Menu serwera

QNAP TVS-471

QNAP TVS-471 – Recenzja

Dzięki ogromnej uprzejmości (i cierpliwości :)) firmy QNAP, miałem okazję przez dłuuugi czas pobawić się nieco serwerem QNAP TVS-471 – jednym z fajniejszych urządzeń, jakie kiedykolwiek miałem podłączone do swojej sieci domowej.

Celem testów było określenie przydatności tego urządzenia w typowym użytku domowym, jego wpisanie się w codzienny domowy „workflow”, jego przydatność w zadaniach w chałupie najważniejszych oraz przetestowanie funkcji, które mogą każdemu domowemu „administratorowi” tyłek uratować w przypadku chociażby tak mało przyjemnych sytuacji, jak żoninie o-jeden-klik-za-daleko i wywalenie fotek z ostatniego wyjazdu w kosmos. Dodatkowo uparłem się na pomęczenie bardzo moim zdaniem sympatycznej opcji, jaką jest wirtualizacja, czyli – po ludzku mówiąc – przeniesienie pulpitu i danych na serwer, do którego dostęp rodzinka miałaby zdalny. Czy to ma sens i czy działa jak trzeba? Ot dylemat rodzinnego admina :)

Jednym słowem: jak toto się spisuje w domu w różnych sytuacjach i czy może jakoś pomóc w zapanowaniu nad domowymi danymi?

Rzuciłem się do sprawdzania, pogoniłem znajomych dalszych i bliższych, by mi pomogli (wielkie Wam dzięki za wszystkie uwagi i maile zwrotne!) oraz przymusiłem żonę i córkę do zmiany kilku swoich przyzwyczajeń związanych z używaniem komputera i naszych rodzinnych plików.

O tym, co z tego wyszło, piszę poniżej. Zacznę może jednak od przybliżenia bohatera recenzji, czyli serwera NAS…

QNAP TVS-471

mocna zabawka!


QNAP TVS-471

QNAP TVS-471

Firma QNAP to znana w świecie serwerów domowych i firmowych marka, która ostatnio coraz agresywniej atakuje rynek także domowych zastosowań i oferuje solidne maszyny z zapasem mocy pozwalającym na o wiele więcej, niż tylko zapewnienie dostępu do plików w sieci wewnętrznej i zewnętrznej.

QNAP TVS-471 to na NASowe standardy prawdziwa waga ciężka. Egzemplarz, który otrzymałem do testów, wyposażony był w procesor Intel Core i3-4150 3,50 GHz oraz 4 GB pamięci RAM, co w NASowych warunkach oznacza DUŻO MOCY. Rozpakowując maszynkę nie można nie zwrócić uwagi na coś, co zupełnie mnie rozwaliło: 4 porty Etehernet (każdy gigabitowy) i jakąś abstrakcyjną ilość portów USB, bodajże pięć czy sześć – w każdym bądź razie wystarczająco wiele, by podłączyć można było bez mała wszystko, co da się podłączyć portem USB. Tak po prawdzie specyfikacja techniczna raczej bardziej pasuje do komputera typu desktop, niż do z założenia energooszczędnego serwera ale z doświadczenia z innymi NASami wiem jedno: mocy nigdy za wiele, gdyż NASowe ciastko smakuje coraz lepiej w trakcie jedzenia czyli im dłużej się takie pudełko ma, tym więcej dla niego można znaleźć zastosowań i tym większy popyt na moc. QNAP TVS-471 ma jej aż z zapasem.

Całość zamknięta jest w dosyć sporej skrzynce, w którą wcisnąć można cztery dyski twarde, z których tworzyć można różnego rodzaju macierze. Osobiście bardzo niepokoiłem się jednym z najważniejszych domowych potencjalnych problemów: słyszalnością serwera. Ta cała moc i te wszystkie dyski a przede wszystkim ciepło przez nie wydalane mogłyby zmusić serwer do wycia jego dużego wiatraka, a że całą elektronikę trzymam w pokoju, w którym śpię, mógłby z tego wyniknąć niemiły problem. QNAP to jednak firma z doświadczeniem w budowaniu tego typu konstrukcji i miło mi donieść, że serwer właściwie jest niesłyszalny. Czasem dojdzie z wnętrza dźwięk pracującego dysku ale nie liczcie nawet na to, że usłyszycie choć cień wiatraka. Serwer ciężko pracował w porze ostatnich letnich upałów i mimo solidnej temperatury w mieszkaniu, wciąż był niesłyszalny. To wbrew pozorom ważna sprawa w domu, a szczególnie mieszkaniu – wyjące wiatraki potrafią piękniejsze nasze połowy wkurzyć niepomiernie, czego nie raz doświadczałem na własnej skórze :). Tu nie ma o tym mowy. Jest cicho, jak makiem zasiał.

Ogólnie wykonanie stoi na wysokim poziomie. Ma się to dobre wrażenie obcowania z czymś porządnie zrobionym, przemyślanym i nawet jeśli może nie najpiękniejszym (OK, to kwestia gustu ale mnie wygląd serwera nie zachwycił), to na pewno funkcjonalnym. No i w sumie o to chodzi – serwer ma działać, nie wyglądać. Choć odrobina stylistyki by mu nie zaszkodziła. Nie zawsze jest gdzie schować coś tak sporego i serwer trzeba postawić w mniej lub bardziej widocznym miejscu. Cóż, co bardziej wybredni będą musieli drania zasłonić kwiatkiem, inni będą to mieli gdzieś :).

QNAP TVS-471

pierwsze uruchomienie

Jestem posiadaczem NASa innej firmy: Synology i siłą rzeczy będę czasem porównywał rozwiązania zastosowane tu i tu, ot choćby po to, by wskazać moim zdaniem lepsze i bardziej przydatne dla użytkownika. A proces pierwszego uruchomienia obydwie firmy prowadzą mocno odmiennie. QNAP wypada może nieco mniej pro-użytkownikowo ale za to proces wydaje się być szybszy i daje wrażenie większej kontroli nad tym, co się dzieje i co ma się wydarzyć. Podczas testów kilkukrotnie resetowałem całego NASa i instalowałem wszystko od początku a w konsekwencji pierwsze uruchomienia przechodziłem kilkukrotnie i powiadam Wam – jest to zwarty, logiczny i dobrze poprowadzony proces, w trakcie którego szybko i intuicyjnie ustawicie podstawowe środowisko pracy NASa.

QNAP TVS-471 - pierwsze uruchomienie QNAP TVS-471 - pierwsze uruchomienie QNAP TVS-471 - pierwsze uruchomienie QNAP TVS-471 - pierwsze uruchomienie QNAP TVS-471 - pierwsze uruchomienie QNAP TVS-471 - pierwsze uruchomienie

QNAP TVS-471 pracuje pod kontrolą opartego na Linuksie systemu operacyjnego QTS. W momencie rozpoczęcia testów stabilna wersja systemu QTS miała numerek 4.1.2 ale kilka funkcjonalności, które miałem przetestować, dostępnych było w wersji niestabilnej systemu, o numerze 4.2, która naciąga wielkimi krokami, kiedy to piszę. O tych kilku wartych uwagi funkcjach napiszę nieco dalej, teraz może tylko zaznaczę, że podczas testów ukazał się nowy build (a właściwie dwa – chłopaki szybko pracują) wersji niestabilnej, który znacząco poprawił funkcjonowanie całości. Ja wiem, że wersje niestabilne mają to do siebie, że – cóż – są niestabilne ale co się nakląłem, to moje. Teraz jest znacząco lepiej i nawet na wersji niestabilnej da się całkiem sensownie pracować, acz nie wszystkie problemy jeszcze zostały poprawione. Jeśli jednak poprawki będą wprowadzane w tak szybkim tempie, jak to się dzieje teraz, niebawem powinna pojawić się wersja stabilna 4.2 systemu QTS, która oj fajne rzeczy daje do zabawy. Na tej jeszcze nie pełnej ale już bardzo wiele pokazującej wersji systemu się skupię, bo jest naprawdę na czym.

QNAP TVS-471 i QTS 4.2 – co fajnego dla domu?

