Menu serwera

Applowski sklep z aplikacjami dla Mac – za i przeciw

Jakiś czas temu makową blogosferę rozgrzała informacja o ponoć przemyśliwanym przez jabłko sklepie z aplikacjami dla Mac OS X stworzonym na kształt sklepu App Store. Przetoczyła się przez blogosferę fala krytyki takiego pomysłu, posypały się zarzuty o zamykaniu platformy i bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze. Trochę zabawnie się to czytało w kontekście braku istnienia w ogóle takiego projektu (choć diabli wiedzą co tam w Cupertino kombinują), niemniej samemu pomysłowi warto się moim skromnym przyjrzeć. Dlaczego? Bo korzystam z tego na codzień i widzę, jak to działa w praktyce. Może nieco innej, niż związanej z pieniędzmi, zarabianiem i w ogóle, niemniej o praktykę chodzi. Ano, rozchodzi mi się o linuksowe repozytoria oprogramowania, z których dobrodziejstw od lat korzystają linuksiarze i które są jednym z największych plusów Linuksa jako systemu operacyjnego i z czego jabłko może czerpać garściami inspirację dla rozwinięcia własnego pomysłu.

Zacznijmy od spraw podstawowych: oprogramowanie dla OSX (czy też Windows) zdobywamy w inny sposób, niż dla telefonu komórkowego. Nie mamy jednego miejsca, z którego moglibyśmy ssać programy, w którym byłyby one opisane jak trzeba, w którym byłyby zrzuty ekranów, ceny itd. Źródeł oprogramowania jest tak wiele, jak deweloperów i są one bardzo rozproszone. Oczywiście istnieją różne serwisy w stylu VersionTracker, które jakoś w tym całym programowym buszu próbują nieco porządku wprowadzić ale umówmy się – są to rozwiązania niewystarczające, nie zawsze zrealizowane tak, jak być powinny no i problem podstawowy: nie są one dostarczone wraz z systemem, przeciętny Kowalski najprawdopodobniej na nie trafi a ten brak integracji z systemem może tylko namnożyć problemów dla owego przeciętnego Smitha.

Zupełnie inaczej wygląda to w takim na ten przykład Ubuntu. Tam firma Canonical dba o centralne repozytorium oprogramowania dla swojego systemu, dba o odpowiednie tego oprogramowania wzajemne współdziałanie (zachowanie zależności między pakietami) itd. Jasne, tam samo oprogramowanie jest inne (w większości OpenSource, co pozwala na wprowadzenie czasem niezbędnych modyfikacji) ale sama filozofia funkcjonowania systemu dystrybucji oprogramowania jest tym, co mnie tu interesuje. A więc Canonical dba, by oprogramowanie przez nich dostarczane nie było niebezpieczne (o to w sumie w większości dba sam ruch OpenSource, który dzięki otwartości kodu może ten sprawdzać na różne sposoby i problemy zgłaszać w wielu miejscach do tego przeznaczonych) i – co najważniejsze – by było stabilne w całym systemie składającym się na dystrybucję Linuksa. Użytkownik na swoje własne życzenie może do repozytoriów oferowanych przez dystrybutora dołączyć swoje, zawierające programy z różnych względów nie zawarte w repozytoriach Canonical (kwestie otwartości, patentowe, ograniczeń prawnych w różnych krajach itp.). Canonical więc z punktu widzenia użytkownika dba o swój system, dostarcza oprogramowanie (a gdzie i przez kogo jest ono tworzone to już inna historia), hostuje pakiety z programami na swoich serwerach (oczywiście dalekie to od prawdy ale tak to wygląda z punktu widzenia Kowalskiego) i oferuje w miarę łatwy sposób po nich się poruszania – jest od tego specjalny program. Słodko. Jest jeszcze słodziej – programiści nie muszą nikomu za możliwość kodowania płacić i generalnie rzecz biorąc stoi za nimi potężna infrastruktura stworzona na bazie darmowych i wolnych rozwiązań, która ułatwia im życie czy to jeśli o hosting kodu i źródeł chodzi, czy też promocję oprogramowania. Jednak tym wspólnym punktem, który ułatwia człowiekowi życie jest właśnie repozytorium, do którego oprogramowanie wpada.

