Menu serwera

RPG dla siedmiolatków? Pewnie!

Gram w gry RPG. Nie, nie tylko na komputerze ale także w takie „na żywo”, z mistrzem gry, ze współgraczami i w ogóle. Ostatnimi czasy gram zdecydowanie mniej ale każdy, kto ma dzieciaki i robotę, w której z terminami ciężko wyrobić powie wam, że to istna plaga tak zwanej „dorosłości”. Niemniej od czasu do czasu uda mi się na jakiegoś erpega załapać i czasem nawet nie zasypiam :). Gram od dawna ale jeszcze nigdy ale to nigdy gier nie prowadziłem, nigdy nie byłem dżimasterem, nigdy nie wymyślałem i nie podawałem fabuły. Aż do niedawna…

Od jakiegoś czasu pogrywamy z Majką w erpegi. Sesji jak do tej pory było niewiele ale – co cieszy – prócz mojej małej wciągnęły się w granie także jej koleżanki. Niedawno odbyła się druga wspólna sesja i pozwólcie, że krótko opowiem, co my tak właściwie tam robimy.

Dziewuchy trafiły do świata, który jest skrzyżowaniem reklamówki Barbie, My Little Pony i czegoś jeszcze różowego z Władcą Pierścieni. Trafiły więc do świata, w którym są ultrasłodkie magiczne stworzenia a istotnym elementem wystroju gracza (graczki?) jest (koniecznie!) brokat na policzkach i wymalowane paznokcie. Wiele to mówi o współczesnym wyobrażeniu piękna przez dzieciaki pasione telewizyjną reklamą od Mattel… Aby nieco ten cukierkowy obrazek sprowadzić do erpegowej rzeczywistości, wprowadziłem do świata kanoniczny bestiariusz znany z każdego fantasy erpega i do tego podlewam na ile mogę całość smoliście mroczną magią i wydarzeniami, które wymuszają na dziewczynkach zdrowe pragnienie spieprzania, gdzie się tylko da. Jednym słowem – staram się wytworzyć sytuację zagrożenia, z której dzięki zaradności i niepoślednim magicznym talentom dziewuchy dają dyla na magicznym jednorożcu, który lecąc pozostawia za sobą ślad tęczy.

I powiadam wam – jest kierwa TRUDNO! Szczególnie gdy nasyciło się przez lata chorymi wizjami moich mistrzów gry, którzy za punkt honoru przyjmowali sobie wciśnięcie graczy w takie ekstremalne bagno, że włosy czasem dęba stawały. Pokusa wrzucenia sześcio- i siedmiolatek w jakieś psychotyczne wizje podlane zdrową dawką nekromancji jest naprawdę silna i trudna do opanowania :). Ale jak na razie chyba udaje mi się osiągnąć pewien stan równowagi między obecnym w świecie Złem i czynionym przez dziewczynki Dobrem.

Nie oszczędzam swoich graczy (graczek?). Póki co oswajam je ze światem i z ich możliwościami oraz przyzwyczajam do myślenia w temacie konsekwencji używania sporych mocy, w które obdarzył je niżej podpisany. Z tego co już widzę, prowadzenie dzieciakom jest bardzo, bardzo ciężkie z dwóch względów: dzieci są bardzo niecierpliwe i na naukę mogę przeznaczyć niewiele czasu oraz dzieciaki są straszliwie zazdrosne. Daj jednej jakąś umiejętność, której nie będzie miała druga (wszystko to przeze mnie zaplanowane – chodzi o to, by sobie pomagały i wzajem swoje moce uzupełniały ale nie chcę im tego wprost mówić, niech dojdą dzieciaki do tego same) a natychmiast druga będzie beczała, że ona takiej mocy nie ma i że nie chce grać bo tamta ma lepsze skille. To jest jak zabawa w piaskownicy – ktoś ma lepszą koparkę i zaczyna się ogólnopiaskownicowy spektakl łaszenia się lub nienawiści aż po grób. Zrównoważenie umiejętności postaci to przy prowadzeniu dzieciakom sprawa kluczowa. Właśnie dlatego, by nie wzbudzać w nich wzajemnych jakichś animozji. To mi się niestety nie udało…

