Menu serwera

Nie tędy droga, Apple!

Nie tędy droga, Apple!

To szokujące, jak jedna z największych firm na świecie nie jest w stanie zauważyć, że ów świat wokół niej zmienił się drastycznie. To szokujące, że jedna z największych firm na świecie zdaje się nie zauważać, jak dziś wygląda trend w konsumpcji mediów i dostępu do nich i ich. To szokujące, że jedna z największych firm na świecie nie chwyta, o co tu tak właściwie chodzi. Tak, będzie o WWDC i kuriozalnych pomysłach jabłka na robieniu biznesu na muzyce.

Apple Music – po co?

Jako koleś od lat używający jabłczanych produktów, jestem też dosyć żywotnie przywiązany do ichniego ekosystemu i pomysłu na to, jak z muzyką sobie radzić, jak jej szukać, jak trafiać na propozycje nowych wykonawców, którzy mogą zwyczajnie się spodobać. To, czego mi do tej pory brakowało, to przystępnego cenowo abonamentu i streamingu na wzór już istniejących i świetnie działających serwisów w stylu Deezer czy Spotify. Na co dzień używam Deezera i moje podejście do dostępu do muzyki i w ogóle posiadania jej (w formie plików – płyty będę kochał zawsze) zmieniło się diametralnie. W ciągu dwóch lat zmienił mi się model dostępu do muzyki zupełnie i chyba nie tylko mnie patrząc na popularność Spotify czy Deezera.

Na tym tle kompletnie nie rozumiem, co właściwie Apple chciało osiągnąć swoją usługą Apple Music, tym bardziej, że okrzykuje ją „odkrywaniem muzyki na nowo” i „rewolucją” na miarę wynalezienia płyty CD.

Drogie Apple, to wszystko istnieje i funkcjonuje już od lat. Ba! Nie wymaga kobylastego programu do grania – wystarczy przeglądarka (tu akurat posiadanie natywnej aplikacji nie jest złym pomysłem ale to nie może być iTunes w całym swym ogromie) oraz dostarcza na wszystkie bez mała platformy mobilne swoje aplikacje. Streaming muzyki nie jest w żadnym razie rewolucją czy nowością. To już się stało i pędzi dalej. W dodatku taniej.

Drogie Apple, w żadnym wypadku rewolucją NIE JEST „wynalezienie” radia internetowego. Radio w internecie nadaje od wieków, to raz. Rozgłośni jest do wyboru tysiące i nie bez kozery jest ich tyle – ludzie po prostu słuchają różnej muzyki, to dwa. No i po trzecie: niech tam któryś otworzy sobie stronę o dźwięcznej nazwie Shoutcast (podpowiem: macie to też w swoim iTunes) i rzuci okiem na bogactwo oferty. Drogie Apple, fajnie że robicie sobie radio ale kompletnie nic to nie wnosi do muzycznego wszechświata. Kompletnie nic. Ot trzy stacje więcej. I tyle.

Drogie Apple, nowością nie jest też „curated music” (cokolwiek pod tym pojęciem się kryje, szczegółów brak). Z prezentacji zrozumiałem mniej więcej tyle, że algorytmy są be a muzę będą mi dobierali „specjaliści” z Apple i grzecznie mi playlisty układali. Brzmi to kuriozalnie po prostu i kompletnie nie wierzę w brednie o jakichś ludziach dobierających indywidualnie muzykę. Od lat Apple ma coś, co się nazywa Genius i systematycznie czesze moją i milionów innych użytkowników biblioteki w efekcie wypluwając naprawdę dobrze ułożone playlisty dopasowane do indywidualnych gustów. Z prezentacji zrozumiałem mniej więcej tyle, że Apple zatrudni bandę Hindusów czy Polaków w openspejsach (bo to tania siła robocza jest), którzy będą Kowalskiemu wyklikiwali playlisty.

Ponoć Apple Music będzie mnie łączyło z artystą prawie że bezpośrednio. Będę mógł sobie śledzić artystę i jego poczynania na applowskiej wersji walla… Pytanie tylko: po co? Pytanie drugie: czy marketingowcy tych artystów będą w ogóle chcieli inwestować w kolejną „społeczność” (w cudzysłowie, bo ani słowem nie zająknięto się o budowaniu jakichś społeczności na platformie jabłka)? Po jaką cholerę artystom i nam – odbiorcom – kolejne miejsce, w którym będziemy mogli oglądać fotki i wpisy marketoidów reprezentujących swoje gwiazdy? Nie widzę w tym krzty sensu i wieszczę temu pomysłowi zdechnięcie szybsze, niż w wykonaniu Apple Ping. Apple nie zna się na społecznościach i z każdym kolejnym tego typu pomysłem coraz bardziej to udowadnia.

