Menu serwera

Coś boli i uwiera

Dopadło i mnie w końcu. Życie. Takie normalne, jakie toczą pod górę miliony ludzi mieszkających w okolicy 700-800 kilometrów. Takie płaskie, nijakie, odmierzane porannym budzikiem kopiącym dupę w kierunku pracy i wieczornym rytuałem udawania, że słucha się żony i bawi z dzieciakami kiedy myśli się tylko o tym, by pilot nie ważył aż tyle bo dłoń go trzymająca zmęczona jest całodzienną, beznadziejną walką z innymi ludźmi wiodącymi równie płaskie i nijakie życie, tyle że dostającymi za ich całodzienną, beznadziejną walkę więcej pieniędzy, które przeznaczyć mogą na jeszcze większy telewizor z jeszcze cięższym pilotem.

Złapałem się na tym, że przepieprzam swoje kilkadziesiąt lat podarowanego mi przez naturę/boga/wielkiego-potwora-spaghetti(*) życia na robienie rzeczy, które może i robić umiarkowanie lubię ale gdybym miał wybór, wolałbym ich nie robić a w zamian na ten przykład po stokroć bardziej wolałbym sunąć z wysokiej górki na sankach z synem. Oczywista oczywistość – po to te wszystkie lata przepieprzam, żebym na te sanki w ogóle miał ale jakoś nie może mnie opuścić uczucie, że ktoś kradnie mi całą energię i większość mojego czasu.

To źle jest urządzone. Gdzieś czytałem, że w czasach przed rewolucją industrialną ludzie i owszem, zapieprzali nie tylko na swoje utrzymanie ale także na utrzymanie ludzi nieco bardziej potrafiących się łokciami rozpychać i na nich żerujących ale o wiele mniej życia tym ludziom owe łokcie zabierały. Dziś prawie cały dzień zajmuje mi siedzenie w pracy wraz z dojazdami a pozostałą część doby i tak najchętniej bym przespał wykończony eksploatacją ponad miarę. To wszystko źle jest urządzone… Przynajmniej dla mnie i milionów innych ludzi mieszkających we wspomnianej na wstępie okolicy.

Jakiś mądrala rzekł swego czasu, że praca jest największym dobrem człowieka. Otóż mądralo – nie jest. Jest dodatkiem, jednym z elementów składających się na owe dla człowieka „dobro”. Poza nią jest jeszcze kupa innych składowych. Boli mnie i uwiera to, że tak się jakoś popieprzyło, że na te składowe czasu i życia coraz mniej przez ową pracę pozostaje. Ludzkość została spłaszczona i sprowadzona do jednego wymiaru – kolejnej inwestycji. I jak każda inwestycja, ma przynieść profit w takiej czy innej postaci. I chyba najbardziej boli i uwiera mnie to, że stałem się tak jak wszyscy towarem – wartym pewnej ceny i o którym myśli się w kategoriach siły nabywczej, kosztów, odsetek i całej tej finansowej wsobnej nowomowy.

Narzekać nie mam zamiaru, tak to jest urządzone i basta. Można się albo przystosować, albo spakować i pojechać gdzieś na kraniec świata, gdzie jeszcze ludzkości do końca nie zatowarowano.

(*) niepotrzebne skreślić

,

16 odpowiedzi do Coś boli i uwiera

  1. QDS Grudzień 17, 2010 o 18:23 #

    Nie przejmuj się!
    Dla relaksu w ramach wypoczynku, radośnie bedzies zmuszony odwiedzić wiele sklepów co by zakupić prezenty dla wszystkich których kochasz. Religia katolicka pod rączkę z działem marketingu, tanimi kredytami i świątecznymi promocjami już się tym zajmie. ;-)

    • CoSTa Grudzień 27, 2010 o 12:17 #

      Akurat przeciwko zakupom nic nie mam :)

  2. yoshi314 Grudzień 17, 2010 o 18:43 #

    zawsze sa tacy co maja gorzej.

    jezeli poprawi ci to humor, to ja dzisiaj do 21.00 siedze na helpdesku.

    robota nie rozwojowa, moje przejscie do innego dzialu stanelo w miejscu, placa tak sobie a czesto trzeba pracowac po godzinach.

    godziny pracy juz w ogole bez komentarza.

    • CoSTa Grudzień 27, 2010 o 12:18 #

      No to prawda, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej. Mnie się w tym wpisie akurat rozchodzi o to, że po prostu wiele nam na życie czasu nie zostaje po całym dniu spędzonym w pracy i na dojazdach z/do niej.

