iPhone 4S i brak Jobsa

Obejrzałem w końcu jabł­kowe key­note o iPhone 4S. Obejrzałem, wzru­szy­łem ramio­nami a rano dowie­dzia­łem się odbęb­nia­jąc pra­sówkę, że wujek Steve Jobs umarł. Facet, który potra­fił milio­nom ludzi narzu­cić swoją optykę postrze­ga­nia tech­no­lo­gii i jej funk­cji, wię­cej już swo­ich wizji nie narzuci, wię­cej już w tym kociołku nie zamie­sza. I co teraz?

I nic. To był nie­wąt­pli­wie uta­len­to­wany i bez­względny ponoć szef, facet z jakąś swoją wizją i — przede wszyst­kim — ktoś, kto potra­fił tę wizję wyar­ty­ku­ło­wać nie tylko sło­wami ale i pro­duk­tami. Jednych te pro­dukty prze­ko­nały, innych nie ale istotne jest, że jakiś powiew świe­żo­ści i cze­goś innego acz main­stre­amo­wego na rynku dzięki niemu ist­nieje. Czy to się teraz zmieni? A dla­czego by miało się zmie­nić? To nie Jobs sie­dział za deskami kre­ślar­skimi i to nie on pro­jek­to­wał wygląd jabł­ko­wych zaba­wek. To nie on je opro­gra­mo­wy­wał. To nie on dbał o logi­stykę, dys­try­bu­cję i mar­ke­ting swo­ich zaba­wek. On popę­dzał ludzi, któ­rzy tymi rze­czami się zaj­mo­wali. I wie­cie co? Oni nadal się tymi rze­czami zaj­mują. Jabłko zapewne ma plan dzia­ła­nia usta­lony na kilka lat wprzód i jesz­cze przez te kilka naj­bliż­szych lat możemy spo­dzie­wać się co naj­wy­żej drob­nych zmian w wizji funk­cjo­no­wa­nia firmy. Tak więc zmarł czło­wiek dla jabłka ważny ale bez prze­sady, nie on jeden tam pra­co­wał i nie on jeden suk­ces tej firmy two­rzył. Warto o tym pamię­tać zanim zacznie się wie­ścić upa­dek Apple i co tam jeszcze.

OK, teraz o samym key­note i o czym tam gadano.

Apple nie poka­zało niczego wyry­wa­ją­cego włosy z nosa. Ba, nie poka­zało niczego, czego byśmy się nie spo­dzie­wali a z 80% rze­czy poka­za­nych było przy­po­mnie­niem tego, co już wie­dzie­li­śmy od jakie­goś czasu. A więc — nuda!

BŁĄD!

iPhone 4S

iPhone 4S

Obiektywnie patrząc jabłko w końcu uak­tu­al­niło swój tele­fon do tech­no­lo­gii, które od mie­sięcy z powo­dze­niem napę­dzają iPada 2. W końcu zasy­py­wany będzie powoli wydaj­no­ściowy rów, jaki mię­dzy tymi plat­for­mami powstał i który coraz bar­dziej rzu­cał się w oczy. Takie tech­no­lo­giczne ujed­no­li­ce­nie (z drob­nymi oczy­wi­ście róż­ni­cami) iPhone i iPada to bar­dzo dobry ruch i zapewne już nie­ba­wem będzie on doce­niony przez dewe­lo­pe­rów. Zdaje się to wła­śnie iPad będzie teraz pio­nie­rem tech­no­lo­gicz­nych roz­wią­zań a czy to dobrze, czy źle — o tym prze­ko­nają się chłopcy z Apple ana­li­zu­jąc wyniki sprze­daży. Zależy im na pro­mo­wa­niu inten­syw­nym iPada i to się nawet na key­note poświę­co­nym iPhone mocno czuło. A prze­cież nic tak ład­nie nie wypro­muje następ­nego modelu jak infor­ma­cja o nowym/większym/cieńszym/itd…

Pod wzglę­dem tech­no­lo­gii iPhone dogo­nił swo­ich rywali i w sumie nie wiem, co jesz­cze można tu wymy­ślić bez moc­nego inwe­sto­wa­nia w tech­no­lo­gie zwią­zane z zasi­la­niem tej całej mocy. Shadery, bajery, gra­fika w dosko­na­łej jako­ści… To na rynku jest obecne od dłuż­szego czasu ale pro­ble­mem zawsze jest to samo: opro­gra­mo­wa­nie, które to wyko­rzy­sta (czyli głów­nie gry) i żywot­ność bate­rii. Wielcy gra­cze prze­no­śnej roz­rywki czyli Nintendo i Sony zapre­zen­to­wali swoje nowe prze­no­śne kon­sole i pro­ble­mem oka­zało się w oby­dwu przy­pad­kach przede wszyst­kim zasi­la­nie tych małych wydaj­no­ścio­wych mon­strów. Apple wydaje się być świa­dome pew­nego progu absurdu, któ­rego prze­kro­czyć nie wolno. Urządzenie mobilne z faf­na­stoma rdze­niami jest super. Do czasu, gdy pół godziny póź­niej zaczyna wołać o jedze­nie bo się ener­gia napę­dza­jąca te rdze­nie skoń­czyła. Wszyscy twórcy sprzętu wydają się rozu­mieć ten pro­blem ale nie wszy­scy moim zda­niem przy­kła­dają do niego odpo­wied­nią wagę.

