Applowski sklep z aplikacjami dla Mac — za i przeciw

Jakiś czas temu makową blo­gos­ferę roz­grzała infor­ma­cja o ponoć prze­my­śli­wa­nym przez jabłko skle­pie z apli­ka­cjami dla Mac OS X stwo­rzo­nym na kształt sklepu App Store. Przetoczyła się przez blo­gos­ferę fala kry­tyki takiego pomy­słu, posy­pały się zarzuty o zamy­ka­niu plat­formy i bóg jeden raczy wie­dzieć co jesz­cze. Trochę zabaw­nie się to czy­tało w kon­tek­ście braku ist­nie­nia w ogóle takiego pro­jektu (choć dia­bli wie­dzą co tam w Cupertino kom­bi­nują), nie­mniej samemu pomy­słowi warto się moim skrom­nym przyj­rzeć. Dlaczego? Bo korzy­stam z tego na codzień i widzę, jak to działa w prak­tyce. Może nieco innej, niż zwią­za­nej z pie­niędzmi, zara­bia­niem i w ogóle, nie­mniej o prak­tykę cho­dzi. Ano, roz­cho­dzi mi się o linuk­sowe repo­zy­to­ria opro­gra­mo­wa­nia, z któ­rych dobro­dziejstw od lat korzy­stają linuk­sia­rze i które są jed­nym z naj­więk­szych plu­sów Linuksa jako sys­temu ope­ra­cyj­nego i z czego jabłko może czer­pać gar­ściami inspi­ra­cję dla roz­wi­nię­cia wła­snego pomysłu.

Zacznijmy od spraw pod­sta­wo­wych: opro­gra­mo­wa­nie dla OSX (czy też Windows) zdo­by­wamy w inny spo­sób, niż dla tele­fonu komór­ko­wego. Nie mamy jed­nego miej­sca, z któ­rego mogli­by­śmy ssać pro­gramy, w któ­rym byłyby one opi­sane jak trzeba, w któ­rym byłyby zrzuty ekra­nów, ceny itd. Źró­deł opro­gra­mo­wa­nia jest tak wiele, jak dewe­lo­pe­rów i są one bar­dzo roz­pro­szone. Oczywiście ist­nieją różne ser­wisy w stylu VersionTracker, które jakoś w tym całym pro­gra­mo­wym buszu pró­bują nieco porządku wpro­wa­dzić ale umówmy się — są to roz­wią­za­nia nie­wy­star­cza­jące, nie zawsze zre­ali­zo­wane tak, jak być powinny no i pro­blem pod­sta­wowy: nie są one dostar­czone wraz z sys­te­mem, prze­ciętny Kowalski naj­praw­do­po­dob­niej na nie trafi a ten brak inte­gra­cji z sys­te­mem może tylko namno­żyć pro­ble­mów dla owego prze­cięt­nego Smitha.

Zupełnie ina­czej wygląda to w takim na ten przy­kład Ubuntu. Tam firma Canonical dba o cen­tralne repo­zy­to­rium opro­gra­mo­wa­nia dla swo­jego sys­temu, dba o odpo­wied­nie tego opro­gra­mo­wa­nia wza­jemne współ­dzia­ła­nie (zacho­wa­nie zależ­no­ści mię­dzy pakie­tami) itd. Jasne, tam samo opro­gra­mo­wa­nie jest inne (w więk­szo­ści OpenSource, co pozwala na wpro­wa­dze­nie cza­sem nie­zbęd­nych mody­fi­ka­cji) ale sama filo­zo­fia funk­cjo­no­wa­nia sys­temu dys­try­bu­cji opro­gra­mo­wa­nia jest tym, co mnie tu inte­re­suje. A więc Canonical dba, by opro­gra­mo­wa­nie przez nich dostar­czane nie było nie­bez­pieczne (o to w sumie w więk­szo­ści dba sam ruch OpenSource, który dzięki otwar­to­ści kodu może ten spraw­dzać na różne spo­soby i pro­blemy zgła­szać w wielu miej­scach do tego prze­zna­czo­nych) i — co naj­waż­niej­sze — by było sta­bilne w całym sys­te­mie skła­da­ją­cym się na dys­try­bu­cję Linuksa. Użytkownik na swoje wła­sne życze­nie może do repo­zy­to­riów ofe­ro­wa­nych przez dys­try­bu­tora dołą­czyć swoje, zawie­ra­jące pro­gramy z róż­nych wzglę­dów nie zawarte w repo­zy­to­riach Canonical (kwe­stie otwar­to­ści, paten­towe, ogra­ni­czeń praw­nych w róż­nych kra­jach itp.). Canonical więc z punktu widze­nia użyt­kow­nika dba o swój sys­tem, dostar­cza opro­gra­mo­wa­nie (a gdzie i przez kogo jest ono two­rzone to już inna histo­ria), hostuje pakiety z pro­gra­mami na swo­ich ser­we­rach (oczy­wi­ście dale­kie to od prawdy ale tak to wygląda z punktu widze­nia Kowalskiego) i ofe­ruje w miarę łatwy spo­sób po nich się poru­sza­nia — jest od tego spe­cjalny pro­gram. Słodko. Jest jesz­cze sło­dziej — pro­gra­mi­ści nie muszą nikomu za moż­li­wość kodo­wa­nia pła­cić i gene­ral­nie rzecz bio­rąc stoi za nimi potężna infra­struk­tura stwo­rzona na bazie dar­mo­wych i wol­nych roz­wią­zań, która uła­twia im życie czy to jeśli o hosting kodu i źró­deł cho­dzi, czy też pro­mo­cję opro­gra­mo­wa­nia. Jednak tym wspól­nym punk­tem, który uła­twia czło­wie­kowi życie jest wła­śnie repo­zy­to­rium, do któ­rego opro­gra­mo­wa­nie wpada.

