Menu serwera

Apple MacBook

Apple MacBook

No i przeleciało kolejne keynote jabłczane, co dla mnie jest za każdym razem malutkim zerknięciem w przyszłość rozwoju branży elektroniki użytkowej, tej komputerowej ma się rozumieć. Czemu „zerknięcie w przyszłość”? Nie bynajmniej dlatego, że Apple jakieś przełomy za każdym razem funduje (stara się je ze wszystkich sił ogłosić ale doskonale wiemy, jak marketing w tej firmie działa, si? ;)). Raczej dlatego, że żadna inna firma nie potrafi tak konsekwentnie określać kierunków rozwoju i się ich trzymać a w efekcie narzucać swoją wizję praktycznie całemu rynkowi. A my, konsumenci, świadomie lub podświadomie te wizje przyjmujemy i chcemy, by były realizowane.

Apple pokazało fragment tego, w jakim kierunku zmierza ostatnio ich kombinatoryka i jakie efekty już teraz to przyniosło. A przyniosło efektów kilka, z których skupię się na jednym: tytułowym nowym MacBooku a resztę pokrótce oleję.

AppleTV

Apple niestety nie ma pomysłu na AppleTV, co widać, słychać i czuć już od dłuższego czasu. Sukces pozyskania HBO do oferty (zadziała to u nas kiedyś? Wątpliwe niestety…) ma chyba przykryć solidną wyprzedaż zalegających stocków aktualnego modelu, który leży, bo jabłko nie potrafi wskazać kierunku, w jakim będzie (jeśli będzie) rozwijało ten gadżet. AppleTV jako końcówka iTunes pewnie działa ale w sumie działa właśnie tylko jako końcówka iTunes a to zdecydowanie za mało. W jakim kierunku ma się to urządzenie rozwijać? Nie wiem. Apple ma procesory i  elektronikę, która potrafi wyświetlać gry płynnie i zwinnie. Może czas uwolnić zasoby App Store dla AppleTV moje drogie jabłuszko? Za chwilę nVidia pokaże swojego Shielda w formie podtelewizorowej kostki, która będzie potrafiła grać, wyświetlać media i robić różne fajne rzeczy a zapowiada się na tyle fajnie, że oczko mi mocno przy tym produkcie mruga.

Apple Watch

To produkt, którego przeznaczenia nie rozumiem. Nie wiem jaką wartość dodaną ma się z przeniesienia wyświetlacza z kieszeni spodni na nadgarstek, tym bardziej, że jednak w kieszeni spodni trzeba wciąż telefon trzymać. Nie wiem, jaką radość ma to wygenerować i jakie pozytywne emocje wzbudzić na tyle wielkie, by wydać na „zegarek” tyle, co na porządnego smartfona. I to drugiego, bo bez pierwszego, toto daleko nie zajedzie. Nie rozumiem tego produktu i ewidentnie nie jest to rzecz dla mnie.

Apple MacBook

I tu dochodzimy do mięsa i surówki tego keynote. Powiem szczerze, że już od dawna tak bardzo nie zapłonęły mi niezdrowo oczka podczas oglądania jabłczanego produktu, jak właśnie podczas prezentacji nowego MacBooka. Zasadniczo dla mnie jest to maszynka po prostu idealna – perfekcyjnie wykonana, doskonale pomyślana, obiecująca nie tylko komfortową pracę ale i jakieś przyjemne estetyczne doznania płynące z obcowania z urządzeniem. A to ma dla mnie ogromne znaczenie. Chwila z Lenovo mojej córki pokazuje mi za każdym razem, czym jest niedrogi i beznadziejny laptop. Tam wszystko jest przede wszystkim źle pomyślane, o wykonaniu już nie wspominam.