Jak to wygląda aktualnie w App Store? Deweloper płaci roczną stawkę 99 papierów, za co ma fundowaną drogę przez mękę (ostatnio jakby nieco krócej trwającą ale zawsze to męka) w temacie przyjęcia aplikacji do sklepu (i sposobu jej kdowania) ale jeśli już ten moment nastąpi, może odetchnąć i skupić się na jej promocji. Apple bierze na siebie hosting i tak jak Canonical dba o to, by programy nie były niebezpieczne czy niespójne z systemem iPhone/iPoda touch/iPada. Under the hood dzieje się tam jeszcze sporo innych zapewne rzeczy ale nie chodzi mi o opisanie App Store a o to, co może jabłko z linuksowej rzeczywistości wziąć dla siebie by stworzyć dobre repozytorium dla oprogramowania dla OSX.

Jak widać Apple tworząc jeden sklep, do którego dostęp zapewniony jest przez oprogramowanie instalowane wraz z systemem (iTunes) na każdym komputerze, telefonie/iPodzie/iPadzie pierwszą część wdrażania ma za sobą – dostępność sklepu. Apple dba o to, by oprogramowanie zgłaszane przez programistów do sklepu było zawsze dostępne, by aktualizacje były wprowadzane jednocześnie na całym świecie i by ktoś używający danej aplikacji w Kalkucie mógł równie łatwo i szybko ją pobrać, co koleś w Poznaniu czy Cupertino. Canonical robi to samo propagując zmiany w swoim repozytorium na wszystkie serwery na całym świecie, które to repozytorium przechowują. A więc tu zasadniczo jest podobnie. Oczywiście istnieją podstawowe różnice z takiej to choćby racji, że Apple stworzyło sklep a nie same repozytoria oprogramowania i oferuje takie choćby odpłatności, niemniej co do zasady pliki krążą podobnie – firma dba o ich aktualizację na wszystkich serwerach na całym świecie.

Co prócz hostingu plików, dbania o różne ich wersje i tym podobne mogłoby oferować Apple? Przede wszystkim sklep z oprogramowaniem. Aktualnie by kupić soft, zazwyczaj musimy biegać po różnych stronach by go znaleźć. Gdy już znajdziemy odpowiadający nam program, musimy w jakimś systemie płatności go kupić. I w pomyśle na sklep nie ma nic rewolucyjnego – kupować można już teraz ale z tą drobną różnicą, że wymaga to nieco więcej wysiłku (bo np. bezpośrednio ze strony programu), niż kliknięcie w przycisk „Kup” (lub „Pobierz” jeśli program byłby darmowy) w jednym, posiadającym pełen katalog oprogramowania miejscu. Sukces AppStore dobitnie świadczy o tym, że użytkownicy po prostu lubią wygodnie wydawać pieniądze. Czemu nie miałoby to zaiskrzyć w formie desktopowej i dla programów desktopowych? Jeden spójny system płatności, pobierania i dbałości o oprogramowanie desktopowe – oj, to chciałbym zobaczyć na swoim OSX.

Co na taki kanał dystrybucji powiedzieliby deweloperzy? Nie wiem ale każdy dodatkowy (tym bardziej, że zintegrowany z systemem) kanał dystrybucji powinien ich zainteresować. Słowo-klucz to „dodatkowy”. Otóż Apple nie może zamykać oprogramowania dla OSX tylko do oferty swojego sklepu. Sklep powinien stanowić komplementarny kanał dystrybucji oprogramowania dla deweloperów, którzy chcieliby z niego skorzystać. Taki sklep mógłby mocno ożywić rynek oprogramowania dla OSX przez samą owego dostępność na odległość przysłowiowego kliknięcia myszką. Tak jak w Ubuntu łatwe jest zainstalowanie programu przez jego po prostu wybranie z listy dostępnego softu, tak łatwe powinno być zainstalowanie programu na OSX. Oczywiście zrobione by to musiało być Mac way – prosto, czytelnie, z sensownym interfejsem itd. Tu App Store może stanowić pewien wzór acz nie jest to twór idealny, o czym wiemy i my, użytkownicy, i sami deweloperzy.