Kurczę, aż ciężko wybrać, co właściwie takiego najfajniejszego wziąć na początek pod lupę. Może zacznę od…

QTS 4.2

migawki

Snapshot – rodzaj zrzutu danych rozumianego jako sposób zapewniania dostępu do starszych wersji danych przechowywanych w pamięci masowej, zwłaszcza dyskowej. Ze względu na brak utrwalonego i zaakceptowanego odpowiednika w języku polskim zjawisko to opisywane jest czasami przy pomocy kalki językowej migawka.

Wikipedia

Coś, co mnie zupełnie rozwaliło i czego na razie system DSM od Synology nie oferuje: migawki systemu plików! Co to takiego? W dużym skrócie: to tworzone periodycznie lub na żądanie kopie plików, które w dowolnym momencie można odtworzyć. Nie brzmi zbyt seksownie, prawda? Zwykły backup to potrafi, niemniej jest tu kilka „ale”, które mocno mnie przekonały do pomysłu QNAPa, który zapewne za chwilę zawita także w oprogramowaniu Synology:

  • pierwszy ficzer, który mi się spodobał: dla migawek można wydzielić miejsce na wolumenie na zasadzie przydzielenia jakiegoś procenta jego objętości właśnie na kopie plików. Po zapełnieniu wyznaczonego miejsca jest ono zwalniane przez usuwanie starszych wersji plików.
  • drugi ficzer: właśnie wersjonowanie plików czyli po prostu zapisywanie kolejnych wersji pliku zmieniającego się z czasem. Dłubiesz jakiś tekst od dłuższego czasu i zapisujesz drania na udziale sieciowym? Na serwerze trzymane są wersje tego pliku zapisywane zgodnie z harmonogramem tworzenia migawek. Ja na przykład robię kopię co godzinę a więc zapisują mi się co godzinę zmiany edytowanego pliku. OK, dalej może to tyłka nie urywa ale diabeł tkwi w szczegółach a tu szczegół jest istotny: pliki można przywracać bezpośrednio na serwerze. Tak po prostu – klik i już mamy dostęp do wcześniejszej wersji. Bez żadnych dodatkowych mechanizmów, bez chmur, bez kolejnej warstwy oprogramowania, do której musi się użytkownik przyzwyczajać.
  • trzeci ficzer: migawka to migawka, dzieje się w obrębie puli pamięci wydzielonej w NASie. W konsekwencji pliki nie są kopiowane gdzieś na zewnętrzny dysk czy sieciowo przerzucane na inny serwer – to wszystko jest na miejscu a więc dostępne natychmiast, po kliknięciu admina czy użytkownika. Przywracać pliki czy całe foldery można zaraz po zalogowaniu, nie czekając na przekopiowanie ich z zewnętrznych backupów. Szybkość takiego rozwiązania jest rewelacyjna i choć migawka oczywiście nie zastąpi backupu ale w pracy (w domu zdecydowanie mniej) może okazać się prawdziwym tyłko-ratunkiem dla firmowego admina, który będzie musiał szybko przywrócić dane po ich utracie wynikłej z różnych powodów.

Jak ze wszystkim, i tu jest kilka problemów, które powstały już na etapie planowania. To fajnie, że są migawki plików ale to niefajnie, że zwykły użytkownik nie ma dostępu do migawek plików w swoim folderze domowym. To znaczy albo nie do końca rozumiem, jak to działa w szczegółach, albo coś robię źle, gdyż można włączyć w ustawieniach tworzenia migawek opcję, dzięki której będą się one wyświetlały użytkownikom ale za diabła nie chce mi to działać w katalogach domowych użytkowników. Natomiast świetnie działa to w pozostałych folderach a efekt jest taki, że użytkownik po wejściu do folderu widzi dodatkowy folder specjalny, w którym znajdują się kopie zawartości tego folderu z kolejnymi migawkami. Świetna sprawa, bo dzięki temu użytkownik może sobie przywracać całe foldery danych a z migawkami może pracować tak prosto i przejrzyście, jak z normalnymi plikami i folderami.

Wiem, że trochę trudno to sobie wyobrazić z opisu ale może tak bardziej obrazowo: masz otwarty eksplorator Windows, właśnie otworzyłeś sobie folder Dokumenty a w tym folderze, prócz jego zawartości, widzisz jeszcze specjalny podfolder, w którym masz te wszystkie pliki sprzed godziny, dwóch, trzech (zależnie od tego, jak często migawka jest robiona). Wykasowałeś coś przez przypadek? No problema! Wchodzisz do folderu specjalnego i po prostu kopiujesz plik na jego pierwotne miejsce (albo i cały folder jeśli masz taką potrzebę). Użytkownik nie ma uprawnień do kasowania plików i folderów z migawek, więc admin ma spokój i pewność, że użytkownik nie namiesza za bardzo :).

QNAP TVS-471 - obsługa migawek

QNAP TVS-471 – obsługa migawek

Admin do swojej dyspozycji ma proste narzędzie pozwalające robić migawki na żądanie, zaplanować automatyczne wykonywanie migawek (jak już wspomniałem, u mnie dzieją się one co godzinę) czy jednym kliknięciem przywrócić migawkę z danego punktu czasowego (działa to zadziwiająco szybko) lub ją sklonować do jakiegoś innego wykorzystania. Przywracać można wspomnianą całą migawkę, dowolny folder współdzielony, folder lub pojedynczy plik. Tu nie ma się do czego przyczepić – wszystko to robiłem i działa sprawnie, szybko i miło dla oka a przede wszystkim stabilnie.

Narzędzie do obsługi migawek może nie wygląda imponująco ale swoją rolę spełnia i kopie plików czy folderów przywraca jak trzeba. Ale jest jeszcze fajniej – QNAP opracował świetną wyszukiwarkę, która czesze i indeksuje pliki i która – i to jest mocne – indeksuje także zawartość migawek. Skasowałeś niechcący ważny raport roczny? Nie ma problemu! Uruchom Qsirch i zacznij wpisywać „Ważny raport roczny” a wśród wyników wyszukiwania zobaczysz także swój zmigawkowany raporcik gotowy do odzyskania :).

Oczywiście trzymanie kopii plików i ich wersji oferuje cały szereg innych narzędzi, jak choćby Qsync. Ale jeśli Twoi użytkownicy pracują bezpośrednio na serwerze, zapisują na nim pliki i wykorzystują maszynę do czegoś więcej, niż tylko do backupu, migawki to insza inszość i inna wygoda pracy. Snapshoty, do których tak wolny i bezpośredni dostęp mają admini a także i sami użytkownicy, to samo dobro. Uwierzcie, komfort pracy z migawkami jest po prostu obezwładniająco rozleniwiający :).

Pokochałem migawki i z tęsknotą czekam na nie w systemie od Synology. Są po prostu łatwe w obsłudze, logiczne, sensowne i zdejmują z użytkowników obowiązek używania dodatkowych narzędzi.

QTS 4.2

wirtualizacja

wirtualizacja według QNAPa

Wirtualizacja – pozwalają jednocześnie uruchomić wiele systemów operacyjnych na tej samej platformie sprzętowej i systemowej przy maksymalnej możliwej wydajności.

Wikipedia

To ci dopiero temat… W sumie na co komu w domu wirtualizacja? Po co komuś, kto ma laptopa czy komputer stacjonarny dostęp do wirtualnego systemu operacyjnego stojącego sobie gdzieś na domowym serwerze? Po co całe to zamieszanie z odpalaniem swojego sprzętu tylko po to, by zalogować się gdzieś zdalnie i tam pracować? W firmie to rzecz oczywista i gdybym miał firmę, inaczej moi pracownicy by nie pracowali. Łatwość zapanowania nad środowiskiem w takim wypadku niweluje wszystkie minusy pracy z terminalem i dla firm wirtualizacja to wybór oczywisty. Ale w domu?