Apple MacBook

Apple MacBook urzekł mnie brakiem wentylatora i tym mocno dyskusyjnym jednym portem. Od czasu postawienia w domu NASa właściwie nie podłączam do swojego laptopa żadnego innego urządzenia, prócz ładowarki – czasem może podłączam lapka do monitora, by popracować wygodnie w wysokich rozdzielczościach. Resztę potrzeb załatwiam za pomocą sieci i danych umieszczonych na serwerze. Aktualnie mój jedyny problem to Wi-Fi w standardzie n i w dodatku nie dual-band ale wolę nawet nie wiedzieć, jak mogłoby to wszystko chodzić po przejściu z urządzeniami na standard ac. Do znakomitej większości zadań nawet za bardzo Ethernetu przecież nie byłoby trzeba…

Apple MacBook wytycza pewne trendy, które już za chwilę będą obowiązywały jak komputerowy świat długi i szeroki. To komputer dla najnowszych standardów łączności bezprzewodowej, tak jak swego czasu był nim MacBook Air. To narzędzie dostępu do danych według koncepcji przecież nie nowej ale tutaj stosowanej na szeroką skalę: sieciowo. Mój codzienny workflow wygląda mniej więcej tak, jak za chwilę będzie wyglądał workflow każdego z nas: praca i rozrywka w chmurze.

OK, teraz czekam tylko na efekty pierwszych testów (szczególnie grzania się konstrukcji i wydajnościowych) i wprowadzenie drugiej generacji, która powinna być już warta grzechu. Niestety zarabiam zdecydowanie za mało, by sobie ten kawałek przyszłości kupić ale hey! ślinić się można (jeszcze) za darmo :)

ResearchKit

Jak zwykle rzecz najważniejsza umknie naszym radosnym komentatorom a ten drobiazg od jabłka może potencjalnie namieszać w świecie elektroniki najbardziej i najmocniej, stając się dla Apple solidnym fundamentem pod budowę uzależnionego od jabłczanego ekosystemu całego systemu edukacji. To już oczywiście się dzieje za pomocą zasobów iTunes U ale to oczywiście zdecydowanie za mało. Zarabia się na hardware głównie, usługi to jakiś tam ułamek tylko tortu i Apple doskonale wie, co mu w arkuszach kalkulacyjnych stoi. Zaprzęgnięcie hardware do służby dla potencjalnego całego spektrum usług medycznych to nie tylko pociągnięcie genialne, to przede wszystkim ruch, który może zmienić relacje lekarz-pacjent jakie znamy aktualnie, a to są POTĘŻNE pieniądze, na których jabłko chce położyć ręce. Uwolnienie kodu ma oczywiście stworzyć parcie na innych producentów, by całe przedsięwzięcie wspierali przynajmniej teoretycznie ale wiadomo, że już zawsze będą o krok czy dwa za Apple, które trzyma wszystkie sznurki i kręci całym tym przyszłym leczniczym biznesem. A wszystko ubrane w przepiękny, marketingowy obrazek: otóż bowiem elektronika i zabawki za 600 dolców mogą nagle czemuś służyć. Czemuś większemu, niż tylko gapienie się na Facebooka.

Cudowny, fantastyczny ruch pijarowy, z którego – miejmy nadzieję – może coś dobrego wyniknąć także dla pacjentów. Oczywiście twierdzenia o tym, że Apple nie będzie czytać danych pacjentów możemy między bajki włożyć, bo jeśli nie Apple, to kilka instytucji rządowych z bezpośrednio podłączonymi do serwerów światłowodami dane czytać będzie. Ale może z tego powstać coś nowego, nowa jakość, nowe spojrzenie naukowców na choroby męczące populację. To może przynieść wymierne efekty także w terapiach i bezpośrednich kontaktach lekarz-pacjent.

Trzymam kciuki za ResearchKit, bo to – przy całym marketingowym i pijarowym bełkocie – przydatna i potencjalnie bardzo dobra droga dla rozwoju tej najbardziej osobistej elektroniki użytkowej.

Co z tego wyjdzie – zobaczymy. Apple może nie wymyśla koła na nowo ale kurczę, potrafi powiać świeżością i wycisnąć ze zblazowanych płuc to jedno „ooohhhhh”, na które przy ich keynote czekamy. Udało im się. Ze mnie wycisnęli dwa i to całkiem solidne.

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
The Hobbit: The Battle of the Five Armies
The Hobbit: The Battle of the Five Armies! Sporo innego dobra!

Dziś DUŻO dobra! Sporo filmów, w tym najnowszy Hobbit w jakości 1080p i 720p do wyboru z oczywiście naszym językiem...

Zamknij