Menu serwera

Gucio w szpitalu

Nazywają go „kawosz”. Na oddziale jest ponoć kilku a poza tym „herbaciarze”, „zupiarze” i kilka innych odmian dzieciaków, którym przydarzyło się to samo.

Zalanie wrzątkiem.

W poniedziałek rano siadałem do pracy przy portfolio. Dzień zaczął się tak sobie ale jednego można było być pewnym – młody miał humor jak cholera. Biegał, gadał, dokazywał, wszędzie go było pełno. Pełno go było szczególnie przy moim biurku – klawiatura, myszka, ekran, sporo rzeczy do klikania…

Zrobiłem sobie jak co rano kawę i świeżo zaparzoną zaniosłem przed monitor. Jak ostatni idiota położyłem ją gdzieś w sumie daleko od małego bo po przeciwniej od niego stronie biurka. Z tym że Gucio urzędował po tej stronie, gdzie akurat miałem fotel, do którego chciałem się dostać. Wyciągnąłem młodego z zacisznego kącika, gdzie dostęp miał do wszystkich elektronicznych zabawek, odstawiłem za siebie, obróciłem się by dupsko posadzić na fotelu i zabrać się do pracy…

Zapomniałem o cholernej kawie.

To była sekunda.

Nagle przeraźliwy krzyk i widok małego trzepiącego rękoma z potwornego bólu.

Kawa! Pierdolona kawa!

Ściągam bluzę, by wrzątek jakoś od skóry oodzielić. Body! Kurwa mać, jeszcze body! Jak to cholerstwo się ściąga? Ręce latają, momentalnie zimny pot czuję wszędzie i robi mi się niedobrze. Jest, zeszło! O słodki Jezu…

Naskórek schodził z niego płatami. Natychmiast telefon na 112. Jezu, czemu tak długo tego nie odbierają? Odebrali. Zgłoszenie. Co robić? Polewać chłodną wodą. Wsadzić w wannę i lać by jakoś ból uśmieżyć. Karetka już w drodze.

Gucio wyje z bólu. Skóra na moich oczach po prostu odchodzi. Jezu, jeszcze rączka. I szyja. I kawałek twarzy…

Boże, co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Co ja narobiłem? Cojanarobiłem?Cojanarobiłem?Cojanarobiłem?Coja…

KUUUURWAAAAAA!!!

Są, przyjechali! Co robić? Ciągle polewać. Ile syn ma lat? Na co uczulony? Czopek przeciwbólowy podany, opatrunek żelowy założony. Niech się pan ubiera, lecimy do szpitala.

Pięć minut później jesteśmy w szpitalu. Natychmiast na rozpoznanie i chirurgię. Szybkie zabezpieczenie oparzelin. Rany są okropne, serce mi staje, nie wiem co robić, mylę daty urodzin, czego oni do cholery chcą, jakie papiery? OK, później, wszystko później. Wpada zapłakana Dorota, źródło informacji o każdej możliwej chorobie i każdym możliwym leku, jakie to dziecko brało w ostatnim czasie. Jak ona to pamięta?

Chirurgia. Opatrunek. Mały wyje w sali opatrunkowej, Dorota łka, ja siedzę jak drewniany kołek nie mając pojęcia co mogę zrobić. Zaczyna do mnie docierać, co zrobiłem. Ale to jeszcze nie szok. Ten przyjdzie później.

Teraz czas na szybkie obroty. Dorota zostaje w szpitalu, ja lecę szukać wszystkiego, co może przypominać piżamę zapinaną od przodu i z szerokimi rękawami by nie naruszyć poparzonej dłoni przy zmianie bielizny. Dziesiątki sklepów, tysiące metrów kwadratowych powierzchni handlowych i nigdzie nie ma niczego nawet zbliżonego kształtem do takich piżam. Ręce mi się trzęsą, latam od sklepu do sklepu, kupuję co mogę, z tyłu głowy rośnie coś strasznego. Teraz już wiem, to była reakcja, próba odreagowania czegoś okropnego, co zrobiło się małemu dziecku.

Mały na prochach, niewiele czai. Patrzy się takim niesamowitym, skupionym wzrokiem próbując ułożyć sobie w naćpanej głowie kto właściwie się na niego patrzy. Bandaże na ręce, kroplówka, poparzona twarz, widać rany na szyi… Dorota do domu, przygotować się na nockę. Siedzę obok małego i nie wiem gdzie oczy podziać. Człowiek obok z synem z poparzonymi nogami krótko kwituje: to nie ma sensu. Nie można sobie robić wyrzutów. Ich mały na chwilę spuszczony z oczu ściągnął sobie garnek gotujących się ziemniaków na stopy. Będzie przeszczep. Czy u nas będzie? Nie wiemy, przy zmianie opatrunku zrobią rozpoznanie głębokości poparzeń i potrzeby przeszczepu.