Jak to wygląda aktu­al­nie w App Store? Deweloper płaci roczną stawkę 99 papie­rów, za co ma fun­do­waną drogę przez mękę (ostat­nio jakby nieco kró­cej trwa­jącą ale zawsze to męka) w tema­cie przy­ję­cia apli­ka­cji do sklepu (i spo­sobu jej kdo­wa­nia) ale jeśli już ten moment nastąpi, może ode­tchnąć i sku­pić się na jej pro­mo­cji. Apple bie­rze na sie­bie hosting i tak jak Canonical dba o to, by pro­gramy nie były nie­bez­pieczne czy nie­spójne z sys­te­mem iPhone/iPoda touch/iPada. Under the hood dzieje się tam jesz­cze sporo innych zapewne rze­czy ale nie cho­dzi mi o opi­sa­nie App Store a o to, co może jabłko z linuk­so­wej rze­czy­wi­sto­ści wziąć dla sie­bie by stwo­rzyć dobre repo­zy­to­rium dla opro­gra­mo­wa­nia dla OSX.

Jak widać Apple two­rząc jeden sklep, do któ­rego dostęp zapew­niony jest przez opro­gra­mo­wa­nie insta­lo­wane wraz z sys­te­mem (iTu­nes) na każ­dym kom­pu­te­rze, telefonie/iPodzie/iPadzie pierw­szą część wdra­ża­nia ma za sobą — dostęp­ność sklepu. Apple dba o to, by opro­gra­mo­wa­nie zgła­szane przez pro­gra­mi­stów do sklepu było zawsze dostępne, by aktu­ali­za­cje były wpro­wa­dzane jed­no­cze­śnie na całym świe­cie i by ktoś uży­wa­jący danej apli­ka­cji w Kalkucie mógł rów­nie łatwo i szybko ją pobrać, co koleś w Poznaniu czy Cupertino. Canonical robi to samo pro­pa­gu­jąc zmiany w swoim repo­zy­to­rium na wszyst­kie ser­wery na całym świe­cie, które to repo­zy­to­rium prze­cho­wują. A więc tu zasad­ni­czo jest podob­nie. Oczywiście ist­nieją pod­sta­wowe róż­nice z takiej to choćby racji, że Apple stwo­rzyło sklep a nie same repo­zy­to­ria opro­gra­mo­wa­nia i ofe­ruje takie choćby odpłat­no­ści, nie­mniej co do zasady pliki krążą podob­nie — firma dba o ich aktu­ali­za­cję na wszyst­kich ser­we­rach na całym świecie.

