Menu serwera

Nowe zabawki od Apple

Jak zwykle zapóźniony w stosunku do błyskawicznych newsowych serwisów, wziąłem i postanowiłem sobie o nowych zabawkach od jabłka coś napisać. Bo w sumie czemu nie? Ale tak chciałem sobie popisać w nawiązaniu do tego, co już mam i zestawić z „wizjami” jabłka w temacie tego, jak będą komputery i systemy niebawem wyglądały.

Co mam? Mam netbooka o nazwie Dell Inspiron mini 1210. W moim zestawieniu najgorszej i najlepszej prywatnej elektroniki ever dostał niechlubną, pierwszą pozycję ale służy dzielnie (bo musi i nie ma innego wyjścia) oraz posłużył za poligon doświadczalny, na którym papa CoSTa dowiedział się bardzo wiele o swoich względem maszyn mobilnych wymaganiach. Których rzeczony Dell ni luja nie spełnia.

No ale wróćmy do szoł pana Jobsa. Dostaliśmy „nowe” iLife (linkuje do polskiej strony ale cóż, Apple nie wyrobiło się z tłumaczeniami jak widać), w którym możemy porobić sobie na pełnym ekranie. Bomba! Na wspomnianym moim Dellu stoi sobie grzecznie system operacyjny, który nazywa się Jolicloud, jest jedną z gazyliona dystrybucji Linuksa i ma to szczęście, że robiony jest przez ludzi potrafiących myśleć i chcących obsłużyć moje niszowe urządzenie. I wiecie co? Tam od początku do końca pracuje się na zmaksymalizowanym wszystkim, co się da zmaksymalizować. Owszem, w sporej ilości przypadków to bardziej przeszkadza, niż pomaga ale to już problem wynikający z tego, że na siłę próbowano wepchnąć ideę w ramy normalnego i nieprzystosowanego do takich pomysłów UI. Twórcy Jolicloud popracowali nieco i dali swój Launchpad do sensownej pracy z netbookiem ale niestety stoi to na systemie, który do takiej pracy nie został pomyślany. Co nie znaczy, że idea już dawno nie funkcjonowała! Znaczy to tylko tyle, że chłopcy od wolnego oprogramowania mają nieco mniej możliwości przerobowych niż chłopcy od OSX by ową ideę mogli w miarę szybko wdrożyć.

Bo ze swoich bojów z netbookiem wyniosłem przekonanie jedno głębokie i taką właśnie ideę: gdy matryca niewielka, trzeba ją wykorzystać, jak tylko się da. I zazwyczaj człowiek pracując z komputerem robi rzecz jedną w danym czasie, pozostałe czynności spychając na plan dalszy. I tak sobie myślę, że nowe iPhoto czy inne iCośtam oferując możliwość pracy na pełnym ekranie i skupienia się na tym konkretnym zadaniu, z jednoczesną prostotą nawigowania po innych zadaniach dostarczaną przez nowy system w postaci Mission Control, to może wypalić i dostarczyć fajniejszych doznań płynących z pracy z komputerem. Pytanie jak będzie się to sprawowało na moim na ten przykład pracowym iMaku. Dwadzieścia cztery cale wizji to jednak już całkiem sporo i szczerze mówiąc rzadko kiedy maksymalizuję tu okna. Jest kilka aplikacji, w których to robię ale to drobny procent narzędzi, z których korzystam. Ja rozumiem, że ta pełnoekranowa praca z aplikacjami to będzie tylko opcja, dodatek, możliwość… Niemniej warto sobie zdawać sprawę z tego, że nie wszystko da się przenieść z iOS na Mac OS X i nie zawsze będzie miało to sens. I pewnie fullscreen pozostanie właśnie opcją na jeszcze bardzo długo. I dobrze.