Wraca Dorota, lecę do domu zwolnić opiekunkę i zająć się Majką. Majka wystraszona, ciągle dopytuje się o Gucia. Robimy lekcje, robimy kolację, daję małej obejrzeć jakiś jej film, sam czuję, że gdzieś się zapadam. Teraz uderzyło. Potworna migrena, ból czaszki rozdzierający mózg. To reakcja, to opóźniony szok. Zaczyna docierać, co się temu dzieciakowi zrobiło…

Gutek trzyma się dzielnie. W środę okaże się przy zmianie opatrunku, co z nim dalej będzie. Przed chwilą dzwoniłem do Doroty ale głos miała potwornie zmartwiony. Coś się w międzyczasie stało. Nie może rozmawiać, nie dowiem się, nie wiem co dalej… Jutro skoro świt jadę do szpitala. Zobaczymy jak i co będzie.

Piszę to dla was ewentualni czytający to rodzice. Piszę to by do was dotarło, że nieszczęście to kwestia chwili, sekundy, czasem nawet mniej niż mrugnięcia okiem. Piszę to byście w przeciwieństwie do mnie myśleli zawczasu. Byście za każdym razem, kiedy odstawiacie szklankę z herbatą czy kawą, pomyśleli o tym którędy i jak dzieciak może się do niej dostać. Byście gotując używali tylko tych dalszych palników, nie tych do których może jakimś cudem dostać się dzieciak. Byście byli zawsze czujni. Wiem, wszystkiego nie da się przewidzieć ale można i trzeba wyrobić sobie odruch patrzenia, oceniania odległości, sprawdzania możliwości…

Naprawdę, weźcie to sobie do serca. Chwilą swojej nieuwagi zafundowałem małemu potworny ból a widok tych płatów schodzącej z dziecka skóry będzie mnie prześladował do końca życia. Szkoda, jaka stała się małemu mamy nadzieję uda się jakoś zaleczyć. Ale to póki co tylko nasza gorąca nadzieja.

Oddział, na którym leży Gucio to praktycznie same chłopaki. Widziałem może jedną dziewczynkę. Bardzo ale to bardzo uczulam rodziców małych chłopców, by zabezpieczyli swoje domy, meble, kuchnię przed maluchami. To najwidoczniej w nich tkwi, oni muszą wszystkiego dotknąć, wszystkiego spróbować, wszystko rozmontować i sprawdzić. Niechaj to robią na zdrowie i niechaj rozwijają swoje twórcze i ciekawe umysły. Ale to nasza, rodziców rola, by robili to w bezpiecznych warunkach. Ja oblałem ten egzamin z bycia rodzicem totalnie. Dla dobra własnych dzieci – zadbajcie o ich bezpieczeństwo już teraz.

, , ,

30 odpowiedzi do Gucio w szpitalu

  1. SpeX Marzec 22, 2011 o 23:21 #

    Uuuu, mam nadzieję iż będzie dobrze.

  2. dely Marzec 22, 2011 o 23:28 #

    Oja. Poważna sprawa. Natomiast nie powinieneś się obwiniać, natura dziecka, jego ruchliwość są takie, że nawet gdybyś go trzymał cały dzień w łóżku i nie pozwalał z niego wychodzić to by i tak mu się coś pewnie stało. Nie da się upilnować do końca i już.

    Moja małżonka też jest przewrażliwiona na tym punkcie, mamy specjalne barierki w kuchni i pokojach, wszystkie niebezpieczne rzeczy są pochowane lub umiejscowione tak, aby dziecko nie miało szans się do nich dostać. Mimo tego korzystając z chwili naszej nieuwagi mój 3-letni Cacek jakimś cudem dostał się do mojego pokoju i upuścił sobie na palec kilkukilogramowy hantel :/ Na szczęście poza stłuczeniem i krwawą łaźnią z palca nic się poważniejszego nie stało – rentgen nie wykazał pęknięć ani złamania, ale miałem podobne akcje z obwinianiem siebie o niedopilnowanie dziecka.

    Będzie dobrze, trzymaj się!

  3. Piotr Marzec 22, 2011 o 23:30 #

    Trzymam kciuki, żeby wszystko skończyło się dobrze.

