Menu serwera

Budma, Budma i po Budmie czyli co u nas

Skończyło się. Nareszcie wzięło i się skończyło coś, przez co ostatni miesiąc z okładem spędziłem praktycznie siedząc w pracy i zawalając wszystko inne – od życia rodzinnego poczynając na bieganiu na treningi aikido kończąc. Półtora miesiąca wyciągnięte z życiorysu. I po co? I po to, by na kilka godzin zająć czymś ludzi, którzy z nami i tak handlować będą bo robimy im statystycznie z 30% obrotu jak nie więcej.

OK, może nieco mniej enigmatycznie. Co roku dzieją się w Poznaniu takie targi, na których pokazuje się całkiem sporo firm z branży – powiedzmy ogólnie – budowlanej. Targi nazywają się adekwatnie Budma i dla szukającego oraz w tematyce siedzącego jest tam całkiem sporo do oglądania. Przy okazji tych targów korpo, w którym robię, oraganizuje w swoim salonie zwanym Malta Trading nasze show, którego konstrukcja jest zawsze taka sama czyli zwołuje się kupę aktualnych i potencjalnych klientów i stara się im pokazać nasze nowości i jakoś przekonać ich, że warto to w ich salony czy sklepy wsadzić. Klienci oczywiście narzekają na ceny, dostawy i co tam jeszcze czyli dzieje się biznes czyli robi się to, o co na targach chodzi. Ale jest jeden mały problem: to wszystko trzeba przygotować.

Przygotowaniem tego wszystkiego zajęła się taka jedna dziewucha, z którą pracuję plus yours trurly a przeszkadzało nam w tym sporo ludzi, którzy kombinowali jak mogli jak by tu nam robotę utrudnić. Majka (zbieżność imion z moją córą kompletnie przypadkowa :)) jakoś ten organizacyjny bajzel starała się trzymać w ryzach, ja starałem się to wszystko jakoś ubrać w szatki w miarę wizualnie sensowne. W efekcie powstała całkiem chyba fajna ekspozycja naszych nowości podparta katalogami, ulotkami, blendami i setkami innych pierdół, które trzeba było na czas wyprodukować i dostarczyć, tak by klienci mieli na czym oko zawiesić, skąd informację wziąć i ogólnie by jakoś to wyglądało. Powiadam Wam – MNÓSTWO pracy, siedzenie w święta i weekendami w robocie li tylko po to, by nie móc wziąć urlopu i dać tym ludziom kilka godzin na zrobienie kilku interesów.

Jesteśmy kompletnie wykończeni, ja mam totalnie dość i chcę teraz urlopu, o którym mogę tylko pomarzyć bo w międzyczasie nagromadziło się tyle codziennej zaległej roboty, że aż nie chce mi się maila otwierać bo nie ma to większego sensu. Pozycji w ToDo mam tyle, że już nawet nie chce mi się ich jakoś rozplanowywać w czasie i po prostu już tylko odhaczam to, co udało się załatwić lub w międzyczasie zdechło bo na zajęcie się tym już doby nie starczyło. Im dłużej w tej firmie siedzę, tym bardziej mam wrażenie, że to jakiś obóz karny i kompletna porażka w temacie zarządzania. Presja jest przepotężna, wymagania potworne a wszystko to składa się na bardzo odpychający obraz kołchozu, do którego nie chce mi się już należeć. I mam nadzieję, że niebawem zmieni mi się robota na coś bardziej ludzkiego. Ja mam już dość i wysiadam.

Doropha w swojej robocie też dostaje nieźle po karku. Ichni – także niemiecki – właściciel wpadł bowiem na cudowny pomysł, że przecież po jaką cholerę ma pracować tyle ludzi, skoro może ich pracować mniej i mogą zapieprzać za tych zwolnionych. No i tym sposobem Dorcia ma w pracy Sajgon podobny do mojego acz branża totalnie inna. Szkoda dziewuchy bo po robocie dostaje jeszcze w kość od dzieciaków a mnie do pomocy przez ostatni miesiąc z okładem nie było, bo przecież po co w tym kraju respektować prawa pracowników, skoro można je spokojnie łamać a Inspekcji Pracy śmiać się można w nos bo mandaty nakładane przez tę instytucję to kpina a nie dolegliwość dla firmy. Gdyby jakiś kolejny polityk-idiota dziwił się czemu w tym kraju dzieciaki się nie rodzą to mam dla niego jeden z powodów: może dlatego, że rodzice nie mają sił na bzykanie bo ów polityk-idiota wraz z kolegami zafundowali tu pracownikom drugie Chiny.