Technologicznie więc iPhone 4S goni kon­ku­ren­cję i chyba nie­zbyt od niej odstaje. Ponoć fajny apa­rat, wydajne (już prze­te­sto­wane w iPa­dzie 2) układy gra­ficzne, wydajne rdze­nie… Tu jest OK. Więc co z sys­te­mem, który całą zabawkę napę­dza i eko­sys­te­mem, który ją wspo­maga? O tym mówi się nam od dawna i wbija do głowy nowe roz­wią­za­nia z całą mar­ke­tin­gową siłą, na jaką stać Apple. I słusz­nie się czyni bo gdy har­dware jest porów­ny­walne do kon­ku­ren­cji to wła­śnie wra­że­nia z obco­wa­nia z urzą­dze­niem stają się naj­waż­niej­szym wyróż­ni­kiem. Stąd i kupa czasu, jaki prze­zna­czono na przy­po­mnie­nie iCloud i głów­nych ficze­rów iOS 5. Jak mnie się one widzą?

iCloud — faj­nie ale na naj­faj­niej­szy ficzer czyli stre­amo­wa­nie muzyki przyj­dzie nam nad Wisłą pocze­kać mie­siące jeśli nie lata (obym się mylił). Jakoś nie wie­rzę w moż­li­wość szyb­kiego pod­pi­sa­nia kon­trak­tów z major­sami i ofe­ro­wa­nie tej czę­ści świata de facto lega­li­za­cji pirac­twa za kil­ka­na­ście euro rocz­nie. Powtarzam, chciał­bym się mylić w tej kwe­stii ale wolę dmu­chać na zimne i zbyt­nio się nie gorącz­ko­wać. Reszta usług ofe­ro­wa­nych przez iCloud to bar­dzo fajne wyko­rzy­sta­nie chmury, o które postu­lo­wa­łem jakiś czas temu.

iOS 5 — Nihil novi jak mawiają bra­cia w blo­go­wa­niu (sióstr coś maławo). System znamy z roz­licz­nych testów i opi­sów wer­sji alfa, beta i GM. Jedyne, co może zasko­czyć pozy­tyw­nie lub nega­tyw­nie to spię­cie teraz wszyst­kiego do kupy na wielką skalę. Czy to zadziała jak trzeba, czy nie zdechną ser­wery jabłka czy od kogo tam jap­cok bie­rze powierzch­nie i łącza? Przekonamy się i dopiero całe doświad­cze­nie zwią­zane z uży­wa­niem sys­temu i inte­gra­cją z chmurą da nam jakieś poję­cie o przy­ja­zno­ści (lub nie) roz­wią­zań jabłka. Na codzień korzy­stam z Androida w archa­icz­nej wer­sji 2.1 (dzięki LG za nie­ak­tu­ali­zo­wa­nie swo­ich pro­duk­tów!) i za dobrze i zbyt intu­icyj­nie nie jest w tema­cie chmu­ro­wa­nia, syn­chro­ni­za­cji kon­tak­tów itd. Zakładam, że now­sze wer­sje sys­temu o wiele bar­dziej ten pro­ces uła­twiły i do użyt­kow­nika zbli­żyły. I mam nadzieję, że iCloud wraz z iOS 5 wzięły — prócz sys­temu powia­do­mień — tych kilka naprawdę zaje­bi­stych ficze­rów Androida i twór­czo je roz­wi­nęły w coś funk­cjo­nu­ją­cego lepiej i przystępniej.

Wrażenia z key­note? Zwyczajowo odmienne od więk­szo­ści blo­ge­rów :). Nuda? Tylko jeśli nasta­wia­łeś się na show i kolejną rewo­lu­cję. Rewolucji być nie mogło bo nie ma takiej siły, by firma strze­lała rewo­lu­cyj­nymi pro­duk­tami z tyłka co pół roku. Trzeba ochło­nąć, wyrów­nać tech­no­lo­giczne poten­cjały urzą­dzeń, zadbać o soft, zop­ty­ma­li­zo­wać co trzeba i — przede wszyst­kim — zadbać o eko­sys­tem połą­czo­nych usług, które zaważą na odbio­rze urzą­dzeń przez użytkowników.

Tylko tyle i aż tyle.

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

3 Komentarzy do “iPhone 4S i brak Jobsa”

  1. bobiko 06/10/2011 do 23:11 # Odpowiedz

    cze­goś bra­ko­wało w tym key­note. Właśnie Stiva. Trzeba dodać, ze umiał cza­ro­wać pod­czas takich wystąpień. :)

    • CoSTa 07/10/2011 do 06:18 # Odpowiedz

      Brakowało, bra­ko­wało… No i Cook naj­lep­szym wybo­rem na mówcę też nie jest. Tłumów to on za sobą nie porwie.

  2. matipl 10/10/2011 do 21:01 # Odpowiedz

    „Czy to się teraz zmieni? A dla­czego by miało się zmie­nić? To nie Jobs sie­dział za deskami kre­ślar­skimi i to nie on pro­jek­to­wał wygląd jabł­ko­wych zaba­wek. To nie on je opro­gra­mo­wy­wał. To nie on dbał o logi­stykę, dys­try­bu­cję i mar­ke­ting swo­ich zabawek.”

    Bez jaj. To wła­śnie Steve popra­wiał ich kre­ski, smu­kło­ści — dopra­co­wy­wał szcze­góły i czu­wał. Nie każdy tak potrafi, a dodam — mało kto.
    Pamiętaj, że to on pod­niósł Apple po powro­cie z wygna­nia. Kiedy musiał potra­fił się pokło­nić, a kiedy trzeba być twar­dym jak beton, wymagający.

    Bez S.Jobs to nie będzie już to samo za kilka lat — doszły mnie słu­chy że w ciągu ost. roku Steve zro­bił plany roz­woju Apple na naj­bliż­sze 4 lata.

Dodaj komentarz