Święta, święta i po świętach czyli krótki raport z chrzcin Gucia

Można rzec, że już mam po urlo­pie. Dwa tygo­dnie minęły jak z bicza strze­lił a te moje wyma­rzone kilka dni wol­nego rodzina zor­ga­ni­zo­wała mi bar­dzo pięk­nie i pro­duk­tyw­nie. Efekt jest taki, że do pracy wrócę z tęsk­notą i werwą oraz śpie­wem na ustach — wszystko, byle by tylko od wózkowo-codziennej rutyny zwiać jak naj­da­lej. W sumie o to chyba wła­snie cho­dzi w urlo­pach — by wra­cać do pracy z werwą :). W takim razie moi pra­co­dawcy powinni wrę­czyć mojej rodzi­nie czeki solidne bo werwy we mnie co niemiara.

W poprzed­nim wpi­sie infor­mo­wa­łem, że zmy­kamy na wschodnio-południowe kresy naszego kraju, do rodzin­nej miej­sco­wo­ści Dorophy — Stalowej Woli. Tam odbył się spęd rodzinny, któ­rego powo­dem był nie kto inny, jak Gucio. Miał być bowiem ochrzczony, co w tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej ponoć ważną sprawą jest.

Chrzest odbył się w kościółku, w któ­rym bra­li­śmy z Dorophą ślub i który jest chyba w Stalówce bożym przy­byt­kiem o naj­ład­niej­szej ogól­nej postu­rze. Reszta kościo­łów (a wierz­cie mi, wiele ich jest i jeśli ktoś mi powie, że w tym kraju żyją biedni ludzie, któ­rych nie stać na ufun­do­wa­nie sobie szkół, ode­ślę tego kogoś na wschód Polski i każę mu poli­czyć kościoły i ich ratio wzglę­dem ilo­ści owych szkół) to typowe beto­nowe schrony, na któ­rych oka nie warto zawie­sić a co dopiero do nich wcho­dzić. „Nasz” kośció­łek jed­nak jest cał­kiem ładny i miło było do niego wrócić.

Gucio w roli chrzczo­nego spi­sał się dziel­nie i nie beczał oraz nie doka­zy­wał za bar­dzo. Rzekłbym, że był urze­czony wystro­jem wnę­trza i bar­dzo chciał dosię­gnąć wszyst­kich tych kan­de­la­brów czy innych zło­ceń, które lśniły na chwałę, a któ­rych się­gnąć jed­nak nie mógł, bo łapki jakby nieco za krót­kie wciąż ma. Niemniej cie­ka­wość z dzie­ciaka aż wyła­ziła a i świa­do­mość wagi chwili jakaś pew­nie była, bo wyglą­dał młody na sku­pio­nego kolesia.

Gucio przy­brany był w biały gar­niak w pio­nowe prążki, kroju mocno mafij­nego, do któ­rego w kom­ple­cie szła i muszka (na szczę­ście Doropha dała sobie z tym ele­men­tem tre­sury spo­kój) oraz czapka z wyglądu przy­po­mi­na­jąca te sta­ro­war­szaw­skich cwa­nia­ków. Jednym sło­wem — Gucio wyglą­dał pener­sko acz zara­zem i nieco szpa­ner­sko. W kom­ple­cie ze słuszną wagą wła­ściwą i ład­nymi, okrą­głymi ze zdzi­wie­nia oczkami, czy­niło to z naszej pocie­chy zde­cy­do­wa­nego fawo­ryta bożej łaski. Owa w końcu spły­nęła po kaza­niu do dzieci, któ­rego nie sku­ma­łem i ja, a co dopiero o kil­ku­mie­sięcz­nych nie­mow­la­kach mówić. W mię­dzy­cza­sie odbyło się też czy­ta­nie listu od jakie­goś uber­ka­zno­dziei, które było jawną reklamą KULu, po wysłu­cha­niu któ­rej aż zerwa­łem się z chęci stu­dio­wa­nia na tych wszyst­kich kie­run­kach, z tą całą super-kadrą, w tych wszyst­kich insty­tu­tach i szcze­gó­łowo opi­sa­nych budyn­kach. Gucio na rekla­mie przy­snął mi na klacie.

