Menu serwera

RPG dawniej i dziś - co się zmieniło?

RPGi wczoraj i dziś – co się zmieniło?

– Nazywam się Kostas Brzeziński, mam czterdzieści lat i gram w gry RPG. – powiedział grubszy, brzydszy, niższy i pomarszczony człowieczek z trzydniowym zarostem, nieporadnie przystrzyżoną bródką i ogólnymi śladami bylejakości oraz zmęczenia permanentnego na twarzy.

– Wspieramy cię, wspieramy! – odrzekła grupka podobnych mu, nieco tylko lepiej wyglądających kolesi, którzy jednak i tak robili wrażenie o wiele więcej zarabiających i znacznie bardziej zadbanych. – Jak zaczął się twój nałóg?

– Ciężko powiedzieć, że jest to nałóg. Za rzadko już teraz w te gry gram choć bywały czasy, że rżnęło się wszystko, wszędzie i dowolnej jakości. To był okres studenckiego nadmiaru czasu połączonego z niedomiarem środków spożywczych i nadmiarem halucynogennych. Tak, teraz osiągnąłem już pewną stabilizację, pogodziłem się z własnym, wewnętrznym „ja” i nie trzęsą się już mi ręce na sam dźwięk słowa „erpegi”. O widzicie? – pokazał wszystkim swoje niedomyte dłonie, które faktycznie nie trzęsły się – Ale wciąż czuję niemądrą podnietę na hasło „CoSTa, pakuj się, spadamy mordować plugawe kurestwo!”.

– Wspieramy cię, wspieramy! – odrzekła grupa.

– No bo jak to tak? – kontynuował swą spowiedź papa CoSTa – Czy ktoś słyszał o tym, by czterdziestoletni i zdrowy facet z dwójką dzieci i żoną marzył o tym, by raz na jakiś czas dokooptować się do bandy podobnych mu – z całym szacunkiem kochani, ale za takich nas uważają – kretynów, wyjechać gdzieś w pipą i tam przez dwa-trzy dni turlać kostki ratując świat i księżniczki tylko po to, by później ten świat spalić a księżniczki wychędożyć? Jak to o nas świadczy? Jak to o mnie świadczy?! – wykrzyczał wręcz papa po czym na dłuższą chwilę zamilkł.

Chwila przedłużała się. Podobni mu spuścili głowy i zatopili się we własnych myślach. Miał rację,o czym wszyscy doskonale wiedzieli. Nie po to powstała grupa Wsparcie DUże i PEwne, by sami przed sobą udawali, że jest inaczej. Znali to z najlepszej możliwej strony – swojej własnej.

– Nie macie czasem wrażenia, że żyjemy obok realnego świata? Jasne, nie macie takiego wrażenia! Przecież to zupełnie naturalne – kpił papa CoSTa – że kiedy myślicie o rozwiązaniu problemu, najchętniej uczynilibyście to młotem, toporem, ewentualnie siekierą a niektórzy z was dobrze wycelowanym fireballem lub lepiej dla pewności trzema. Ale to przecież tak nie działa! Świat realny tak nie działa!

– Poczekaj bracie, nie obwiniaj się tak – rzekł de Gunter, niegdyś doskonale zapowiadający się psychiatra, który przez gry RPG więcej lekarstw wypisuje sobie, niż swoim pacjentom – Nie do końca jest tak jak mówisz, nie ma powodu do obwiniania się. Przecież nie wrażamy tym podłym formom życia rapiera w oko przy każdej nadającej się do tego okazji!

– No niby nie ale w myślach turlamy kości… – cicho i nieśmiało zauważył Piciu, kiedyś wzięty programista mający odwagę czynić swoje startupy, dziś już tylko wyrobnik w korpo.

– …i zastanawiamy się, czy rapier to jednak najlepsze rozwiązanie… – nieco głośniej dorzucił imć Sarenena szczycący się Wolnością, w efekcie mając Volvo i zastanawiając się, komu je i dobytek zostawi po zejściu nie mając potomka ni – jak na razie – wizji owego acz mając już szron na radcowskich skroniach inteligenta.

– …bo przecież młot zrobiłby to bardziej widowiskowo… – dopowiedział Marcin, manager w dużej firmie produkującej leki.

– …a fireball wysmażyłby pajaców do ziemi razem z ich dobytkiem… – wtrącił jak zwykle niezbyt na temat herr Sztik, księgowy w sporej firmie produkcyjnej.

– …że o strzale w skroń z przyłożenia nie wspomnę! – zakończył jak zwykle skutecznie Voytass, Człowiek, Który Załatwi Wszystko i na którym ponoć Tarantino oparł postać Wolfa w Pulp Fiction.

– Hmmm…. – rzekł na to wszystko papa CoSTa mając maślane nieco oczęta – pokulamy na obrażenia?

– No ba! – unisono rzekła grupa mu podobnych.

Kostki zagrzechotały, karty postaci wyskoczyły z toreb na laptopy, de Gunter zajął się malowniczym opisywaniem scen sianego zniszczenia, pożogi, krwi, spermy i innych płynów ustrojowych. Kolejne spotkanie grupy Wsparcie DUże i PEwne miało zakończyć się za kilka godzin pełnym i spektakularnym sukcesem!

Odpowiadając na pytanie z tytułu tego wpisu. Co się zmieniło? W sumie tylko ilość kilogramów i siwych włosów na głowach oraz nieco większe niż wcześniej zakola. Reszta pozostała bez zmian :)

Z dedykacją dla oldbojów, którzy dziś prowadzą dzieciaki za rękę po Pyrkonie. Chwała wam i sława!

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Seventh Son
Seventh Son – oj słabo :/

Obejrzałem. Nie wiem, czego się spodziewałem ale na pewno spodziewałem się czegoś więcej, mocniej, bardziej, zrobionego z jakimś polotem, z...

Zamknij