  4. Michał Masłowski Marzec 22, 2011 o 23:36 #

    Wiem, że to teraz żadna pociecha, ale opowiem historię moich znajomych. Ich córka (wówczas około 4 lat) ściągnęła na siebie garnek z gotującym się wrzątkiem, istna maskara. Ich opowiadania były dokładnie takie same jak tutaj opisujesz. Na szczęście jednak nie doszło do przeszczepu skóry. Mała miała ponoć straszne blizny i lekarz powiedział, że cudów nie ma, blizny małej zostaną do końca życia. Kazał jednak smarować dziewczynkę maścią. Nie kojarzę dokładnie, to była jakaś maść do rozpuszczania skóry, czy coś takiego. Zapewne za chwilę będziesz od tego ekspertem. Smarowali ją codziennie, robili więcej niż lekarz zalecał, codziennie kilka godzin, cierpliwie, systematycznie, codziennie, z uporem maniaka wcierali w nią tę maść.
    Po dwóch latach, ten sam lekarz, który to zalecił nie mógł uwierzyć. Mała nie ma żadnego śladu na skórze, po oparzeniu nie ma żadnego śladu. Wiem, że nie ma gwarancji na powtórkę, ale takie rzeczy się zdarzają, nie trać nadziei.

  5. byte Marzec 22, 2011 o 23:38 #

    Trzymam kciuki, nie zwariujcie.

  6. Pitmac Marzec 22, 2011 o 23:53 #

    Trzymajcie sie Costa ! Tylko to przychodzi mi do glowy

  7. Łukasz Horodecki Marzec 22, 2011 o 23:58 #

    Trzymam kciuki za Gutka z wszystkich sił.

  8. btd Marzec 22, 2011 o 23:59 #

    Mój brat to herbaciarz.

    Maść to kontratubex (nie wiem czy tak sie pisze) i chyba jest najlepsza. On sie poparzyl pod koniec lat 80 wiec kurde zdobycie tego to byl niezly pierdolnik dla ridzicow. I w sumie zostal mu maly slad na klacie. A teraz sa lepsze leki i mascie. Bedzie ok!

    I z tego co pamietam i co rodzice mowia – nic nie dalo sie zrobic aby uniknac – mlody po prostu wlecial do kuchni jak petarda i siegnal na blat dalej niz rece mu siegaly – jakby cos go unioslo.

    Moja Olga dopiero 8 miesiecy ma, ale juz widac ze to bardziej przypomina pierdolona ruletke niz zaplanowany proces – ni chuja nie przewidzisz wszystkiego.

    Trzymajcie sie wszyscy!

  9. Piotr / savek Marzec 23, 2011 o 00:05 #

    Trzymajcie się! Wierzę, że wszystko będzie dobrze, naprawdę w to wierzę, nie ma innej opcji.

  10. asiaque Marzec 23, 2011 o 00:11 #

    Jestem herbaciarzem; wylałam sobie na łeb dzbanek świeżo zaparzonej herbaty mając koło roczku. Śladów nie ma, blizny nie ma, traumę znam tylko z opowiadań mamy. Trzymam mocno kciuki i przesyłam dobre fluidy za szybkie wyleczenie Gucia i waszą równowagę psychiczną.

  11. bobiko Marzec 23, 2011 o 01:03 #

    Ja pierdziele Papa. NIe chcę wyobrazić tego, co przechodzicie Wy, zwłaszcza Guciu – naprawdę nie mam sily :/

    Ale kurdę trzymam kciuki za powrót do domu ….

    I jeszcze jedno – nie obwiniaj się, bo to nie Twoja wina.. Dzieci tak mają – każdy to przezył..

  12. zen Marzec 23, 2011 o 03:02 #

    Trzymam kciuki, będzie dobrze. Nie łam się!

  13. Robert Marzec 23, 2011 o 08:05 #

    Magotty trzymają kciuki – co by wszystko dobrze się skończyło…. Nie ma opcji, aby 365 dni w roku 24h na dobę panować nad wszystkim i wszystkimi. Pozdróófka. Będzie dobrze ! Gucio szybkiego powrotu do zdrófka życzymy!

  14. PeterCub Marzec 23, 2011 o 08:44 #

    Trzymaj się Kosta, będzie dobrze. Zobaczysz.

  15. yoshi314 Marzec 23, 2011 o 09:36 #

    chyba wiekszosc z nas przezyla jako dziecko skaleczenie gwozdziem/drzazgą, porazenie pradem, poparzenie czy tez bolesny upadek lub dluzszy pobyt w szpitalu. takie jest zycie.

    jako osoba bez dzieci nie moge niczego madrego doradzic.

    moge tylko stwierdzic ze gdyby to byl jeden z wielu problemow z pierwszym dzieckiem – mozna by podejrzewac was za zlych rodzicow. ale przy waszym stażu, to tylko nieszczesliwy wypadek.

