Menu serwera

The Conjuring (Obecność)

The Conjuring (Obecność po naszemu) to taki film, po zakończeniu oglądania którego można by śmiało powiedzieć „Ach, cóż to MÓGŁ być za film!”. Skuszony wysokimi notami w serwisie IMDB wziąłem i rzecz całą obejrzałem podśmiechując się nieco z Dorophy, która spod kołdry ledwo kinol wystawiała bojąc się bardzo.

The Conjuring to bowiem horror i to z ulubionego przeze mnie gatunku supernaturali. Jednych kręcą piły odkrawające kawałki nóg lub siekiery odcinające inne kawałki a ja ponad wszystko stawiam właśnie duchy. Nie wiem skąd to zamiłowanie ale mnie lejąca się wszędzie posoka brzydzi oraz rani moje poczucie estetyki, co innego natomiast duch… Do tego sprawnie pokazany, z wyczuciem chwili i suspensu, z odpowiednio stopniowanym napięciem… Oj tak, takie filmy lubię bo to właśnie jest esencja horroru.

The Conjuring spełnia do pewnego momentu większość moich wymagań znakomicie i oglądało się to naprawdę dobrze. Dłużyzn nie stwierdzono, napięcie budowano i dawkowano mi odpowiednio, postaci przedstawiono wiarygodnie i – co rzadkość – grali je aktorzy potrafiący grać. Wszystko więc do pewnego momentu grało i miałem wrażenie, że wraz z końcem seansu Doropha pozostanie wtulona w moje mocarne ramię w związku z ogólnym wystraszeniem, co pozycją jest miłą i mocno ego faceta podbudowującą.

Niestety w pewnym momencie film skręca ze Ścieżki Dobrego Horroru w Ścieżkę Bardzo Średniego Horroru, by pod koniec wykonać ponowną woltę i zmienić się w film bez mała Familijny Aż Boli. Wyobraźcie sobie bowiem konstrukcję, w której użyto wielu sił i środków na zbudowanie odpowiedniej atmosfery ogólnego strachu przez coraz to bardziej wykręcone duchowe manifestacje, którą to później atmosferę skutecznie rozwalono postaciami łowców duchów (na końcu języka w pewnej scenie będziecie mieli – gwaranruję – Ghostbusters), aż po kompletnie słabe finałowe egzorcyzmy i już totalnie skopaną końcówkę będącą żywcem wyciągniętą z jakiegoś serialu familijnego w stylu Domek na prerii.

To uczucie niesmaku niestety towarzyszy na długo po końcu projekcji i z w sumie niezłego obrazu w pamięci pozostaje wielkie „no nieeee, jak tak można skopać niezły materiał” i wspomniane na początku „ach, cóż to MÓGŁ być za film!”. Całość oceniam więc mocno średnio acz do pewnego momentu jest to ewidentnie jeden z lepszych dusznych horrorów, jakie ostatnio oglądałem. Gdzie popełniono pomyłki? Przede wszystkim uparto się niszczyć atmosferę kreowaną przez pierwszą połowę filmu. Ktoś tam nie odrobił chyba lekcji i nie obejrzał chociażby The Others (Inni), w którym po mistrzowsku atmosferę zagęszczano wysublimowanymi scenami, dialogami i dźwiękiem aż po zaskakujący finał. Filmy z duchami i o duchach wymagają bowiem własnej, specyficznej narracji, którą w The Conjuring próbowano stworzyć ale niestety próby samodzielnie roztrzaskano. Szkoda.

Ocena w skali 1-10: 6

Na koniec trailer wprowadzający nieco w klimat filmu. Szkoda, że nie utrzymany do końca.

, ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
The Conjuring!

Lorraine Warren (Vera Farmiga) i Ed Warren (Patrick Wilson) są badaczami zjawisk paranormalnych. Pewnego dnia zostali wezwani przez rodzinę na...

Zamknij