Menu serwera

Męcząca codzienność

Patrzę na datę ostatniego wpisu i włos mi się lekko na głowie jeży. Pół miesiąca praktycznie bez dawania znaku życia, bez wrzucenia czegoś nowego, bez chociażby jakiejś nowej fotki naszych łobuzów lub Dorophy bez majtek… Nic, kompletnie nic się tu nie dzieje.

Może dlatego, że i w naszym życiu dokładnie nic wartego uwagi się nie dzieje. Codzienna rutyna rodem z Dnia Świstaka niszczy wszelką kreatywność czy chęć dokonania czegoś więcej, zerknięcia nieco dalej, postarania się nieco bardziej. Codzienna pobudka o szóstej rano, wykonywanie dokładnie tych samych porannych czynności, co do minuty prawie codzienne zsynchronizowane czasy wydawania z siebie wrzasków „Majka, won z łazienki!” czy „Żona, ja TEŻ chcę się umyć”… Ta sama droga do pracy z tymi samymi przystankami na wyrzucenie Gutka do przedszkola i Dorophy na tramwaj, codziennie ten sam korek, ten sam beznadziejny komputer w robocie i robienie tego samego. Powrót z pracy z dawką codziennego znużenia ową codziennością – to już nawet nie zmęczenie a właśnie znużenie, czasem na tyle wielkie i zniechęcające, że mam wielkie trudności z ruszeniem tyłka na trening czy choćby ruszeniem paluchem w jakiejkolwiek innej sprawie, niż chęć walnięcia się i przespania rutyny zajęć wieczornych.

Codzienność nas dopadła i wysysa ze mnie całą energię. Dwójka dzieci i żona generują tak wielki rutyna-faktor, że nie pozostaje w człowieku już nic więcej na dokonanie czegoś więcej. Się po prostu trwa z dnia na dzień i bez wizji na jakiś większy przełom, zmianę czy przełamanie owej rutyny. Zrobiło się nudno, tak potwornie nudno…

W końcu ten stan stazy zostanie jakoś przełamany. Jakoś uda się wlać nieco energii w naszą codzienność. Na razie jednak energetyczne wampiry w postaci reszty mojego stada po prostu wysysają wszystko, co we mnie siedzi. Z wzajemnością zresztą. Wszyscy wzajemnie się wysysamy pozostawiając puste skorupy poruszane sznurkami codziennych obowiązków. To się nazywa „rodzina” i o tym jej aspekcie mało kto mówi.

Już niebawem wydarzy się coś, co nas wszystkich nieco rozrusza, co da nam siłę do walki z codziennością i rutyną, co wskrzesi w nas energię do działania. Głęboko w to wierzę. Chcę w to wierzyć. Muszę w to wierzyć. Już niebawem…

,

2 odpowiedź do Męcząca codzienność

  1. Piotrek / savek Listopad 18, 2012 o 08:57 #

    Na szczęście w tym roku ten stan mnie omija, ale doskonale wiem o czym piszesz. Moja propozycja (z auto doświadczenia): Zafunduj sobie w pracy jakąś większą migrację softu. ;) U nas wywracamy informatycznie firmę na głowę – pracy nie brakuje, emocje póki co jak na grzybach, ale zapowiadają się: płacz, zgrzytanie zębów, nieprzespane noce ;) praca po 12h, a ostatecznie chwilę chwały i triumfu. ;) Polecam i pozdrawiam znad morza.

    • CoSTa Listopad 18, 2012 o 16:55 #

      Ba, żeby to było takie proste… Niestety wszystkie terminy mam na wczoraj i na zabawę w robocie nieco mało czasu zostaje. Patrz, nawet z robala niewiele da się wykrzesać. Widać taki stan sobie nastał, który trzeba przeczekać.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Aktualizacja oprogramowania

Na piątek późnym wieczorem (koło północy pewnie jak już mi adrenalina po treningu zejdzie :)) planuję update oprogramowania na serwerze....

Zamknij