Menu serwera

Real Steel (Giganci ze stali)

Real Steel (Giganci ze stali) to film, który chciałem obejrzeć od chwili jego premiery w kinach. Dwa główne powody: to film familijny, za którego produkcję wziął się między innymi Spielberg no i drugi powód – pokazują tam roboty a mnie kręcą roboty i najwidoczniej kilkunastoletni gówniarz we mnie wciąż ma się świetnie :)

Real Steel (Giganci ze stali)

Real Steel (Giganci ze stali)

Pierwszy wymieniony powód, czyli film familijny na którego kształt miał wpływ Spielberg, to chyba wystarczająca rekomendacja. Facet, który produkował Goonies i gazylion innych hiciorów nie tylko mojego dzieciństwa po prostu nie może się mylić. I nie myli się. Doskonale cała ekipa pamięta, co kręci kilkunastoletnich chłopaków i film ogląda się właściwie sam, o ile jesteś tym kilkunastoletnim chłopakiem. Dla rodziców owych chłopaków wrzucono kilka ckliwych scen ale wiadomo przecież, że najważniejsze są tu…

Roboty! Drugi mój powód żyje w tym filmie własnym prawie że życiem i z dziką satysfakcją oglądałem dla odmiany sympatycznego robota (już nieco mnie znużyły transformerowe ostrości i gwałtowność), którego sympatyczność wykreowano prostymi ale jakże wiążącymi emocjonalnie widza sposobami. Uczłowieczenie kilkuset kilo stali za pomocą filmowej funkcji „cienia” to świetny patent, który przekonuje o lata świetlne mocniej, niż transformerowe pomysły. Efekt jest oczywisty, przewidywalny i w pełni pożądany: kilkunastoletni chłopak wiąże się z robotem o wiele mocniej, niż z tworami z Transformers a historia dzięki temu wciąga bardzo i powoduje wypieki na pysku.

Cały film to pochwała starego sposobu kręcenia kina familijnego i jest to bodajże największy jego plus. Wszystko, co pamiętamy my – trzydziestoparolatki – z najfajniejszych oglądanych przez nas filmów dla dzieciaków, to wszystko tu jest i błyszczy. Film jest dla nas – trzydziestoparolatków – przewidywalny i oczywisty od pierwszych jego minut ale czy to coś złego? Schemat rozwoju tego typu powieści znamy od dziesięcioleci i co z tego? To są bajki, w bajkach dobro musi zawsze zwyciężać a zło musi dostać po dupie i czy ktoś ma o to pretensje? Ten gatunek tak ma i tak musi mieć, by być bajką, opowieścią dla nieco starszych dzieciaków, w której znajdzie się miejsce na odrobinę łopatologicznie przekazany morał, delikatny wątek miłosny i całą resztę drobiazgów składających się na kino familijne.

Od strony technicznej nie ma się do czego przyczepić. Animacja robotów świetna, zdjęcia bardzo dobre, kolorystyka ciepła, muzyka nienachalna a aktorstwo odpowiednio przekonujące dla kilkunastolatka. To ciepły film o banalnie pokazanym rodzącym się uczuciu między ojcem a synem ale o po prostu musi być tak pokazane by kilkunastolatek załapał co tak naprawdę jest osią tego filmu. To kino familijne na czternaście fajerek.

Jeśli masz syna w TYM wieku – KONIECZNIE! Ja oglądałem samemu ale trochę mi brakowało znanych z kina pokrzykiwań małolatów. Film nie wciąga aż tak obezwładniająco, jak wspomniane Pędziwiatry, niemniej to kawał bardzo fajnego kina dla całej rodziny.

Dzięki papo Spielbergu, dzięki ekipo! Dzięki za żywych aktorów a nie kolejną, sztuczną animację 3D w stylu Transformers. Dzięki za ciepło lejące się z ekranu. To bardzo przyjemny w oglądaniu film, udało Wam się…

Ocena w skali 1-10: 7

, , ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Spacerek z Dorophą i Guciem

Spacerek z rodzinką potrafi być przyjemnością. Jakiś czas temu wyskoczyliśmy na w zamyśle szybki, niedaleki wypadzik, ot by rozprostować kości...

Zamknij