A więc centralne repozytorium oprogramowania dla OSX stworzone przez Apple typowo Mac way i z dużymi ułatwieniami dla deweloperów… To chciałbym zobaczyć bardzo w kolejnej odsłonie systemu. Dlaczego? Bo to po prostu ogromne ułatwienie jest dla użytkownika. Instalacja i deinstalacja oprogramowania na dystrybucjach Linuksa korzystających z repozytoriów jest banalnie prosta. Dotarcie do programu dzięki wyszukiwaniu w takim np. Synapticu jest takoż banalne a dzięki dbałości firmy Canonical o pakiety dla swojej dystrybucji, Ubuntu jest stabilne i pracuje dobrze na większości komputerów. Chciałbym, by Apple coś w ten deseń wdrożyło, by certyfikowało oprogramowanie (dzięki temu miałbym pewność, że soft został przetestowany i nie powinien sprawiać problemów), by umożliwiało jego wygodne kupno a deweloperom jego wygodne dla użytkowników aktualizacje, by zadbało o hosting plików i ich dystrybucję. No i w końcu – by dało narzędzia do promocji oprogramowania w sklepie, do jego oceniania i komentowania… Jasne, to wszystko istnieje już w wielu serwisach i inicjatywach ale ich problemem podstawowym jest właśnie to, że jest ich wiele. Jednocześnie nie widzę opcji, by Apple zamykało OSX przed oprogramowaniem niecetyfikowanym i niedostępnym spoza ich sklepu. Wtedy osobiście poleciałbym do Cupertino i rzucił w Jobsa tym, co tylko by mi się pod rękę nawinęło.

Tak więc sam pomysł wydaje mi się ciekawy i jak najbardziej widzę potrzebę jego realizacji. Z zastrzeżeniem, że wszechobecna ostatnio w Apple mania do zamykania wszystkiego, co tylko się da zamknąć, nie miałaby tu miejsca. Mieć po prostu nie może bo to byłoby zabójstwo platformy. Tak więc wujku Stefanie – tym razem posłuchaj się, popatrz się jak robią to inni i sam się najlepiej przekonaj, jak wygodne może to być rozwiązanie dla użytkowników. A to dopiero początek bardzo wielu fajnych pomysłów, które oferuje ruch OpenSource…

Sklep z aplikacjami dla OSX? TAK! Oprogramowanie dla OSX dostępne tylko przez taki sklep? Stanowczo NIE! Teraz jabłuszko nie pozostaje nic innego, jak realizować :)

, , , ,

23 odpowiedź do Applowski sklep z aplikacjami dla Mac – za i przeciw

  1. Mikołaj Maj 10, 2010 o 11:17 #

    IIRC w Ubuntu można dodać sobie także inne repozytoria, niż tylko oferowane przez Canonical. Nie wiem, czy Apple pozwoli sobie na utratę kontroli nad tym, skąd użytkownik może ściągać oprogramowanie.

    • CoSTa Maj 10, 2010 o 11:24 #

      Ależ nie musi sobie pozwalać bo przecież tej kontroli nie ma (na razie i oby tak zostało) żadnej. Oczywiście można dodawać sobie inne repo w Ubuntu ale tu mówimy o sklepie z jego ofertą oprogramowania jako jakoś zunifikowany i przystępny kolejny kanał dystrybucji dla deweloperów. Coś takiego z chęcią bym zobaczył.

  2. dreame4 Maj 10, 2010 o 12:11 #

    Jeśli byłby to tylko dodatkowy kanał dystrybucji aplikacji to czemu nie. App Store mi się osobiście bardzo podoba.