Zacznijmy od tego, że potrzeby są różne, tak jak różni są użytkownicy. Jedni potrzebują dostępu do pełnej mocy maszyny, by nieco podciągnąć statystyki w The Sims 4 (moja córka), inni tak właściwie tylko sprawdzają maile, biegają po Facebooku i przeglądają strony sklepów internetowych z obuwiem (moja żona). Jeszcze inni potrzebują dostępu do innych niż ich własne systemów operacyjnych do pracy czy testowania różnych rozwiązań (to moje potrzeby). Moja żona, jako typowy terminalowiec, ma głęboko gdzieś, na jakiej maszynie siedzi, byle strony sklepów pokazywały się szybko i by to był Windows, do którego jest przyzwyczajona (domowe Maczki jakoś jej nie przekonują). Mnie zależy na dostępie do oprogramowania, którego nie mam pod OS X (głównie jest to soft pod Windows), do wirtualnych LAMPowych serwerów, na których mogę testować stronki internetowe a to wszystko najlepiej aby było dostępne z zewnątrz, bym mógł się podłączyć i zdalnie różne swoje zadania na wirtualnych systemach przeprowadzać. Niestety nie mam zbyt mocnej maszyny, na której pracuję i obciążanie jej dodatkowo wirtualizowaniem byłoby jej zabójstwem, wolę więc rozwiązania nie obciążające mojego komputera. Testowany QNAP TVS-751 pozwolił mi to przetestować…

W QTS 4.2 do wirtualizacji służy wyodrębniona aplikacja zwana Virtualization Station. To tutaj tworzymy maszyny wirtualne, tu administrujemy obciążeniem zasobów serwera, to tutaj właśnie je uruchamiamy i je zatrzymujemy. To przejrzyste i proste w obsłudze narzędzie, którego zrozumienie zajmie może pięć minut pobiegania po opcjach. QNAP zrobił to po prostu dobrze.

W wersji 4.1 systemu QTS trzeba było dla maszyny wirtualnej wskazywać osobny port Ethernet (NAS ma ich cztery przypominam) do wykorzystania specjalnie dla niej. Rozwiązanie z tyłka i mało przyjazne dla sieci domowej, dodatkowo komplikujące całą zabawę. W wersji QTS 4.2 zrobiono to dobrze i tak, jak powinno być od początku: interfejs sieciowy maszyny wirtualnej jest mostkowany z interfejsem sieciowym hosta (serwera NAS) i bez potrzeby kombinowania wirtualna maszyna może być podłączona do internetu. Dodatkowo każda maszyna wirtualna otrzymuje swój adres MAC i od strony routera jest widziana jako odrębne urządzenie sieciowe, niezależne od NASa. Rzecz to ważna, bo dzięki temu można na routerze przekierować do maszyny wirtualnej odpowiednie porty, dzięki czemu np. można z sieci zewnętrznej połączyć się z maszyną wirtualną w sieci domowej czyli na ten przykład mogę połączyć się z pracy z moim wirtualnym Windowsem za pomocą protokołu RDP po prostu przekierowując port na routerze.

QNAP TVS-471 - Virtualization Station

QNAP TVS-471 – Virtualization Station

Do uruchomionej maszyny wirtualnej dostęp mamy za pomocą wbudowanej konsoli graficznej. Klika się i bach, w oknie przeglądarki pokazuje się obraz z maszyny wirtualnej.

QNAP TVS-471 - konsola

QNAP TVS-471 – konsola

QNAP TVS-471 - system w konsoli

QNAP TVS-471 – system w konsoli

Plusem konsoli jest to, że jest zawsze dostępna – wystarczy kliknąć i już ma się połączenie z komputerem. Minusem jest niestety jej wydajność. Działać i owszem działa ale pracować się w niej raczej nie da. Dlatego najlepiej w maszynie wirtualnej zadbać o możliwość połączenia przez VNC (Linux) lub RDP (Windows) i wtedy cała ta wirtualizacja nabiera MOCNYCH rumieńców!

Jestem zachwycony wydajnością połączenia z Windows (w Windowsie należy zezwolić na dostęp zdalny do systemu – nie wszystkie wersje systemu zdaje się to mają)! Do łączenia się z mojego MacBooka używam znakomitego programu od Microsoftu Microsoft Remote Desktop i powiadam Wam – pracuje się na wirtualnym Windowsie jak na lokalnie wirtualizowanym a właściwie nawet szybciej (próbowałem na swoim leciwym MacBooku wirtualizacji i szkoda nawet gadać jak to wpływało na zasoby). Nawet łącząc się za pomocą sieci bezprzewodowej mogłem bez większych przeszkód oglądać filmy na wirtualnym Windowsie – w HD i ze wszystkim jak trzeba :). Dla testów uruchomiłem bardzo przydatnego mi Corela, którego niestety na Maku nie mam i pracowało się po prostu doskonale! Responsywność wirtualnej maszyny nawet przy połączeniu siecią bezprzewodową była fenomenalna. Po połączeniu kablem właściwie nie można odróżnić pracy na maszynie lokalnej od pracy na maszynie zdalnej. Miałem Windowsa na swoim MacBooku i to bez żadnego zająknięcia :). YAY!

QNAP TVS-471 - wirtualizowany Windows 10

QNAP TVS-471 – wirtualizowany Windows 10

Poczta, Word, Excel i co tam jeszcze – to wszystko działało wyśmienicie nawet na dwóch raptem gigabajtach ramu. Do pracy biurowej w zupełności to wystarczy a wirtualny komputer zachowywał wigor i pozwalał na zdecydowanie więcej.

Tu jednak jedna uwaga: owszem, wszystko śmiga jak trzeba ale w przypadku uruchomienia jednej maszyny. Niestety testowany egzemplarz NASa wyposażony jest w 4 gigabajty pamięci RAM, co okazuje się ilością niewystarczającą do uruchomienia dwóch czy trzech sprawnie działających maszyn wirtualnych. Tak więc jeśli chcesz kupić TVS-471 do celów wirtualizacji, inwestuj w dodatkowy RAM. I to sporo tego RAMu! O procesor się nie martw – ten obsłuży potrzeby nawet kilku maszyn biurowych ze sporym zapasem.

QTS 4.2

HybridDesk Station

QNAP TVS-471 ma ciekawą opcję podłączenia NASa do telewizora przez port HDMI. OK, wszystkie już chyba firmy produkujące NASy takie modele posiadają ale do tej pory nie miałem okazji używać NASa jako… no właśnie, jako czego? Możliwość podłączenia via HDMI do telewizora to oczywiście możliwość odtwarzania filmów bez zbędnych kombinacji i NAS staje się w tym momencie media playerem doczepionym do czterech dysków twardych. Ale nie tylko. Się okazuje, że QNAP pomyślał i o możliwości używania wirtualizowanego systemu operacyjnego wprost na ekranie podłączonym do NASa. W efekcie mamy po prostu komputer stacjonarny do swojej dyspozycji, do którego można podłączyć wszelkie akcesoria za pomocą rozlicznych portów USB. NAS bezproblemowo obsłużył moją bezprzewodową mychę z klawiaturą od Microsoftu, poradził sobie bez problemów z webkamerką, grzecznie puszczał dźwięk przez zewnętrzną kartę dźwiękową (pierwszej generacji iMic) o dźwięku przez HDMI nie wspominając… To działa! Jedyne zastrzeżenia mam do wydajności tego rozwiązania. Okazuje się bowiem, że znacznie płynniej pracowało mi się z systemem za pomocą Microsoft Remote Desktop, niż na wrzuconej na pełen ekran graficznej konsoli. Jeśli QNAP zwiększy wydajność konsoli pod kątem szybkości wyświetlania grafiki, będziecie mieli pełne wrażenie pracy na stacjonarnym komputerze. Pracować się bez większych problemów da ale nie jest tak płynnie, jak po połączeniu z wirtualną maszyną za pomocą pulpitu zdalnego.

Aby bawić się NASem jako media playerem czy komputerem stacjonarnym, wpierw należy zainstalować odpowiednie środowisko, które zwie się HybridDesk Station. HybridDesk to zbiór różnych aplikacji, które będą wyświetlane po podłączeniu NASa via HDMI w specjalnym menu, które z założenia powinno być łatwo obsługiwalne na telewizorze.