Bardzo subtelnie trzeba też dozować elementy te nieco straszniejsze. Jestem wyznawcą poglądu, że bezstresowe i w różowościach chowanie dzieciaków niczemu nie służy a już na pewno nie ich dobru. Dziecko powinno (na miarę swoich możliwości oczywiście) móc i potrafić podejmować decyzje, nawet te powodujące poczucie dyskomfortu. To prosta ścieżka do nauki podejmowania decyzji w ogóle i dobre przyzwyczajenie dzieciaka do przyszłych, daleko trudniejszych wyborów. Wkręcam więc moim graczkom od czasu do czasu jakieś nieco trudniejsze zadania, niż to, z której strony wskoczyć na ulubionego konika. I tu też uwidacznia się cudowna cecha dzieci – jeśli im coś nie odpowiada, nie będą kombinowały tylko prosto z mostu powiedzą, że mają to w dziecięcym odpowiedniku dupy :). Rzecz bezcenna ale dla prowadzącego to zmora straszliwa bo ciężko jest dzieciaki pogonić do robienia czegoś, czego robić nie chcą. Tym bardziej, że zawsze mogą strzelić focha, obrócić się na pięcie i zacząć wsuwać chrupki na znak totalnej dezaprobaty poczynań prowadzącego. Wychodzi im to cudnie, naturalnie i w ogóle aż miło patrzeć na taką niestępioną tak zwaną „kulturą” ekspresję ale też jest to spory problem dla mnie bo coś bardzo szybko muszę wymyślić, by tych resztek skupienia się dzieciaka na grze nie stracić.

Skupienie… Koncentracja… Czegoś takiego u sześcio- i siedmiolatków ze świecą szukać. Dwie- trzy minuty to cały czas, jakim dysponuję, by spróbować coś wytłumaczyć i nie zanudzić dzieciaka. Dlatego na moich sesjach sporo jest akcji, dzieje się dużo, angażuję dzieciaki jak mogę – każę im biegać, udawać latanie, skakać, krzyczeć tak, jak krzyczałyby w tamtym świecie a w międzyczasie przemycam różne informacje, z których być może któraś coś zapamięta. Wdepnąłem w niezłe bagno tak swoją drogą bo właśnie dziewczyny dotarły na uniwersytet i cała następna sesja będzie jedną wielką szkołą magii, walki i czego tam jeszcze. Nie mam bladego pojęcia jak im wyłożyć zawiłości magii elementarnej ale coś muszę w tym temacie wymyślić. A to początek kształcenia przecież… :)

Prowadzenie dzieciakom to kawał ciężkiego chleba ale przy okazji bardzo fajny kawał. Dzieciaki są bowiem bardzo autentyczne w swoich emocjach (na ostatniej sesji łezki w oczkach stanęły jednej z przestraszonych graczek), ekspresja tryska z nich na wszystkie strony i jeśli tylko udaje mi się nieco ich wyobraźnię uruchomić, zaczynają grać naprawdę fajnie bo to przecież jedna z podstawowych umiejętności dziecięcej zabawy – umiejętność „udawania”, odgrywania kogoś innego. Zobaczymy co z tego dalej będzie ale jak na razie chyba źle nie jest.

Całkiem ciekawe doświadczenie, polecam szczerze. Zabawy sporo, wysiłku jeszcze więcej ale efekty chyba warte całego tego kombinowania.

, ,

14 odpowiedzi do RPG dla siedmiolatków? Pewnie!

  1. dPedro Kwiecień 29, 2010 o 10:46 #

    4-ty akapit wymiata. serio

  2. Marek Kwiecień 29, 2010 o 12:58 #

    doskonały tekst :)

  3. monsun Kwiecień 29, 2010 o 13:23 #

    Ten wpis ląduje u mnie w kategorii „do zapamiętania”.
    Pomysł genialny w swej prostocie. Gdy moja córka będzie w aktualnym wieku Twojej mam zamiar pobawić się z nią tak samo. Czekam więc niecierpliwie na dalsze wpisy dotyczące rozwoju gry (i okolicach).
    Dzięki za inspirację.

    • CoSTa Kwiecień 30, 2010 o 08:45 #

      Nie wiem, czy sił, czasu i samozaparcia starczy ale postaram się wrzucać opisy sesji. Bo to kurna fajne jest. No i bycie zaczepionym na podwórku przez małolata tekstem „to kiedy gramy w erpegi proszę pana?” ma swój urok :)

      • Ender Kwiecień 30, 2010 o 09:14 #

        Skontaktuj sie z Przemem :) Tem kiedys zaczynal prowadzic swojemu synowi. I pamietam jak opowiadal ze na sieci bral udzial w dyskusjach na temat RPG dla dzieci. „czy postac dziecka powinna byc niesmiertelna jak w bajkach, czy tez powinna otrzymywac rany i ew. ginac?”, „Jakie przygody dla 7 latka” itp. Pamietam ze bylo zabawne.

  4. pan_cirno Kwiecień 29, 2010 o 14:47 #

    Rozumiem ze to nie system DnD ani inny Warhammer?