  16. przemekspider Marzec 23, 2011 o 09:57 #

    O Jezu. Trzymajcie się jakoś wszyscy. I nie wiń siebie, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

  17. s@ntee Marzec 23, 2011 o 10:00 #

    Costa, nie da się wszystkiego podczepić pod sufitem, poza zasięgiem dziecka. Dzieci mają niesamowite możliwości regeneracji, to co u dorosłego człowieka zostawia blizny, u dziecka, przy odrobinie szczęścia i medycyny, znika bez śladu. Po zagojeniu, dobrze działa BIO Oil, wspomaga regenerację, usuwa przebarwienia, wygładza skórę. Jeśli będziesz potrzebował, za jakiś czas, daj znać, przyślę Ci od nas, bo łatwiej dostać.

    A na razie się nie katuj, nie umartwiaj. Nie jesteś pierwszy, nie będziesz ostatni. Moja co prawda nigdy sobie żadnej krzywdy nie zrobiła, ale widziałam u innych rodziców jak niewiele potrzeba. Poczekaj na to, co powiedzą lekarze, myśl o tym co można zrobić, żeby pomóc, ulżyć małemu i nie rozpamiętuj tego, jak do tego doszło. Nie zastanawiaj się jak mogłeś temu zapobiec. A jeśli nawet, to tylko po to, żeby wyciągnąć wnioski na przyszłość.

    Trzymaj się, dobre myśli dla Ciebie, Doroty, Majki i przede wszystkim małego eksploratora!

  18. Oktawian Marzec 23, 2011 o 10:21 #

    Dżizas, ja się chyba z 10 razy parzyłem, nie mam nawet najmniejszej blizny. Może Gutek będzie miał podobnie. Trzymaj się i nie obwiniaj, teraz to już nie pomoże. Nie wątpię, że zrobisz więcej niż możesz aby cofnąć ile się da. Będzie dobrze.

  19. matipl Marzec 23, 2011 o 11:44 #

    Trzymam kciuki za Gucia, jestem myślami z Wami. Dopiero co oglądaliśmy Jego zdjęcia. Na pewno będzie dobrze!

    „nieszczęście to kwestia chwili, sekundy, czasem nawet mniej niż mrugnięcia okiem”
    Tak, i to nie jest historyjka powtarzana z pokolenia na pokolenie, ale szczera prawda. I nie zawsze może skończyć tylko się na poparzeniach, czy szyciu ręki, ale może zdarzyć się coś gorszego…mała nieuwaga na spacerze..

    „Oddział, na którym leży Gucio to praktycznie same chłopaki. Widziałem może jedną dziewczynkę”
    U swojego małego już to zauważamy, że ma zupełnie inne myślenie niż Jego starsza siostra.
    Niby Kinga uwielbiała rozbierać wszystko na części, ale syn robi to z 10x większą częstotliwością, tak samo z próbowaniem wszystkiego co nowego, ciekawego.

  20. Marta Marzec 23, 2011 o 20:06 #

    Guciu! Wracaj szybko do zdrowia! Trzymamy mocno za Ciebie kciuki, dzielny chłopczyku!

  21. Pawouek Marzec 23, 2011 o 22:30 #

    Ja jestem ‚kisielarz’ – jeśli taką kategorię też mają.
    Naprawdę nie miałeś szans w starciu z Gutkiem, tak jak ja nie dałem podobno żadnej szansy czwórce(!) dorosłych, a każdy był w zasięgu ręki. To po prostu się zdarza i jak widzisz nie jest to rzadki przypadek.
    Trzymajcie się Costa, Doropha!
    I uściskajcie małego ode mnie (i Majkę też oczywiście ;]).

