Technologia i problemy

Między poran­nym myciem zębów a wcią­ga­niem maj­tek na dupę, wzięła i wywią­zała się mię­dzy mną a Dorophą mała utarczka słowna zakoń­czona fochem żony i moimi krót­kimi prze­my­śle­niami O Naturze Technologicznej Wszechrzeczy, któ­rymi posta­na­wiam się oto podzie­lić. Tak k’potomności.

O co poszło? O dro­biazg pozor­nie nic nie zna­czący – ot o syn­chro­ni­za­cję iPoda. Jakoś tak bowiem się zło­żyło, że żonka zachciała w końcu muzykę sobie w sprzę­ciku wymie­nić i zwy­cza­jowo otrzy­ma­łem w tym tema­cie zle­ce­nie: „wrzuć mi coś faj­nego”. Detal, nie? No i tu oczy­wi­ście musiało włą­czyć się moje kom­bi­no­wa­nie bo zaraz mi się wykom­bi­no­wało, że zawsze ja muszę jej to wrzu­cać a prze­cież to nie moja sprawa, niech sama sobie zadba o wła­sną muzykę i w ogóle. I nagle mnie olśniło – moja żona nie ma poję­cia jak to zro­bić! Pod wspól­nym dachem żyję ja – miło­śnik jabł­cza­nych gadże­tów i moja żonka, która z nich korzy­sta ale nie ma poję­cia jak w sumie się to robi! O tem­pora, o mores…

Rzekłem żonie, że to tro­chę dziwne w XXI wieku korzy­stać z tech­no­lo­gii i nie mieć poję­cia jak to wła­ści­wie działa, co może i jak to nakar­mić tre­ściami, na któ­rych nam zależy. Żona strze­liła wspo­mnia­nego focha a mnie wykluło kilka prze­my­śleń. O takich:

Technologii należy używać

Nie ma innego spo­sobu na zapo­zna­nie się z tech­no­lo­gią (jaką­kol­wiek), niż po pro­stu uży­wa­nie jej. Żadna instruk­cja obsługi, żadna ksią­żeczka, żadna inna forma prze­ka­za­nia wie­dzy o tech­no­lo­gii nie zastąpi zwy­czaj­nego, codzien­nego z nią kon­taktu. Dopiero potrzeby wobec tech­no­lo­gii (rze­czona chęć wła­do­wa­nia nowej muzy) uru­cha­miają pro­ces poznaw­czy i chęć zapo­zna­nia się z zasa­dami jej funk­cjo­no­wa­nia (czyli jak to do cho­lery zro­bić i jak się za to zabrać). Żeby­śmy się dobrze zro­zu­mieli – nie cho­dzi mi o wyż­szość takiej czy innej metody (dla mnie np. syn­chro via iTu­nes to świetna sprawa ale mój brat reaguje na takie wyna­lazki wysypką i go rozu­miem) ale bar­dziej o sam fakt uświa­do­mie­nia sobie, jak się zabrać za taki pro­ces. Proste „chcę wrzu­cić sobie muzykę na ajpoda” impli­kuje wie­dzę o tym, gdzie owej muzyki szu­kać, jak nią zawia­dy­wać w iTu­nes (lub na dysku jeśli ktoś woli tra­dy­cyj­nie), jak spraw­dzić ile jesz­cze miej­sca wol­nego zostało (i co to w ogóle jest to całe miej­sce czy też jak to zwą „pamięć”) itd. Jak widać banalna niby czyn­ność wymaga cał­kiem spo­rej dawki wiedzy.

Problem pod­sta­wowy: skąd się ta wie­dza tak wła­ści­wie bierze?

Odpowiedź jest oczy­wi­sta: z doświad­cze­nia. Uczyć się obsługi kom­pu­tera czy iPoda można a nawet trzeba ale dopiero wraz z uży­wa­niem tych urzą­dzeń nabiera się wie­dzy o tym co to wła­ści­wie jest plik, jak funk­cjo­nuje on w tej całej kom­pu­te­ro­wej rze­czy­wi­sto­ści, jak ów umiesz­czać w innych urzą­dze­niach itd. Popatrzcie cza­sem na swo­ich rodzi­ców i zobacz­cie co tak wła­ści­wie spra­wia im naj­więk­sze pro­blemy w pracy z kom­pu­te­rem. To, co widać na ekra­nie jest jesz­cze do ogar­nię­cia ale poję­cia abs­trak­cyjne, takie wła­śnie jak „plik”, potra­fią spra­wiać ogromne trud­no­ści. A to prze­cież pod­stawy całej zabawy…

Dzisiejsza uwaga Dorophy o tym, że nie za bar­dzo pamięta jak tak wła­ści­wie zabrać się za syn­chro­ni­za­cję iPoda to dowód na to, że tech­no­lo­gii – aby być z nią w miarę na bie­żąco – należy po pro­stu używać.