Doropha była prze­jęta, rodzice chrzestni znu­dzeni (hi Romek, hi Ania! :)) a ja w głowę zacho­dzi­łem, co moje dziecko prze­skro­bało, że gdyby bez chrztu z owego padołu łez zeszło, tra­fi­łoby z miej­sca do pie­kła. I to bez przerw na reklamy KULu. Wtedy oświe­ciło mnie, że logika kato­licka na nieco innym koniu śmiga i tu wszystko pod­po­rząd­ko­wane jest domnie­ma­niu winy. W kościele kato­lic­kim jest się bowiem z defaulta win­nym wszyst­kiemu, co tylko naj­gor­sze a nawet zygotą będąc, obcią­żo­nym jest się grze­chem naj­cięż­szym z moż­li­wych, bo pier­wo­rod­nym. Dziwnie się w kościele kato­lic­kim pod­cho­dzi do życia poczę­tego — nor­malni ludzie cie­szą się z ciąży ale w kościele kato­lic­kim kobieta nosi w sobie przez dzie­więć mie­sięcy grzech w czy­stej postaci. I to nie byle jaki. Pokręcone to jak diabli…

Anyway, po chrzci­nach tra­fi­li­śmy do knajpy, gdzie dali nam obiad. Zupa była super, dru­gie danie do bani a więk­szość przy­sta­wek cał­kiem nie­zła. Najadłem się, napi­łem i w końcu uzna­łem, że chrzciny się odbyły. Był w końcu czas na poga­da­nie krót­kie, na wysłu­cha­nie kilku cel­nych szpil wsa­dzo­nych mnie w tyłek przez brata, był czas na poba­wie­nie się krót­kie z Alinką (córa Brzozy i Ani) oraz z Pawełkiem (ich syn), który przy naszym Guciu repre­zen­to­wał wagę piór­kową :). Następnego dnia wra­ca­li­śmy 10 godzin przez kraj, w któ­rym słowa „droga dobrej jako­ści” wza­jem­nie się wykluczają.

Zdjęcia i fil­miki będą gdy tylko moni­tor dostanę w swe ręce. W tym mie­siącu kupuję choćby nie­wia­do­moco więc nad­ro­bię wszel­kie zale­gło­ści zdjęciowo-filmowo-multimedialne. A same chrzciny mi się podo­bały — faj­nie tak stać na widoku wszyst­kich i prę­żyć swoją nie­małą klatę wcią­ga­jąc jesz­cze bar­dziej nie­mały brzuch :).

, , , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

5 Komentarzy do “Święta, święta i po świętach czyli krótki raport z chrzcin Gucia”

  1. btd 08/04/2010 do 17:40 # Odpowiedz

    Dobra, to teraz cze­kamy na kolejne groźby od mohe­rów :D

  2. matipl 14/04/2010 do 13:49 # Odpowiedz

    „że gdyby bez chrztu z owego padołu łez zeszło, tra­fi­łoby z miej­sca do pie­kła„
    Trzeba się dokształ­cić, co ? ;) Jak już to Ty byś się sma­żył w pie­kle, a nie Gucio… W końcu coś się w kościele obie­cy­wało ;P

    • CoSTa 14/04/2010 do 14:49 # Odpowiedz

      O prze­pra­szam, z obiet­nic się wywiązało :)

      A to nie wie­dzia­łem, że w XXI wieku w końcu kościół doszedł do wnio­sków, do któ­rych w miarę roz­gar­nięty czło­wiek doj­dzie w sekund pięć. Zajęło to kościo­łowi jak widzę „chwilę”. Kiedy cha­dza­łem na lek­cje reli­gii, dzieci nie­chrz­czone jesz­cze w raju nie lądo­wały. Ale widzę, że moder­ni­za­cja postę­puje i od 2007 już lądo­wać mogą :) — http://www.okiem.pl/bog/zmarle_przed_chrztem.htm

      Dobre i to.

  3. m_gol 07/07/2010 do 08:52 # Odpowiedz

    Trzepnęło mnie tro­chę, gdy to prze­czy­ta­łem. 3/4 swo­jego życia (od uro­dze­nia) spę­dzi­łem w Stalowej Woli! :D

    Świat jest mały. :)

Trackbacki/Pingbacki

  1. Tweets that mention Święta, święta i po świętach czyli krótki raport z chrzcin Gucia | CoSTa's Family Page -- Topsy.com - 08/04/2010

    […] This post was men­tio­ned on Twitter by CoSTa. CoSTa said: Blogowpis: święta, święta i po świę­tach czyli krotki raport z chrzcin Gucia. http://bit.ly/cpMZuB […]

Dodaj komentarz