Co prócz hostingu pli­ków, dba­nia o różne ich wer­sje i tym podobne mogłoby ofe­ro­wać Apple? Przede wszyst­kim sklep z opro­gra­mo­wa­niem. Aktualnie by kupić soft, zazwy­czaj musimy bie­gać po róż­nych stro­nach by go zna­leźć. Gdy już znaj­dziemy odpo­wia­da­jący nam pro­gram, musimy w jakimś sys­te­mie płat­no­ści go kupić. I w pomy­śle na sklep nie ma nic rewo­lu­cyj­nego — kupo­wać można już teraz ale z tą drobną róż­nicą, że wymaga to nieco wię­cej wysiłku (bo np. bez­po­śred­nio ze strony pro­gramu), niż klik­nię­cie w przy­cisk „Kup” (lub „Pobierz” jeśli pro­gram byłby dar­mowy) w jed­nym, posia­da­ją­cym pełen kata­log opro­gra­mo­wa­nia miej­scu. Sukces AppStore dobit­nie świad­czy o tym, że użyt­kow­nicy po pro­stu lubią wygod­nie wyda­wać pie­nią­dze. Czemu nie mia­łoby to zaiskrzyć w for­mie desk­to­po­wej i dla pro­gra­mów desk­to­po­wych? Jeden spójny sys­tem płat­no­ści, pobie­ra­nia i dba­ło­ści o opro­gra­mo­wa­nie desk­to­powe — oj, to chciał­bym zoba­czyć na swoim OSX.

Co na taki kanał dys­try­bu­cji powie­dzie­liby dewe­lo­pe­rzy? Nie wiem ale każdy dodat­kowy (tym bar­dziej, że zin­te­gro­wany z sys­te­mem) kanał dys­try­bu­cji powi­nien ich zain­te­re­so­wać. Słowo-klucz to „dodat­kowy”. Otóż Apple nie może zamy­kać opro­gra­mo­wa­nia dla OSX tylko do oferty swo­jego sklepu. Sklep powi­nien sta­no­wić kom­ple­men­tarny kanał dys­try­bu­cji opro­gra­mo­wa­nia dla dewe­lo­pe­rów, któ­rzy chcie­liby z niego sko­rzy­stać. Taki sklep mógłby mocno oży­wić rynek opro­gra­mo­wa­nia dla OSX przez samą owego dostęp­ność na odle­głość przy­sło­wio­wego klik­nię­cia myszką. Tak jak w Ubuntu łatwe jest zain­sta­lo­wa­nie pro­gramu przez jego po pro­stu wybra­nie z listy dostęp­nego softu, tak łatwe powinno być zain­sta­lo­wa­nie pro­gramu na OSX. Oczywiście zro­bione by to musiało być Mac way — pro­sto, czy­tel­nie, z sen­sow­nym inter­fej­sem itd. Tu App Store może sta­no­wić pewien wzór acz nie jest to twór ide­alny, o czym wiemy i my, użyt­kow­nicy, i sami deweloperzy.

A więc cen­tralne repo­zy­to­rium opro­gra­mo­wa­nia dla OSX stwo­rzone przez Apple typowo Mac way i z dużymi uła­twie­niami dla dewe­lo­pe­rów… To chciał­bym zoba­czyć bar­dzo w kolej­nej odsło­nie sys­temu. Dlaczego? Bo to po pro­stu ogromne uła­twie­nie jest dla użyt­kow­nika. Instalacja i dein­sta­la­cja opro­gra­mo­wa­nia na dys­try­bu­cjach Linuksa korzy­sta­ją­cych z repo­zy­to­riów jest banal­nie pro­sta. Dotarcie do pro­gramu dzięki wyszu­ki­wa­niu w takim np. Synapticu jest takoż banalne a dzięki dba­ło­ści firmy Canonical o pakiety dla swo­jej dys­try­bu­cji, Ubuntu jest sta­bilne i pra­cuje dobrze na więk­szo­ści kom­pu­te­rów. Chciałbym, by Apple coś w ten deseń wdro­żyło, by cer­ty­fi­ko­wało opro­gra­mo­wa­nie (dzięki temu miał­bym pew­ność, że soft został prze­te­sto­wany i nie powi­nien spra­wiać pro­ble­mów), by umoż­li­wiało jego wygodne kupno a dewe­lo­pe­rom jego wygodne dla użyt­kow­ni­ków aktu­ali­za­cje, by zadbało o hosting pli­ków i ich dys­try­bu­cję. No i w końcu — by dało narzę­dzia do pro­mo­cji opro­gra­mo­wa­nia w skle­pie, do jego oce­nia­nia i komen­to­wa­nia… Jasne, to wszystko ist­nieje już w wielu ser­wi­sach i ini­cja­ty­wach ale ich pro­ble­mem pod­sta­wo­wym jest wła­śnie to, że jest ich wiele. Jednocześnie nie widzę opcji, by Apple zamy­kało OSX przed opro­gra­mo­wa­niem nie­ce­ty­fi­ko­wa­nym i nie­do­stęp­nym spoza ich sklepu. Wtedy oso­bi­ście pole­ciał­bym do Cupertino i rzu­cił w Jobsa tym, co tylko by mi się pod rękę nawinęło.

