Menu serwera

Sony DSC-HX7V

Sony DSC-HX7V

Sony DSC-HX7V

Przedmiotem dzisiejszej rozprawki – droga moja wycieczki – będzie rzeczony w tytule aparat fotograficzny marki Sony, model DSC-HX7V. Jako wytrawny oprowadzacz wycieczek od razu przyznaję, że na fotografii to znam się mniej więcej tak samo dobrze, jak na chemicznej budowie odległych ciał niebieskich a trzeba drogiej wycieczce wiedzieć, że z chemii w liceum miałem gorzej niż dostatecznie a puszczenie mnie rok wyżej przez panią zacną i wyrozumiałą panią od chemii zawdzięczam zawartemu z nią układowi: ona mnie puszcza, ja nie psuję statystyk bytności dzieciaków na jej lekcjach. Dzięki układowi szkołę w terminie skończyłem i pewnie przez PiS ścigan będę.

Aparat jaki jest każdy z wycieczki na zdjęciu zobaczyć może. Powiem tylko, że za duży to on nie jest, za mały z resztą też, w dłoni leży w sumie dobrze acz kompletnie z dupy jest przycisk nagrywania filmów, na który chcąc czy też nie po prostu się trafi i zamiast fotkę zrobić, nagrać można sobie filmik. Inna sprawa, że fotki można cykać podczas robienia filmiku i nie są one złe…

Aparat – jak wyczytałem na forach różnej maści – ponoć jest niezły jak na swoją klasę. Z przydatniejszych rzeczy mogę wymienić:

  • bardzo fajny tryb auto, który chcącym robić szybkie trzaski zapewni naprawdę niezłe fotki
  • sympatyczny zoom optyczny, który działa całkiem nieźle
  • w sumie funkcjonujący (choć mający problemy z szybkim łapaniem fixa) gps
  • całkiem niezły czas pracy na akumulatorze
  • i…
  • w końcu…
  • najzajebistszy feature…
  • który daje sporo radochy…
  • i strasznie zapcha drogiej wycieczce twardziele…
  • filmowanie full HD!

Dla maniaków statystyk i cyferek Sony przygotowało stronkę z prezentacją produktu i opisem wszystkich technicznych osiągów. Odsyłam więc na stronkę i mam nadzieję, że żaden zwiedzający pytań o cyferki nie zacznie zadawać.

OK, jak się tego używa? Tak jak powinno – idiotoodpornie, miło, sympatycznie i bezpiecznie. Odpalasz, ustawiasz program automatyczny i 99% fotek ci wyjdzie. Także te w ruchu i w ogóle. Kolory są bardzo dobre a zdjęcia w low light też niczego sobie choć lustrzanka za 4kPLN to to na pewno nie jest. Aparat to typowy kompakt i raczej ciężko tu coś nowego wymyślić. No dobrze, nie ma wbudowanego Photoshopa ale wszystko to, co może być potrzebne – już tak.

Jakość zdjęć naprawdę nie jest zła a jako próbkę podrzucę może o takie coś jak poniżej. Późne popołudnie, siąpi deszcz, na dworze szaruga… Jak na takie warunki kolorki i ogólna jakość całkiem niezła moim skromnym :)

Sony DSC-HX7V - przykładowa fotka
Uploaded with Skitch!

Tak więc kwestię zdjęć mamy już za sobą. Podsumowując: jest chyba nieźle. Mnie się w każdym bądź razie podoba i na taką jakość mogę przystać z przyklaskiem i przysiadem.

Przejdźmy droga wycieczki do ficzeru, który kręci mnie najbardziej czyli do właśnie kręcenia. Chodzi o filmy i o to, jak aparat sobie z tym zadaniem radzi. No więc radzi sobie zaprawdę powiadam wam fajnie! Filmy w Full HD są płynne, nagrywane w formacie AVCHD i – co ucieszyło mnie najbardziej – żadnego problemu nie ma z ich zgraniem do iMovie. Problemem jest ich edycja ale to raczej nie powinno dziwić na moim sześcioletnim komputerze. Trochę już jest na te zabawy zbyt słaby po prostu.

Filmy można nagrywać też w formacie MP4 także w Full HD choć tu jakość a szczególnie płynność odtwarzania jest wyraźnie gorsza od filmów rejestrowanych w formacie AVCHD. Obydwa formaty porównywałem sobie na konsoli PS3 i różnicę widać dosyć wyraźnie. A co współpracy z różnymi urządzeniami…

Aparat to sprzęt Soniacza więc podłączenie go do konsoli to czysta przyjemność. Wszystko można sobie zgrać (choć zgrywanie filmów w AVCHD wymaga triku małego jeśli nie korzysta się z dodatkowego oprogramowania), wszystko płynnie można sobie oglądać i ogólnie jest super. Ale konsola to tylko jeden element mojego ekosystemu, w którym prym wiedzie Mac mini. Jak iLife radzi sobie z aparatem?