QNAP TVS-471 - HybridDesk Station

QNAP TVS-471 – HybridDesk Station

W skrócie: wygląda to dramatycznie po prostu. I nie chodzi nawet o działanie (ze stabilnością jest tak sobie, aplikacje potrafią się wywalać, powrót do głównego menu bywa czasem mocno problematyczny i to zarówno w wersji stabilnej, jak i niestabilnej systemu) ale przede wszystkim chodzi o wygląd. Tak, jestem estetą i nie wstydzę się do tego przyznać :).

Nie wiem, co sobie pomyśleli chłopcy w QNAPie ale to, co wyświetla się na ekranie telewizora jako menu aplikacji, spowodowało u mojej żony odruch wyłączenia szybkiego. Jest po prostu brzydko, niechlujnie, nieładnie i niefajnie. Dostajecie interfejs, który może działa ale na pewno nie zachęca do używania NASa na telewizorze. Szkoda, bo HybridDesk Station to fajny pomysł, który trzeba rozwinąć ale przede wszystkim trzeba umieć do niego przekonać. A przekonać można tylko pokazując coś zadbanego i łatwego w obsłudze. HybridDesk Station w obsłudze skomplikowane nie jest ale wygląd straszy. Dodam może tylko jeszcze, że całkiem zgrabnie działa to wszystko z zewnętrznym pilotem multimedialnym, dzięki któremu łatwo jest nawigować po zasobach HybridDesk Station z kanapy. Ja akurat używałem pilocika od Fergusona ale zakładam, że większość multimedialnych pilotów z donglem podłączanym do USB będzie się sprawowała bez problemów. Obsługa pilocika to podstawa, jeśli NAS ma też służyć jako centrum mediów. Uruchamianie aplikacji multimedialnych i nawigowanie po nich bez pilota jest cokolwiek średnim pomysłem, więc cieszy, że nawet tak niszowy pilocik jak ten od Fergusona działa sprawnie.

Wybór aplikacji możliwych do uruchomienia z HybridDesk Station jest ogólnie OK ale czuć tam geeków – za OpenTTD czy Wesnoth należy się szacun ale Kowalski czy Smith raczej nie będą wiedzieli o co loto i się bidoki pogubią :). Niemniej rzeczy najważniejsze są: Kodi, Plex, Spotify, TuneIn, YouTube i oczywiście telewizyjne wersje QNAPowych aplikacji do multimediów: Music Station, Photo Station i Video Station. Ba, znalazł się tam także LibreOffice i Chrome ale po prawdzie nie używa się tego zbyt wygodnie, już lepiej uruchomić wirtualizowany system i tą drogą przeglądać net czy pracować z dokumentami.

Co do samych systemów operacyjnych i ich uruchamiania – nie sprawia to absolutnie żadnego problemu. Technologia QVM sprawdza się bardzo dobrze i działa NAS niczym natywny komputer w takim przypadku. Po prostu masz kompa podłączonego do telewizora/monitora i tyle, miejscami tylko czuć, że jest wirtualizowany.

Bardzo spodobał mi się pomysł na umieszczenie w pakiecie aplikacji Skype. Jeśli masz jakąś webkamerkę, jest duża szansa na to, że zostanie prawidłowo rozpoznana i będziesz mógł prowadzić rozmowy wideo gapiąc się na swojego interlokutora na telewizorze a nie na monitorku laptopa, komórki czy innego tabletu. Naprawdę fajne wtedy stają się rodzinne nasiadówy i możliwość rodzinnego przekrzykiwania się babć z wnukami :)

Ogólnie pomysł z HybridDesk Station oceniam jako ciekawy acz wymagający jeszcze ogromnej pracy od strony doboru oprogramowania, stabilności jego funkcjonowania i przede wszystkim wyglądu całości. Serio panowie z QNAPa – w epoce AppleTV sterowanego głosem i wyglądającego po prostu ładnie, wypuszczanie jakichś zielonych literek (wygląd TuneIn Radio woła o pomstę do nieba) jest lekkim kopnięciem użytkownika w zad. Zaciekawi ale i zirytuje.

Podsumowując doświadczenia z wirtualizacją… Czy warto i czy to ma szansę przyjąć się w domu? I tak, i nie. Wszystko tak naprawdę zależy od potrzeb, które warto sobie przed zakupem NASa mocno przemyśleć. Typowy domownik potrzebuje od komputera jakiegoś ekranu, klawiatury i myszki – to wszystko dostanie w dowolnym laptopie, na którym można zainstalować kilka systemów operacyjnych jeśli na takowych mu zależy a po prawdzie i tak zawsze chodzi o Windows. Wirtualizacja w jakiejkolwiek postaci jest dla takiego domownika kompletnie zbędna, do niczego mu się nie przydaje po prostu. Moja żona uznała ten pomysł za dziwactwo i to dla mnie ucina wszelką dyskusję.

ALE

Jest kategoria ludzi, którzy po prostu kochają różnorodność, uwielbiają grzebanie, nie są sobą, jeśli w sobotę nie „postawią serwera” a w niedzielę nie „kernelną kompila” po to, by w poniedziałek mozolnie „stawiać rozwalony system”. Normalni patrzą na nich jak na zadżumionych ale po prawdzie to ci zadżumieni później wzdychają głęboko słuchając jęczenia normalnych, którzy nie potrafią sobie poradzić z wgraniem sterownika do drukarki czy wyczyszczeniem systemu ze śmieci. Bez geeków świat byłby zepsutym miejscem a QNAP TVS-471 jest po prostu odpowiedzią na ich potrzeby.

No i są oczywiście ludzie, dla których TVS-471 będzie po prostu narzędziem pracy albo narzędziem pomagającym w pracy. Czy postawiliby sobie coś takiego w chałupie? Idę o zakład, że z dziką radością.

QTS 4.2

vs media

Media to w domu rzecz święta. Znamy to wszyscy doskonale: walka o pilota, walka o film do obejrzenia, walka o odcinek serialu do wciągnięcia, walka o muzykę do posłuchania, walka o zdjęcie czy rodzinny filmik do wyświetlenia itd. Media w domu to strefa wojny i – niestety – nie zawsze ten najsilniejszy i najcięższy wygrywa ;). W konfrontacji z żoną często muszę schodzić do podziemia i baaaardzo interesuje mnie urządzenie, które poda media moim rozlicznym urządzeniom mobilnym. Jak tu radzi sobie testowany QNAP?

W skrócie: nieźle acz mogłoby być o wiele, wiele lepiej.

Na początek rzecz w aplikacjach od QNAPa. O ile Music Station czy Video Station jeszcze jakąś logikę posiadają, o tyle Photo Station to czysty chaos i wielki WTF factor. Serio, miałem problemy ze zrozumieniem zasad funkcjonowania tej aplikacji, zasad grupowania zdjęć w albumy, układania tego w coś w miarę przejrzystego dla żony a już zupełnie odrzuciło mnie to, że do Photo Station domyślnie wrzucane są WSZYSTKIE pliki graficzne z folderu domowego użytkownika i folderu systemowego Multimedia, do którego zasadniczo powinno się wrzucać pliki mediów dostępne dla wszystkich użytkowników NASa. Po jaki blady członek się tak dzieje? Ja wiem, że można sobie wyklikać który katalog ma być indeksowany itd. ale zaczynanie pracy z programem od zmieniania logiki jego działania jest po prostu słabe.

Taki przykład: do systemowego folderu Multimedia nawrzucałem do odpowiednich podfolderów muzyki, filmów i zdjęć dla moich użytkowników. Poindeksowało się co trzeba, pliki trochę poleżały aż w końcu przyszedł czas na testowanie Photo Station. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w PS zobaczyłem dokładnie wszystkie pliki graficzne, jakie w folderze Multimedia się pojawiły. Okładki albumów muzycznych, jakieś graficzki dołączane do releasów filmowych, a to wszystko oczywiście wymieszane z fotkami rodzinnymi. Do tego wszystkiego doszły jeszcze grafiki, które znajdowały się w moim folderze domowym (duuuużo grafik z pracy, DUŻO!) oraz rzeczy siedzące w koszu. W efekcie w programie miałem do czynienia z bajzlem, nad którym zapanować się nie dało. Nie rozumiem do dziś logiki funkcjonowania tej aplikacji i może działa całkiem szparko ale nie tak, jak ja chcę. Tam jest za dużo rzeczy do wyklikania, ze zbyt wielu źródeł aplikacja bierze dane, w zbyt wielu miejscach te źródła się ustawia lub zmienia, zbyt wiele rodzajów albumów (inteligentne, na podstawie folderu, na podstawie czegoś tam jeszcze itd.) ma się do dyspozycji… Aplikacja jest skomplikowana a przez to nieprzysiadalna. Szkoda, bo technicznie to całkiem sprawnie zrealizowana rzecz i aż szkoda, że tak niefunkcjonalnie została zaprojektowana.