Tak więc sam pomysł wydaje mi się cie­kawy i jak naj­bar­dziej widzę potrzebę jego reali­za­cji. Z zastrze­że­niem, że wszech­obecna ostat­nio w Apple mania do zamy­ka­nia wszyst­kiego, co tylko się da zamknąć, nie mia­łaby tu miej­sca. Mieć po pro­stu nie może bo to byłoby zabój­stwo plat­formy. Tak więc wujku Stefanie — tym razem posłu­chaj się, popatrz się jak robią to inni i sam się naj­le­piej prze­ko­naj, jak wygodne może to być roz­wią­za­nie dla użyt­kow­ni­ków. A to dopiero począ­tek bar­dzo wielu faj­nych pomy­słów, które ofe­ruje ruch OpenSource…

Sklep z apli­ka­cjami dla OSX? TAK! Oprogramowanie dla OSX dostępne tylko przez taki sklep? Stanowczo NIE! Teraz jabłuszko nie pozo­staje nic innego, jak realizować :)

, , , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

23 Komentarzy do “Applowski sklep z aplikacjami dla Mac — za i przeciw”

  1. Mikołaj 10/05/2010 do 11:17 # Odpowiedz

    IIRC w Ubuntu można dodać sobie także inne repo­zy­to­ria, niż tylko ofe­ro­wane przez Canonical. Nie wiem, czy Apple pozwoli sobie na utratę kon­troli nad tym, skąd użyt­kow­nik może ścią­gać oprogramowanie.

    • CoSTa 10/05/2010 do 11:24 # Odpowiedz

      Ależ nie musi sobie pozwa­lać bo prze­cież tej kon­troli nie ma (na razie i oby tak zostało) żad­nej. Oczywiście można doda­wać sobie inne repo w Ubuntu ale tu mówimy o skle­pie z jego ofertą opro­gra­mo­wa­nia jako jakoś zuni­fi­ko­wany i przy­stępny kolejny kanał dys­try­bu­cji dla dewe­lo­pe­rów. Coś takiego z chę­cią bym zobaczył.

  2. dreame4 10/05/2010 do 12:11 # Odpowiedz

    Jeśli byłby to tylko dodat­kowy kanał dys­try­bu­cji apli­ka­cji to czemu nie. App Store mi się oso­bi­ście bar­dzo podoba.

    Obawiam się jed­nak, że Apple jak na razie nie pój­dzie na taki krok. Widząc co obec­nie się dzieje w firemce Jobsa, to będzie to albo jedyny kanał dys­try­bu­cji, albo nie będzie go w ogóle.

    • CoSTa 10/05/2010 do 12:36 # Odpowiedz

      Jestem podob­nego zda­nia — jabłko w takie rze­czy bawić się raczej nie będzie. Ale w sumie miło by było mieć pod ręką narzę­dzie, w któ­rym kli­kam jedno „Uaktualnij” i nowe wer­sje apli­ka­cji się mnie insta­lują :). No cóż, poma­rzyć zawsze prze­cież można, nie?

  3. Marcin W 10/05/2010 do 12:33 # Odpowiedz

    Całe opro­gra­mo­wa­nie tylko w skle­pie apple? Żegnaj­cie dar­mowe pro­gramy. Wątpię żeby ktoś by był aż takim altru­istą żeby pła­cić za umiesz­cze­nie swo­jego pro­gramu w skle­pie i udo­stęp­nić go za darmo.

    Zresztą, cie­kawe w jaki spo­sób apple by to kon­tro­lo­wało? Ban za umiesz­cze­nie swo­jego pro­gramu na swo­jej wła­snej stronie?

    Na szczę­ście taki czarny sce­na­riusz raczej nie będzie miał miej­sca a duże repo­zy­to­rium z pro­gra­mami od apple to zawsze jakieś udogodnienie.

    • CoSTa 10/05/2010 do 12:39 # Odpowiedz

      „Całe opro­gra­mo­wa­nie tylko w skle­pie apple?”

      Eeee… Ale ja prze­cież nie o tym piszę.

      „Zresztą, cie­kawe w jaki spo­sób apple by to kontrolowało?”

