Menu serwera

Odbiło mi na punkcie mojego NASa

Oj, oj, oj… Ależ dawno nic tu nie umieszczałem… Powodów za dużo, by wymieniać ale to przede wszystkim codzienność mnie dopadła. Strasznie się zrobiło jesiennie, pracowo, spleenowo, nic się nie chce a jedyne, co człowiek ma światu do zaoferowania to mruknięcia, szczeknięcia i przeganianie w cholerę oraz domaganie się o danie świętego spokoju. Jednym słowem: do dupy tak jakoś jest i męczy mnie permanentny dół.

Są jednak dwie rzeczy, które mnie kręcą. Pierwszą jest kończący już mi się niestety Deus Ex: Human Revolution, który grą okazał się być bardzo niezłą i jak tylko znajdę dłuższą chwilę bez szumiących dzieciaków czy żony, natychmiast trwonię ją na elektroniczną rozrywkę. Drugą rzeczą jest moja całkiem świeża zabawka czyli mój NAS od Synology, czyli moje DiskStation. Dawno już tak fajnej zabawki sobie nie sprawiłem a zabawa nią to zajęcie z gatunku miłych i przyjemnych z prostego względu: jakichś wielkich haxxorskich umiejętności mieć nie trzeba a można kilka fajnych rzeczy sobie na własnym serwerku zmontować. Efekt jest prosty do przewidzenia – więcej czasu spędzam z taką małą stronką informacyjną dla użytkowników serwera, niż z blogiem.

Bawię się na tyle dobrze, że w odstawkę poszedł komputer, iPad i co tam jeszcze elektronicznego mam w domu. Co najwyżej służą mi teraz te sprzęciki za końcówki do obsługi NASa. Ale co tak właściwie można z nim robić, że tyle mi to czasu zżera?

Okazuje się, że całkiem sporo a jedynym problemem, który do tej pory spotkałem jest wybór nie tego modelu, który powinienem wziąć. Aktualnie mam coś, co nazywa się Synology DiskStation DS212j i jest modelem z niższej półki cenowej. Słabiutki procesor i niewielka ilość RAMu wystarczą w zupełności do współdzielenia plików w sieci domowej i obsłużą urządzenie będące dumpem plików ale niestety niewiele więcej. Okazuje się bowiem, że Synology jak i społeczność tworząca soft na te urządzenia oferują smakowite paczki oprogramowania, z którymi nie pozostaje nic innego, jak tylko instalować i używać. Poza tym mając pod ręką praktycznie gotowego LAMPa, aż się człowiek rwie do kombinowania, testowania, pisania…

Ostatnio miałem okazję poczytać bardzo ciekawą dyskusję, która rozpętała się pod recenzją jednego z modeli NASów Synology na stronie ArsTechnica. Zasadniczo starły się tam dwa światy – kolesi, którzy negowali potrzebę istnienia tego typu drogich urządzeń z kolesiami, którzy wolą zapłacić więcej ale dostać to niewymierne „extra” związane z obsługą, jakością oprogramowania itd. Zasadniczo trafiają do mnie argumenty zarówno jednej, jak i drugiej strony. Bo to przecież niezaprzeczalny fakt: można swojego własnego NASa poskładać o wiele taniej i z podzespołów zapewne o wiele mocniejszych, niż są zazwyczaj wsadzane do tych skrzynek. Nie dość, że można sobie poskładać, to jeszcze sporo jest oprogramowania czy wyspecjalizowanych dystrybucji Linuksa, które zadbają nie tylko o to, by maszyna była dobrym miejscem na dump plików ale także by posłużyła za solidny serwer mediów, za serwer WWW, FTP, WebDAV i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Nie przeczę, to rozwiązanie jest niewątpliwie fajne ale ma jeden zasadniczy minus: żre czas i raczej celuje w ludzi, którzy wiedzą co czynią.

Drugi obóz nie widzi większego problemu w zapłaceniu jakiejś firmie za dostarczenie gotowego rozwiązania, w którym software optymalnie obsłuży hardware, zadba o energooszczędność urządzenia a do tego dorzuci bezproblemową obsługę wszystkiego out of the box za pomocą oprogramowania wysokiej jakości. Należę do tego drugiego obozu acz – jako się rzekło – nie odmawiam argumentom kolesi z obozu pierwszego i wagi, i sensu. Z tym że nie ma imo za bardzo o co kopie kruszyć, po prostu ludzie są różni i jedni wolą łatwiej, inni wolą po swojemu a jeszcze inni wolą nic nie robić i siedzieć na ławce.

Jednego jednak nie można odmówić takim maszynkom – powodują, że w człowieku budzi się jakaś zapomniana nuta kombinatorstwa. Ale nie kombinatorstwa u podstaw (no wstań ty zasrana karto graficzna! ;)) znanego z Linuksa. Raczej to kombinatoryka wyższego poziomu czyli kombinatoryka w temacie zaspokajania własnych potrzeb. A powiadam Wam, Dropbox jest świetny ale własna chmura to jednak coś :)

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Trochę muzysi wleciało…

Tak tylko informuję, że wrzuciłem nieco muzyki na serwer a w kolejce czeka jej sporo więcej. Co tym razem? Nieco...

Zamknij