    Obawiam się jednak, że Apple jak na razie nie pójdzie na taki krok. Widząc co obecnie się dzieje w firemce Jobsa, to będzie to albo jedyny kanał dystrybucji, albo nie będzie go w ogóle.

    • CoSTa Maj 10, 2010 o 12:36 #

      Jestem podobnego zdania – jabłko w takie rzeczy bawić się raczej nie będzie. Ale w sumie miło by było mieć pod ręką narzędzie, w którym klikam jedno „Uaktualnij” i nowe wersje aplikacji się mnie instalują :). No cóż, pomarzyć zawsze przecież można, nie?

  3. Marcin W Maj 10, 2010 o 12:33 #

    Całe oprogramowanie tylko w sklepie apple? Żegnajcie darmowe programy. Wątpię żeby ktoś by był aż takim altruistą żeby płacić za umieszczenie swojego programu w sklepie i udostępnić go za darmo.

    Zresztą, ciekawe w jaki sposób apple by to kontrolowało? Ban za umieszczenie swojego programu na swojej własnej stronie?

    Na szczęście taki czarny scenariusz raczej nie będzie miał miejsca a duże repozytorium z programami od apple to zawsze jakieś udogodnienie.

    • CoSTa Maj 10, 2010 o 12:39 #

      „Całe oprogramowanie tylko w sklepie apple?”

      Eeee… Ale ja przecież nie o tym piszę.

      „Zresztą, ciekawe w jaki sposób apple by to kontrolowało?”

      Bardzo prosto – uniemożliwiłoby uruchamianie systemowi softu niecertyfikowanego przez siebie i dziękuję. Starczy. Tyle że nikt nie będzie na tyle głupi, by w takie rzeczy się pakować. Jestem o tym przekonany. A jeśli się wpakują to hasta la vista OSX i wracam do Linuksa jako głównego systemu.

      „Na szczęście taki czarny scenariusz raczej nie będzie miał miejsca a duże repozytorium z programami od apple to zawsze jakieś udogodnienie.”

      I o to właśnie chodzi. Plus możliwość kupowania i konkurowania deweloperów w sklepie. Oj poleciałyby ceny softu na pysk… :)

      • Marcin W Maj 10, 2010 o 16:08 #

        „Eeee… Ale ja przecież nie o tym piszę”

        Jak nie piszesz jak piszesz? :)

        „Sklep z aplikacjami dla OSX? TAK! Oprogramowanie dla OSX dostępne tylko przez taki sklep? Stanowczo NIE!”

        • CoSTa Maj 10, 2010 o 20:10 #

          Nie rozumiemy się w takim razie :)

      • btd Maj 11, 2010 o 09:19 #

        „Bardzo prosto – uniemożliwiłoby uruchamianie systemowi softu niecertyfikowanego przez siebie i dziękuję.”
        No coś ty. Z cydii na iphonie programy sie instaluja to tutaj tez by bylo. Ja bym tam dalej uzywal z czystej przekory uzywania ‚hackowanego’ oprogramowania, gowniarsko ‚na zlosc’ jobsowi. ;-)

  4. Tomek Wójcik Maj 10, 2010 o 12:50 #

    @MarcinW – akurat kontrola oprogramowania jest najprostszym fragmentem całej układanki. Wystarczy kazdą binarkę podpisywać cyfrowo i nie zezwalać na uruchomienie aplikacji nie podpisanej lub z nieważnym/nieprawidłowym certyfikatem. Sprawdziło się w S60 v 3+, z tym wyjątkiem że Nokia dała użytkowniki opcję instalowania aplikacji z nieważnym certyfikatem.

    Osobiście nie miałbym też nic przeciwko dodatkowemu kanałowi w postaci „Mac App Store”. Szybko, łatwo, wygodnie :). Zgadzam się jednak z dreame4 – albo w ogóle nie będzie albo będzie jedynym źródłem softu na OS X. A jako jedyne źródło skutecznie zamknie drogę programistom open source czy ludziom takim jak ja. Kto będzie bulił $99 tylko po to, żeby hobbystycznie pisać programiki na Maka? Ja nie ;).

