Menu serwera

Post-srost-PC

OK, mamy nowe buzz-określenie, które jest nadużywane już do bólu przez buzz-chłopaków lubujących się w buzz-promowaniu swoich buzz-blogów czy innych buzz-serwisów. Buzz, buzz, buzz…

O co chodzi? O tę od dłuższego czasu lansowaną tezę, która po wyartykułowaniu jej przez papę Jobsa stała się prawem, że oto komputery domowe umierają. Że zastępują je urządzenia mobilne wszelkiej maści i na tradycyjnego peceta miejsca w domach Zwykłych Użytkowników już jest coraz mniej. OK, może nie dosłownie tak się wyraził (ba, właściwie to tego w ogóle nie powiedział) ale sens jest mniej więcej podobny do powyższego – tradycyjne piece są w odwrocie i nastaje nowa era urządzeń conieco innych od tych znanych od dziesięcioleci.

I owszem, to prawda. Ale – jak większość prawd – nie cała i nie pełna.

Tak zwana przez buzz-chłopaków Era Post-PC to taki sobie mały problem z podejściem do zdefiniowania tego, co właściwie jest Personal i w dodatku Computer. Jak byśmy sobie tego pięknego angielskiego zwrotu nie tłumaczyli, wychodzi nam, że mowa o „komputerze osobistym”. Brzmi ładnie ale od czasu zafundowania możliwości logowania się w systemie więcej niż jednej osobie, komputer przestał być osobisty a stał się po prostu komputerem. Tako rzecze logika i nie ma tu co kombinować. Owszem, twórcy systemów operacyjnych dają narzędzia mające gwarantować w ramach systemu odrobinę prywatności ale co komu z takiej prywatności, kiedy administrator domowego systemu (czyli w praktyce ojciec rodziny) i tak ma wgląd we wszystko? Jako się rzekło – Personal Computer już od dawna nie jest w sensie ścisłym personal. Jasne, zaraz dostanę wypiskę definicji z różnych źródeł, które moje twierdzenie obalą w błocko a każda z tych definicji będzie odmienna od poprzedniej ale pozwólcie, że skoro te definicje mogą się różnić, to i moja będzie. Komputer osobisty to taki, który jest osobisty i basta – taka jest moja definicja.

Aktualnie na rynku mamy od cholery urządzeń, które z definicji są komputerami osobistymi. To telefony, smartfony, tablety i pewnie kilka jeszcze innych rodzajów urządzeń by się znalazło. Te komputery są i zapewne jeszcze przez jakiś czas będą bardzo osobistymi urządzeniami właśnie z faktu ich „przywiązania” do jednego użytkownika. Dane, maile, dokumenty i programy powiązane są z zazwyczaj jednym użytkownikiem. Piszę „zazwyczaj” bo w takim na ten przykład iOSie można instalować oprogramowanie korzystając ze sklepowego konta innej osoby, niemniej aby inna osoba mogła używać smartfona, tabletu czy innego takiego – to urządzenie musi być jej użyczone i jak na razie, nie ma opcji by ta druga osoba jakieś konto sobie w tym urządzeniu założyła i działała na własny rachunek. To się pewnie zmieni ale jak na razie smartfon czy inny tablet są jak gacie – można je komuś pożyczyć ale to ciągle własne gacie i nie da się przepiąć pieluchy, by były czyjeś inne.

Obrazowość porównania zaiste mnie samego zadziwiła. Widać tu wpływ dwuletniego dzieciaka :).

Konkludując: rynek komputerów osobistych ma się doskonale i rośnie teraz nawet bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Miliony bardzo osobistych urządzeń trafiają co roku do rąk użytkowników i buzzowanie, że oto mamy erę Post-PC, to jakaś paranoja. Można sobie gdybać, czy komputery biurkowe tudzież laptopy znikną z czasem wyparte przez mocne, niewielkie, podłaczalne do monitora czy TV urządzenia, które umożliwią na nich sensowną pracę. To całkiem uprawnione gdybanie bo przecież miniaturyzacja wciąż ma się dobrze i co roku dostajemy coś coraz cieńszego, mniejszego i z coraz większą mocą. Przyrost tej mocy w pewnym momencie się skończy bo zadania stawiane przed urządzeniami można już w sumie dziś z powodzeniem wypełniać za ich pomocą. Mój iPad obrabia zdjęcia szybciej i sprawniej od mojego sześcioletniego Maka mini a ów Mak w zupełności wystarczy mi do typowej biurówki choć od czasu kupna aparatu z możliwością nagrywania filmów HD czuje parcie na wymianę na coś o wiele szybszego. Tak czy inaczej chodzi mi o to, że do pewnych rozsądkowych granic przyspieszenia już żeśmy doszli i większe moce są większości z nas średnio potrzebne. Liczy się sposób wykonania zadania bo w większości przypadków i tak będzie ono wykonane dosyć szybko i sprawnie.

