Menu serwera

Życie Pi (Life of Pi)

Życie Pi (Life of Pi)

Życie Pi (Life of Pi) to film… No właśnie, to nie za bardzo jest „film” w standardowym tego słowa znaczeniu. To raczej kręcony kamerą obraz, wizualna, organoleptyczna wręcz podróż w bajeczny miejscami świat chłopaka, który przeżył katastrofę statku. Przeżył wraz ze zwierzęcą menażerią, z którą jakoś układa sobie życie na szalupie ratunkowej.

Brzmi to na razie standardowo ale za standardy nie dostaje się mnóstwa nominacji do filmowych nagród, z których to nominacji większość zmienia się w statuetki. Tu jest coś więcej i to „coś” czuje się bardzo mocno przez cały czas oglądania filmu. Próbowałem przez jakiś czas po obejrzeniu filmu zdefiniować owo „coś” i wyszło mi na to, że siłą filmu nie był li tylko fantastyczny wręcz obraz ale chyba przede wszystkim…

Fantazja opowieści

Życie Pi (Life of Pi)

Życie Pi (Life of Pi)

Historia opowiadana w filmie jest z gatunku tych innych, tych nieprawdopodobnych, tych nie mogących się wydarzyć, tych tkniętych… boskim pierwiastkiem. Życie Pi (Life of Pi) to po prostu historia o tym, jak młodemu Pi przytrafia się spotkanie z Bogiem. W dziwnej formie, w dziwnej postaci, w dziwnych okolicznościach i niekoniecznie z tym starotestamentowym facetem z brodą ale jednak – Bogiem (jakkolwiek ten byt rozumieć). I w sumie na tym mogli scenarzyści poprzestać ale bajka, aby była zajmująca, musi być jakoś skonfrontowana z rzeczywistością. I jest konfrontowana w ostatnich scenach filmu, pozostawiając oglądającego otwartego na interpretację wydarzeń i wybór odpowiadającej mu prawdy.

Historia jest względnie zajmująca, na niezmierzone głębie i wiwisekcję ludzkiej duszy raczej nie ma tu co liczyć ale nie o to w tym filmie chodzi. To nie z założenia nie jest tego typu kino i nie ma wstrząsnąć psychiką oglądającego czy przebudować mu światopogląd. Nie o to tu chodzi. To prosty film opowiadający prostą historię (czy może lepiej – historie), którego siłą jest właśnie owa bezpretensjonalna prostota i niesamowite wręcz obrazy.

Zdjęcia i efekty specjalne to największy atut filmu. Fabuła stanowi stabilną podstawę dla nieprawdopodobnych wręcz miejscami obrazów, dla których warto ten film obejrzeć. Bo to jest – jak już wcześniej wspominałem – obraz. Płótno, po którym rozlewają się kolory, kształty, dynamika współżycia na jednej szalupie chłopaka i tygrysa bengalskiego oraz tego wszystkiego, co im się przydarza. Ten film pochłania się oczami a fabuła stanowi tylko przyczynek do tej wizualnej orgii. Zdjęcia i efekty są wręcz epickie a montaż tego wszystkiego absolutnie doskonały.

Ten film nieprawdopodobnie wciąga obrazem i jako obraz należy go traktować. Świetnie namalowany, z doskonale prowadzonym pędzlem, z idealną paletą barw… Ten obraz potrafi porwać, wciągnąć w sam środek nieprawdopodobnych wydarzeń, narzucić swoją optykę. To trzeba obejrzeć. Niekoniecznie trzeba się zmuszać do szukania głębi, bo jej tam nie ma ale obejrzeć to po prostu trzeba. Takiej wizualnej uczty szanujący się oglądacz nie może przegapić.

Film w serwisie FilmWeb
Film w serwisie IMDb

, ,

6 odpowiedzi do Życie Pi (Life of Pi)

  1. byte Marzec 16, 2013 o 21:39 #

    No niestety, do mnie to nie przemówiło wcale. Zrobiłem krótką sondę w pracy – podobnie. Jak dla mnie scenariusz jest… no właśnie nie bardzo wiem o czym. Film jest plastyczny, fakt, ale to znowu nie ta stylistyka, która mnie ujmuje. Ziewałem okrutnie.

    Zresztą ziewałem też na „Lincolnie”, więc może to jakiś kiepski okres w kinie mamy?

    • CoSTa Marzec 16, 2013 o 21:50 #

      A mnie obraz wessał bez reszty. Pal licho fabułę, z Dorophą robiliśmy co i rusz „łał” widząc co się na ekranie dzieje.

      • byte Marzec 16, 2013 o 22:07 #

        Z tych ostatnich filmów to najbardziej wszedł mi „Hitchcock”, chociaż też myślę, że nie wykorzystano potencjału do końca.

        Stary jestem i wybredny, ot co.

        • CoSTa Marzec 17, 2013 o 09:21 #

          Stary i owszem ale czy wybredny? ;)
          Cholera, muszę tę swoją bibliotekę w końcu odpalić i coś obejrzeć bo mam tego od cholery a czasu na wciąganie brak. Coś w życiu robię nie tak, że tego czasu wciąż brakuje…

  2. SpeX Marzec 16, 2013 o 23:02 #

    Ja chyba muszę poczekać na DVD z tym filme, bo jakoś nie podrodze mi do kina. Na Hobbita byłem w ostatnich dniach emisji 48fps.

    • CoSTa Marzec 17, 2013 o 09:22 #

      IMO poczekać warto acz jeśli masz możliwość – HD polecam. Te obrazi wyglądają po prostu oszałamiająco miejscami.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Opowieści z Narni: Lew, czarownica i stara szafa
Opowieści z Narni: Lew, czarownica i stara szafa

Cześć jestem DaMajek (Maja). Opiszę dziś film: Opowieści z Narni: Lew, czarownica i stara szafa. Film uważam że był fajny...

Zamknij