QNAP TVS-471 - PhotStation 5 - ktoś coś z tego rozumie?

QNAP TVS-471 – PhotStation 5 – ktoś coś z tego rozumie?

QNAP TVS-471 - PhotStation 5

QNAP TVS-471 – PhotStation 5

Music Station to inna inszość. Aplikacja jest przemyślana, szybka (na tym sprzęcie nic nie ma prawa być wolne :)), radzi sobie z prawie wszystkim w sposób w miarę jasny i logiczny. To ten rodzaj aplikacji, w której myślenie „jeśli kliknę to, to pewnie uzyskam to” działa, w przeciwieństwie do Photo Station. Jest tu wszystko, co potrzebne do szczęścia w domu: współdzielone playlisty, możliwość udostępniania muzyki znajomym czy dzieciakom, takie tam bzdury. Jednej rzeczy wszakże mi brak bardzo a czego Synology dorobiło się już jakiś czas temu: wsparcia dla AirPlay. QNAP nie widzi mojego AirPort Expressa, do którego mam podłączoną domową wieżę i cały misterny plan strzela w cholerę, muszę dźwięk puszczać przez telewizor gdyż inne sieciowe odtwarzacze są podłączone właśnie do TV. Jest jakaś dodatkowa aplikacja pozwalająca wysyłać dźwięk via AirPlay do odtwarzaczy ale na prawdę nie chcecie wiedzieć, jak ona działa i jak wygląda. Dramat to łagodne określenie. No i przede wszystkim to jakaś odrębna aplikacja a muzykę wszak mam w systemowej, więc co mi po tej odrębnej? Zasadniczo jednak prócz powyższego problemu nie mam większych powodów do czepialstwa. Music Station gra co ma grać, wygląda nienajgorzej na tle innych aplikacji, ma swoją wewnętrzną logikę działania, opcje są jasne i klarowne a sam program przewidywalny a przez to możliwy do obsłużenia nawet przez komputerowego laika.

QNAP TVS-471 - Music Station

QNAP TVS-471 – Music Station

QNAP TVS-471 - Music Station - bark Airplay :/

QNAP TVS-471 – Music Station – bark Airplay :/

Video Station… Hmmm… Z tą aplikacją wiązałem największe nadzieje. NAS to przede wszystkim hektary powierzchni, które zapełnia się różnymi rzeczami. Ja akuratnie kopiuję internet a szczególnie filmy i seriale. I lubię mieć te zbiory ślicznie opisane, zebrane w bibliotekę jak trzeba, seriale podzielone na sezony, pościągane do odcinków (i filmów) metadane z internetu, do tego okładki i takie tam inne. Mój zbiór ma być zadbany, pobieranie informacji zautomatyzowane i oczekuję oprogramowania, które pozwoli mi tym wszystkim zarządzać, pozwoli mi mój mozolnie budowany zbiór filmów i seriali zwizualizować jak trzeba, udostępni do tego interfejs co się zowie, opcje wyszukiwania, filtrowania po gatunkach, aktorach czy latach… Wiecie o co chodzi – potrzebuję czegoś, co będzie Plexem czy innym Kodim z tą różnicą, że dostarcza mi to producent sprzętu, który kupiłem.

Video Station może nie zawodzi ale jak to u QNAPa bywa – bez przebicia się przez konfigurację iluśtam opcji, nie liczcie na jakiś efekt „łał”. QNAP TVS-471 jest na tyle mocny, że reklamuje się go na opakowaniu możliwością transkodowania materiału do rozdzielczości 4K. Fajnie! Jednak żeby tanskodować materiał w czasie rzeczywistym, należy wpierw doinstalować paczkę kodeków, które znajdziesz w… HybridDesk Station opisywanym nieco wcześniej. To z pozoru jest logiczne, wszak jakieś kodeki przydadzą się, by oglądać filmy na telewizorze. Tyle że ta paczuszka powinna być od razu preinstalowana i gotowa do użycia od startu urządzenia. Po jaką cholerę w urządzeniu z wyjściem HDMI użytkownik ma jeszcze kombinować z instalowaniem kodeków czy innych takich? Przeznaczenie takiego urządzenia właśnie ze względu na port HDMI jest jasne i klarowne, więc po co komplikować?

Kolejną sprawą jest już sama logika funkcjonowania systemu QTS. System na dzień dobry tworzy folder współdzielony Multimedia, w którym użytkownicy mogą trzymać właśnie współdzielone media (muzykę, filmy, zdjęcia, co tam jeszcze). I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że Video Station jedzie po tych mediach równo i wszystko wrzuca do jednego wora. Widok po uruchomieniu aplikacji z kilkoma wrzuconymi do folderu współdzielonego filmami przedstawia się następująco:

QNAP TVS-471 - Video Station

QNAP TVS-471 – Video Station

Eeee… No właśnie, dokładnie taka sama była moja pierwsza reakcja. Synology robi to inaczej. Przy instalacji aplikacji audio czy wideo tworzone są odpowiednie foldery współdzielone o nazwach „music” i „video” i od razu wiesz, gdzie co masz wrzucać a aplikacje od audio i wideo wiedzą, jak dane tam znalezione interpretować (brakuje mi jeszcze w synology automatycznego tworzenia folderu w stylu „tv series” dla seriali, by wszystko było od razu wiadome). Oczywiście w QNAPie można sobie wszystko wyklikać i zdefiniować w opcjach ale tu po prostu jak na dłoni widać, jak różne są podejścia w filozofii działania obydwu systemów. QTS jest bardziej hardcorowe od DSM…

Odnalezione przez Video Station media można z łapki przenieść do odpowiednich folderów w stylu „Filmy” czy „Programy telewizyjne” i tam już będą poddawane dalszej obróbce czyli do filmów zostaną dociągnięte metadane itd. Można też wyklikać w ustawieniach odpowiednie foldery, w których są trzymane media danego rodzaju ale – jako się rzekło – wymaga to „wywiedzenia” się co, jak i gdzie a przede wszystkim rozplanowania odpowiedniego swoich folderów.

QNAP TVS-471 - Video Station - konfigurujemy...

QNAP TVS-471 – Video Station – konfigurujemy…

Czy to źle? Nie, absolutnie. Po prostu „dla tych, co to pierwszy raz” może to być powód do wysokiego uniesienia brwi. Kiedy już się wszystko ustawi jak trzeba, widoczek jest zgoła odmienny:

QNAP TVS-471 - Video Station - działa jak trzeba :)

QNAP TVS-471 – Video Station – działa jak trzeba :)

Przyznajcie sami, zdecydowanie lepiej się to prezentuje. Dla porównania podrzucam też screena z aplikacji Video Station od Synology, żebyście sami się przekonali, jak różnie może wyglądać ta sama de facto sekcja aplikacji (tu akurat prezentacja zbioru filmów). Z całym szacunkiem dla QNAPa ale chłopcy z Synology interfejsy robią lepiej:

Video Station - tym razem od Synology

Video Station – tym razem od Synology

A jak z odtwarzaniem? Po zainstalowaniu kodeków umożliwiających transkoding materiału wideo w locie, nie zauważyłem większych problemów z odtwarzaniem. Bardzo fajnie pracuje wtedy serwer DLNA, dzięki czemu można oglądać filmy praktycznie na każdym urządzeniu kompatybilnym z tym standardem. Testowałem ten ficzer ze swoim PS3, iPadem pierwszej generacji z odpowiednim softem (tak, działa i nie chce się rozpaść :)), tabletach z Androidem i na telefonie z Andkiem – gra i buczy a jakość jest bardzo fajna. Transkoding działa jak trzeba, nie powoduje jakichś większych opóźnień w odtwarzaniu i co najważniejsze – jest przejrzysty dla urządzenia odbierającego stream DLNA.