Zapowiedź nowego systemu była na tyle ogólnikowa i skupiała się na pierdołach na tyle, że nie ma tu nawet czego komentować. Lion na pewno będzie miał mocno przerobione bebechy i pozostaje mieć tylko nadzieję, że prócz jelit lew będzie miał ruszoną także czuprynę. Finder, iTunes i inne bolące nas dziś programy – to po prostu musi być ruszone, opracowane na nowo, przepisane, przemyślane raz jeszcze. Bo powoli przestaje spełniać swoją rolę a użytkownicy czekają na lepsze rozwiązanie problemu obsługi plików (do Findera piję) czy zarządzania swoimi multimediami (iTunes).

Od strony softu zobaczyliśmy więc lekki lifting iLife i zapowiedź zapowiedzi nowej wersji systemu operacyjnego. I programik do gadania na wizji, który nie wiedzieć czemu zrobili jako nowy, zamiast wsadzić do iChata. I to by było chyba na tyle…

A nie, mamy jeszcze zapowiedź centralnego sklepu z oprogramowaniem dla OSX. Nieobowiązkowego (na szczęście) ale już wzbudzającego skrajne emocje kawałka softu, który ma w założeniu ułatwić nam życie. I to jest jak dla mnie największy news owego wieczoru (u nich poranka). Dlaczego? A dlatego, że w końcu cywilizowany sposób dystrybuowania oprogramowania trafi i na OSX. Dystrybucje Linuksa mają to od lat, Jolicloud czy Ubuntu poubierały swoje repozytoria w przystępne szatki i to po prostu działa. Zamiast biegać po dziesiątkach stron i szukać oprogramowania mam je zawsze pod ręką, na wyciągnięcie jednego kliknięcia. W urządzeniach mobilnych inny system dystrybucji nie ma sensu większego ale jeśli o desktopy czy laptopy chodzi, do tej pory tylko Linux oferował cywilizowane rozwiązania. W końcu i OSX zaoferuje natywnie coś, co i tak próbowano już robić (ot choćby opisywana swego czasu przeze mnie Bodega oferuje namiastkę takiego systemu).

Później pokazano nam hardware. Nowe MacBooki Air, które też doczekały się już w necie mnóstwa opinii, z czego większość przeze mnie widzianych oscylowała w okolicach „neeee”. Achów i ochów jakoś maławo.

MacBook Air

MacBook Air

Ja tak sobie patrzę na te nowe zabawki od jabłka i tak sobie myślę, że cenzura na słowo „netbook” musi być w Apple silna! Oto bowiem dostaliśmy czystej wody subnotebooka, który gdyby nie był tak drogi, zasługiwałby na miano netbooka. Lekkie toto, ładne, z minimum portów i generalnie minimum wszystkiego, za co zdrowo myślący człowiek chciałby płacić ileś tysięcy złotych. Ja bym zapłacił bo toto wydaje się spełniać wszystkie niespełnione przez mojego Della wymagania.

Przede wszystkim instant-on. Mojego Della czasami nawet nie odpalam mimo chęci pobuszowania po necie. Z prostego powodu – zanim mi się to wszystko uruchomi, zbootuje, załaduje i zaskoczy, mnie już się odechciewa czekać. Podobnie ma Doropha, która ostatnio przeskoczyła na Jolicloud właśnie dlatego, że uruchomienie na naszym netbooku Windowsa XP to mieszanina ćwiczeń filozofii Zen z grami z cyklu „człowieku nie irytuj się”. Ja już tak bardzo przywykłem do natychmiastowego uruchomienia ajfona i natychmiastowego jego używania, że już nawet w miarę szybki Jolicloud zaczyna mnie irytować. Mój wymarzony netbook/notebook ma działać natychmiast a nie czekać na ładowanie systemu czy przywracanie owego ze stanu uśpienia.

Solidna grafika. Mam na myśli zarówno matrycę jak i kartę graficzną. Mam już serdecznie wyżej uszu wynalazków od Intela, które nawet obsługiwane ich sterownikami są po prostu mało wydajne. Mój idealny netbook/notebook musi mieć niezłą matrycę, dobrą rozdzielczość i kartę, która nie będzie dla filmów czy mniej wymagających gier wąskim gardłem.

