-ray nie ma człowiek ochoty wracać do braku szczegółów filmów z DVD. Mojego chlebaczka nie da się nie lubić i mimo dziwnego wzornictwa i sporych rozmiarów, całkiem niebrzydki z niego mebel. PS3 wyzwala we mnie jakieś takie ojcowskie odczucia i czasem aż łapię się na chęci pogłaskania tego kawałka krzemu (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Za mnóstwo pozytywnych wzbudzanych we mnie uczuć konsola ląduje naprawdę wysoko.


Apple Mac mini

Apple Mac mini

Apple Mac mini

W sprzęcie zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Mały, zgrabny, wręcz minimalistyczny… Stał się obiektem moich westchnień i elektronicznych mokrych snów. Sytuacja stałą się na tyle poważna, że dla tego cacka rzuciłem palenie i w ramach samowręczenia łapówki, zrobiłem to właśnie za miniacza. Jakżesz warto było!

Sprzęt kupiłem lata temu ale do dziś to fantastyczny kawałek elektroniki. Nie jest i nigdy nie miał być w moim domu demonem wydajności służącym do grania – od tego mamy konsole. Miał za to być cichy (po latach spędzonych obok wyjącego składaka cisza miniacza była niczym bezgłośna wersja zesłania dziesięciu przykazań :)), miał być uczynny, miał być podstawą domowego komputerowego życia no i miał być słodki. I ze wszystkich tych zadań wywiązuje się z powodzeniem do dziś.

Dziś to solidny serwer mediów, który po podpięciu do telewizora dodatkowo robi za pleyera wszystkiego, co tylko da się odtwarzać. Z czasem zdechł w miniaczu napęd, który początkowo chciałem naprawić ale jakoś okazuje się, że zdechł w dziwny sposób – muzę i DVD czyta, natomiast za diabła nie chce czytać płytek z danymi i takowych wypalać. Miałem drania wymienić ale ten brak w sumie nie przeszkadza tak bardzo – większość moich mediów płytek nie ogląda nawet na odległość a te, które są na płytach o dziwo są czytane.

Mini jest słodkie, jest cudne, jest esencją tego, co nazwałbym applowatością komputerów. Wbrew pozorom to całkiem wydajna maszynka, która jest dowodem na to, jak optymalizowanie systemu pod konkretną konfigurację potrafi być ważne. Mijają lata a z kolejnymi wersjami Mac OS X moje mini staje się coraz szybsze i coraz wydajniejsze. Optymalizacja to jednak potęga…

Mini stało się prawie że członkiem naszej rodziny i za to ląduje bardzo, bardzo wysoko na mojej liście.


AirPort Express

Apple AirPort Express

Apple AirPort Express

Zdziwieni? A dlaczego? AirPort Express to idealny przykład urządzenia, które robi to, co ma robić i które robi to dobrze. W momencie kupna służyło mi za router ale na bycie pełnoprawnym routerem sygnał toto ma nieco zbyt słaby. Teraz rozszerza mi sygnał sieci oraz streamuje muzę do kuchennej miniwieży, co w połączeniu z obsługą via iPod touch czy iPhone czyni z tego urządzonka całkiem sprawny pseudoserwer muzyki.

Od momentu kupna i wciśnięcia do kontaktu nie mam z tym urządzeniem absolutnie żadnego problemu. Nic, zero, null… Nawet nie pamiętam, że toto funkcjonuje. Tak właśnie bezproblemowe jest to w użytkowaniu i obsłudze. To autentycznie jedno z najlepiej zaprojektowanych i funkcjonujących urządzeń na rynku – małe, poręczne, mobilne, ze sporymi możliwościami. Prawie że mój ideał jabłkowego urządzenia. Tu robisz „fire and forget” a urządzenie sobie działa non stop od dwóch lat nawet nie jęknąwszy. O to właśnie chodzi…