    Jeszcze jedna moja refleksja – Apple ostatnio ma w głebokim poważaniu Maki i ich system, więc nie spodziewałbym się takiego rozwiązania w najbliższym czasie… Może to i lepiej.

    • CoSTa Maj 10, 2010 o 20:28 #

      Z tym głębokim poważaniem to chyba nie do końca tak. Owszem, nie wypuszczają co chwila nowego softu ale też nie siedzą z założonymi rękoma bo zdaje się, że tam spore prace optymalizacyjne przy systemie trwają i łączą różne technologie w OSX i iPhone OS. Ale fakt faktem, że jakiś iWork nowy by się przydał i iLife takoż. O nowych wersjach ich pro aplikacji że już nie wspomnę. Ponoć to się dzieje ale efektów tak szybko nie będzie.

      • m_gol Lipiec 7, 2010 o 08:34 #

        Apple obecnie ma dużo roboty w związku z przejściem na 64 bity. Aby pozbyć się przestarzałych frameworków, Apple zdecydowało nie wydawać API Carbon w wersji 64-bitowej, co znacznie utrudniło życie twórcom wielu dużych aplikacji (jak Photoshop), a i samo Apple miało sporo rzeczy napisanych w Carbonie. Przeportowanie tego wszystkiego trochę zajmie, ale rozumiem ich decyzję – chcieli pozbyć się staroci, a przejście na nową architekturę im to ułatwiło. :)

        • CoSTa Lipiec 7, 2010 o 08:37 #

          Mam podobne wrażenie – sporo tam się pewnie rzeczy przepisuje a jeśli do tego dodać intensywne działania na poletku iOS, to w sumie nie ma się co zbytnio dziwić, że z applowskimi ruchami przy OSX nie jest zbyt widnie ni słychnie. Zobaczymy jak sprawy się potoczą…

  5. byte Maj 10, 2010 o 15:05 #

    Widzę, że komentatorzy są zgodni: nie ma takiej możliwości, choć byłoby miło. Trudno się nie zgodzić.

    Aczkolwiek widzę pewien plus w powołaniu do życia takiego centralnego repozytorium dla OS X. Otóż od pewnego czasu Apple coraz mocniej dostaje w tyłek z jednego kierunku: ze strony speców od bezpieczeństwa. Szum się podnosi coraz większy, na tyle duży, że Cupertino zauważyło problem i zaczyna kupować sobie nowych pracowników, którzy temat ten znają od podszewki. Świetnie. Zanim jednak OS X zostanie przejrzany pod kątem luk w bezpieczeństwie prostą receptą byłoby centralne repozytorium podpisanych cyfrowo aplikacji. Apple biedne nie jest, ostatnie lata to krzywa wznosząca na wykresach księgowych, zaś efekt marketingowy spory. Repozytorium takie rzecz jasne musiałoby być bezpłatne dla programów darmowych, właściciele softu płatnego odpalaliby małą działkę od każdej transakcji, podobnie jak to ma miejsce w przypadku Ajfona. Przeciętny właściciel Maka, podejrzewam, całkowicie zadowoliłby się ofertą centralnego sklepu, gdzie mógłby sobie kupować oprogramowanie powiedzmy via iTunes.

    • byte Maj 10, 2010 o 15:43 #

      Trochę przemyślałem sprawę i podejrzewam, że gwarancja „niezłośliwości” oprogramowania w przypadku aplikacji dla OS X to zupełnie inna para kaloszy. Dużo bardziej złożony problem, chociażby przez wielość frameworków dla OS X. Nie jestem pewien czy to wykonalne.

      • CoSTa Maj 10, 2010 o 20:41 #

        Owszem, rzecz niełatwa do wykonania ale przecież da się nad tym zapanować. Apple stać, można powołać drużynę pod wezwaniem takie rzeczy sprawdzającą i ceryfikującą. Dokumentacja do frameworków przecież jest, źródła w większości też więc owszem, to kwestia czasu, pieniędzy ale chyba przede wszystkim chęci. Dałoby się to zrobić moim skromnym zdaniem.