Transkodować można nie tylko w locie ale także można zrzucić na system zadanie przygotowania odpowiednich plików wideo w odpowiednich rozdzielczościach dla różnych urządzeń. W takiej sytuacji serwer grzecznie przemieli znalezione pliki wideo i stworzy ich wersje w odpowiedniej rozdzielczości z napisami (jeśli opcję muxowania napisów wybierzemy). Działa to sprawnie a sprzęt jest na tyle mocny, że zmielenie nawet sporej biblioteki filmów nie potrwa w nieskończoność. Plus jest taki, że raz już skonwertowane pliki wideo nie będą musiały być tanskodowane w locie dla urządzeń nie potrafiących odtwarzać ich natywnych formatów. Pliki są konwertowane do formatu MP4 możliwego do odtworzenia przez urządzenia mobilne i to faktycznie działa jak trzeba. Całość wygląda mniej więcej tak:

QNAP TVS-471 - ustawienia transkodowania

QNAP TVS-471 – ustawienia transkodowania

Oczywiście QNAP udostępnia mobilne wersje swoich aplikacji, tak by można sobie było muzyki posłuchać, zdjęcia pooglądać a wideo obejrzeć także za pomocą telefonu czy tabletu. O ile aplikacje do muzyki czy zdjęć swoją rolę spełniają, o tyle aplikacja do wideo jest czystym dramatem. Pobrana z polskiego Google Play wyświetla jakieś zdaje się brazylijskie czy portugalskie stringi (nie majtki tylko napisy/tłumaczenia interfejsu wy zbereźniki :)), nijak nie mogłem zmusić jej do odtwarzania filmów na telefonie a kiedy jednak już mi się udało, to bez napisów itd. Porzuciłem testowanie aplikacji mając zdecydowanie fajniejsze rzeczy do zrobienia, niż frustrowanie się czyjąś niedoróbką. Mobilna wersja aplikacji Video Station nie działa i basta. Jakoś nie miałem serca dochodzić dlaczego, walka z aplikacją była wszakoż długa i nużąca.

Ogólnie można powiedzieć, że z obsługą mediów w QNAPie źle nie jest ale mogłoby być o wiele lepiej. Winię tu oprogramowanie, które po prostu miejscami powoduje silną chęć skrobania się po głowie w procesie myślenia „o co do cholery im chodzi?” podczas rozgryzania funkcjonowania aplikacji i stojącej za nimi logiki (lub jej braku). Trochę szkoda, że całej tej mocy, którą oferuje QNAP TVS-471 nie potrafią aplikacje do mediów wykorzystać. Mam tu wielki apel do QNAPa, by może nie trudził się pisaniem aplikacji do obsługi mediów (szczególnie filmów i seriali) i by nie wymyślał na nowo koła, tylko by wszedł we współpracę z Plexem czy chłopakami od Kodiego i w modelach z HDMI po prostu od razu dawał to, co najlepsze. Uruchomienie na tym samym NASie Plexa było jak łyk świeżej, zimnej, źródlanej wody po przejściach z Video Station. Może lepiej w tym kierunku?

QNAP TVS-471

inne przydatne w domu aplikacje

Oj, tu QNAP pokazuje pazurki. Aplikacji jest sporo (znacznie więcej, niż w standardowej ofercie Synology) a niektóre z nich mogą się okazać w domu bardzo przydatne. Pokrótce może tylko omówię je, bo idea działania takich aplikacji jest ogólnie znana a mnie interesowało tylko, czy to działa i czy w obsłudze nie nastręcza większych problemów. Jeśli chcecie zerknąć na pełną listę dostępnych defaultowo paczek, skoczcie na odpowiednią stronę.

Qsync

Jedna z najważniejszych aplikacji od QNAPa i chyba jedna z najlepiej przemyślanych i wykonanych. Qsync to nic innego, jak możliwość stworzenia własnej chmury z synchronizacją plików między serwerem a różnymi urządzeniami. Jeśli używałeś kiedyś Dropboxa, Boxa, Microsoft OneDrive, iCloud czy Google Drive, wiesz o co chodzi. Instalujesz na komputerze (czy urządzeniu mobilnym) klienta usługi Qsync i od teraz wszystko, co do obserwowanego przez usługę folderu wrzucisz czy z niego usuniesz, będzie miało odzwierciedlenie na serwerze i innych urządzeniach klienckich. Qsync działa bardzo dobrze i bardzo stabilnie, oferuje oczywiście kontrolę wersji plików i całą resztę możliwości znaną z innych podobnych rozwiązań. Z tą różnicą, że tu pliki w całości pozostają Twoje i tylko Twoje – kontaktujesz się bezpośrednio ze swoim serwerem i niczym więcej, więc zachowujesz prywatność. No i masz tyle miejsca na pliki, ile chcesz. Ogranicza je tylko pojemność Twojego serwera lub komputera.

Cloud Drive Sync Station

Apka pozwala na synchronizowanie odpowiednich folderów na NASie z usługami Dropbox i Google Drive. Trochę mało tych usług ale poza tym aplikacja działa bardzo sprawnie. Bezproblemowo się łączyła i aktualizowała obydwa chmurne dyski. Przydatne w domu jeśli korzysta się intensywnie z Dropboxa czy Google Drive.

Connect to Cloud Drive

To rozszerzenie systemowej aplikacji File Station, dzięki któremu możemy buszować po zawartości dysków sieciowych takich jak: Dropbox, Microsoft OneDrive, Google Drive, Box itd. Diablo przydatne jeśli korzysta się z takich dysków i niekoniecznie chce się synchronizować ich zawartość z folderami na NASie. Wtyka pozwala dokonywać zwykłych operacji na plikach i spełnia swe zadanie bardzo dobrze.

Notes Station

Do robienia notatek. Narzędzie przydatne i po przegryzieniu się przez przekombinowany interfejs całkiem sympatyczne. Mam wrażenie, że podobne narzędzie oferowane przez Synology oferuje może mniej ale za to obsługuje się je „od kopa” a do Notes Station trzeba się mocno i długo przyzwyczajać ale jak już się człowiek przyzwyczai, stwierdza że i tak wszystko na głowę bije One Note od Microsoftu i ma nadzieję, że kiedyś coś w ten deseń na swoim serwerze dostanie :). Tak czy inaczej rodzinne notatki można za pomocą Notes Station prowadzić i po oswojeniu programu nie powinno to stanowić większego problemu.

Qsirch

Nazwa z tyłka ale pakiet CUDOWNY! To nic innego, jak rozbudowany system indeksowania i wyszukiwania dokumentów na NASie. Działa rewelacyjnie szybko, bije na głowę opcję wyszukiwania plików w podfolderach systemowego File Station (serio, File Station NIE POTRAFI przeszukać zawartości podfolderów na okoliczność występowania nazwy pliku, jest tu kompletnie bezużyteczna a ja zachodzę do dziś w głowę, dlaczego tak to wymyślono). Niezbędne narzędzie do zainstalowania zaraz po starcie systemu. Bardzo przypomina w działaniu OSXowy Spotlight a to komplement najwyższy z możliwych. Po prostu wrzućcie jakieś dokumenty do swoich folderów a zdziwicie się, jak szybko można je znaleźć i jak dokładne może być ich indeksowanie. Bardzo przydatna rzecz i mam nadzieję, że będzie rozwijana. Niestety nie obyło się bez problemów – w wersji beta systemu jest jakiś memory leak, który po dłuższym czasie potrafi zapchać pamięć systemu aż do musu jego restartu. Na moje oko związane jest to z pakietem javy, który musi być dodatkowo instalowany i mam nadzieję, że zostanie to szybko poprawione, gdyż narzędzie jest pierońsko przydatne i poza tym doskonale zrobione a efekty wyszukiwania prezentowane logicznie i spójnie.

