Menu serwera

Jak nie urok, to sraczka

Wróciliśmy już na dobre do domu. Młody ma się z dnia na dzień coraz lepiej i widać po nim, że nic nie widać. Znaczy oczywiście ma jeszcze ślady i pewnie będą schodziły jeszcze jakiś czas ale nie sądzę, by jakieś trwałe blizny mu zostały czy też jakieś inne wredoctwa. W poniedziałek mieliśmy wizytę kontrolną i lekarz stwierdził, że wszystko ma się dobrze a nawet jeszcze lepiej. Następna kontrola za dwa tygodnie. Bomba.

No i pięknie, niech nam się Gucio goi szybko i wydajnie.

To mniej więcej tyle dobrych wieści. W międzyczasie bowiem dopadła całą naszą rodzinę (no prawie, Gucio się ostał i w związku z tym padają na niego główne podejrzenia o przywleczenie diabelstwa) grypa żołądkowa. Zaczęło się niewinnie. Jakoś dzień czy dwa po powrocie Gucia ze szpitala jak co rano odprowadzałem Majkę do szkoły. Było fajnie, wygłupialiśmy się a mała dokazywała na poprzedzających szkołę zajęciach tanecznych.

Ni z gruchy, ni z pietruchy dopadł nas telefon ze szkoły, że młoda coś kiepsko się czuje i że chyba trzeba będzie ją z zajęć zgarnąć. Rzekłem sobie, że jeśli młoda coś kombinuje, to kopnę ją zdrowo w tyłek i w bojowym nastroju ruszyłem po Majkę do szkoły. Zobaczyłem ją siedzącą na stołówce, bladziutką, jakąś taką słabowitą a od pani usłyszałem, że młoda rzuciła pawia i skarży się, że jej słabo. Nastrój bojowy minął momentalnie, zgarnąłem małą ze stołówki i ruszyliśmy do klasy zabrać odzienie i ewakuować się z przybytku wiedzy.

W klasie paw. Taki solidny, z głębi trzewi. Gdzieś tam zauważyłem salami i stwierdziłem, że to pewnie jakieś zatrucie i sprawa powinna się szybko w miarę rozwiązać. Cóż za błąd! Młoda odstawiona do domu zaczęła rzygać na całego, dostała gorączki i już wiedzieliśmy, że jakiś wirus ją magluje. Pod wieczór na słabowitość i chęć rzucenia pawia zaczęła uskarżać się Doropha. Z pewnym takim niedowierzaniem patrzyłem, jak szybko się to ustrojstwo rozwija i już po chwili miałem żonę wyłączoną z użytku. Zostałem sam na placu boju z dwiema chorymi i jednym poparzonym i chcącym się już kąpać i iść spać w diabły dzieciakiem. W skrócie: byłem heroiczny! Wszystko zagrało jak w szwajcarskim zegarku a sytuacja została poniekąd opanowana. Miski zostały porozkładane w strategicznych miejscach, napoje podane, telepiące się w gorączce kobiety okryte i napompowane czymś gorączkę zbijającym. Aż się kurna spociłem, tyle było przy tym biegania.

Systematycznie pompowałem w siebie spore ilości Coli wierząc święcie, że tego gówna nic się nie ima i że jeżeli w jakąś prewencję mam się bawić, to właśnie tym zbożnym napojem. Zazwyczaj Cola działa doskonale ale jako się rzekło – przyplątało się do nas naprawdę paskudne paskudztwo i jakoś w środku nocy obudziłem się z nieprzyjemnym uczuciem potrzeby haftowania. Pierwszą robótkę hafciarską odbębniłem nad kiblem i zaprawdę powiadam Wam – nawet po największych alkoholowych libacjach nie miałem tak intensywnych hafciarskich doznań. Drugi raz dopadło mnie już w wyrze ale byłem na wszysko przygotowany a miska była odpowiednio głęboka.

Następnego dnia stan osobowy naszej rodziny przedstawiał się jak następuje:
Gucio – poparzony ale poza tym w miarę zdrowy
Majka – chora w diabły, wymiotuje na samą myśl o jedzeniu
Doropha – słania się na nogach o ile nie leży zgięta wpół na podłodze
papa CoSTa – z brzuchem w miarę OK ale zaczyna łamać strasznie

Do kibla ustanowiliśmy społeczną kolejkę oraz pełniliśmy na zmiany warty przy Gutku, który jakimś dziwnym trafem nie wykazywał jakichś gwałtownych objawów zawirusowania. Minęły nam tak w sumie z trzy dni bo nawet kiedy nudności i biegunki przeszły, zostało połamanie i totalna apatia z tym związana.

Nie ma to jak ze szpitala trafić wprost w objęcia wirusa.

Teraz już jest wszystko w porządku i mamy nadzieję, że wraz z końcem marca skończy się dosyć dziwny wypadkowy i chorobowy okres w naszej rodzinie.

, , , , ,

5 odpowiedzi do Jak nie urok, to sraczka

  1. PeterCub Kwiecień 6, 2011 o 21:07 #

    A ja dostałem od przyjaciela pewien specyfik na oparzenia. Wg niego działa rewelacyjnie na każde oparzenia. Jego kolega z kolei kiedyś wyleczył tą wodą poparzenie stopy, jak mu się wrzątek wylał. W tej chwili ani śladu. Warunek, im szybciej zrobisz okłady tym lepiej. Jak chcesz, podaj adres to wyślę Ci w butelce.

    • CoSTa Kwiecień 8, 2011 o 17:07 #

      A dziękuję, dziękuję. Póki co specyfik zapisany przez pana doktora działa wybornie więc mieszać nie będziemy. Ale za pamięć dzięki wielkie!

  2. bobiko Kwiecień 6, 2011 o 22:17 #

    Papa, pytanko: młoda była na wizytach u Gucia? Bo jeśli tak, to pewnie ze szpitala zajumała grypę. Ale też przebywa w środowisku tzw. szkolnym, gdzie o chorobę nie trudno.

    I brawo dla Ciebie. Dajesz na Hero!

    • CoSTa Kwiecień 8, 2011 o 17:09 #

      Nie, dzieciaków w ogóle na oddział tam nie wpuszczają bo wiedzą, że to inkubatory wszelkiego gnoju :). Stawiam na Gucia, który przywlókł w jelitach coś ze sobą (po zawartości pampersów można było zauważyć, że coś w kichach nie grało), splunął tym na Majkę, ta w szkole dostała zwyczajową dawkę wszystkiego i wystarczyło – tyle organizm już nie zniósł. I przytargała to do domu… Mogłem ją gdzieś na taras wystawić i byłby spokój :)

  3. matipl Kwiecień 12, 2011 o 12:08 #

    Niestety, grypa żołądkowa nie wybiera…
    Cola jest jak najbardziej wskazane, ale przed :/ A widać, że już w Tobie to dojrzewało.

    Dobrze, że tylko tyle…Miejmy nadzieję, że liczba mocnych wrażeń na ten rok przez Was jest już wyczerpana.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Co u Gucia?

Z Gutkiem lepiej. Dziś po raz kolejny zmieniano mu opatrunki i prowadzący go lekarz - p. Stefan Sobczyński - stwierdził,...

Zamknij