Szybki dysk. Mój Dell to jawny dowód na to, że kupować też trzeba umieć. Kupiłem coś z tak tragicznie wolnym twardym dyskiem, że wszelka ewentualna przyjemność z używania komputera jest skutecznie mordowana czasami ładowania się czegokolwiek. Z ikonkami włącznie. Mój wymarzony netbook/notebook olałby dysk i śmigał na SSD czy innych pamięciach.

Sensowny procesor. Nie wymagam od netbooka cudów ale jeśli pod Windows przesuwanie okna z wyświetlaniem zawartości obciąża obydwa rdzenie Atoma na poziomie 70%, to coś jest cholera w tej całej konstrukcji nie tak. Procesor ma być w miarę solidny w moim wymarzonym netbooku/notebooku i umożliwić wygodną pracę z aplikacjami. Granie na laptopach uważam za osobliwą formę masochizmu więc o grach nawet nie wspominam.

Nowe Airy większość tych moich marzeń spełniają prócz jednego – sensownej ceny. A więc zwyczajowo dla Apple – są to sensowne konstrukcje, których nie kupię bo mnie na to nie stać, czego bardzo żałuję bo w końcu chciałbym mieć jakąś sensowną konstrukcję w domu.

Jobs gadał, że taka będzie przyszłość laptopów. I miał rację, kiedy tylko ceny pamięci spadną a dystrybucja filmów i muzyki w necie okrzepnie, takie maszyny będą powstawały jak grzyby po deszczu. Od lat w moim domu czytnik płyt w komputerze potrzebny jest w zasadzie tylko do rypania muzyki z płyt CD. Napęd stał się nam po prostu zbyteczny i tak jak popsuł się nie wiem ile lat temu, tak nawet nie chce mi się go naprawiać bo nie mam po temu powodów. Więc takiego laptopa bez napędu, w zamian oferującego dobry czas pracy na baterii, z sensownymi bebechami i z dobrym systemem operacyjnym oraz sensowną ceną – o, coś takiego bym przytulił. Czyli z uwagi na cenę nie będzie to pewnie jabłko. A szkoda…

Podsumowując: bez opadów szczęki ale z kilkoma ciekawymi obietnicami na przyszłość. Zobaczymy, jak się im ten system rozwinie, w którym kierunku pojedzie i jak te wszystkie elementy jabłczanego ekosystemu ze sobą będą współpracowały. Mam też nadzieję, że jabłko coraz częściej będzie zerkało na to, co wyczynia się w linuksowym światku bo inspiracji znajdzie tam mnóstwo i to czasami doskonałych. Wiem, że niejeden raz już się inspirowało i niejeden kod użyło ale chciałbym, by było tego więcej.

, , , ,

13 odpowiedzi do Nowe zabawki od Apple

  1. byte Październik 22, 2010 o 13:47 #

    Szkoda że jeśli chodzi o 10.7, to Dżobs pokazał średnio przydatne wodotryski, bo liczyłem właśnie na jakieś informacje o bebechach systemu. Nowy Finder? Koniecznie.

    No nic, póki co wniosek jest taki, że nowy komputer można będzie kupić dopiero najwcześniej jesienią.

    • CoSTa Październik 22, 2010 o 16:59 #

      Też liczyłem i też się przeliczyłem nieco. Ale się mi zdaje, że to będzie ciekawe kilka miesięcy przed premierą lwa – mam wrażenie, że chłopaki mocno się skupili na rozwoju OSXa i że pod maską mogą się dziać rzeczy bardzo ciekawe. Bycik, będzie nowy Finder, zobaczysz. Tyle że to na tym etapie za mało medialne info więc nie ma się co dziwić, że pokazali obrazki zamiast czegoś sensownego.