PlayStation 2

Sony PlayStation 2

Sony PlayStation 2

Na stronie PS2 napisali: „The world’s most popular console”. Zapewne jest to prawda patrząc na ilość sprzedanych egzemplarzy ale nie tylko o ilość tu chodzi. Tu chyba chodzi przede wszystkim o jakość. A PS2 to moim skromnym zdaniem konsola idealna, szczególnie w swej slimowej odmianie. Ta „tabliczka czekolady” jak zwano slima, jest po prostu bardzo zgrabnym urządzeniem – niewielkim, cichym (choć w mojej przydałoby się przedmuchać wiatrak bo coś zaczyna głośno biegać), oferującym w czasach swojej świetności naprawdę sporo. To jednak, co wyróżnia tę konsolę to nieprawdopodobnie bogata biblioteka gier. Tytułów na PS2 wyszło mnóstwo, w czym oczywiście jest sporo crapu ale też wiele dzieł wręcz genialnych. Całe spektrum elektronicznej rozrywki wiąże się z tą konsolą, w tym wiele zupełnie nowatorskich pomysłów.

Mam ogromny sentyment do tego sprzętu i budzi on we mnie bardzo ciepłe emocje. To przykład tego, jak można zaprojektować urządzenie z pozoru skromne ale jednak funkcjonalne nad wyraz i dające całe morze frajdy. Stąd i prawie że top mojej listy tej konsoli się należy.


Apple iPhone 3G

Apple iPhone 3G

Apple iPhone 3G

Starsza wersja aktualnego modelu, którą dzięki brackiemu mojemu posiadam, jest urządzeniem budzącym ogromne kontrowersje. Swego czasu mój brat zjechał tę słuchawkę równo a i ja nie byłem i nie jestem wciąż jakoś nią zachwycony. Apple zamknęło telefon jak tylko mogło i jak tylko się dało a to się nie może podobać. Pracować (w sensie biznesowym) z tym nie idzie, telefon ma sporo wad i w ogóle pod względem ficzerów odstaje bardzo od współczesnych smartfonów.

ALE

Gdy już się drania do ręki weźmie… Ten telefon cierpi na jedną, za to podstawową przypadłość: można na niego kląć, można fukać ale nie idzie drania z ręki wypuścić. Potężna baza oprogramowania (w tym coraz lepsze gry), duża funkcjonalność, wyśmienicie zrealizowany multitouch, brak lagów w kontakcie z interfejsem… Jeśli nie potrzebujesz jakichś biznesowych funkcji (okazuje się na forach, że w cholerę nastolatków to biznesmeni, którzy bez Excela w komórce po prostu ani rusz :)) i nie jesteś geekiem, to masz prawie idealnego kandydata na przyjemny w obsłudze, prosty ale funkcjonalny jak diabli telefon. Coś, z czego od kopa korzystać może moja córka, o żonie już nie wspominając. Po prostu jak znalazł sprzęt dla zwykłych ludzi.

iPhone 3G za tę całą gamę uczuć, które we mnie wzbudza i za to, że towarzyszy mi w sumie ciągle i wszędzie a jazdy do/z pracy bez tego gadżetu już sobie nie wyobrażam – za to wszystko ląduje prawie na szczycie mojej listy. To po prostu kawał solidnej i użytecznej elektroniki jest.


PlayStation

Sony PlayStation

Sony PlayStation

Pierwsza moja konsola i w dodatku kupiona za swoje ciężko zarobione pieniądze :). PSX było dla mnie swego czasu objawieniem, obiektem marzeń, modłów i chęci popełnienia przestępstwa, byle to coś w ręce swoje dostać. Na szczęście obyło się bez przestępstwa i w łapy moje wpadło coś, co uważam za jedną z najlepszych konstrukcji elektronicznych w historii.