  3. piotruś Grudzień 17, 2010 o 21:26 #

    i tak k***a do zajebania.

  4. macmerkur Grudzień 18, 2010 o 01:14 #

    Masz syndrom opuszczania treningów :]

    • CoSTa Grudzień 27, 2010 o 12:20 #

      To prawda. W tym tygodniu wracam na matę i mam mocne postanowienie nie dać się systemowi i na niej już na dłużej pozostać. Bardzo to relaksuje…

  5. rorek Grudzień 18, 2010 o 09:48 #

    miszczu, powiem tak, to są wszystko konsekwencje podjętych przez ciebie decyzji.Nie traktuj tego jako naskakiwanie, tak zaznaczę na wstępie.Chciałeś założyć rodzinę, mieć dzieci, no to masz.Ale to wszystko ma swój koszt.
    Narzekasz że praca zajmuje ci za dużo życia, prawda to najprawdziwsza.Sam się irytuje że jak pracuje na etacie to 8 godzin[a tak naprawdę to więcej]dziennie pochłaniane jest przez zarabianie na 8 kolejnych aktywności i 8 snu.Nawet kiedyś wymyśliłem że czas pracy powinien być liczony od momentu WYJŚCIA z domu, czy też, rozpoczęcia przygotowań do pracy, ale… to utopia która doprowadziła by do jakiejś patologii np, nie wymagano by od pracownika higieny, zatrudniano by tylko ludzi mieszkających do 5 minut drogi od zakładu pracy itp.
    Ale, wracając do tematu, jak ci wspomniałem na fb, brak pracy,szczególnie długotrwały, potrafi być bardziej męczący psychicznie niż jej posiadanie, co może z twojej perspektywy wydać się totalną abstrakcją, ale uwierz mi na słowo.
    Bo ile można wysyłać CV na które pies z kulawą nogą nie odpisuje.
    Padają finanse, samoocena, relacje z najbliższymi bo oni dają ci dobre rady,ale masz te rady w dupie, powodują tylko dodatkowy stres.Problemy ze snem to tylko „bonus”.I nie opowiadam ci moich wyobrażeń, znam to wszystko z autopsji.W twoim wypadku doszedł by jeszcze stres o utrzymanie rodziny, no chyba że weźmiesz dzieciora na rękę i zaczniesz w tramwajach „daj pieniądz,daj”

    • Kamil Grudzień 22, 2010 o 01:24 #

      @rorek: Spokojnie… Spójrz na ostatni akapit wpisu… Faktycznie, chyba długo szukałeś pracy ;)

    • CoSTa Grudzień 27, 2010 o 12:27 #

      Wiesz, wszystko jest konsekwencją czegoś. Gdyby ileśtam miliardów lat temu jakieś białko nie osiadło na porowatym głazie to pewnie dziś DNA byśmy nie mieli i życia w formie, w jakiej je znamy.

      Chodzi o to, że na pewne rzeczy wpływu zbytniego nie mamy a pochłaniają one nasz czas przeznaczony nam na zaistnienie na tej planecie.

  6. matipl Grudzień 20, 2010 o 10:20 #

    Zapomniałeś, że od święta przysługuje Ci urlop ;) więc tak źle nie jest :D Dali chwilę w ciagu roku na nabranie sił na dalszą pracę.

    • CoSTa Grudzień 27, 2010 o 12:27 #

      To prawda! Alway look on the bright side of life… :)

  7. waltharius Grudzień 20, 2010 o 19:14 #

    Dobre CoSTa. Zgadzam się z Tobą w 110% :) Sam miałem coś na ten temat wysmażyć, ale jakoś ciągła gonitwa pracowa i kołomyja ogólnoświąteczna skutecznie mnie od tego odciągła była ;-)

    Powodzenia w codziennej walce z ułudą wolności jaką nam serwuje społeczeństwo! ;-)

    • Pitmac Grudzień 22, 2010 o 01:32 #

      To nie spoleczenstwo tylko konsumpcja ;) Kto madry potrafi sie z tego wyzwolic.Ja osobiscie nie potrafie :(

      • CoSTa Grudzień 27, 2010 o 12:37 #

        Konsumpcja o ile nie jest ponad możliwości nabywcze nie jest niczym złym. Problemik mam z tym, że nawet gdybym chciał pokonsumować na ten przykład nieco kultury, to gdzieś mi na to wszystko czas zniknął…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kiermasz

Kiermasz (niem. Kirmes(se), średniowieczny germ. kimësse - uroczystość poświęcenia kościoła) - wywodząca się ze średniowiecza uroczystość wiejska organizowana zwykle w...

Zamknij