Menu serwera

Co u Gucia?

Z Gutkiem lepiej. Dziś po raz kolejny zmieniano mu opatrunki i prowadzący go lekarz – p. Stefan Sobczyński – stwierdził, że rany goją się nieźle i idzie wszystko ku lepszemu. Na szczęście nie będzie potrzeby przeszczepiania fragmentów skóry na klacie a rączka ma się już nawet całkiem nieźle. Największym problemem jest szyja, która co prawda goi się i widzimy znaczną poprawę ale z racji tego, że jest szyją, na której szczycie znajduje się kędzierzawe coś, którym trzeba oczywiście ciągle kręcić, gojenie nie przebiega tak szybko, jak byśmy sobie tego wszyscy życzyli. Niestety unieruchomić całości raczej się nie da, zaplastrować takoż nie ma tego jak i tym sposobem szyja stała się największym problemem.

Gucio dostał kawą solidnie. Drugi stopień poparzeń klatki piersiowej, z rączką nieco lepiej. Nie wiemy jeszcze jak będzie wyglądała kwestia blizn ale najprawdopodobniej czeka nas pracowite wcieranie maści różnych. Lekarz uspokaja wszakoż i w ogóle prezentuje takie spokojne podejście, które wprost przekłada się przynajmniej na moje rozgorączkowanie. Będzie co ma być a źle być nie powinno.

Harmonogram dnia ustalił się już nam na dobre. Rano zmieniam Dorotę po jej nocnej zmianie i siedzę z małym do popołudnia. Młody ma zmieniane koło dziesiątej opatrunki i wtedy jest też czas na przekonanie się, że te małe płucka mają w cholerę mocy i drzeć się moje dziecko potrafi wniebogłosy. Kurczę, to musi cholernie boleć… Poza zmianą opatrunku w sumie niewiele się już teraz mu robi no i poza dbaniem, by to wszystko goiło się jak trzeba i doglądaniem, czy aby proces postępuje jak należy. Młody zaś cierpliwie znosi zamknięcie w obcym środowisku i jest kochany bardzo. Jakoś próbuje sobie ten czas organizować, jakoś kombinuje jak by się tu pobawić, jak by tu po oddziale pobiegać i w ogóle jak by tu samochodami po korytarzu się porozbijać i przy okazji zrobić to tak, by Siostra Oddziałowa nie widziała bo goni cholera za łażenie po miejscu często uczęszczanym i na zarazki wystawionym. Kombinuje a my za tą cholerą łazić musimy i w każdej chwili być przy nim by sobie coraz bardziej swędzących ran nie rozdrapał. I tak dzionek za dzionkiem. Zmęczeni już tym jesteśmy bardzo. Po powrocie ze szpitala najchętniej waliłbym się w wyro i spał ale tu jeszcze Majką się nieco zająć trzeba… Wolę nie wiedzieć jak zmęczona i znużona musi być po nockach Dorota. Ostatnio tylko się mijamy w sali szpitala i tyle się widzimy. Trochę mi się za żoną tęskni…

Kiedy wyjdziemy? Diabli wiedzą. Osobiście obstawiam czwartek ale to wszystko zależy od pana Sobczyńskiego a przede wszystkim od Gutka, który musi się nieco spiąć by gojenie ran przyspieszyć. Idzie mu nieźle ale nie wiem na ile jeszcze mu cierpliwości starczy i czy czegoś głupiego w stylu rozdrapania sobie szyi nie wywinie.

, , ,

8 odpowiedzi do Co u Gucia?

  1. bobiko Marzec 27, 2011 o 00:27 #

    Staruszku. Najważniejsze, ze rany się goją w dobrym kierunku. I że Guciu chce się bawić itp czyli to bardzo dobry objaw.

    W tym wszystkim nie zapominajcie o życiu. macie jeszcze daMajek i siebie nawzajem. Ale grunt, ze umiecie jakoś współpracować. :)

  2. btd Marzec 27, 2011 o 00:33 #

    Super!

    Trzymamy kciuki aby dalej dobrze wszystko szlo :-)

  3. SpeX Marzec 27, 2011 o 01:21 #

    Widzisz, będzie dobrze.

  4. Alex Paleczny Marzec 27, 2011 o 01:53 #

    uff. No to teraz tylko do czwartku :)

  5. Łukasz Horodecki Marzec 27, 2011 o 09:42 #

    Dobrze, że wszystko idzie ku dobremu. Zobaczysz, że nie dość, że zagoi się bez śladów, to jeszcze z jakiś czas Gutek nawet nie będzie pamiętał co się stało.

    Trzymajcie się CoSTowie!

  6. matipl Marzec 27, 2011 o 11:42 #

    Nie jest źle. I nawet jeśli wypis będzie za tydzień, to i tak mega szybko! Sądziłem, że będzie to miesiąc albo i dłużej…

    Nadal trzymamy kciuki za Gucia!

    Co do obwiniania siebie….Zostanie to już do końca życia i nikt na to nic nie poradzi… Można to ew. potraktować jako delikatną lekcję na życie, bo mimo wszystko skończy się ew. na kilku bliznach.

  7. monsun Marzec 27, 2011 o 12:19 #

    Swoją drogą to imponujące jak duże możliwości regeneracyjne mają takie takie malutkie organizmy.

    Razem z żoną trzymamy za Was kciuki. Wracajcie szybko do domu.

  8. przemekspider Marzec 27, 2011 o 21:52 #

    Uff, to już brzmi całkiem bardzo lepiej niż poprzednio. idzie ku lepszemu, choć oczywiście nastają problemy natury nieco innej niż tylko li fizyczne. to nieuniknione.

    będzie ok. trzymaj się.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gucio w szpitalu

Nazywają go "kawosz". Na oddziale jest ponoć kilku a poza tym "herbaciarze", "zupiarze" i kilka innych odmian dzieciaków, którym przydarzyło...

Zamknij