Menu serwera

Seventh Son

Seventh Son – oj słabo :/

Obejrzałem. Nie wiem, czego się spodziewałem ale na pewno spodziewałem się czegoś więcej, mocniej, bardziej, zrobionego z jakimś polotem, z wykorzystaniem aktorów, na których udało się zebrać pieniądze… W zamian dostałem miałką, średnio interesującą opowieść bardzo mocno baczącą na to, by nie daj boże nie wyskoczyć poza odpowiedni rating PG. Szkoda. No ale może nieco to rozbierzmy.

Nad fabułą nie ma się co rozwodzić, jest prosta, jasna, oczywista i nie oczekujcie jakichkolwiek zaskoczeń. Jest facet o wyczesanych umiejętnościach, który psuje złe stwory. Jest jego główny adwersarz, czyli zła królowa złych stworów. Oczywiście wyczesany facet kiedyś miał incydent miłosny ze złą królową, pokłócili się szpetnie i zaczęli być dla siebie niemili. Wyczesany facet starzejąc się szuka następcy w ciężkim fachu psucia złych stworów i szuka tytułowych siódmych synów siódmych synów (to nie typo tylko combo, które kandydat na apprientica musi spełnić, by być naprawdę wyczesanym). Pech chce, że wszyscy jego uczniowie giną w trakcie terminowania ale oczywiście dochodzimy do tytułowego siódmego syna, który okaże się być tym-jedynym-potrafiącym-psuć-koncertowo, do czego jednak nie dojdzie łatwą drogą, bo zdrowy rozsądek pomiesza mu urodziwa wiedźma, na której uroki on – sam syn wiedźmy – nie pozostanie niewrażliwy. Po ogólnej młócce zła królowa dostaje bęcki, wyczesany facet odchodzi na emeryturę a siódmy syn powiedzie pewnie cudne życie będąc dopieszczanym wiedźmowymi urokami. Kurtyna.

Seventh Son

Seventh Son

Jeff Bridges jako wyczesany facet jest zaiste niezły ale od tej klasy aktora niczego mniej się nie spodziewałem, za to oczekiwałem czegoś daleko więcej. Julianne Moore w roli złej czarownicy zawodzi totalnie nie będąc ani kusząco-urodziwą, ani zepsuto-zmanieryzowaną i w ogóle nie potrafi zagrać wściekłej wiedźmy, której miłość swego czasu pohańbiono. Ben Barnes jako Tom Ward aka siódmy syn wypada blado, wymoczkowato i nawet sceny finałowej rzezanki są słabiutkie, oj słabiutkie…

Braków ten film ma wiele ale najważniejszym jest najzwyczajniejsza pod Słońcem słabizna scenariusza i brak zdecydowania, do której kategorii wiekowej jest tak właściwie kierowany. W efekcie na seansie zapewne nudzić się będą i trzynastolatki z racji braku jakichś większych podniet, niż machnięcie kosturem. Mnie film najzwyczajniej w świecie zezłościł kompletnym brakiem wykorzystania mocnych adwersarzy, których przez pół filmu kreuje się na naprawdę twardych sub-bossów. Giną wszyscy tak głupio i łatwo, że ręce opadają a człowiek pozostaje z wrażeniem, że na więcej efektów specjalnych po prostu kasy nie wystarczyło. Te pojedynki były żenujące po prostu.

Czyli co, totalna klapa? Jest słabo ale jako dodatek do popcornu się nada. Wizualnie wszystko to całkiem smakowicie podano, ścieżka dźwiękowa jest kompletnie zapominalna a więc spełnia swoje zadanie nieprzeszkadzania, akcja nie dzieje się wartko, więc po dokładkę popcornu można śmiało do kuchni skoczyć nie narażając się na jakieś wielkie straty tym spowodowane a co najważniejsze – spokojnie mogą to oglądać kilkulatki. O braku cycków w amerykańskiej produkcji możecie być spokojni – im nic tak na głowę nie pada, jak pokazanie kawałka golizny nawet jeśli z boku leży stos rozczłonkowanych ciał, więc golizny nie uświadczycie. Cóż, tu nawet na ów stos nie macie co liczyć – przemoc jest pokazana bez krwi. Ot filmidło dla dzieciaków i niestety nic więcej.

Dzieciakom powinno się spodobać. Dorośli niechaj obejrzą inne bajki…

, ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Unbroken
Unbroken! Night at the Museum: Secret of the Tomb!

Piątkowa, weekendowa wrzuteczka tym razem obfituje w atrakcje dla każdego. Mamy dla dzieciaków Night at the Museum: Secret of the Tomb,...

Zamknij