Menu serwera

Rodzinny admin

Bycie ojcem rodziny niesie ze sobą pewne konsekwencje. Prócz tych najważniejszych, czyli zadbanie o jakiś ordnung w stadzie i podcierania cieknącego kinola trzyletniego berbecia, ojciec rodziny jest zazwyczaj tym, który WIE.

Co wie? Proste: wie, jak to całe elektroniczne ustrojstwo działa. A to już niesie ze sobą dalsze następstwa: ojciec rodziny jest tym kimś, kto ma o to wszystko dbać i jest tym kimś, do kogo owa rodzina zwraca się z odwiecznym pytaniem, kiedy coś nie działa: Łot De Fak?

Rodzinny admin

Rodzinny admin

Jesteśmy adminami (w większości) panowie. Mamy w swoich domach sieci, sprzęty z tych sieci korzystające, mamy systemy operacyjne do dbania o i tak dalej. Dla przykładu w naszym stadzie znaleźć można:

  • Dwa notebooki (dwa różne systemy operacyjne)
  • Jednego netbooka (dwa systemy operacyjne)
  • Jeden komputer stacjonarny (inna wersja OSX)
  • Jeden NAS (ichni system operacyjny)
  • iPada, iPhone, iPoda touch (kolejny system)
  • Nokię Lumię (kolejny system)
  • Samsunga Wave (i jeszcze inny system)
  • Sony Playstation (który to już system?)
  • Odtwarzacz DVD (i kolejny system)
  • Dekoder TV (kolejna rzecz podłączona do netu)
  • Airport Express robiący za klienta grającego muzę via Air (o to czasem też zadbać trzeba)
  • Router (kolejna rzecz do grzebania)

Jak widać nie mamy jeszcze telewizora podłączanego do sieci co się pewnie też z czasem zmieni choć Bravia na razie gra znakomicie.

Całkiem sporo tego ustrojstwa, o które trzeba w mniejszym lub większym stopniu dbać, jakoś to do sieci podłączyć, uaktualniać i w ogóle. I pomyśleć, że nie jesteśmy jakoś chyba specjalnie „pojechani” w temacie elektroniki…

Mamy drodzy panowie (i drogie panie, jeśli się takie przydarzą) pełnoetatową, sieciową fuchę nadzorcy nad całym tym bałaganem. Bo przecież nie można nie doliczyć typowego helpdesku dla żony czy innej córki, które namiętnie a to blokują telefony, a to jęczą, że jakaś strona nie wchodzi i tak dalej.

Współczesność zaczyna nam generować coraz więcej obowiązków, zamiast ściągać nam je z głowy.

Do czego zmierzam? Otóż zaczyna to być wszystko nieco problematyczne. Samo aktualizowanie systemów operacyjnych to operacja, którą przeprowadzam z dwa razy w miesiącu poświęcając na nią zazwyczaj sobotnie przedpołudnie. Pokój wygląda wtedy jak mokry sen nastolatka – stół zawalony laptopami, świecący monitor, popodłączane do wszystkiego telefony i tablet… I pół dnia z głowy bo te aktualizacje trzeba wybrać, puścić, sprawdzić czy komputery wstaną, czy komórki czegoś nie zepsują (Samsung, do ciebie tu teraz puszczam oko), czy soft się zaktualizuje jak trzeba, czy to w ogóle po update działa.

W sumie całkiem przyjemne zajęcie ale znam przyjemniejsze formy spędzania sobotnich przedpołudni.

Zasadniczo założenie producentów jest takie, że to wszystko powinno się aktualizować samo i nie zawracać przy tym głowy człowiekowi. Problem w tym, że to się rzadko zdarza. Aktualizowanie Windows XP czy Windows 7 jest zasadniczo bezbolesne ale wymaga nadzorowania rebootów i spędzenia czasu przy komputerach. OSX też pod tym względem nie błyszczy – niby sprawdzasz uaktualnienia, zapuszczasz ale zdarzyło mi się z dwa razy, że komputer potrafił nie wstać i teraz zawsze upewniam się, że wszystko poszło jak trzeba. Aktualizacja softu w iPadzie czy iPhone to na szczęście spokojne samosiędzianie, z Lumią jest z resztą podobnie choć aktualizacje ściągały się i instalowały niemiłosiernie długo. Niestety nie można tego powiedzieć o telefonie z Bada – tu niekompetencja Samsunga w pisaniu softu boli jak cholera a nie miałem jeszcze aktualizacji firmware, która wykonałaby się bezboleśnie, zawsze są problemy i to z gatunku grubych, brickujących telefon i wymagających żmudnego siedzenia na forach by jakoś ten telefon do życia przywrócić. Padający Kies zupełnie nie pomaga w zarządzaniu urządzeniem.

Mógłbym tak jeszcze pisać i o pozostałych urządzeniach ale chyba wiecie już o co mi chodzi – jesteśmy nisko opłacanymi a właściwie dopłacającymi do interesu kolesiami, do których reszta rodzinki bez żenady z roszczeniami względem funkcjonowania sprzętu się zwraca. Żeby to chociaż w jakiejś grzecznej formie… „CoSTaaaa, internet znów nie działa!”, „- Tatoooo, a komputer mi pokazuje takie coś. – A co pisze na tym czymś? – Nie wiem… – To chociaż przeczytaj gówniaro czemu mi zawracasz głowę!”, „Wrzucisz mi muzykę na iPoda?”

I tak dalej, i tak dalej…

Zdecydowana większość czynności, do których jesteśmy wołani to jednak nie administracja, a stary, dobry helpdesk. I to w kwestiach podstawowych, które wydają się nam trywialne i bzdurne, i – co najgorsze – które takimi właśnie są. Ileż wysiłku może wymagać choćby wspomniane wrzucenie muzyki na iPoda? Ileż razy słyszycie „to nie działa!” tylko dlatego, że – najczęściej żona – po prostu nie jest w stanie chwilkę poczekać na wykonanie się tego, co akurat kliknęła? Dziwnym jednak trafem sugestie, że trzeba w takim razie kupić coś zdecydowanie szybszego i nowszego nie otrzymują akceptacji Dyrektora Działu Zakupów aka Żony i spirala się nakręca.

Tak sobie myślę, że na elektronikę powinien być w rodzinie osobny budżet. Wydatki na sprzęt zaplanowane, administracja i helpdesk ujęte w zestawieniu, raportowanie wykonania budżetu biorę z radością na klatę jako przyjemny obowiązek bo być może do kogoś w końcu dotrze, że „grzebanie przy komputerze” to zajęcie całkiem czasochłonne, odpowiedzialne i kosztowne. Oczywiście zaraz usłyszę od żony, że jej to kompletnie nie obchodzi i mogę sobie swoje zestawienia wsadzić bo nikt się nie prosił o obsługę tych urządzeń i zleceń na to nie ma. OK, w takim razie porozmawiamy po pół roku słuchania wciąż tej samej muzy ze swojego iPoda moja droga małżonko…

Ogólne :)

, , ,

1 odpowiedź do Rodzinny admin

  1. Krzysiek Październik 20, 2012 o 13:08 #

    Popieram w całej rozciągłości ten jakże trafnie poruszony problem.
    Nikt ale to nikt nie docenia tego co robimy jako „admini” naszych
    „rodzinnych gniazdek” i jeszcze zbieramy baty jak tylko cos „kichnie”
    Dobrze prawisz „Bracie Adminie” ;)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Owncloud – kończę testy

Nieco ponad miesiąc temu zainstalowałem dla testów bardzo fajną rzecz o nazwie ownCloud. Jeśli jeszcze się tym nie bawiliście, to...

Zamknij