Technologia jest skomplikowana

Ja wiem, ja wiem… Producenci prze­ści­gają się w two­rze­niu coraz to bar­dziej pro-użytkownikowych roz­wią­zań, sta­rają się coraz bar­dziej zbli­żyć tech­no­lo­gię do czło­wieka, oswoić ją i w ogóle. Problem? Wychodzi to śred­nio. Powód? Bo cią­gle two­rzone są nowe roz­wią­za­nia, które mają ponoć życie uła­twić a tak po praw­dzie zmie­niają to, do czego byli­śmy dotych­czas przy­zwy­cza­jeni i co już opanowaliśmy.

Sam pro­ces tych zmian nie jest niczym złym, to prze­cież roz­wój i pro­gres, tak być powinno. Problemem jest kwe­stia edukacji.

Moje dziecko ma w szkole tak zwaną „infor­ma­tykę”. Abstrahując już od tego, że ma jej mniej, niż lek­cji reli­gii, to oczy­wi­ście dobrze, że się one dzieją. Szkoła jesz­cze jakoś stara się nadą­żać za zmia­nami choć sami wiemy, jak opor­nie to idzie i jak nie­efek­tywne są pro­gramy szkolne. Ale są.

A z poko­le­niami star­szymi? Kto tych ludzi wyedu­kuje? Kto pokaże zmiany i na czym one pole­gają? To jest realny pro­blem, który stoi na prze­szko­dzie pro­pa­go­wa­nia się zmian i nie­zna­jo­mo­ści istoty tych zmian. W ciągu kilku lat prze­sko­czy­li­śmy na tele­wi­zory HD, zdaje się że aktu­al­nie ciężko jest nawet kupić coś, co nie jest przy­naj­mniej HD Ready. I co z tego, skoro w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści ogląda się na nich tre­ści w for­ma­tach nie-HD? Jaką war­tość dodaną przy­nio­sła ta zmiana? Co dała ona takiej na ten przy­kład kole­żance mojej żony lub mojej żonie? Moja żona ma dostęp do HBO HD ale kom­plet­nie nie robi jej róż­nicy, czy ogląda film w jako­ści SD czy HD. Twierdzi, że róż­nicy nie widzi choć gdy prze­łą­czę pro­gram, od razu staje się dla niej widoczna. W czym więc pro­blem? Może w tym, że aby owo HD włą­czyć, trzeba wpierw je wyku­pić, wie­dzieć, gdzie dostawca je w swo­ich pro­gra­mach umie­ścił i prze­łą­czyć się gdzie trzeba? Sporo rze­czy do dowie­dze­nia się…

Praktycznie każda nowość tech­no­lo­giczna to aktu­al­nie cały sys­tem (lub wręcz eko­sys­tem) zależ­no­ści, dzia­łań pośred­nich i czego tam jesz­cze. Kupno iPoda czy innego odtwa­rza­cza to dopiero począ­tek pro­blemu. Trzeba prze­cież jesz­cze te urzą­dze­nia „czymś” nakar­mić a to „coś” skądś wziąć a przede wszyst­kim – trzeba mieć o tym odpo­wied­nią wie­dzę. Bez owej wie­dzy, jak dziś rano się prze­ko­na­łem, coś tak try­wial­nego jak wrzu­ce­nie muzy na grajka może stać się problemem.

Rozumieją nie­liczni, używa wielu

Już widzę uno­szące się do góry brwi w wyra­zie zdzi­wie­nia ale po poroz­glą­da­niu się nieco dalej, niż bli­scy zna­jomi, widzę że tak po pro­stu jest. Siłą rze­czy znam się w więk­szo­ści z ludźmi podzie­la­ją­cymi moje zain­te­re­so­wa­nia, na tym prze­cież pro­ces doboru zna­jo­mych polega. Ale rzu­ce­nie okiem poza ten krąg zaczyna zastanawiać.

Przykład naj­prost­szy i znany wszyst­kim: e-mail. Maila uży­wają bez mała wszy­scy ale ilu uży­wa­ją­cych wie, co to limit wiel­ko­ści wysy­ła­nej wia­do­mo­ści? Wśród mło­dych pew­nie każdy ale star­sze poko­le­nia mają z tym pro­blemy bo zwy­czaj­nie mogą nie rozu­mieć na czym pro­blem zbyt dużego załącz­nika polega. A kwe­stie zagro­żeń pły­ną­cych z uży­wa­nia maila? Znamy, wiemy, rozu­miemy, ostrze­gamy a i tak zja­wi­sko wiru­sów nie nik­nie, phi­shingi mają się nie­źle a zom­bie­farmy jakoś wciąż funk­cjo­nują. Co jest tego powo­dem? Według mnie wła­śnie brak zro­zu­mie­nia mecha­ni­zmów dzia­ła­nia cze­goś takiego jak mail, jak pro­gram pocz­towy, jak prze­glą­darka i kon­se­kwen­cje kli­ka­nia gdzie popad­nie. W tym przy­padku aż boli brak wspo­mnia­nej wcze­śniej edu­ka­cji. Co może moja matka – świeży użyt­kow­nik maila – wie­dzieć o tym jak to wszystko działa i czego się strzec i z jakiego powodu?

To, że danej tech­no­lo­gii uży­wają miliony czy wręcz miliardy wcale nie świad­czy o tym, że te miliony czy miliardy w ogóle wie­dzą o co w niej chodzi.

Czy to zro­zu­mie­nie to taka ważna sprawa? I owszem, to jest dosyć istotne. Za każdą tech­no­lo­gią stoi jakaś logika, jakiś wypra­co­wany sys­tem czyn­no­ści, sym­boli i tego wszyst­kiego, co składa się na doświad­cze­nie obsługi tej tech­no­lo­gii przez użyt­kow­nika. Dla przy­kładu weźmy smart­fona. Jeszcze kilka lat temu te urzą­dze­nia obsłu­gi­wało się zupeł­nie ina­czej. Dziś normą jest szczy­pa­nie, prze­su­wa­nie palu­chem, puka­nie na ikonkę z tele­fo­nem by sko­rzy­stać z jed­nej z wielu funk­cji takiego urzą­dze­nia. Weźcie swoje Samsungi czy inne ajfony i daj­cie swoim rodzi­com. Jak na dłoni zoba­czy­cie jak funk­cjo­nuje sys­tem zako­do­wa­nych czyn­no­ści już pozna­nych, przy­swo­jo­nych i dzia­ła­ją­cych na pozio­mie wręcz odru­chu. A teraz weź­cie od zna­jo­mego jakiś apa­rat z innym sys­te­mem ope­ra­cyj­nym. Widzicie jak łatwo znaj­du­je­cie się w – prze­cież innym! – sys­te­mie? To jest owa logika, ten wypra­co­wany sys­tem czyn­no­ści i sym­boli, które skła­dają się na rozu­mie­nie funk­cjo­no­wa­nia danej technologii.

Aby tech­no­lo­gia była dla użyt­kow­nika przy­stępna, muszą zadzia­łać wszyst­kie wspo­mniane wcze­śniej elementy:

  • Użytkownika trzeba edukować
  • Użytkownik powi­nien – nie wcho­dząc w szcze­góły – rozu­mieć pod­stawy funk­cjo­no­wa­nia technologii
  • Technologia powinna funk­cjo­no­wać w opar­ciu o pewną logikę
  • Użytkownik powi­nien jej używać

Mam wra­że­nie, że dopiero taki zestaw jest w sta­nie zagwa­ran­to­wać, że użyt­kow­nik będzie w ogóle danej tech­no­lo­gii używał.

I pomy­śleć, że to wszystko na pod­sta­wie małego spię­cia z żonką :)

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

5 Komentarzy do “Technologia i problemy”

  1. bobiko 21/10/2011 do 13:47 # Odpowiedz

    Bo żona ma zawsze rację.. tego uczy mój sta­ru­szek :D

    • CoSTa 21/10/2011 do 14:18 # Odpowiedz

      Mnie o tym naucza życie czyli… sama żona :)

  2. Lord_Destroyer 23/10/2011 do 03:10 # Odpowiedz

    oj tam oj tam… oczy­wi­scie ze trzeba uzy­wac i dzi­wie sie jesli ktos z poko­le­nia ’81+ tego nie robi — bo potem wycho­dzi nie­zro­zu­mie­nie tego co robia nasze pocie­chy (dopiero ostat­nio o tym tra­bia w tv) i ze 12-letnia Julcia z chatu, oka­zuje sie w realu 45-letnim pedo­fi­lem.
    Juz nie o samo uzy­wa­nie dla uzy­wa­nia cho­dzi, bo mnie np. ipody nie jaraja i wiem jak dzia­laja choc sie nimi nie bawie bo nie mam za co, ale wiem ze na przy­klad zawsze bede spraw­dzal chocby naj­bar­dziej idio­tyczne i dzi­waczne nowinki netowe czy sprze­towe roz­wia­za­nia, bo cos inno­wa­cyj­nego i maja­cego ula­twic ludziom zycie jesz­cze bar­dziej, w isto­cie ktos moze obro­cic w pulapke na mlo­dych i naiw­nych. A ja mam 1.5 roczna coreczke i choc oczy­wi­scie jesz­cze dlugo nie zasia­dzie za ste­rami naszego ‘cen­trum wla­dzy nad wszech­swia­tem’, to nie moge pozwo­lic, zeby mi ten ‘pociag’ tech­no­lo­giczny umknal jak moim rodzi­com — bo potem ona dosta­nie dar­mowy bilet i sie zala­pie, a ja nawet nie zdaze na stacje…

    Tym filo­zo­ficz­nym akcen­tem kon­cze moj wywod i zamy­kam moje cen­trum dowo­dze­nia. Wszechswiat musi sobie jakos pora­dzic przez noc beze mnie. Dobranoc ;)

    • CoSTa 24/10/2011 do 08:46 # Odpowiedz

      No wła­śnie cho­dzi o to, by przy­naj­mniej sta­rać się być w miarę na bie­żąco i dobro­wol­nie od tech­no­lo­gii się nie odci­nać. Trochę za szybko się to imo roz­wija i nie każ­demu udaje się/chce się za tym bie­gać nie­mniej sta­rać się trzeba. Choćby wła­śnie przez rze­czone dzieciaki…

Dodaj komentarz