Dziś PSX wygląda nieco kanciasto i w ogóle widać, że to rzecz z zeszłej epoki. Wypuszczony nieco później model PS One lekko sytuację wzorniczą ratował ale sentyment i poważanie mam dla tego nieporadnego wzornictwa. Ten model zafundował mnie i całej furze moich znajomych kupę radochy z grania i zredefiniował moje podejście do grania. Mnóstwo tytułów nastawionych głównie na arcadowy fun było bardzo przyjemną odmianą od pecetowego naparzania w strategie różnego rodzaju. PSX pokazał mi, gdzie leży zasadnicza różnica między graniem na konsoli a na PC – to kwestia wygody. Tylko i aż. Na samą myśl, że miałbym siąść przy biurku wgapiony w monitor aż mnie trzęsie. Jasne, dziś można pograć na laptopach ale jakoś nie rajcuje mnie granie na zbyt małym ekranie z kaloryferem na kolanach. Dziś dla mnie granie to tylko konsole i to właśnie PSX mnie przekabaciło.

Cudny kawałek elektroniki, który po iluśtam latach ostatnio odpaliłem. I co? I nic – wszystko działa jak bym zapakował drania do pudełka wczoraj. Kiedyś dbano o jakość podzespołów a nie robiono je jak dziś – wyliczając ich trwałość na jakieś dwa lata użytkowania. W końcu tę produkcję trzeba gdzieś sprzedać… Swego czasu tak nie było, elektronikę tworzyło się dbając o jakość i to po moim PSX także dziś widać. Pady – niezniszczalne. Body – oklejone czym się tylko dało, ze śladami upadków i czego tam jeszcze ale nijak to nie ma przełożenia na funkcjonowanie. Trwałe cholerstwo, które dało mi niesamowicie wiele dobrych fluidów.


Apple iPod touch 1G

Apple iPod touch

Apple iPod touch

No i czas na sam top mojej listy. Zaskoczeni? A dlaczego? Byłem jednym z tych early adopters, którzy rzucili się na nowinkę od jabłka prawie że w dniu jej premiery (no dobra, poczekałem z zakupem do podchoinkowego szaleństwa :)). Działo się to lata temu, kiedy o ajfonie tylko plotkowano a firmware iPoda touch pozwalał na przejrzenie netu za pomocą Safari, odebranie maili za pomocą Maila i na granie mediów – wszak była to wtedy nieco bardziej spasiona empeczwórka.

Minęły lata i dziś mam mały komputerek z gazylionem programików, gierek i czego tam jeszcze. Coś, co kupowałem jako iPoda, zmieniło się z czasem w wielofunkcyjne urządzenie, w którym granie muzy i wyświetlanie filmów to tylko jedna z bezliku potencjalnych funkcji. Jasne, chodzi o AppStore ale i generalnie rozwój oprogramowania jabłkowego dla touchów.

Dlaczego jednak to iPod touch okupuje pierwsze miejsce mojej listy zamiast iPhone, który przecież pozwala na więcej? A z dwóch powodów: iPod to dla mnie iPod – coś co ma grać i służyć rozrywce. I tylko temu. Reszta to bonus, z którego bardzo się cieszę ale który to bonus pod niebiosa wręcz wybija użyteczność tego gadżetu. Po drugie: jakość wykonania tego cacka po prostu mnie rozwala. iPod touch pierwszej generacji to przesolidna konstrukcja, która doświadczyła już niejednego upadku, wypadku, lotu i pieprznięcia o bruk twardy bo kamienny. Poza rysującym się tyłem iPodowi niewiele się stało a ekran po ponad chyba dwóch latach używania nawet ryski nie ma. A doświadczałem iPoda i ja, i da Majek, który teraz co dzień na nim łupie twardo (oraz nim łupie twardo :)). Po prostu pancerne, zwarte, świetnie zaprojektowane urządzenie.

Ten gadżet dużo zmienił w moim życiu. Nieco inaczej zacząłem spoglądać na elektronikę użytkową i na swoje potrzeby, które taka elektronika ma zaspokajać. Na co dzień nie potrzebuję wyrafinowanych urządzeń, które mają wszystko i oferują wszystko. Potrzebuję natomiast urządzeń, które oferują mi rzeczy w codziennym użytkowaniu potrzebne i robią to w sposób natychmiastowy, nie wymagający czekania i będący „pod ręką”.

iPod touch zgromadził bardzo wiele moich ciepłych uczuć i chyba właśnie to wyniosło go na szczyt mojej listy. A z ciekawostek – swego czasu kręciliśmy z da Majkiem podcast o iPodziku. Przezabawnie to z perspektywy czasu wygląda :)

I to by było na tyle. Jeśli ktoś zechce się podzielić swoimi typami na tę jego najlepszą/najgorszą elektronikę ever – będę wdzięczny. Zawsze to miło poznać kogoś bliże. Wszak „pokaż mi na czym stukasz swoje maile a powiem ci kim jesteś” :).