      Coraz mocniej ciśnie mnie chętka na kupno nowego miniacza cholera :). Problem w tym, że stary zdechnąć nie chce i działa jak marzenie. Jak to kurestwo dobić? Cztery lata pracy prawie że non stop i komp ma to w okolicach kompianego anusa czyli w wiatraku. Zdaje się, że mi się sporo wody wyleje na to draństwo. Ot tak przypadkiem i niechcący :)

  2. Malin Październik 22, 2010 o 15:15 #

    Ja chyba skłaniam się bardziej ku opinii przedstawionej tu: http://applefobia.blox.pl/2010/10/MacBook-Air-cienias-pod-kazdym-wzgledem.html

    • CoSTa Październik 22, 2010 o 17:00 #

      Czytałem i wiele tam racji ale powiem tak – dla każdego co mu potrzebne. Akurat ja mam inne wymagania i oczekiwania od przenośnego komputera więc mnie akurat nowe Airy pasują bardziej.

    • deimon Październik 25, 2010 o 20:45 #

      No i facet ma rację.
      Całe to podniecenie towarzystwa skłoniło mnie do pewnego eksperymentu. Postanowiłem że zainstaluje snow leoparda na moim HP Mini 311. Parametry ma prawie jak te nowe netbooki Aple, na plus w wielu przypadkach dla Mini. Jest nawet instrukcja
      http://mymacbookmini.blogspot.com/

  3. Pitmac Październik 22, 2010 o 22:35 #

    za cene najtanszego air jest macbook, oczywiscie wybieram to drugie rozwiazanie.Roznica 1 kg i 2 calow napewno nie przekona mnie do opini ze air jest bardziej mobilny itp. W zasadzie nawet nie po co on istnieje,cos pomiedzy iPadem a Macbookiem za wyzsza cene.

    • CoSTa Październik 23, 2010 o 16:36 #

      Pewnie, że to lepsza opcja. Dla Ciebie, dla mnie… Są ludzie, którzy jednak czego innego potrzebują. Ostatnio musiałem nieco swojego Della po delegacjach potargać i kurczę czuć drania w torbie. A ciężki to on nie jest.

  4. matipl Październik 25, 2010 o 14:51 #

    Mimo wszystko cena Air’a na poziomie 4 tys. zł jest już w miarę przystępna, porównując do wynalazków typu 6 tys.
    Konstrukcja bardzo mi się podoba, a ludziom na Zachodzie pewnie jeszcze bardziej skoro nasze 4 tys. zł przekłada się na $999, co już gimnastyką nie jest w budżecie.

    Po iPhonie zrozumiałem, że lepiej zapłacić więcej a nie mieć problemów ze sprzętem. Też nieraz gimnastykowałem się notebookami, które w specyfikacji wyglądały dobrze, a działały jak stary blaszak.

  5. zen Październik 26, 2010 o 23:34 #

    Miałem okazję mieć jako jeden z pierwszych nowego aira w łapach i spodobał mi się. Jeśli miałbym wybierać między iPadem a airem, biorę to drugie. Bardzo lekki, bardzo poręczny no i to w końcu pełnowartościowy komputer.
    Tak na marginesie to oglądając to żenujące przedstawienie zastanawiam się kto kupuje applowskie marketingowe łajno (w takiej formie). W szczególności te wszystkie ołsom i gordżes.

    • złośliwa menda Październik 29, 2010 o 09:42 #

      Ty masz nas**ne w tym garze

  6. ximian Październik 23, 2010 o 12:45 #

    Nie lepiej go po prostu sprzedać i kupić nowy? ;)

  7. CoSTa Październik 23, 2010 o 16:31 #

    A kto taki złom zechce? :)

Trackbacki/Pingbacki

  1. Tweets that mention Nowe zabawki od Apple | CoSTa's Family Page -- Topsy.com - Październik 22, 2010

    […] This post was mentioned on Twitter by CoSTa, 10przykazan.com. 10przykazan.com said: Nowe zabawki od Apple [CoSTa's Family Page] http://bit.ly/bDGgbe […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Podsumujmy się nieco

O ja cię pierniczę, się u mnie dzieją rzeczy ostatnio wyczesane. Ostatni tydzień pokazał mi, jak w dużej firmie bez...

Zamknij