Menu serwera

OS X Mountain Lion

Już od jakiegoś czasu chciałem zrobić coś geekowskiego. Wiecie, kernelnąć kompila czy coś w ten deseń. Niestety na przeszkodzie stały przyczyny obiektywne – komp, na którym trzymam Linuksa to mój stary, powolny netbook o nazwie Dell Inspiron mini 1210. Używanie tej zabawki w jakimkolwiek aspekcie jest niekłamaną nieprzyjemnością a już próba zrobienia czegoś więcej, niż uruchomienie tego czegoś trąci masochizmem i jakimś innym -izmem, który mi aktualnie z głowy wyleciał.

Do tej pory w domu za sprzęt główny robił Mac mini, którego kupiłem lata świetlne temu (aż się łezka w oku kręci, gdy czyta się stare wypociny, w których „rozprawiam się” z Makiem – wypocina nr 1 i wypocina nr 2) i któremu można zarzucić wiele ale na pewno nie to, że jest młodzikiem i ostatnim krzykiem technologicznej mody. Tłumacząc na ludzki: stara to maszyna acz wciąż działa i do niewymagających jakichś strasznych mocy czynności w zupełności wystarcza.

Niedawno do grona rodzinnej elektroniki dorzuciliśmy jeszcze pecetowego laptopa o nazwie Lenovo, którego pewnie niebawem opiszę. Zasadniczo jest to w chałupie maszyna najmocniejsza i – o dziwo – nie należy do mnie a do da Majka. Cóż, komunia…

W ten cały galimatias wdarł się także ostatnio pracowy MacBook, taki jeszcze biały w plastiku a więc oldschoolowy. Maszynka świetna i której zarzucić mogę jedynie to, że nieco przyciężka. Poza tym zapieprza aż miło patrzeć, bateria trzyma rewelacyjnie (kaman, 7 godzinek pracy – bez nadmiernego stresowania co prawda ale przeca to 7 godzinek ciągłego włączenia!) a całość polubiłem bardzo. Się także okazało, że ten model łapie się na aktualizację systemu OS X do najnowszej jego wersji, więc wiele nie myśląc wydałem te 16 ojro i system sobie postawiłem.

Nie będę tu pisał co dają a czego nie dają w Mountain Lion. Ciekawi niech sobie poczytają wypasione recenzje np. na Ars Technica (uwaga, rzecz naprawdę długa ale też świetnie napisana). Mnie bardziej rozchodzi się o ogólne odczucia pod tytułem…

Ale dokąd to wszystko zmierza?

OS X Mountain Lion - Mission Control - me gusta...

OS X Mountain Lion – Mission Control – me gusta…

Słyszę z lewej i z prawej, że systemy operacyjne zmierzają w jakichś dziwnych kierunkach. Że wpływ tabletów czy innych smartfonów jest za silny, że inkorporowanie rozwiązań tam sensownych na desktopie nie jest dobrym pomysłem, że powstają systemy dla idiotów itd. Zgadzam się w części z tymi opiniami i się nie zgadzam za razem. Bo to wszystko nie jest takie proste…

Dopiero kiedy popracowałem nieco dłużej z gładzikiem (co za kretyńska nazwa tak swoją drogą), przekonałem się, że dotyk już od długiego czasu w komputerach jest obecny. Tyle że nie maże się paluchem ekranu, bo to totalny idiotyzm i kompletnie nieergonomiczne rozwiązanie, a właśnie ów gładzik. Do tego go stworzono i tu dzieje się cała interakcja z komputerem. I nagle niektóre pomysły brane z iOS zaczynają nabierać sensu. Gesty powiększania czy zmniejszania są dla mnie tak oczywiste, że ich brak byłby jakimś nieporozumieniem. Rozwalanie aplikacji na cały ekran jest przecudnej urody pomysłem – te trzynaście cali pracuje całą swoją powierzchnią i czuję, że tak to właśnie na mniejszych ekranach powinno wyglądać.

Jasne, mam spaczoną optykę bo mam iPada i do takiego sposobu pracy przywykłem. A teraz drogi to czytający zerknij do swojej kieszeni i zobacz, ile cali ma wyświetlacz twojego telefonu a sam ekran jaką ma rozdzielczość. Różnice zaczynają się zacierać… Światy urządzeń mobilnych i notebooków zaczynają się przenikać i totalnie logicznym jest dla mnie kierunek rozwoju, jaki obrały Apple i Microsoft. Unifikacja funkcji, interfejsów, wyuczonych przez użytkownika gestów… To ma sens, nawet jeśli początkowo ciężko jest się przestawić na taki tok rozumowania. Desktop to desktop, laptop to laptop, tablet to tablet. Ale czy aby na pewno to TYLKO te urządzenia?

