Menu serwera

Wieści gminne i rodzinne…

Oj długo się na blogu nie odzywałem. Za długo. Tematów na wpisy mam od groma i trochę ale jak to zwykle bywa – z czasem są problemy a i chęci po całodziennej tyrance jakoś mało. Znacie to sami najlepiej z autopsji więc nie ma co się rozpisywać. Króciutki może raporcik złożę, co się u nas tak właściwie wyprawia.

Gutek nam się rozchorował. Wygląda na to, że to zwykłe przeziębienie ale młodego dusi, krztusi a smarki leją mu się z kinola strasznie. Jak widać dopada nawet najcięższych a z dumą mogę powiedzieć, że Gutas to nie ułomek i kawał z niego chłopa. Ostatnio wyliczyli mu dziewięćdziesiąty siódmy centyl (czy coś koło tego) i to kochani widać. Gucio jest przepięknie zaokrąglonym tam gdzie trzeba facetem, z dołeczkami na łokciach i wszelkich innych możliwych stawach, do tego nad wyraz pogodnym i ciekawskim. Ulubione zabawki: pilot od TV i pad od PS3 co nie pozostawia złudzeń co do puli genowej tego osobnika :). Ma tendencję do wymuszania spróbowania wszystkiego, co do pyska wkładamy i czasem gdy Doropha nie patrzy wrzucam młodemu w paszczę różne dziwne kąski. Kabanosik do polizania, pieczony kurczaczek do wysmarowania się tłuszczem, jajeczniczka na boczku… Bardzo w takich przypadkach widać, jak Gutkowi tęskno za zębami by z tym wszystkim się po męsku rozprawić. Młody wielbi także rozciapciać w paszczy chlebową piętkę a kukurydziane chrupki wciąga jak odkurzacz. Nauczył też się już cholernik sam obsługiwać (no, poniekąd). Wystarczy mu butelkę przed nosem postawić a zaraz złapie i odpowiednim końcem do nienasyconej otchłani wsadzi, sam sobie butlę przechyli i zawartość z lubością wciągnie. Ta pula genowa to straszna sprawa… :)

da Majek biega do szkoły, uczy się pilnie, zaczyna coraz lepiej bukwy składać a i pisanie całkiem nieźle jej wychodzi. Niestety u niej też się moja pula genowa objawia a to w formie lenistwa totalnego. Wizja ojcowskiego kopa w zadek zazwyczaj przywołuje ją do porządku (i wtedy jest pilna) ale namówienie Majki na zrobienie czegoś bez potrzeby użycia gróźb karalnych zakrawa na niemożebność. Problem w tym, że cholera robi się coraz bardziej kochana, co prawidłowo czytać trzeba: cholera robi się coraz bardziej cwana i manipuluje nami jak chce. Potrafi cudnie się przymilać, opanowała do perfekcji sztukę uwodzenia babć i rodziny dalszej i naprawdę potrafi z tych skilli robić użytek. Starczy powiedzieć, że w portfelu ma więcej gotówki, niż ja i żona razem wzięci. Moja krew! :)

Co u Dorophy? A zaczęła znów pracować w Warcie, gdzie dorobiła się stanowiska eksperta (co niestety nie oznacza, że mogę rzucić swoją robotę i stać się utrzymankiem swojej żony) i ekspercko sobie dojeżdża z dwoma przesiadkami w jedną stronę. Pół dnia Doropha marnuje w autobusach ale za to dom ubezpieczony będziemy mieli na wszelkie sposoby i od wszelkich plag. Dorcia zmęczona jest bardzo (Gutek nie należy do dzieci niewymagających opieki) ale za to wieczorami zmienia się w istnego wampirofila i wciąga True Blood. Wciągam oczywiście tym samym i ja i muszę się z nią zgodzić – wampir Bill to przy wampirze Ericu dupa jeszcze bledsza, niż z bycia wampirem by wynikało. Ogólnie serial uznajemy za odjechany, piękny, cudny i w ogóle kojący nasze stargane codziennością nerwy. Nie ma to jak późnowieczorne obejrzenie zdrowej dawki posoki wymieszanej ze spermą i innymi płynami ustrojowymi. Hamerykanie wiedzą co dobre i jak to podać :). Z tego hamerykańskiego dziedzictwa dotarła do Dorophy też chęć postrzelania sobie z solidnych klameczek. Jest już umówiona z koleżanką (sic!) na wypadzik na strzelnicę i opróżnienie kilku magazynków z MP5 czy innego kałacha. O ile nie chce robić tego w domu – darz strzelnico Dorotko!

Co u mnie? A nadrabiam pourlopowe zaległości w pracy i próbuję jakoś zapanować nad szerzącym się w domu brakiem uznania dla mojej potrzeby grania (serio, zaczynam na poważnie myśleć o kupnie drugiego telewizora) czyli nic nowego i ekscytującego. Odwalam codzienną orkę i tyle. Poza tym zaczyna mnie dopadać potrzeba (kolejna :)) rzucenia palenia i przekupienia się w związku z tym gadżetem. Ano, myślę o kupieniu sobie iPada, rzuceniu w kąt fajek na najbliższe trzy-cztery lata czyli do kolejnej potrzeby gadżetowej i musu wręczenia sobie łapówki w tej postaci. Jeśli rzucacie czy macie zamiar rzucić szlugi – polecam tę metodę. U mnie zadziałała na piątkę z plusem. Na tyle dobrze, że muszę ją znów powtórzyć, co wiąże się z wpadnięciem czegoś fajnego w łapki. Grunt to dobrze się w życiu urządzić.

Ot tyle u nas. Jak widać niewiele. Rutyna, codzienność i narastająca potrzeba jej przełamania. Jakąś wycieczkę muszę rodzinie zorganizować albo może mały pożar w domu dla rozruszania towarzystwa… Się zobaczy, na szczęście pomysłów ci u nas dostatek.

PS. W ten weekend organizuję drugą sesję erpegów dla sześcio- siedmiolatków. Do babskiej drużyny dołączy chłopak! Oj, będzie się działo… Chyba zacznę na blogu zapiski z sesji publikować bo dzieciaki czasem wpadają na rewelacyjne pomysły a takie mieszane babsko-chłopskie towarzystwo będzie ich wylęgarnią na pewno :). Doropha już się śmieje, że jeszcze nieco na podwórku moi gracze o sesjach (no, do tej pory była jedna ale da Majek odbył i inne) poopowiadają i zaraz dzieciaki z całego bloku będą chciały grać. Na to już też mam pomysł – rodzice niech z kasy wyskakują (no co, zapewniam im nieco wolnego więc niech nie szemrają :)), najmie się na te trzy-cztery godzinki okoliczną świetlicę, przygotuje się co trzeba i JAZDA! O, to może być całkiem ciekawe doświadczenie…

, , , ,

1 odpowiedź do Wieści gminne i rodzinne…

  1. btd Kwiecień 22, 2010 o 16:53 #

    Dobra, ja mam pytanie z kregu rodzinnych i twoich korzeni – masz jakiś dobry przepis na musake? Albo moze ktos z szacownej rodziny? :D Byle by w przyswajalnym jezyku – polski/angielski ;-)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Szok…

Zginęła dziś głowa naszego państwa. Wraz z prezydentem i jego małżonką zginęły znaczące osobistości naszego życia publicznego, w tym jedne...

Zamknij