A skoro już w tematach rodzinnych jesteśmy… U nas po staremu: dzieciaki rosną, nabierają skilli (Gutek już cakiem nieźle ponoć sobie radzi z krokiem dyskotekowym choć mnie się chyba wstydzi i jak na razie nie chciał mi pokazać swojego stylu tancerskiego :)) i generalnie fundują nam kupę radochy z przewagą – na szczęście – radochy a nie kupy. Majka do szkoły chadza sobie raźno, wkuwa Strasznie Trudne Rzeczy czyli w końcu zaczyna czytać a w opanowaniu tej trudnej sztuki pomóc jej ma szkolna biblioteka, z której już conieco wypożyczyła i sylabizując jakoś przeczytała. Staramy się w niej zaszczepić potrzebę i chęć czytania i mam nadzieję, że nam to jakoś wyjdzie bo młoda garnie się jak na razie zdecydowanie chętniej do iPoda czy iPada niż do książki. Jakimś półobrotem w końcu odpowiednie wartości jednak jej wszczepię…

Jak widać u nas wszystko w porza∂ku prócz tego, że jesteśmy umęczeni potwornie i na nic poza pracą i dzieciakami czasu i chęci już nie mamy. Ot życie…

, ,

13 odpowiedzi do Budma, Budma i po Budmie czyli co u nas

  1. zen Styczeń 16, 2011 o 00:53 #

    WIdzę, że Budma wszędzie. Tylko u mnie inaczej się nazywa ;)

    • CoSTa Luty 5, 2011 o 23:29 #

      Oj Zen, biorę lekko na uspokojenie. Ostatnio za dużo i za szybko się w robocie działo. Jak widzę to ogólny trend i na maniane niestety raczej nadziei większej nie ma :)

  2. Biter Styczeń 16, 2011 o 01:17 #

    Z tego co piszesz to faktycznie organizacja i biurokracja w twoim korpo godna jest najwyższych urzędów państwowych. No ale jak juz po budmie to jest cień szansy że teraz na browar znajdziesz czas ;)

    • CoSTa Luty 5, 2011 o 23:30 #

      Zapomnij Bitah. Się bowiem okazuje, że po jest pracy nawet więcej niż przed. Pierdzielę, chcę wolne i sobie je biorę :)

  3. mam Wula Styczeń 19, 2011 o 16:16 #

    kosta! min kritikaris tin work. mbori na to diawasi kapios kie na se dioksune prin wris kienurgia work. I mama sou wula

    • CoSTa Luty 5, 2011 o 23:33 #

      Ela tora mama, ta idia ipa kai sta matia tou afentikou. Tipota den alazi, gia mena eine kairos na alaxo tin doulia.

  4. Ebro Styczeń 21, 2011 o 22:29 #

    Trzeba mimo wszystko znajdować czas na prawdziwe życie, bo lata szybko lecą, potem człowiek może już jedynie żałować :)

  5. Wojtek Styczeń 25, 2011 o 07:29 #

    Czytałeś „Kto zabrał mój ser?”?

  6. Marta Styczeń 30, 2011 o 13:19 #

    Puk, puk!! Jest tam ktoś? Martwią się ludzie, że Papa Costa w pracy już zaorany i zasiany….

    • CoSTa Luty 5, 2011 o 23:35 #

      Jestem, melduję się i w ogóle. Niestety właśnie tak jest jak piszesz – zaorani jesteśmy obydwoje o zasianiu że już nie wspomnę. Czasu i chęci na bieganie po stronkach już zupełnie kurczę nie zostaje :/

Trackbacki/Pingbacki

  1. Tweets that mention Budma, Budma i po Budmie czyli co u nas | CoSTa's Family Page -- Topsy.com - Styczeń 16, 2011

    […] This post was mentioned on Twitter by CoSTa, 10przykazan.com. 10przykazan.com said: Budma, Budma i po Budmie czyli co u nas [CoSTa's Family Page] http://bit.ly/ePt9OQ […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Flipboard…

Ne wiem, czy jeden program może być system sellerem ale jeśli szukać czegoś takiego dla iPada, to właśnie Flipboard przychodzi...

Zamknij