    • CoSTa Kwiecień 30, 2010 o 08:47 #

      Nic z tych rzeczy. To efemeryda taka różowości z bajek Barbie z bestiariuszem z fantasy erpegów. Mechaniki praktycznie brak (czasem tylko się wspomagam jakimś kulnięciem) – całość to storytelling (interaktywny bajkatelling? :)) co się zowie.

  5. SpeX Kwiecień 29, 2010 o 15:57 #

    No to chyba będziesz musiał do fabuły skręcić Pottera ?

    • CoSTa Kwiecień 30, 2010 o 08:53 #

      Jak mi dadzą budżet, to mogę kręcić choćby prequel i sequel jednocześnie W pustyni i w puszczy :)

    • SpeX Kwiecień 30, 2010 o 10:21 #

      Ale mi chodziło o pomysł na następną sesję. Wcisnąć tam jakieś przygody ala Harry Potter.

  6. Biter Maj 4, 2010 o 12:32 #

    Brzmi to cudnie, koniecznie kiedyś sesje tego pink gothic’u udokumentuj na filmiku ;)

  7. grzes_l Maj 7, 2010 o 09:31 #

    Fajne to i musi byc fascynujace i satysfakcjonujace. Widze jednak ryzyko. Stajesz sie autorytetem dla tych dzieci, co moze pociagnac za soba wiare w moce nadprzyrodzone i sklonnosci eskapistyczne w swiat fantazji, gdy w zyciu nie idzie i obawe przed trudnymi wyborami (pomimo ze probujesz osiagnac odwrotny efekt). Badz odwrotnie – jakies traumy i obawa przed nim (swiatem fantazji) laczac go z rzeczywistoscia, co moze powodowac koszmary, strach przed nie podolaniem wyzwaniom. Wydaje mi sie, ze najwieksza trudnoscia jest by dziecko potrafilo odroznic fantazje od rzeczywistosci, szczegolnie gdy dorosly zaczyna byc bardzo przekonujacy w odgrywaniu roli. Mam nadzieje, ze Twoje talenty wychowawcze i zdolnosci interpersonalne pomagaja Ci w omijaniu takich raf… Tym bardziej, ze swoje dziecko znasz od zarania i wiesz jakim torem idzie, to z innymi dziecmi moze byc zupelnie nie halo i moze nie byc kompletnie zadnej korelacji z Twoimi doswiadczeniami.

    • CoSTa Maj 7, 2010 o 10:34 #

      Idąc tym tokiem myślenia powinienem przestać czytać dzieciakom bajki (lub wręcz odwrotnie) czy nie pozwalać Majce bawić się w dom (roi sobie wtedy na potęgę a opery mydlane przy tym to pestka :)) czy z czasem Gutkowi w Indian i kowbojów. Tu wzruszam ramionami bo… sam kiedyś byłem dzieckiem, w wieku Majki czytałem Tomka wśród łowców głów i jakoś żyję a głowa chyba funkcjonuje nieźle. Sądzę, że nie ma co zbytnio sobie tym głowy zawracać i pozwolić dzieciakom na nieco radości z użycia wyobraźni. Codzienność i tak sprowadzi je gdzie trzeba a proza życia w postaci sprzątania pokoju wyprostuje wszystkie ewentualne skręcone ścieżki :)

      Sądzę, że nie ma się za bardzo czym przejmować. Rozumiem Twoje obawy ale wbrew pozorom dziecko to nie znów taka mimoza. Czytano nam bajki Andersena (niektóre to niezła jatka) i braci Grimm (miejscami splatter w stanie czystym) i jakoś wyszliśmy na ludzi. Czemu nasze dzieci miałyby sobie z takimi rzeczami nie poradzić?

      • grzes_l Maj 7, 2010 o 14:54 #

        Tylko pytanie czy my jestesmy normalni i czy na pewno chcemy by nasze dzieci takie byly ;).
        Umowmy sie ze wydajesz sie myslacym gosciem ;) i jest ok ale zadaj sobie pytanie czy nie mialbys drugich mysli (kalka z angielskiego, po polsku jakos nic nie wymyslilem), gdyby to ktos inny z Twoja corka gral w RPG? Ja mam dobrego kolege, wielkiego milosnika RPGow ale po namysle raczej nie chcialbym by byl gmasterem dla moich dzieci przed 15tym rokiem zycia :-D.
        Poza tym nic osobistego, tak tylko mnie naszlo by sie podzielic moja ocena ryzyka.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Alexa Meade – żywe obrazy (dosłownie)

Linka podrzuciła mi nieoceniona ciotka Christina, która zażywając uroków emerytury widzę, że net przekopuje wzdłuż i wszerz. Ale to znalezisko...

Zamknij