Święta, święta i po świętach

W tym roku wszystko odbyło się (i w sumie nadal się odbywa) total­nie i kom­plet­nie na dziko. Przeżywamy wła­śnie najazd rodziny star­szej aka dziad­ków aka babci Wuli i dziadka Marka oraz rodziny rów­no­le­głej połą­czo­nej z rodziną młod­szą aka wujka Brzozy, ciotki Anki i ich dwójki roz­ra­bia­ków — Alinki i Pawełka.

Full house jed­nym słowem.

Efekt jest taki mniej wię­cej, że mam prze­możne wra­że­nie, że w jakimś połą­cze­niu przed­szkola ze żłob­kiem prze­by­wam. Harmider, hałas i jazgot trwają non stop od wcze­snego ranka po późne godziny wie­czorne. Pawełek z Guciem tłuką się o każdą zabawkę, Majka z Alinką coś tam w kącie kom­bi­nują a efekt jest zawsze taki sam — od cho­lery sprzą­ta­nia. Trochę chyba tym tumul­tem jeste­śmy wszy­scy nieco już zmę­czeni ale ogól­nie chyba dajemy radę nie­źle, bo jak na razie ofiar nie ma :).

Wigilia jak to wigi­lia — odbyła się nie wie­dzieć nawet kiedy ale miała swoje momenty grozy. Jednym z nich było nagłe ogło­sze­nie przez Dorophę, że barsz­czyk jest do dupy i żad­nych uszek nie będzie. Kilka osób ów barsz­czyk dopra­wiało i robiło z nim cuda różne, by tylko coś w kwe­stii smaku się zmie­niło a w kon­se­kwen­cji i spo­ży­cia uszu. Brat mój — jako czło­wiek czynu i samiec posia­da­jący samo­chód — wziął i rzu­cił myśl, by wspo­móc się wuj­kiem Knorrem i zain­we­sto­wać w jakieś gorące kubki czy inne cuda tego typu. Quest wyglą­dał na pro­sty ale jak się oka­zało, musie­li­śmy z Brzozą kilka oko­licz­nych sta­cji ben­zy­no­wych zwie­dzić zanim zna­leź­li­smy jakieś instant dania. Się bowiem oka­zuje, że taki knor­row­ski barsz­czyk to arty­kuł wielce defi­cy­towy w okre­sie świąt. Nawet bar­dziej niż bate­rie paluszki, o któ­rych nie pamię­tają głupi rodzice robiący elek­tryczne pre­zenty swoim pocie­chom. Trochę nie­faj­nie to świad­czy o umie­jęt­no­ści czy­nie­nia barsz­czu w narodzie…

Imponująco w tym roku wyglą­dała nasza cho­inka a wła­ści­wie to kupa pre­zen­tów, na któ­rej cho­inkę posta­wi­li­śmy bo pod tym malu­chem na pewno wszystko by się nie zmie­ściło. Ńie­stety, dwójka mało­la­tów ska­zała nas na mie­cie cho­inki wyjąt­kowo małej, ot takiej aku­rat do posta­wie­nia na stole. Każda inna zosta­łaby przez małych pra­cu­siów na pewno wywa­lona a naj­praw­do­po­dob­niej do tego jesz­cze zeżarta. Niemniej cho­inka może i mała była ale pod nią moc pre­zen­tów się zna­la­zła i pomie­sciła a to prze­cież jest głów­nym zada­niem tego cho­ler­nego, gubią­cego igły drzewka :).

Dogodziliśmy sobie w tym roku ale wszyst­kich prze­bił papa CoSTa, który pisze ten drobny wpi­sik na swoim nowiut­kim iPa­dzie :). Wywalone siano rekom­pen­suje w pew­nym zakre­sie rzu­cone zgod­nie z posta­no­wie­niem pale­nie ale powia­dam Wam — rzecz warta jest każ­dych pie­nię­dzy. Maszynka jest pra­wie że dosko­nała i już dawno tak się nie cie­szy­łem z zakupu jakie­goś kawałka elek­tro­niki. Napiszę pew­nie o tym nabytku jesz­cze nie raz więc póki co ogra­ni­czę się tylko do szyb­kiego stwier­dze­nia — to JEST nowa jakość i zupeł­nie inne dozna­nie obco­wa­nia z elek­tro­niką niż to, do czego do tej pory przywykliśmy.

Przez skrom­ność o dwóch gier­kach na moje kochane PlayStation wspo­mnę tylko kró­ciutko — Assassins Creed Brotherhood i nowi Spec Ops cze­kają tylko na odkle­je­nie się mojego brata od Call of Duty 4 i zwol­nie­nie miej­sca za padem. Zainwestowałem też w nową Larę Croft, w którą chwilę pogra­łem i która miłe na mnie wra­że­nie zro­biła. Zdecydowanie warto te kilka zło­tych na tę grę wydać.

Tak więc spę­dzamy wolny czas sprzą­ta­jąc po dzie­cia­kach i uda­jąc, że mamy chęć i moc czy­nić cokol­wiek innego. Dziś jakieś kino zali­czymy by dzie­cia­kom jakiejś roz­rywki dostar­czyć ale tak poza tym to widzę w oczach każ­dego doro­słego, że naj­chęt­niej spę­dziłby święta leżąc i nic nie robiąc.

Przepraszam też ogrom­nie za brak życzeń dla Was, naszych bar­dziej lub mniej sta­łych czy­tel­ni­ków. To wszystko przez młyn, jaki nam fun­duje praca i rodzinne życie. Ot w czwar­tek mia­łem jesz­cze w pracy jakieś robo­cze spo­tka­nia i wró­ci­łem mocno póź­nym wie­czo­rem chcąc tylko wal­nąć się do wyra. W pią­tek z Dorophą zna­leź­li­śmy chwilę, by w końcu po skle­pach nieco pobie­gać ale po powro­cie mogłem tylko poma­rzyć, by do kom­pu­tera siąść. Tak więc spóź­nione ale bar­dzo szczere i z głębi serducha:

Zdrowia, szczę­ścia, kasy, kupy seksu i mnó­stwa rado­ści z życia
życzymy my, czyli
Doropha, CoSTa, da Majek oraz Gucio

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jedna odpowiedź do “Święta, święta i po świętach”

  1. matipl 30/12/2010 do 14:39 # Odpowiedz

    Wow, zamu­ro­wa­łeś mnie tym pre­zen­tem :) Gratuluję.

    My kolejny rok z rzędu zain­we­sto­wa­li­śmy w barszcz z kar­to­nika ;) ujdzie, na pewno lep­szy niż instant, a nie ma obawy że przy odgrza­niu ktoś coś popsuje…
    W tam­tym roku Krakus (mocno dopra­wiony jak na kar­ton), tym razem Hortex — słod­kawy, ale ok.

    My pro­blemu z wiel­ko­ścią cho­inki i umiej­sco­wie­niem nie mie­li­śmy z dzie­cia­kami. Ale może dla­tego, że czerw­cowe. Na święta koń­czą albo 1/2 roku (nie cho­dzi, pełza) albo 1.5 roku (cho­dzi, kuma że się nie tyka).

    Jako, że już prak­tycz­nie po świę­tach, to my życzymy uda­nego całego Nowego Roku, aby była siła na pracę, zabawę z dzie­cia­kami, a póź­niej jesz­cze czas na relaks.

Dodaj komentarz