, , , , ,

15 odpowiedzi do Elektronika – moje the best i the worst

  1. Krychaj Marzec 16, 2010 o 17:53 #

    Wiesz, że jakiś tydzień temu doszedłem do podobnego wniosku odnośnie PC i wczoraj pozbyłem się mojej głośnej maszynki. Na tą chwilę zostaje laptop + MacBook lub MacMini + monitor.

  2. Marcin W Marzec 16, 2010 o 18:22 #

    Ojacie… Atari 65XE. Też mam to cudo! Nigdy nie zapomnę wgrywania gier z kasety, podczas którego trzeba było wyjść z pokoju, żeby przypadkiem nie robić drgań, które mogłyby wywalić proces ładowania po 10-ciu minutach. Nie wiem, czy drgania miały jakikolwiek wpływ na Atari ale się wychodziło – wszak komputer to była czarna magia, więc trzeba było się zastosować do rad starszych wyjadaczy.

    Do dziś pamiętam polską grę Mózgprocesor – najlepsza przygodówka w jaką grałem ever.

    • CoSTa Marzec 18, 2010 o 17:47 #

      Ano, kasety miały swój niepowtarzalny urok, który oby nigdy nie wrócił :)

  3. zx Marzec 16, 2010 o 20:15 #

    PSXy, Atari, inne cuda. Pegasus, to jest to! ;D

    • CoSTa Marzec 18, 2010 o 17:48 #

      Nie załapałem się. Zacząłem od razu od PSX, wcześniej czesałem giery na atarakach. Cholera, dużo mnie ominęło… Pegasus to jednak zacna maszynka była.

  4. waltharius Marzec 16, 2010 o 23:22 #

    Brawo CoSTa! Świetny wpis. Strasznie fajnie się to czytało :) ja jakoś tak do sprzętu nie podchodzę więc od siebie, przynajmniej na razie nic nie dodam.

    • CoSTa Marzec 18, 2010 o 17:50 #

      Dzięki. A ja się z moją elektroniką pieszczę albo kopię. W każdym bądź razie jakoś nie mogę być obojętnym wobec czegoś, z czym na ten przykład ciągle łażę i czego ciągle używam. No po prostu to przestaje być „czymś”. Cholera, to chyba u nas rodzinne bo nawet nasza pralka się imienia doczekała. „Felicja” ją zwą :)

  5. Grzes Marzec 17, 2010 o 13:42 #

    No prosze, atarowiec i do tego PS3… Kogos mi to przypomina… Do dzis uwazam, ze Atari ST to byl najlepszy komputer na swiecie i kolejne iteracje TOSu i jego rozszerzenia prawdopodobnie wciaz bylyby wzorcem wygody i uporzadkowania…
    Cala grupa programow, niezwykle wygodnych w uzytkowaniu i do tego bardzo szybkich to cos co zawsze bedzie mi sie kojarzyla z ta moja najbardziej ukochana maszynka…
    A PSP Ci nie brakuje w calej tej liscie?
    Co do reszty… U mnie jeszcze 3 imaczki by sie zalapaly (kolorowy, lampka i obecny plaszczak). Gdzies tam Macintosh Classic Color (do dzis mnie zachwyca swoim wygladem i tez swietnie dziala (tak jak moje ST). Tyle, ze ja bylem porzadnym atarowcem i PCetem sie nie skalalem w domu (nie licze tu narzucanych laptopow z pracy).