Era PC dopiero się zaczyna. Minęły po prostu czasy wielkich, podbiurkowych, towerowych obudów, które szumiały w domach. Teraz akcenty rozkładają się nieco inaczej po prostu – ot jeśli ktoś potrzebuje sprzętu do pracy, kupuje sobie taki, jaki będzie dla niego wygodny. W domu wygodniejszy powoli staje się po prostu laptop a od całkiem niedawna – tablet czy smartfon.

Tak więc to, z czym mamy do czynienia to po prostu zmiana formatu i wielkości urządzeń i eksplozja popularności urządzeń bardzo osobistych. Wiecie – Personal.

Era Post-PC? Błagam…

PS. Podobne do mnie przemyślenia ma i Pemmax piszący, że jeszcze nigdy nie był tak bardzo PC.

,

11 odpowiedzi do Post-srost-PC

  1. opi 23/08/2011 o 16:09 #

    Ha ha. Wczoraj miałem wysmażyć notkę po tym jak poczytałem dyskusję (a raczej „dyskusję”) o memeie Post PC. Dzięki, już nie muszę.

    • CoSTa 23/08/2011 o 18:37 #

      Do usług :). Cholera, muszę to przepisač bo klepanie na kolanie skutkuje później trzema „po prostu” w trzech kolejnych zdaniach.

  2. SpeX 23/08/2011 o 21:41 #

    Czyli teraz mamy erę VPC, Very Personal Computer.

  3. Lehr 23/08/2011 o 22:31 #

    z wpisem się zgadzam, natomiast z tym twierdzeniem jako to dzisiejsze komputery są już na tyle mocne że wystarczą do podstawowych rzeczy to bym był ostrożny. Amigi w swoim czasie też były wystarczająco szybkie do podstawowych rzeczy ;) swoją drogą wystarczy spojrzeć wstecz, porównajcie Swoje PC dzisiaj i 10 lat temu, a później porównajcie Office 97 i 2007. Dlaczego ciągle działa to tak samo wolno i na uruchomienie czekam te 2 czasami 4 sekundy? Czemu mimo 20 rdzeni i 780GB ramu nadal czekamy na takie oczywiste i proste rzeczy rzeczy tak samo jak na moim 486 z 8MB RAM?

    • CoSTa 30/08/2011 o 15:54 #

      Niestety mam wrażenie, że postęp technologiczny goni beznadziejnie pisane programy, które są po to beznadziejnie pisane i nieoptymalizowane, by jakoś sprzedać ów postęp technologiczny.

      90% (jak nie więcej) funkcji Worda jest przez 90% (jak nie więcej) użytkowników kompletnie niewykorzystywanych. Są tam by czymś uzasadnić kolejną wersję edytora, z którego wersji sprzed lat korzystam i w zupełności mi wystarcza, że o szybkości działania na słabych nawet maszynach nie wspomnę.

      Ktoś musi zarobić a żeby to napędzić, trzeba coś nowego w produkt wsadzić i krzyknąć sobie wyższe wymagania, by zaprzyjaźnione firmy miały i swój kawałek tortu, by sprzedawały nowe komputery z preinstalowanym systemem operacyjnym i demówką kolejnej wersji produktu, która oferuje coś nowszego…

      No i biznes się kręci.

  4. matipl 26/08/2011 o 15:40 #

    Dla mnie PC nie od dłuższego czasu akronimem, ale właśnie określeniem standardowego piecyka – tower lub desktop. Wszystko inne to nowa era ;)

    • CoSTa 30/08/2011 o 15:55 #

      A dla mnie to ewolucja jednej formy w drugą. Liczą się zadania, które można danym urządzeniem wykonać :)

  5. Lord_Destroyer 27/08/2011 o 01:02 #

    Era pieców „z podbiurkowymi towerami” jeszcze trwa i trwać będzie. Nie wyobrażam sobie jako DTPowiec pracy nad plakatem, ulotką czy billboardem bez tabletu, dobrze skalibrowanego, dużego monitora („płaszczaka”, żeby oczków nie męczył i CRT’ka obok, bo kolorki bliższe prawdzie… no i te dual-screenowe tapetki ;)
    A już na pewno nie widzę tego na ekraniku ipada… Można podłączyć do TV? No, fajnie, ale jakim cudem ja to podepnę do telewizora 21″ z jedynym wejściem Euro ;D Tak tak – nie wszystkim portfel pozwala porwać się modzie miniaturyzacji.