      Bardzo pro­sto — unie­moż­li­wi­łoby uru­cha­mia­nie sys­te­mowi softu nie­cer­ty­fi­ko­wa­nego przez sie­bie i dzię­kuję. Starczy. Tyle że nikt nie będzie na tyle głupi, by w takie rze­czy się pako­wać. Jestem o tym prze­ko­nany. A jeśli się wpa­kują to hasta la vista OSX i wra­cam do Linuksa jako głów­nego systemu.

      „Na szczę­ście taki czarny sce­na­riusz raczej nie będzie miał miej­sca a duże repo­zy­to­rium z pro­gra­mami od apple to zawsze jakieś udogodnienie.”

      I o to wła­śnie cho­dzi. Plus moż­li­wość kupo­wa­nia i kon­ku­ro­wa­nia dewe­lo­pe­rów w skle­pie. Oj pole­cia­łyby ceny softu na pysk… :)

      • Marcin W 10/05/2010 do 16:08 # Odpowiedz

        „Eeee… Ale ja prze­cież nie o tym piszę”

        Jak nie piszesz jak piszesz? :)

        „Sklep z apli­ka­cjami dla OSX? TAK! Oprogramowanie dla OSX dostępne tylko przez taki sklep? Stanowczo NIE!”

        • CoSTa 10/05/2010 do 20:10 #

          Nie rozu­miemy się w takim razie :)

      • btd 11/05/2010 do 09:19 # Odpowiedz

        „Bardzo pro­sto – unie­moż­li­wi­łoby uru­cha­mia­nie sys­te­mowi softu nie­cer­ty­fi­ko­wa­nego przez sie­bie i dzię­kuję.„
        No coś ty. Z cydii na ipho­nie pro­gramy sie insta­luja to tutaj tez by bylo. Ja bym tam dalej uzy­wal z czy­stej prze­kory uzy­wa­nia ‘hac­ko­wa­nego’ opro­gra­mo­wa­nia, gow­niar­sko ‘na zlosc’ jobsowi. ;-)

  4. Tomek Wójcik 10/05/2010 do 12:50 # Odpowiedz

    @MarcinW — aku­rat kon­trola opro­gra­mo­wa­nia jest naj­prost­szym frag­men­tem całej ukła­danki. Wystarczy kazdą binarkę pod­pi­sy­wać cyfrowo i nie zezwa­lać na uru­cho­mie­nie apli­ka­cji nie pod­pi­sa­nej lub z nieważnym/nieprawidłowym cer­ty­fi­ka­tem. Sprawdziło się w S60 v 3+, z tym wyjąt­kiem że Nokia dała użyt­kow­niki opcję insta­lo­wa­nia apli­ka­cji z nie­waż­nym certyfikatem.

    Osobiście nie miał­bym też nic prze­ciwko dodat­ko­wemu kana­łowi w postaci „Mac App Store”. Szybko, łatwo, wygod­nie :). Zgadzam się jed­nak z dreame4 — albo w ogóle nie będzie albo będzie jedy­nym źró­dłem softu na OS X. A jako jedyne źró­dło sku­tecz­nie zamknie drogę pro­gra­mi­stom open source czy ludziom takim jak ja. Kto będzie bulił $99 tylko po to, żeby hob­by­stycz­nie pisać pro­gra­miki na Maka? Ja nie ;).

    Jeszcze jedna moja reflek­sja — Apple ostat­nio ma w głe­bo­kim powa­ża­niu Maki i ich sys­tem, więc nie spo­dzie­wał­bym się takiego roz­wią­za­nia w naj­bliż­szym cza­sie… Może to i lepiej.

    • CoSTa 10/05/2010 do 20:28 # Odpowiedz

      Z tym głę­bo­kim powa­ża­niem to chyba nie do końca tak. Owszem, nie wypusz­czają co chwila nowego softu ale też nie sie­dzą z zało­żo­nymi rękoma bo zdaje się, że tam spore prace opty­ma­li­za­cyjne przy sys­te­mie trwają i łączą różne tech­no­lo­gie w OSX i iPhone OS. Ale fakt fak­tem, że jakiś iWork nowy by się przy­dał i iLife takoż. O nowych wer­sjach ich pro apli­ka­cji że już nie wspo­mnę. Ponoć to się dzieje ale efek­tów tak szybko nie będzie.