    Co do klawiatury aluminiowej. Dla mnie to porazka straszna. Moje niemal dwuletnie dziecie bez problemu wyrywa z niego klawisz po klawiszu automatycznie uszkadzajac go. No i ta spacja, ktora praktycznie trzeba trafiac w srodek jak sie nie tlucze w nia tak jak ja to robie… Nie, to nie jest udana klawiatura, wolalem jej poprzedniczki.

    • CoSTa Marzec 18, 2010 o 17:53 #

      PSP brakuje mnie tylko troszkę – iPhone ze swoimi gierkami nadrabia braki handheldowe.

      To mówisz, że masz takie problemy z tą klawiaturą? Kurczę, ja się jej nachwalić nie mogę… Ot widać różne partie były robione za pomocą różnych chińskich rączek. Te moje najwidoczniej bardziej się przykładały :)

  6. Ender Marzec 18, 2010 o 11:55 #

    Skladak – im tansze, tym gorsze. Niestety tak to sie konczy :)
    Co do netbooka i jego fajnej rozdzielczosci – no coz, lada chwila ukaze sie telefon z taka rozdzialka: http://android.com.pl/news/sprzet/605-zapowied-htc-hd3-wiedz-i-ty.html

    :)

    na liscie sprzetow nie dales linksysa wrt54gl :) ktory jest brzydki jak noc, ale dziala niezawodnie (o ile sie nie myle posiadasz cos takiego) :)

    • CoSTa Marzec 19, 2010 o 07:00 #

      Widzę Ender, że Ci komentarz Akismet zżarł… Sorry. Nawet nie wiem jak to ustrojstwo działa.

      Co do składaka – jako się rzekło, konstrukcja Optimusa była mniodzio ale to moje składanie z czasem tylko i siwych włosów przysparzało :).

      Co do telefonu – fajna rozdziałka :). Obraz będzie śliczny na ekranie 4,5 cala ale to w sumie wszystko. Z takimi detalami przy takiej wielkości ekranu po prostu nie powalczysz bo po prostu mało widać będzie :). Duża ta rozdziałka ale z punktu użytkowego nie mam pojęcia jaki ma to mieć sens. A tak ogólnie to miły koncept. Spodobało mi się granie filmów HD i wyjście hdmi – taki przenośmy playerek przydałby mi się na wypady do rodziców…

      A fak! Faktycznie, mój teraźniejszy routerek! Jakoś się z nim cholera jeszcze nie zżyłem jak trzeba ale nie da się ukryć, że rzecz zarąbista.

      • Ender Marzec 19, 2010 o 11:25 #

        Telefon bedzie straszny, podalem go tylko dla porownania z fajna rozdzialka netbooka :)

      • xx Marzec 19, 2010 o 18:11 #

        Bo ta rozdzielczość to właśnie tylko do tego żeby obraz był śliczny. A na tym i tak będzie siedział Windows mobile z załadowaną nakładką przystosowaną pod ten konkretny ekran i ustawioną tak żeby używanie tego było przyjemne i możliwe (i całkiem możliwe, że czcionki systemowe/DPI też będą inaczej ustawione niż przy zwykłym ekranie).
        No bo przecież nikt „komputerowego” DPI 96 i fontów o wielkościach 8-10 na tym by nie zobaczył.

  7. miner Marzec 24, 2010 o 12:20 #

    Myślałem, że wychodzenie z pokoju w trakcie wczytywania „Kennedy Approach” z magnetofonu to był mój patent (potem trzeba było biegnąc jak się skończy wczytywać bo magnetofon stawał i gniótł taśmę). A tu widzę, ze to była powszechna metoda :)

    • CoSTa Marzec 24, 2010 o 15:10 #

      Apecjalne Traktowanie Magnetofonu Atari było regułą :). Mnie rozwala do dziś, że niektóre tytuły nie wczytywały się bez położenia ręki na magnetofonie, inne bez wyjścia z pokoju, jeszcze inne bez wyłączenia telewizora… Atari potrafiło zafundować życie pełne niespodzianek :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Majka kibic :)

Jak wiadomo Majka jest "zerówkowiczem", w dodatku szkolnym. Zerówkowicz ma to do siebie, że nie chce mu się wstawać, a...

Zamknij