Apple Music – czym mogło być?

Plwam jadem jak widać ale sami powiedzcie – co takiego właściwie chce nam Apple wcisnąć? To się kupy nie trzyma i nie ma prawa zadziałać. A wystarczyło poczynić kilka strategicznych założeń i mogła powstać naprawdę fajna usługa, która przyciągnęłaby miliony.

Zacznijmy od społeczności. Prosta analiza jasno wskazuje na podstawowy problem: na jaki członek jest mnie potrzebna kolejna społeczność? Ledwie ogarniam te wszystkie Fejsbuki, GoglePlusy czy inne Twittery. Na jaką cholerę mam inwestować czas w budowanie kolejnych relacji, szukanie znajomych itd.? Przede wszystkim zaś: po co??? Ulubionych artystów śledzę na Facebooku czy innym Plusie, informacje o koncertach czy innych takich dostaję z Last.fm, na Twitterze dostaję na twarz 140-toznakowe ich wypociny… Widać chyba od razu w czym problem: ilość serwisów i informacji do ogarnięcia jest PRZYTŁACZAJĄCA! Rozwiązanie? A proszę bardzo: stworzenie społecznościowego huba zgarniającego informacje o wybranym artyście z kilkunastu najpopularniejszych miejsc w internecie i umożliwiającego komunikację zwrotną do tych miejsc. Przede wszystkim zaś to sami artyści powinni dostać zestaw narzędzi do wygodnej obsługi tych wszystkich społeczności z jednego miejsca: swojego komputera (czy marketoida – wszystko jedno). Dzielenie się muzyką, uploadowanie epek, tworzenie miksów, dystrybucja przez iTunes (z możliwością kupienia oczywiście), relacje z tras koncertowych itd. – wszystko wrzucone w jeden kanał i dystrybuowane automatycznie w innych. I vice versa – co się pokaże w innych kanałach lądujące wprost przed oczami Kowalskiego, nie wymagające od niego biegania po społecznościach i mielenia ton informacji.

Wyspecjalizowany muzycznie społecznościowy hub + narzędzia dla artystów do obsługi tego wszystkiego i możesz zacząć drogie Apple walkę z Bandcampem i dziesiątkami innych serwisów, które mają to rozpracowane od dawna acz nie mają mocy przerobowych pozwalających ogarnąć całość, które ty przecież – najdroższe jabłuszko – masz. A przynajmniej tym się chwalisz.

Apple Music mogło i powinno stać się nośnikiem od wydawcy muzyki do jej odbiorcy i – przede wszystkim – powinno być platformą dla samych użytkowników i wydawców/artystów. Ta platforma powinna umożliwiać im dzielenie się muzyką za pomocą już istniejących sieci społecznościowych (Apple! Masz integracje z Facebookiem i Twitterem wbudowane w system do cholery!!!) ale również powinna pozwolić na kreatywne podejście do dzielenia się. Miksy, remiksy, epki, tworzenie własnych stacji radiowych dla pozostałych użytkowników Apple Music – przecież to wszystko już jest i istnieje, tyle że rozsiane po dziesiątkach serwisów muzycznych i okołomuzycznych.

Apple ma pod ręką jedną z największych bibliotek muzyki, z którą nie ma większego pomysłu co tak właściwie robić. Podpowiadam: zebrać do kupy dziesiątki pomysłów z różnych zakątków internetu, ubrać to w przysiadalne dla Kowalskiego narzędzie i pozwolić mu się bawić muzyką oraz nią dzielić. A artystom dać zestaw narzędzi, dzięki którym będą mogli angażować swoich fanów i zdobywać nowych. Gdyby jabłko podeszło do muzyki jak do apek, pewnie inaczej by Apple Music wyglądało.

Aple mogło podsunąć nam coś, co naprawdę namiesza na rynku muzycznym. Możliwości jest od groma, ja skupiłbym się na promocji nieznanych a wartych uwagi muzycznych projektów/grup/artystów i działalności „wydawniczej”. Coś, co udało się Bandcampowi po prosu musiało udać się i Apple z całym ich zapleczem i pieniędzmi. Kulturotwórcza rola jabłka mogłaby wtedy zaistnieć nie tylko na poziomie deklaracji…

Niestety, na poziomie deklaracji widzę w tym momencie usługę Apple Music. Być może się to jakoś rozwinie w narzędzie warte uwagi. Na razie doklejono na siłę walle a’la Facebook sądząc, że to zrobi sukces. Nie zrobi.

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Leviathan
Leviathan! Sense8!

Dziś dobre rzeczy Wam na tacy podaję! Żadnej jeszcze nie widziałem ale po ocenach i recenzjach sądząc, macie na kilka...

Zamknij