  22. ddm Marzec 24, 2011 o 16:41 #

    Wspóczuję i trzymam kciuki żeby wszyscy wyszli z tego bez szwanku.
    Dziękuję że piszesz o tym ! To wazne, to pożyteczne, to moze choć parę istot uchroni od cierienia

  23. shenn Marzec 24, 2011 o 19:08 #

    Egzamin z bycia rodzicem to nie jeden przypadek, jedno wydarzenie nieszczęśliwe i nie do końca do przewidzenia. To całe życie Twojego dziecka a wynik poznasz za wiele wiele lat…

    Kiedyś moje podopieczne odbiegły gdzieś nagle ode mnie i przebiegły koło budy psa. Nie przyszło im nawet do głowy, że on może wyskoczyć a jego łańcuch nie być wcale krótki. Dzięki wszelkim bogom nic się nie stało ale było o włos od tragedii. A ja nawet nie zdążyłam pomyśleć, co krzyknąć w ich stronę… Nie przewidzisz, nie ogarniesz, nie przypilnujesz w każdej sekundzie. Poradziłeś sobie później, w tych pierwszych sekundach, minutach a to nie każdy potrafi. Brawo. Teraz dużo dużo siły dla każdego z Was z osobna i wszystkich razem. Będzie dobrze.

  24. monsun Marzec 25, 2011 o 01:32 #

    Ważne jest żeby być w takich ciężkich chwilach razem.
    Trzymam za Was kciuki.

  25. CoSTa Marzec 25, 2011 o 18:05 #

    Dzięki Wam wszystkim za dobre słowo i chęć pomocy. Nie odzywałem się ostatnio bo jednak przy Gutku i później przy Majce trochę roboty jest i wieczorkami po prostu padam w wyro jednym okiem gapiąc się w telewizor i o niczym sensownym nie myśląc.

    Wiem, że wyrzucanie sobie czegokolwiek nie ma sensu ale zostaje zawsze to „ale” i nic się z tym już nie da zrobić. Postaram się dziś wieczorem nieco aktualny stan małego przybliżyć.

  26. Xristina Marzec 25, 2011 o 23:15 #

    Kochany Costusiu!
    Cala rodzina jest dusza i cialem przy Gutku i przy was.
    Costa nie mozna wszystkiego w zyciu przewidziec,zwlaszcza gdy dotyczy to malych dzieci.
    Jestesmy pewni ze Gutek dojdzie do siebie szybko poniewaz regeneracja skory w tym wieku jest rewelacyjna i przy pomocy medycyny ktora ma niesamowite postepy w tej dziedzinie,wszystko pojdzie ok.
    Pytajac sie w Grecji specjalistow w tej dziedzinie poinformowali nas ze stosujac wspolczesne metody leczenia,nie zostanie ni sladu na cialku Gucia.
    Teraz potrzebujecie cierpliwosci.
    Filakia.
    Babcia i reszta bandy z Grecji.

  27. rafealmet Marzec 28, 2011 o 10:51 #

    Tak jak napisał Michał Masłowski. Będzie dobrze. Znam podobną historię. Koleżanka wylała na siebie w wieku trzech lat garnek z gotującą się wodą. Po latach prawie śladu nie ma.

    Ja sam nigdy nic nie wywaliłem na siebie, za to jak głupi wsadziem ręke do pieca… Skóra zeszla. Z dziecinstwa zostały mi blizny po bójkach, wypadkach na rowerze, po rozwaleniu głową okna, ale po poparzeniu śladów nie ma.

    Trzymaj się Costa!

  28. konrad Marzec 31, 2011 o 17:59 #

    Trzymajcie się MOCNO,wszystkie zarki trzymają zaciśnięte kciuki za GUCIA!!!
    Będzie dobrze!

  29. Ciacho Kwiecień 6, 2011 o 21:06 #

    Ja miałem podobnie – nie oparzenie ale rozbicie brody. Młody uznał że będzie miał fajną frajdę jak sobie karimatę owinie wokół ciała… wszystkie pięknie tylko się przewrócił… nie zamortyzował rękami (potem dowiedziałem się dlaczego) i.. broda rozbita.. rana głęboka do kości na długości 10cm… Makabra.. szybki wyjazd na pogotowie, szycie… Na szczęście blizna jest niewielka…

  30. aneta Sierpień 19, 2011 o 12:29 #

    ja dzisiaj przezylam to samo,wlasnie wrocilam do domu z moim malym bo rozwalil sobie brode i ma zalozone trzy szwy,cos strasznego,tez go nie dopilnowałam. Strasznie sie z tym czuje to moja wina bo moglam bardziej go pilnowac,a ja zajełam sie czyms innym. Moj syn jest bardzo energiczny. To okropne uczucie kiedy male dziecko musi tak przez moja glupote. straszne mam wyrzuty wobec siebie. pilnujcie swwoje pociechy drodzy rodzice,one poznaja siwat nie wiedzac co moze sie wydarzyc

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Spacerek…

Śmysię na spacerek wybrali. Śmy to da Majek, Gucio und niżej podpisany. Pogoda była cudna, mijaliśmy dzikie świnie i nie...

Zamknij