        • byte Maj 11, 2010 o 11:42 #

          Canonical jest jednak w trochę innej sytuacji. Oni biorą sobie po prostu część niestabilnej gałęzi Debiana i przez sześć miesięcy te pakiety, że tak powiem, polerują. Do dyspozycji mają bugtrackera Debiana, swojego własnego oraz bugtrackery projektów upstream. Śledzą je, wprowadzają łatki debianowe oraz własne – to poważnie oszczędza czasu i wydatków. Apple musiałoby robić wszystko na własną rękę. W przypadku Ubuntu nad zgłaszaniem błędów pracuje – sumarycznie – kilka tysięcy osób. Nie wiem jak to by się dało sensownie zrobić w przypadku OS X.

          W iPhone OS jest o tyle dobrze, że wiele rzeczy jest wymuszonych (brak prywatnych API na przykład), do tego same aplikacje są mniej skomplikowane.

  6. zen Maj 10, 2010 o 19:00 #

    Oczywiście, że jest taka możliwość, nawet bez wszechmocnego Apple’a. Wystarczy to zrobić, a takie próby właśnie trwają ;)
    CoSTa zapomniałeś o bardzo ważnej sprawie, czyli bezpieczeństwie. Wszystkie pakiety z repozytoriów Ubuntu (debiania itp) są podpisywane cyfrowo. Ubuntu ułatwiło nawet ostatnio zadanie dodawania nieoficjalnych repozytoriów tworząc do tego specjalny skrypt. Skrypt ten potrfi również zaimportować klucz cyfrowy wydawcy. Dodatkowo wszystkie pakiety oficjalnie wspierane przez Canonical mają w Synaptic ikonke Ubuntu (mało kto o tym wie), która gwarantuje niezawodne działanie danego programu w systemie (no, powiedzmy że gwarantuje) Ogólnie ekosystem bardzo przemyśłany i aż dziw bierze, że nic takiego na Maca nie powstało, wyczekuję taiego repo jak kania dżdżu. Jakieś 2-3 miechy temu zacząłem nawet powoluktu projektować coś takiego. Jak mnie QXL zwolni, to kto wie …

    • CoSTa Maj 10, 2010 o 20:56 #

      „Oczywiście, że jest taka możliwość, nawet bez wszechmocnego Apple’a. Wystarczy to zrobić, a takie próby właśnie trwają ;)”

      Powiem więcej – takie rzeczy są i działają :). Choćby wspomniany Versiontracker – oferują narzędzie wspomagające wyszukiwanie softu i jego aktualizacje (diabelnie wygodna rzecz – jeden klik i wszystkie znane programowi aplikacje się uaktualniają – super sprawa) ale to wciąż nie jest rozwiązanie na tyle intuicyjne, by mogło być wykorzystywane przez Smitha. Duży krok w dobrą stronę ale na to wciąż zewnętrzne wobec systemu rozwiązanie. Nie wiem, czy jutro VersionTracker nie wyzionie ducha a co jak co ale repo nie może zależeć od czyjegoś humoru w kwestii dofinansowania spółki :). Repo pod kontrolą i zawiadywane przez Apple to już nieco inna śpiewka. Tego przynajmniej można być pewnym.

      „CoSTa zapomniałeś o bardzo ważnej sprawie, czyli bezpieczeństwie.”

      Powtórzę to, co napisałem – certyfikację czynioną przez jabłko bardzo chętnie bym widział. Po zastanowieniu wydaje mi się, że to chyba byłby wymóg funkcjonowania sklepu.

      :Ubuntu ułatwiło nawet ostatnio zadanie dodawania nieoficjalnych repozytoriów tworząc do tego specjalny skrypt.”

      Zgaduję, że dzięki temu mamy PPA do dyspozycji. Świetna sprawa i bardzo mi się spodobała. Jabłko na to w życiu by nie poszło.