iMovie – jako się rzekło – bez problemów filmy czyta i importuje. Problemem okazało się być iPhoto, które dosyć kapryśnie reaguje na zawartość aparatu. Póki co doszedłem do wniosku, że próba wczytania zdjęć z aparatu, w którym trzyma się trzaśniętą jakąś panoramę kończy się padem iPhoto i kropka. Jeśli panoramy się wywali, iPhoto dalej nieco narowiście ale już bez jakichś ekstremalnych problemów fotki czyta i do biblioteki wrzuca. Zgłoszenia do Apple wysłałem i może za parę lat doczekam się solidnej i bezproblemowej obsługi swojego sprzętu.

Inna sprawa to iPad. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić przyjemności kupna zestawu do podłączania aparatu do iPada. Pierwsze podłączenie i od razu banan na ryju. iPad jest o wiele, wiele, wiele szybszy od mojego mini w temacie wczytywania i oglądania fotek. Wszystko pracuje super a problemem jest obsługa (a właściwie jej brak) formatu AVCHD. Mój iPad (jedynka) wciąga wszakoż robione aparatem filmy MP4 w rozdzielczości do 720p i to z pocałowaniem rączki. Filmy Full HD też wciąga ale niestety już ich nie wyświetla. Efekt jest taki, że teraz praktycznie nie używam komputera do obróbki fotek. Wciągam foty do iPada, tam obrabiam je sobie świetnym Photogene, bezpośrednio z iPada wysyłam je sobie do Picasy i na Facebooka a komputer służy mi właściwie tylko za miejsce na dump fotek i miejsce ich tagowania, oceniania i robienia tego wszystkiego, dzięki czemu daje się później fotkę w dziesiątkach tysiącach innych odszukać. Niech już Apple zrobi w końcu iPhoto dla iPada bo aż się prosi, by te urządzenia mogły sobie ze sobą pogadać i wymieniać się danymi. Tu jedna uwaga: iPad co prawda wciąga zdjęcia w pełnym rozmiarze ale ze względu na ograniczenia pamięci Photogene nieco je zmniejszy by móc na nich pracować. To ograniczenie nie występuje na iPadzie 2.

Z innych ciekawostek – aparat ma wgrany do pamięci soft dla OSX i Windows, który można sobie odpalić i którym można sobie zdjęcia i filmy z aparatu pobrać. Pod OSX działa to w sumie nieźle a pod Windows nie testowałem bo póki co nie miałem takiej potrzeby. Miłe jest to, że soft przy uruchomieniu sprawdza, czy aby nie ma jakiejś aktualizacji i sam się aktualizuje (przynajmniej w wersji na OSX) wrzucając się do aparatu. Fajna sprawa bo i na cudzym kompie można sobie zawartością pstrykacza nieco porządzić.

To mniej więcej tyle droga wycieczki. Aparat jak na razie sprawuje się bardzo dobrze, pstryka nieźle a ja zaczynam eksperymentować z ustawieniami. Poza tym współpracuje (lepiej lub gorzej) z moim aktualnym hardware więc w sumie źle nie jest. Powiem więcej – jestem z aparatu bardzo zadowolony a iPadowe optymalizacje pozwalają cieszyć się fotkami i ich obróbką nawet gdzieś na krańcu Poznania, gdzie pracuję. Za mało jeszcze o tej zabawce wiem, by ferować wyroki ale jeśli ktoś z wycieczki potrzebuje niezłego aparatu z dużą dozą idiotoodporności – śmiało można brać.

,

3 odpowiedź do Sony DSC-HX7V

  1. SpeX Sierpień 2, 2011 o 23:09 #

    Z tego co widzę, to jest on też tańszy od porównywalnego Panasonica FZ20, jak dobrze pamiętam.

  2. SpeX Sierpień 3, 2011 o 17:47 #

    A tak z innej beczki. Nagrywałeś już coś? Jak tam jest z audio? Czy słychać jak obiektyw pracuje (łapie ostrość) lub zoomuje? Czy tylko łapie trzaski wiatru?

    • CoSTa Sierpień 5, 2011 o 00:00 #

      A i owszem, nagrywałem. Pracy obiektywu nie słychać ale też jeśli już coś filmuję, to zazwyczaj drące mordę dzieciaki więc żaden to test a próba przetrwania :). Co do wiatru – nie wiało u nas ostatnio więc nie było jak sprawdzić. Aparat ma jakiś system wygłuszania tych wiatrowych świństw ale jako się rzekło – nie miałem na razie jak tego w praktyce przetestować.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gucio w kąpieli

Dopadliśmy wczoraj z Majką niejakiego Gutka w sytuacji dosyć intymnej. Owóż wspomniany osobnik został niczym cielę zagoniony do łazienki i...

Zamknij