      • m_gol 07/07/2010 do 08:34 # Odpowiedz

        Apple obec­nie ma dużo roboty w związku z przej­ściem na 64 bity. Aby pozbyć się prze­sta­rza­łych fra­me­wor­ków, Apple zde­cy­do­wało nie wyda­wać API Carbon w wer­sji 64-bitowej, co znacz­nie utrud­niło życie twór­com wielu dużych apli­ka­cji (jak Photoshop), a i samo Apple miało sporo rze­czy napi­sa­nych w Carbonie. Przeportowanie tego wszyst­kiego tro­chę zaj­mie, ale rozu­miem ich decy­zję — chcieli pozbyć się sta­roci, a przej­ście na nową archi­tek­turę im to ułatwiło. :)

        • CoSTa 07/07/2010 do 08:37 #

          Mam podobne wra­że­nie — sporo tam się pew­nie rze­czy prze­pi­suje a jeśli do tego dodać inten­sywne dzia­ła­nia na poletku iOS, to w sumie nie ma się co zbyt­nio dzi­wić, że z applow­skimi ruchami przy OSX nie jest zbyt wid­nie ni słych­nie. Zobaczymy jak sprawy się potoczą…

  5. byte 10/05/2010 do 15:05 # Odpowiedz

    Widzę, że komen­ta­to­rzy są zgodni: nie ma takiej moż­li­wo­ści, choć byłoby miło. Trudno się nie zgodzić.

    Aczkolwiek widzę pewien plus w powo­ła­niu do życia takiego cen­tral­nego repo­zy­to­rium dla OS X. Otóż od pew­nego czasu Apple coraz moc­niej dostaje w tyłek z jed­nego kie­runku: ze strony spe­ców od bez­pie­czeń­stwa. Szum się pod­nosi coraz więk­szy, na tyle duży, że Cupertino zauwa­żyło pro­blem i zaczyna kupo­wać sobie nowych pra­cow­ni­ków, któ­rzy temat ten znają od pod­szewki. Świet­nie. Zanim jed­nak OS X zosta­nie przej­rzany pod kątem luk w bez­pie­czeń­stwie pro­stą receptą byłoby cen­tralne repo­zy­to­rium pod­pi­sa­nych cyfrowo apli­ka­cji. Apple biedne nie jest, ostat­nie lata to krzywa wzno­sząca na wykre­sach księ­go­wych, zaś efekt mar­ke­tin­gowy spory. Repozytorium takie rzecz jasne musia­łoby być bez­płatne dla pro­gra­mów dar­mo­wych, wła­ści­ciele softu płat­nego odpa­la­liby małą działkę od każ­dej trans­ak­cji, podob­nie jak to ma miej­sce w przy­padku Ajfona. Przeciętny wła­ści­ciel Maka, podej­rze­wam, cał­ko­wi­cie zado­wo­liłby się ofertą cen­tral­nego sklepu, gdzie mógłby sobie kupo­wać opro­gra­mo­wa­nie powiedzmy via iTunes.

    • byte 10/05/2010 do 15:43 # Odpowiedz

      Trochę prze­my­śla­łem sprawę i podej­rze­wam, że gwa­ran­cja „nie­zło­śli­wo­ści” opro­gra­mo­wa­nia w przy­padku apli­ka­cji dla OS X to zupeł­nie inna para kalo­szy. Dużo bar­dziej zło­żony pro­blem, cho­ciażby przez wie­lość fra­me­wor­ków dla OS X. Nie jestem pewien czy to wykonalne.

      • CoSTa 10/05/2010 do 20:41 # Odpowiedz

        Owszem, rzecz nie­ła­twa do wyko­na­nia ale prze­cież da się nad tym zapa­no­wać. Apple stać, można powo­łać dru­żynę pod wezwa­niem takie rze­czy spraw­dza­jącą i cery­fi­ku­jącą. Dokumentacja do fra­me­wor­ków prze­cież jest, źró­dła w więk­szo­ści też więc owszem, to kwe­stia czasu, pie­nię­dzy ale chyba przede wszyst­kim chęci. Dałoby się to zro­bić moim skrom­nym zdaniem.