VPN

W odróżnieniu od Synology, to funkcja systemu instalowana osobno. Kto wie, co oznacza ten skrót, ten doskonale będzie wiedział, że to rzecz przydatna także w domu. VPN umożliwia logowanie się do serwera i pracę z nim jak w sieci wewnętrznej (tak w dużym skrócie). Bardzo to ułatwia życie, gdy ma się na serwerze kupę rzeczy przydatnych w robocie.

owncloud

Pakiet, który każdy miłośnik chmury z prawdziwego zdarzenia powinien zainstalować na starcie. Obsługuje CardDAV, CalDAV (a więc możesz mieć swoje kontakty na swoim serwerze jak i swój kalendarz, bez potrzeby dzielenia się danymi z Google, Apple, Microsoftem czy innym NSA :)), ma możliwość synchronizowania plików (na komputerze wymagana jest instalacja klienta, jak w przypadku np. Dropboxa), ma playerka mediów itd. To prawdziwy kombajn tworzący i obsługujący Twoją prywatną chmurę.

WordPress

Rodzinny blog? Rodzinna stronka? Pakietów CMS jest do wyboru sporo ale WordPress jest chyba jednym z najpopularniejszych. Instalacja jest prosta, używanie nieskomplikowane a wydajność TVS-471 zapewni płynne działanie najbardziej skomplikowanych witryn.

Transmission

Można używać systemowego Download Station ale do torrentów nie znajdziecie nic prostszego i lepszego. Doskonale wykręca ratio na prywatnych trackerach i działa zdecydowanie lepiej, niż Download Station także w kwestii pobierania torrentów. Transmission wysycało mi całe pasmo przy pobieraniu ale także i przy seedowaniu. Obsługa banalna, instalacja i reszta także. Brać i używać! Na jego tle Download Station wypadało blado przez bardzo słabe zarządzanie łączem.

Plex Media Server

Koniecznie do zainstalowania na tym potworze. Plex działa w architekturze serwer-klient a to właśnie jest paczka z serwerem. Serwer indeksuje media, ściąga metadane i wysyła strumień wideo do uprawnionych klientów. Klientem może być komputer czy urządzenie mobilne z odpowiednią aplikacją. Cały urok i przekleństwo Plexa polegają na tym, że potrzebuje on stosunkowo mocnej maszyny jako serwer, gdyż do klienta trafia stream wideo odpowiednio już dla tego klienta przygotowany a to oznacza w niektórych przypadkach (np. na telefonach) transkodowanie wideo i audio w locie. QNAP TVS-471 idealnie się w roli serwera sprawuje, ma mocy na tyle, że bez problemów obsługiwał trzy strumienie wysyłane jednocześnie do trzech różnych moich urządzeń (dwa HD, jeden strumień SD – wszystko tanskodowane w locie). Plex to dla mnie benchmark tego, jak powinny być prezentowane treści wideo (i nie tylko) oraz jak powinna wyglądać aplikacja typu Media Center. Tu Plex rozwija skrzydła i po prostu trzeba to zainstalować. Nie warto męczyć się z systemowymi aplikacjami, kiedy ma się pod ręką prawie-że-ideał softu służącego konsumpcji mediów.

QNAP TVS-471

osiągi

Po techniczne dane odsyłam do innych recenzji. Nie mam infrastruktury do rzetelnego mierzenia wydajności łącz itd. Powiem tylko tyle: niezależnie od sposobu łączenia się do sieci wewnętrznej (kablem czy Wi-Fi), każde urządzenie klienckie jechało na możliwym maksie, jaki z kabla czy Wi-Fi udawało mi się wyciągać.

W ramach testów poprosiłem znajomych o symultaniczne męczenie serwera różnego rodzaju ruchem. Z prawdziwą przyjemnością donoszę, że pełne 50 Mbit mojego łącza w uploadzie i 100 Mbit w downloadzie było wykorzystane a mimo to interfejs dla zdalnych sesji zachowywał responsywność i szybkość działania. Ktoś tam w QNAPie doskonale wie, jak priorytetyzować ruch sieciowy i jak rozdzielać obciążenie zasobów na serwerze. Kilkanaście sesji FTP (down/up) + kilka sesji WebDAV (down/up) + kilkanaście torrentów ssanych i wysyłanych jednocześnie (o zapuszczonych kilku sesjach kopiowania dużej ilości plików w sieci wewnętrznej nie wspominając) nie zmuliło łącza na tyle, by zdalne i z sieci wewnętrznej korzystanie z interfejsu stało się mniej wygodne. Sesje otwierało się równie szybko, jak przy nieobciążonym łączu i to niezależnie od protokołu. Samba, AFP, FTP… wszystko mogło biegać jednocześnie w kilkunastu sesjach na protokół i tego się właściwie nie czuło. Rewelacja! Niestety muszę przyznać, że mój domowy serwerek DS213+ od Synology nie może się takimi osiągami pochwalić acz fakt, że to sprzęt o kilka klas gorszy, niż testowany QNAP TVS-471. Niemniej gula zazdrości mi się w gardle uformowała i raczej już nie zniknie, przynajmniej do czasu wymiany aktualnego mojego serwerka na coś zdecydowanie nowszego i mocniejszego. Różnica w komforcie użytkowania jest kolosalna i widoczna gołym okiem. Oj, tu QNAP TVS-471 zjadł moje Synology DS213+ na śniadanko i niewiele nawet okruszków zostawił. To cholernie wydajna maszyna, której potencjału w zastosowaniach sieciowych nawet nie dotknąłem.

Jest szybko, sprawnie, cicho, przyjemnie. Jak na maszynkę do domu – wręcz idealnie.

QNAP TVS-471

kilka luźnych myśli i spostrzeżeń

Jak mogliście wyczytać, TVS-471 spodobał mi się od strony technicznej bardzo. Wykonanie i działanie sprzętu nie pozostawia złudzeń: to mocna i wydajna maszyna zoptymalizowana do bycia cichą i nie robiącą wokół siebie zbyt wielkiego szumu. Nie jest to może maszyna zbyt ładna ale to kwestia gustu a o tym się ponoć nie dyskutuje, więc orzekam, że za ładne to cholerstwo nie jest i QNAP mógłby się lepiej postarać w temacie wzornictwa.

TVS-471 oferuje wszystkie przydatne w domu możliwości tworzenia kopii zapasowej danych z komputerów z Windowsem, Linuksem czy OS X (tak Time Machine jest i ma się dobrze, sprawdzałem). Ustawienia systemowe są stosunkowo jasne i przejrzyste acz trochę miejscami denerwuje skakanie między aplikacjami jak choćby w przypadku Managera pamięci – niby jest w Panelu sterowania ale okazuje się być linkiem do całej rozbudowanej aplikacji. Drobiazg ale nie do końca chyba tak to powinno wyglądać, gdyż irytuje. Ten NAS ma wszystko, co może się przydać w domu i o wiele, wiele więcej.

Nie opisuję standardowych dla NASów funkcji, bo nie ma to sensu. QNAP robi to wszystko dobrze a miejscami wręcz znakomicie, choć pewną niespodzianką był dla mnie brak obsługi firewalla. Może źle szukałem ale po prostu nie znalazłem czegoś takiego. Zakładam, że podczas instalacji usługi odpowiednio konfigurują firewalla, na co zdają się wskazywać puszczane przeze mnie periodycznie skanowania portów. Trochę jednak szkoda, że jest to poza kontrolą użytkownika (chyba że jest inaczej ale naprawdę nie dostrzegam odpowiednich ustawień), bo w przypadku instalacji jakiejś webowej usługi na serwerze, nie ma za bardzo jak otworzyć dla niej portów na samym serwerze. TVS-471 stał u mnie dosyć długo wystawiony na świat przez DMZ, wrzucałem usługi www działające na niestandardowych portach i nie mogłem się do nich dobrać z sieci zewnętrznej… Być może coś robiłem nie tak ale podobnych problemów nie miałem z DSM od Synology – tam wszystkie takie rzeczy można po prostu wyklikać.