      „Dodatkowo wszystkie pakiety oficjalnie wspierane przez Canonical mają w Synaptic ikonke Ubuntu (mało kto o tym wie)”

      Ja wiem! Ja wiem! :) Dlatego pisałem o pakietach blogosławionych przez Canonical. Generalnie system wykorzystywany przez Canonical to imo prawie gotowe rozwiązanie pod względem koncepcji.

      „Ogólnie ekosystem bardzo przemyśłany i aż dziw bierze, że nic takiego na Maca nie powstało”

      Tak, rzecz przemyślana ale zauważ – o oficjalne pakiety dba Canonical. Po prostu musi być jakiś podmiot, który tym wszystkim zawiaduje i całe przedsięwzięcie rozwija oraz się nim opiekuje. Jabłko mogłoby posunąć to nieco dalej i stworzyć także sklep. Ale oczywiście masz absolutną rację – to wszystko jest świetnie pomyślane i jabłko powinno imo czerpać garściami z tego systemu.

      „Jakieś 2-3 miechy temu zacząłem nawet powoluktu projektować coś takiego. Jak mnie QXL zwolni, to kto wie”

      OK, zaintrygowałeś mnie na tyle, że czas pociągnąć kilka sznurków, by Cię z QXL wywalili w takim razie ;)

  7. zen Maj 10, 2010 o 19:04 #

    No i zapomniałem o czymś oczywistym, czyli oszczędzaniu zasobów. Przecież każda aplikacja w Mac niesie ze sobą mase gówna, które mogłoby być dzielone między wieloma aplikacjami. Ja wiem, że w naszych puszkach siedzą teraz dyski po 300GiB i więcej, ale jakby to policzyć, to dobre 30+ GiB możnaby uratować

    • CoSTa Maj 10, 2010 o 21:01 #

      Fakt, można by nad tym w końcu jakoś zapanować choć z drugiej strony podoba mi się ten brak uzależnienia od zależności :). Programy kolportowane jako kompletne paczki to świetna sprawa. Zip i mam aplikację na innym komputerze i niezależnie od poinstalowanych na nim frameworków czy innych takich będzie tam działała. To świetna sprawa i jeśli o mnie chodzi, dla tej wygody mogę kilka gigabajtów poświęcić.

      • xx Maj 12, 2010 o 21:33 #

        To jest spora bolączka Linuksów właśnie – nie ma uniwersalnego pakietu, który instaluje się razem ze wszystkim co potrzebuje (gdyby jeszcze ujednolicić nazewnictwo, taki pakiet mógłby współdzielić biblioteki które są i doinstalowywać te, których nie ma albo te, które są/byłyby w konflikcie).

        Za to jak jest centralne repozytorium to muszą być zależności, nie ma bata. Inaczej robi się syf i to po obu stronach.
        Chociaż aż ciśnie się pytanie – kto o te zależności zadba jeśli pojawi się powiedzmy 90 tys. aplikacji (1/2 tego co na iphony), a nie będzie stabilnego środowiska. Dlatego cykl wydawniczy 6 msc bez poważnych zmian w czasie ich „ważności” jest fajny bo nic nie rozwali się przez aktualizację.
        A takie pełne paczki ze wszystkim byłyby za duże do pobierania na co dzień.

  8. lelaseski Maj 10, 2010 o 22:22 #

    W jednym z ostatnich podcastów sieci TWIT Leo Laporte mówił o liście wysłanym przez jednego z użytkowników bezpośrednio do Steva Jobsa z zapytaniem czy Apple ma w planach taki sklep. Odpowiedź brzmiała: „Nope”. Ale kto wie co oni kombinują. Mało to już razy zmieniali zdanie. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jolicloud Linux – sensowny Linuks dla netbooków

Od kiedy kupiłem mojego Della mini 1210 czyli takiego lowendowego netbooka z sensowną matrycą, nie mogłem przestać narzekać na systematyczne...

Zamknij