    @Lehr – co Ci się otwiera wolno, Office 97, czy 2007? Jeśli to pierwsze, to odpowiem jak mój informatyk: „dziwne, u mnie działa”. Więcej nawet – śmiga mi Office 2000! A temu, że 2007 muli bym się zbytnio nie dziwił – Microsoft nigdy nie był mistrzem optymalizacji swoich aplikacji (pełzający IE w dowolnej wersji pełza wciąż wolniej od konkurencji… właściwie każdej, od FF, po Chroma)
    A różnica między wersjami Office 97 i 2007? Ile bajerów oferowanych przez nowe wersje jest Ci potrzebne do napisania dokumentu? Z ilu nowych clipartów i „efektów” tekstowych korzystasz? Na dobrą sprawę tą samą robotę bez zbędnych bajerów oferuje prostszy i szybszy, dziwnie olany przez cały świat WordPad. Niesłusznie IMHO, bo szybszy jest niż ten cały badziew z masą niepotrzebnych dodatków.
    Costa ma rację – gdzieś o tym zresztą czytałem – komputery nie przyspieszają. To aplikacje sztucznie dają nam wrażenie, że potrzebujemy urządzeń o większej mocy. nVidia, ATI i inne Intele napędzają się wzajemnie z producentami oprogramowania/gier i zapętlają w pogoni za „szybkością” – ci pierwsi: oferując coraz to nowe możliwości sprzętowe, ci drudzy: bezlitośnie wykorzystujący je do granic możliwości próbując roztopić nam oczy grafiką, odchudzić portfele cenami… a tak serio – większość mega nowoczesnych gier z wymaganiami nie z tej ziemi, tak naprawdę poza drobną kosmetyką którą zauważam tylko dlatego ze o niej trąbiono przed premierą, niewiele się różnią. Nie wspomnę słowem o stronie fabularnej.
    XBox 360, „potężne” dziecię Microsoftu… to co ma w środku poprowadziłoby pewnie całą wycieczkę astronautów na księżyc i spowrotem (choć wcześniej podobno wystarczał sprzęt o mocy porównywalnej do C-64). Tymczasem poza flagową, dopieszczoną serią o Drake’u, każdy „port” na pieca (a pójdzie na każdym przeciętnym komputerze sprzed 2-3 lat)jest lepszy graficznie – co jest podkreślane przez producentów…

    Efekty uzyskane w PS CS5 da się spokojnie uzyskać w PS CS2. Może nie za pomocą jednego kliknięcia fikuśnej, magicznej opcji (przy której zresztą i tak trzeba być diablo ostrożnym, bo tak dokładna i doskonała nie jest), ale starymi dobrymi metodami.

    Krótko mówiąc – robią nas w balona z tą prędkością. A my się dajemy.

    • CoSTa 30/08/2011 o 16:07 #

      iPada i owszem można podłączyć do TV a epoka towerków mija czy tego chcemy, czy nie (ja na ten przykład chcę). Pod monitorem możesz sobie już teraz postawić laptopa na tyle porządnego, że DTP nie będzie żadnym problemem. Hell, na nowym Macu mini spokojnie można w DTP się bawić a to malutki i wygodny sprzęcik, który można w torbę wrzucić. Normalny desktopowy komputer tyle że w o wiele mniejszej formie. Z czasem ta forma się zmieni na tyle, że swojego desktopa będziesz brał w kieszeń a kiedy będziesz potrzebował popracować po prostu sparujesz klawiaturę z myszką i podłączysz jakimś zgrabnym złączem całość do monitora i już. To tylko kwestia czasu.

      Co do złącza euro – man, jakiś starszy ten Twój telewizor :). Swojego iPada podłączam jakimś starożytnym kablem od jabłka ale chyba sobie kupię nowszą wersję i będę podpinał via HDMI. Do monitora też wejdzie, więc… A to może być rewelacyjny sposób na ultramobilne narzędzie do całkiem wydajnej pracy. Serio, ten gadżet lepiej sobie radzi z obsługą fotek niż moje mini. Klawiaturę z mychą do tego podpiąć, obraz na monitor i czegóż więcej potrzeba w typowej biurowej czy domowej robocie/rozrywce? Jasne, zawsze będą istniały zastosowania dla mocnych i wydajnych komputerów, ot choćby obróbka wideo. Ale też te konstrukcje są raczej przeznaczone dla innych odbiorców, niż typowy użytkownik domowy, nie sądzisz? Nawet wideo całkiem wygodnie daje się edytować na takim choćby iPadzie (problemem jest enkodowanie – tu czuć słabość procka) a gdy technika jeszcze nieco pójdzie do przodu zostaną wydajnościowe problemy w większości rozwiązane.

      W sumie za to cenię tablety czy netbooki – za racjonalizowanie wymagań systemów czy programów i za konieczny wymóg optymalizacji oprogramowania. Po prostu aby to działało jak trzeba, musi się programista pochylić nad softem nieco mocniej. I Bogu niech będą za to dzięki :). Dokładnie tak samo jak ty uważam, że gdzieś w ślepą uliczkę brnie ten wyścig wymagań oprogramowania i sprzętu.

Trackbacki/Pingbacki

  1. Przyszołość elektroniki użytkowej - CoSTa's Family Page - 16/10/2013

    […] i co tam jesz­cze zosta­nie wymy­ślone). Swego czasu pisa­łem o tym sze­rzej w arty­kule Post-srost-PC i zapra­szam do zapo­zna­nia się z tymi prze­my­śle­niami, przy­da­dzą się […]

Dodaj komentarz

mautic is open source marketing automation
Przeczytaj poprzedni wpis:
Oasis – The Swamp Song

Zmiana klimatu o jakieś 180 jak nie 270 stopni. Nie będę się wygłupiał i jakieś linki wklejał bo kapelę znają...

Zamknij