        • byte 11/05/2010 do 11:42 #

          Canonical jest jed­nak w tro­chę innej sytu­acji. Oni biorą sobie po pro­stu część nie­sta­bil­nej gałęzi Debiana i przez sześć mie­sięcy te pakiety, że tak powiem, pole­rują. Do dys­po­zy­cji mają bug­trac­kera Debiana, swo­jego wła­snego oraz bug­trac­kery pro­jek­tów upstream. Śle­dzą je, wpro­wa­dzają łatki debia­nowe oraz wła­sne — to poważ­nie oszczę­dza czasu i wydat­ków. Apple musia­łoby robić wszystko na wła­sną rękę. W przy­padku Ubuntu nad zgła­sza­niem błę­dów pra­cuje — suma­rycz­nie — kilka tysięcy osób. Nie wiem jak to by się dało sen­sow­nie zro­bić w przy­padku OS X.

          W iPhone OS jest o tyle dobrze, że wiele rze­czy jest wymu­szo­nych (brak pry­wat­nych API na przy­kład), do tego same apli­ka­cje są mniej skomplikowane.

  6. zen 10/05/2010 do 19:00 # Odpowiedz

    Oczywiście, że jest taka moż­li­wość, nawet bez wszech­moc­nego Apple’a. Wystarczy to zro­bić, a takie próby wła­śnie trwają ;)
    CoSTa zapo­mnia­łeś o bar­dzo waż­nej spra­wie, czyli bez­pie­czeń­stwie. Wszystkie pakiety z repo­zy­to­riów Ubuntu (debia­nia itp) są pod­pi­sy­wane cyfrowo. Ubuntu uła­twiło nawet ostat­nio zada­nie doda­wa­nia nie­ofi­cjal­nych repo­zy­to­riów two­rząc do tego spe­cjalny skrypt. Skrypt ten potrfi rów­nież zaim­por­to­wać klucz cyfrowy wydawcy. Dodatkowo wszyst­kie pakiety ofi­cjal­nie wspie­rane przez Canonical mają w Synaptic ikonke Ubuntu (mało kto o tym wie), która gwa­ran­tuje nie­za­wodne dzia­ła­nie danego pro­gramu w sys­te­mie (no, powiedzmy że gwa­ran­tuje) Ogólnie eko­sys­tem bar­dzo prze­my­śłany i aż dziw bie­rze, że nic takiego na Maca nie powstało, wycze­kuję taiego repo jak kania dżdżu. Jakieś 2–3 mie­chy temu zaczą­łem nawet powo­luktu pro­jek­to­wać coś takiego. Jak mnie QXL zwolni, to kto wie …

    • CoSTa 10/05/2010 do 20:56 # Odpowiedz

      „Oczywiście, że jest taka moż­li­wość, nawet bez wszech­moc­nego Apple’a. Wystarczy to zro­bić, a takie próby wła­śnie trwają ;)”

      Powiem wię­cej — takie rze­czy są i dzia­łają :). Choćby wspo­mniany Versiontracker — ofe­rują narzę­dzie wspo­ma­ga­jące wyszu­ki­wa­nie softu i jego aktu­ali­za­cje (dia­bel­nie wygodna rzecz — jeden klik i wszyst­kie znane pro­gra­mowi apli­ka­cje się uak­tu­al­niają — super sprawa) ale to wciąż nie jest roz­wią­za­nie na tyle intu­icyjne, by mogło być wyko­rzy­sty­wane przez Smitha. Duży krok w dobrą stronę ale na to wciąż zewnętrzne wobec sys­temu roz­wią­za­nie. Nie wiem, czy jutro VersionTracker nie wyzio­nie ducha a co jak co ale repo nie może zale­żeć od czy­je­goś humoru w kwe­stii dofi­nan­so­wa­nia spółki :). Repo pod kon­trolą i zawia­dy­wane przez Apple to już nieco inna śpiewka. Tego przy­naj­mniej można być pewnym.

      „CoSTa zapo­mnia­łeś o bar­dzo waż­nej spra­wie, czyli bezpieczeństwie.”

      Powtórzę to, co napi­sa­łem — cer­ty­fi­ka­cję czy­nioną przez jabłko bar­dzo chęt­nie bym widział. Po zasta­no­wie­niu wydaje mi się, że to chyba byłby wymóg funk­cjo­no­wa­nia sklepu.

      :Ubuntu uła­twiło nawet ostat­nio zada­nie doda­wa­nia nie­ofi­cjal­nych repo­zy­to­riów two­rząc do tego spe­cjalny skrypt.”

      Zgaduję, że dzięki temu mamy PPA do dys­po­zy­cji. Świetna sprawa i bar­dzo mi się spodo­bała. Jabłko na to w życiu by nie poszło.

