Menu serwera

Fotorelacja z wypadu do Grecji

Fotorelacja z wypadu do Grecji

Cholera, gdzieś mam spisaną obszerną relację dzień-po-dniu z naszych urlopowych poczynań ale w tych chmurnych czasach tekścior zapisany w jakiejś chmurze wziął i wyparował. Kompletnie nie wiem, gdzie toto może leżeć a próby odszukania drania spełzły jak na razie na niczym. Całe te chmury przereklamowane są i tyle. Pliki to pliki – mają leżeć na twardym i w backupie. Po bożemu. Jak za dawnych, prostszych i szczęśliwszych czasów bywało.

OK, to w takim razie polecę po łebkach, w wielkim skrócie i w ogóle.

Wylecieliśmy z Warszawy (dzięki brat za gościnę!), dolecieliśmy do Aten bez przygód a stamtąd trafiliśmy na ateńskie głębokie podmieścia czyli do Schinias, niedaleko Maratonu, zaraz obok parku narodowego i torów wioślarskich. Tamże moja dalsza rodzinka kręci interesik z wynajmem lokali, co oznaczało, że mieliśmy gdzie mieszkać i – jak się okazało po przybyciu – w warunkach, w których nie mieszkamy w naszym domu. Trzy sypialnie, solidny salon z kuchnią, ze 120 metrów kwadratowych mieszkanka ze wszystkimi udogodnieniami i dwoma solidnymi balkonami do wchłaniania wieczornej bryzy od morza. Nagle poczuliśmy się wielkopańsko i w ogóle odjazdowo, tym bardziej, że do morza jest stamtąd jakieś 10 minut spokojnej jazdy samochodem. Lokalizacja rewelacyjna i jeśli ktoś chciałby wynająć kwaterę w Grecji zaraz pod Atenami, śmiało niechaj pisze – warto!

Z sześć dni pluskaliśmy się tam w morzu paląc się na Słoneczku, łapiąc czerwień i licząc na to, że może wyskoczy brąz. Z brązem były zwyczajowe problemy ale ogólnie było sympatycznie nad wyraz, bo morze okazało się być dzieciolubne – płytkie, z wodą nagrzaną jak zupa, z piaskiem pod nogami i takie, z którego można nie wychodzić godzinami, z czego Gutek i niżej podpisany korzystali na całego siedząc w wodzie, brodząc w niej, przewalając się niczym wieloryby i robiąc inne, głupie, nadmorskie rzeczy.

Po wodzie przyszedł czas na ląd czyli skoczyliśmy do Grecji centralnej w celu nawiedzenia mojej babki i spotkania się z moją matką oraz dzieciakami mojego brata, który z dziką rozkoszą porzucił swoje potomstwo na rzecz swojej i żony jego wolności. Co wyczyniali swobodę mając, to temat na osobną opowieść. Ja rzeknę tylko, że nawiedziliśmy w międzyczasie Meteory oraz wpadliśmy z gospodarską wizytą do pobliskiego miasteczka Trikala. Czas jednak spędzaliśmy głównie na tak zwanym łonie rodziny (czytaj: dostawaliśmy szału od nadmiaru dzieciaków w obejściu :)).

Z Grecji centralnej ruszyliśmy z powrotem do Aten po drodze nawiedzając sympatyczną nadmorską miejscowość Kamena Vourla. Było nieco wietrznie ale kalmary okazały się zwyczajowo wyborne a arbuz na zagrychę odpowiednio zimny. O, tak mógłbym całe wakacje spędzać – morze, kalmary, arbuzy do tego i jazda!

W samych Atenach skoczyliśmy jeszcze z dwa razy nad morze by przyklepać ten ledwo powstały brązik oraz skorzystaliśmy z ateńskiej kolejki, którą można objechać w około godzinkę co znaczniejsze miejsca w centrum miasta. Znakomita sprawa, tym bardziej, że kupując bilet można na nim jeździć dzień cały wsiadając i wysiadając w dowolnym praktycznie miejscu, a więc jeśli dobrze się zwiedzanie zaplanuje, można bez taksówek czy innych kolejek zejść wszystko, co warte jest obejrzenia w Atenach. Kolejka startuje co mniej więcej pół godziny z placu Syntagma i gdyby nie to, że pojechaliśmy na urlop – jak skończone debile – z dzieciakami, pewnie spędzilibyśmy z Dorcią doskonale czas. Niestety cały urok wycieczki zniszczyły nam ciągłe guciowe „jestem głodny”, „chcę kupę”, „chcę siku”, „chcę loda”, „jednak nie chcę kupy ale chcę siku i jestem głodny na loda”…

Po krótkim czasie w Atenach wpakowaliśmy się w samolot i przylecieliśmy do Warszawy, w której powitał nas Brzoza, deszcz i ogólne zimno. A więc koniec urlopu jak w mordę strzelił, tym bardziej, że wróciliśmy do mieszkania, które ponoć miało do czasu naszego powrotu być wyremontowane. Ale to także temat na osobną opowieść.

Dziękujemy ogromnie greckiemu odłamowi naszej rodzinki za zorganizowanie nam tych wszystkich dobroci i łakoci. Tu szczególne ukłony dla ciotki Eleni, jej syna Christosa z małżonką Olgą (pierwszy raz ją zobaczyłem i przepadłem – super dziewucha się brackiemu trafiła oraz przekochany synek) oraz Dżordża, któremu zajumaliśmy samochód i mogliśmy dzięki temu ruszyć dupsko gdziekolwiek. Na odwiedzenie wszystkich nie starczyło czasu i kasy i nadrobimy to pewnie następnym razem. Tak, będzie następny raz, więc już się bójcie :)

OK, poniżej nieco fotek z wypadu (kolejność w miarę chronologiczna) oraz krótki filmik z przejażdżką kolejką w Atenach. No rewelacyjnie się śmigało między stolikami. Serio, było tak blisko, że wyciągając łapę można było podpieprzyć komuś kotleta z talerza :)

I kilka fotek z wypadu…

, , , ,

1 odpowiedź do Fotorelacja z wypadu do Grecji

  1. ciotka' s eleni Sierpień 26, 2014 o 23:44 #

    Swietne: relacja i fotki ale najbardziej przypadl mi do gustu filmik z wycieczki kolejka po centrum Aten.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Update serwera i usług (istotna aktualizacja Cloud Station)

Dziś wieczorem zaktualizuję serwer do najnowszej wersji oprogramowania systemowego jak i kilku usług dodatkowych. W związku ze związkiem serwerek zniknie...

Zamknij