Każdy z nas ma jakiś swój workflow, kupuje sobie elektronikę z myślą o ułatwieniu sobie pracy i życia. Jedni potrzebują gazyliona cali ekranu (a najlepiej kilku) bo w ich pracy jest to warunek niezbędny dla osiągnięcia odpowiedniej wygody i wydajności. Inni potrzebują urządzeń lekkich, oferujących sporą mobilność i niekoniecznie konkurujących wydajnością z dekstopem. Jeszcze inni idą na kompromisy i kupują siedemnaście cali przenośnej góry wydajnościowej mogącej wysłać w kosmos kilka promów kosmicznych jednocześnie a jeszcze sporo zostanie na partyjkę multipleyera w Battlefielda 3. Do czego zmierzam? A do tego, że tak jak różne mamy potrzeby, tak różnie są one zaspokajane. Natomiast nie zgodzę się z tym, że współczesne systemy są tworzone z myślą o idiotach. Oj nie, daleko im do tego! Bawiąc się betą Windows 8 drapałem się po głowie zastanawiając się, po kiego wpychają tam Metro. Dalej uważam, że Metro to średni pomysł bo robiono to ewidentnie pod ekrany dotykowe, z gładzikiem zaś pracuje się zupełnie inaczej. Ale to przecież pierwsze kroki Microsoftu w zmianie interfejsu i sporo się jeszcze musi nauczyć a ja doceniam odwagę w próbie unifikowania doznań i sposobu obsługi urządzeń tak różnych, jak telefon, tablet i netbook. Bo przecież na tym założeniu Microsoft oparł rozwój swojego produktu. Kudosy za odwagę. Windows 8 nie kupię bo to będzie jeden wielki test na użytkownikach. Ale Windows 9, po zebraniu doświadczenia przez firmę będzie już łakomym kąskiem.

Mam wrażenie, że sytuacja ma się bardzo podobnie z OS X i iOS. W miarę jak krzepnie w świadomości ludzi dotykowa obsługa urządzeń, dopasowywane są do tego sposobu z nimi interakcji pozostałe urządzenia. Bo to po prostu jest logiczne następstwo rozwoju technologii. Owszem, wielu z nas będzie na to psioczyło ale jak wiadomo przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i zmieniać je jest rzeczą trudną i czasochłonną. Stąd między innymi moje ciągłe podśmiewanie się z ludzi, którzy oczekują co roku rewolucji w interakcji z systemami operacyjnymi. To po prostu tak nie działa i ci tak głośno domagający się zmian będą zapewne pierwszymi na owe zmiany psioczącymi. Przyzwyczajenie… Druga natura…

A jak poza tym sprawuje się Mountain Lion na moim pracowym MacBooku? Na razie żadnych zastrzeżeń. Jest szybko, sprawnie, przyjemnie. Czy warto było wydać te kilkadziesiąt złotych? Z mojego punktu widzenia i owszem, warto było. Codzienne zadania czy to czynione na iPadzie, czy to wykonywane na netbooku zaczynają się coraz bardziej układać w spójną całość.

I o to chyba chodzi.

, , , ,

5 odpowiedzi do OS X Mountain Lion

  1. g2-255907cab3ce4a28f9a8f96b0f3f4b03byte Lipiec 26, 2012 o 22:06 #

    Mountain LEON?

    • CoSTa Lipiec 26, 2012 o 22:09 #

      O żesz kierwa… Ale plama. Dzięki za wychwycenie!

  2. Konlin Lipiec 26, 2012 o 22:52 #

    To ja jeszcze zwrócę uwagę że lata świetlne to jednostka odległości a nie czasu :)

  3. Tadeusz Lipiec 27, 2012 o 13:04 #

    A propos linuksa na słabym kompie. Sprawdzałeś CoSTa Lubuntu? Potrzebuje naprawdę znacznie mniej zasobów.
    Jeśli to tylko do internetu, to możesz spróbować Tiny Core Linux. To nawet na jakimś cienkim kliencie za kilkadziesiąt złotych działało w trybie graficznym ze współczesną przeglądarką. Nawet wifi działa automagicznie po dhcp. Do instalacji takich egzotycznych rzeczy bardzo dobry jest programik UNetbootin.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
R.U.T.A. – Batracka Dola

Karrot Kommando przysłało maila z info o nowym wydawnictwie. Jakimś wielkim znawcą folku nie jestem ale ogólnie ten rodzaj muzyki...

Zamknij