      „Dodatkowo wszyst­kie pakiety ofi­cjal­nie wspie­rane przez Canonical mają w Synaptic ikonke Ubuntu (mało kto o tym wie)”

      Ja wiem! Ja wiem! :) Dlatego pisa­łem o pakie­tach blo­go­sła­wio­nych przez Canonical. Generalnie sys­tem wyko­rzy­sty­wany przez Canonical to imo pra­wie gotowe roz­wią­za­nie pod wzglę­dem koncepcji.

      „Ogólnie eko­sys­tem bar­dzo prze­my­śłany i aż dziw bie­rze, że nic takiego na Maca nie powstało”

      Tak, rzecz prze­my­ślana ale zauważ — o ofi­cjalne pakiety dba Canonical. Po pro­stu musi być jakiś pod­miot, który tym wszyst­kim zawia­duje i całe przed­się­wzię­cie roz­wija oraz się nim opie­kuje. Jabłko mogłoby posu­nąć to nieco dalej i stwo­rzyć także sklep. Ale oczy­wi­ście masz abso­lutną rację — to wszystko jest świet­nie pomy­ślane i jabłko powinno imo czer­pać gar­ściami z tego systemu.

      „Jakieś 2–3 mie­chy temu zaczą­łem nawet powo­luktu pro­jek­to­wać coś takiego. Jak mnie QXL zwolni, to kto wie”

      OK, zain­try­go­wa­łeś mnie na tyle, że czas pocią­gnąć kilka sznur­ków, by Cię z QXL wywa­lili w takim razie ;)

  7. zen 10/05/2010 do 19:04 # Odpowiedz

    No i zapo­mnia­łem o czymś oczy­wi­stym, czyli oszczę­dza­niu zaso­bów. Przecież każda apli­ka­cja w Mac nie­sie ze sobą mase gówna, które mogłoby być dzie­lone mię­dzy wie­loma apli­ka­cjami. Ja wiem, że w naszych pusz­kach sie­dzą teraz dyski po 300GiB i wię­cej, ale jakby to poli­czyć, to dobre 30+ GiB moż­naby uratować

    • CoSTa 10/05/2010 do 21:01 # Odpowiedz

      Fakt, można by nad tym w końcu jakoś zapa­no­wać choć z dru­giej strony podoba mi się ten brak uza­leż­nie­nia od zależ­no­ści :). Programy kol­por­to­wane jako kom­pletne paczki to świetna sprawa. Zip i mam apli­ka­cję na innym kom­pu­te­rze i nie­za­leż­nie od poin­sta­lo­wa­nych na nim fra­me­wor­ków czy innych takich będzie tam dzia­łała. To świetna sprawa i jeśli o mnie cho­dzi, dla tej wygody mogę kilka giga­baj­tów poświęcić.

      • xx 12/05/2010 do 21:33 # Odpowiedz

        To jest spora bolączka Linuksów wła­śnie — nie ma uni­wer­sal­nego pakietu, który insta­luje się razem ze wszyst­kim co potrze­buje (gdyby jesz­cze ujed­no­li­cić nazew­nic­two, taki pakiet mógłby współ­dzie­lić biblio­teki które są i doin­sta­lo­wy­wać te, któ­rych nie ma albo te, które są/byłyby w konflikcie).

        Za to jak jest cen­tralne repo­zy­to­rium to muszą być zależ­no­ści, nie ma bata. Inaczej robi się syf i to po obu stro­nach.
        Chociaż aż ciśnie się pyta­nie — kto o te zależ­no­ści zadba jeśli pojawi się powiedzmy 90 tys. apli­ka­cji (1/2 tego co na iphony), a nie będzie sta­bil­nego śro­do­wi­ska. Dlatego cykl wydaw­ni­czy 6 msc bez poważ­nych zmian w cza­sie ich „waż­no­ści” jest fajny bo nic nie roz­wali się przez aktu­ali­za­cję.
        A takie pełne paczki ze wszyst­kim byłyby za duże do pobie­ra­nia na co dzień.

  8. lelaseski 10/05/2010 do 22:22 # Odpowiedz

    W jed­nym z ostat­nich pod­ca­stów sieci TWIT Leo Laporte mówił o liście wysła­nym przez jed­nego z użyt­kow­ni­ków bez­po­śred­nio do Steva Jobsa z zapy­ta­niem czy Apple ma w pla­nach taki sklep. Odpowiedź brzmiała: „Nope”. Ale kto wie co oni kom­bi­nują. Mało to już razy zmie­niali zda­nie. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz