Menu serwera

Przedszkole w Poznaniu – droga przez mękę

Mamy takiego jednego małego gałgana. Wabi się on Gucio by było do kompletu z wcześniej poczętą Majką. Jest to gałgan żywotny nad wyraz, krzepki, okrągły, puchaty, kochany i przy okazji to demon z piekła rodem :)

Ten nasz Gustavo ma jedną przypadłość: rośnie, nabiera wagi a przy okazji i lat. A że lat ma coraz więcej, zaczynają go dopadać obowiązki z wiekiem związane. Jednym z takich obowiązków (OK, może to nie obowiązek ale dzieciak bez przedszkola to jak wódka bez zakąski) jest łażenie do przedszkola w celu socjalizowania się i wyładowywania na kimś innym, niż tylko rodzice. W sumie przedszkola przecież po to są…

Mamy to nieszczęście, że w Poznaniu mieszkamy w okolicy może niezbyt ładnej ale także przy okazji mocno zaludnianej bo w cholerę się tu buduje. W tychże budowanych nowych domach i blokach kupują sobie ludzie mieszkania. Zazwyczaj są to ludzie młodzi, bo tacy najczęściej nowych mieszkań szukają. A że są to ludzie młodzi, to zdarza się im też seks uprawiać. A jako że seks uprawiają, to niektórym wyskakują prezenty.

Sporo tych prezentów w naszych okolicach się porobiło.

Generalnie jak do tej pory chyba wszystko dosyć logicznie przedstawiłem. Proste wynikanie: nowe mieszkania = zazwyczaj młodzi kupujący = wcześniej czy później dziecko. Dosyć chyba to oczywiste, prawda? No więc nie jest to takie proste dla włodarzy dzielnicy Naramowice, którzy najwidoczniej mają duże problemy z logicznym myśleniem. Ja wiem, że wydawanie pozwoleń budowlanych i kasowanie za to pieniędzy to zdecydowanie lepsze zajęcie, niż myślenie, ale mimo wszystko odrobiny myślenia od tak zwanych władz jednak się domagam.

Aktualnie sytuacja wygląda tak, że Naramowice mają jeden z największych współczynników dzieci nieprzyjętych do przedszkoli z powodu braku miejsc w tychże. Po kilku rozmowach z ludźmi nieco bardziej obeznanymi w całej sytuacji doszliśmy z Dorophą do wniosku, że najlepiej byłoby się rozwieść, bo matki samotnie wychowujące dziecko mają pierwszeństwo w przyjęciach do przedszkoli. Ewentualnie mógłbym na ten przykład pracę rzucić, zarejestrować się gdzie trzeba i pobierać chude zasiłki, w zamian mając fory przy przyjęciach do przedszkoli, bo przecież rodzic bezrobotny i większa ochrona dziecku się należy. Mógłbym w sumie też na ten przykład Dorophę bić a samemu się zachlewać, bo dzieci z rodzin patologicznych też mają fory…

Widzicie już dokąd to zmierza? No właśnie. Mam już totalnie dość pierdolenia naszych polityków czy innych władyków o tzw. „polityce prorodzinnej” bo te kretyny nie mają bladego pojęcia, co w ogóle ta fraza oznacza. Dla tych idiotów „polityka prorodzinna” oznacza zazwyczaj katolickie wychowanie i tym podobne pierdoły ale jakoś żadnemu z politycznych myślicieli nie przychodzi do głowy, że cała ta „reforma emerytalna” nie ma najmniejszych szans na powodzenie, kiedy ludzie będą siedzieli w chałupach by swoje młode chować, bo nie mają ich gdzie zostawić, bo „niż demograficzny”, bo „nową trawę na stadionie trzeba położyć”, bo, bo, bo – znajdzie się tysiąc powodów by na przedszkolach i – ogólniej – oświacie przyoszczędzić.

Nie wiem, czego włodarze tego kraju nie rozumieją. Słyszę w TV i czytam w prasie jakieś bzdury o tym, że się Polacy nie chcą rozmnażać. Oj chcą, chcą… Ale nie są idiotami jak ich politycy i widzą, że zdecydowanie się na dziecko to zazwyczaj utrata pracy przez jedno z rodziców, to wieczne problemy ze żłobkami, przedszkolami a później szkołami zasuwającymi na dwie (lub trzy – u nas już jest blisko) zmiany, bo przecież mamy „niż demograficzny” i trzeba zamknąć, co tylko się da… Mógłbym tak długo, tylko po co? Trzeba mocniej zakasać rękawy i zarobić na przedszkole prywatne bo przecież tę połowę dochodów oddaję… No właśnie, na co?

, , ,

3 odpowiedź do Przedszkole w Poznaniu – droga przez mękę

  1. matipl Kwiecień 27, 2012 o 07:39 #

    Widzę, że w Poznaniu taka sama sytuacja jak w Gdańsku – miejsc mało, samorząd nic z tym nie robi, a nawet bardziej – ma to w d…

    „bo prze­cież rodzic bez­ro­botny i więk­sza ochrona dziecku się należy.”
    Nie wiem jak u Was, ale w Gdańsku w takim wypadku nie ma szans na przedszkole. Rodzic bezrobotny = dziecko ma opiekę, tutaj premiują jak obydwoje pracują…ale jak mają pracować jak dziecko nie w przedszkolu ;)
    Wstępnie ponad 1000 dzieciaków w Gdańsku nie dostała się do przedszkoli…

    Za to Stolicę wspominamy miło – bez żadnych problemów, Kinga się dostała.

    • CoSTa Kwiecień 28, 2012 o 08:56 #

      Ba! System preferencji doboru dzieciaków do przedszkola leży w kompetencjach zdaje się kierownika danej placówki i tu bywa różnie. Niby jest (nie wiem, czy w ustawie, czy w innym rozporządzeniu a może jakimś innym jeszcze akcie wewnętrznym Ministerstwa Oświaty) wskazanie by dzieciaki obojga pracujących rodziców były przyjmowane przed dzieciakami niepracujących ale – jako się rzekło – to już polityka dyrekcji. W naszej części Poznania bywa bardzo pod tym względem różnie :/

      W Poznaniu ok. 500 dzieciaków nie dostało się do przedszkoli a okoliczne prywatne przyjmują zapisy na dwa lata w przód. Paranoja…

  2. Ender Kwiecień 27, 2012 o 10:55 #

    U nas na osiedlu też chyba premiowane jest jak dwójka rodziców pracuje. Więc na Naramowicach dziwnie robią.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Sniper Elite v2

Wieczory w naszym domu są ostatnio mocno monotonne: dzieci, dzieci i jeszcze raz dzieci a kiedy bachory już do wyr...

Zamknij