Ogólnie jednak różnice między Synology a QNAPem sprowadzają się do kwestii przyzwyczajeń i uznania przez firmy pewnych rozwiązań za bardziej priorytetowe. Widać jednak różnicę w podejściu do użytkownika – QNAP wydaje się być o wiele bardziej geekowy i powinien geekom przypaść mocno do serca. Nieco inna filozofia funkcjonowania systemu, nieco inna metodologia wyklikiwania ustawień… Taaak, chłopaki od QNAPa zdecydowanie mocniej stawiają na bardziej otrzaskanego w sieciowych sprawach odbiorcę.

A więc doskonały serwer do domu?

I tu mam problem. Bo to nie jest serwer do domu! Owszem, ma HDMI, ma możliwość instalowania aplikacji medialnych i diabli wiedzą czego jeszcze, można ten serwer podłączyć do telewizora ale to kompletnie nie ma sensu z finansowego punktu widzenia.

QNAP umieścił ten serwer jako propozycję w kategorii SMB czyli małych i średnich przedsiębiorstw. Tak ten serwer jest pozycjonowany przez firmę i firma ma tu słuszność. Obecność czterech interfejsów sieciowych to w firmie rzecz rewelacyjna i nad wyraz przydatna. Możliwość łatwej wirtualizacji systemu operacyjnego czy środowiska pracy dla współpracowników, możliwość administrowania tymi wirtualnymi systemami, robienia migawek systemów, uruchamiania pakietów Dockera czy LXC oraz gazylion innych funkcji – tak, to w firmie jest przydatne bardzo…

ALE NIE W DOMU!

Ten serwer byłby w domu overkillem. Wydalibyście pieniądze na zbyt wiele funkcji, z których po prostu nie skorzystacie. W momencie, kiedy piszę te słowa, QNAP TVS-471 kosztuje w oficjalnym sklepie QNAPa 4679 zł bez dysków (źródło: http://sklep.qnap.pl/qnap-tvs-471-i3-4g-p-547.html). Za te pieniądze możecie do domu kupić laptopa, który lepiej się sprawdzi niż najlepsza nawet wirtualizacja i moim skromnym zdaniem rewelacyjny model QNAP TS-251 (aktualnie za 1399 zł, źródło: http://sklep.qnap.pl/qnap-ts-251-p-490.html) z dyskami, który zapewni odpowiednią wydajność w typowych, domowych zadaniach. Nie potrzebujecie w domach agregacji łącz, nie trzymacie na serwerach danych dla VMware, nie zmusicie żony do odpalania lapka tylko po to, by logowała się do wirtualnej maszyny.

Mam problem z TVS-471 gdyż szukając dla niego zastosowań, ciężko było mi coś konstruktywnego wymyślić. Wydajność i cztery interfejsy sieciowe to wymarzone środowisko dla firmy. Z drugiej strony cała ta telewizyjna otoczka związana z HDMI kompletnie mi do firmy nie pasują i tylko niepotrzebnie komplikują sprzęt, który u swojej podstawy służy zupełnie czemuś innemu. Może w zastosowaniach typu centrum monitoringu albo w czymś w tym stylu przyda się większość możliwości tego modelu ale to też według mnie trochę naciągana teoria.

QNAP TVS-471

podsumowanie

QNAP TVS-451 cierpi według mnie na brak tożsamości. Na zwykły serwer plików jest zbyt potężny, na zastosowania typowo firmowe zbyt przekombinowany (po co to HDMI?), dla potrzeb domowych to zwyczajny overkill… Tak, pracuje się z nim świetnie; tak, doskonale zarządza ruchem na łączach; tak, jest potężny i wydajny (jak na NASa oczywiście); tak, potrafi transkodować w locie i tak, pozwoli zwirtualizować system i diabli wiedzą co jeszcze. Tyle że to kosztuje konkretne i niemałe pieniądze. Jeśli kogoś stać – proszę bardzo, to jest NAS dla Ciebie i będziesz się z nim bawił świetnie. Jeśli nie – nie ma co tęsknie wzdychać. Oferta QNAPa jest szeroka i można dobrać sobie NASa do swoich wymagań.

Plusy:

  • WYDAJNOŚĆ!!!
  • cała gama opcji tworzenia i przechowywania kopii zapasowych danych (nie pisałem o tym ale tego jest ZATRZĘSIENIE!)
  • transkodowanie wideo w locie, które działa jak trzeba w aplikacjach takich jak Plex i w klientach DLNA
  • doskonałe dzielenie pasma przy obciążeniu ruchem z/do internetu
  • coraz lepszy system operacyjny, który wygląda coraz lepiej i działa coraz fajniej
  • dużo pakietów z aplikacjami dla domu i biznesu
  • możliwość łatwego powrotu z wersji beta systemu do wersji stabilnej – Synology tego nie ma a szkoda!
  • fajny geek-factor :)

Minusy:

  • do genialnych projektów wzorniczych pudełko od QNAPa raczej nie należy :)
  • cena pewnie adekwatna do możliwości ale dla domowego budżetu po prostu zbyt wysoka (co innego firmy)
  • dziwna logika funkcjonowania aplikacji multimedialnych wymagająca miejscami sporego wysiłku przy zmianie przyzwyczajeń
  • dla niektórych pewnie nieco za duży geek-factor :)

, , ,

18 odpowiedzi do QNAP TVS-471 – Recenzja

  1. mikhnal Październik 1, 2015 o 10:25 #

    Gratulacje, recenzja jest profesjonalna. Masz talent do osobistego opisywania sprzętu.

  2. Sebastian Wasilewski Październik 1, 2015 o 11:13 #

    Co do migawek to długo na taką funkcjonalność czekałem w QNAPie. Ale SYNOLOGY ma podobną – Time Machine jak dobrze pamiętam.

    • Algha Październik 1, 2015 o 12:56 #

      Jest – sam korzystam z Time Machine.
      Działa fanie, kilka możliwości automatyzacji rotacji migawek.
      Ja mam ustawione raz dziennie dla katalogu ze zdjęciami.
      Nie widzę tylko możliwości odzyskiwania danych bezpośrednio na kliencie.

    • CoSTa Październik 1, 2015 o 12:56 #

      Niby tak ale Time Machine działa nieco inaczej. Przede wszystkim nie działa na volumenie, z którego mają być kopiowane pliki – kopia bezpieczeństwa musi być poza wolumenem. Migawka w QNAPie jest na tym samym wolumenie, którego dotyczy. Mocno to ułatwia administrowanie migawkami a automatyzacja jest uberprosta do zaimplementowania no i nie trzeba tworzyć dodatkowych wolumenów czy podłączać napędów zewnętrznych. Tak, co do idei to właściwie to samo. Co do implementacji – spore tu są różnice.

  3. PeterCub Październik 1, 2015 o 12:02 #

    Dziwne, bo ostatnio jak szukałem jakiegoś pliku u Ciebie na serwerze to wyklikujac opcje w file station znalazłem po nazwie fragmentu pliku.

    • CoSTa Październik 1, 2015 o 13:01 #

      Zależy kiedy to było – interfejs QNAPa wystawiłem Wam do pobawienia się już jakiś czas temu. Od kilku tygodni pracuje już serwer Synology, tam problemów z wyszukiwaniem w File Station zasadniczo nie ma :)

  4. Pawel Październik 1, 2015 o 13:06 #

    Możecie polecić jakiegoś klienta do cardava i caldava na windows??

  5. Leon Październik 1, 2015 o 16:29 #

    Recenzja na mój gust zbyt długa. Niemniej jednak doceniam przyłożenie się do tematu.
    Urządzenia tego typu nigdy nie były i chyba nigdy nie będą specjalnie powszechne – nie pod przysłowiową „strzechą”.
    Wypierają je „chmury” w „zwyczajnym” backupie muzyki i zdjęć z imienin u cioci.

    Dla osób nieco bardziej świadomych technologicznie, czy totalnych geeków, fajniejszym rozwiązaniem jest własny mini-komputer (malinka? itx na intelu – np. brix gigabyte’a) i distro linuxa / androida z xbmc, owncloud itp.

    Za ułamek ceny przedstawianego urządzenia.

    Daleki jestem od oceniania tego NASa – zapewne jest to świetne urządzenie.
    Tak samo jak Bentley Continental GT. Niemniej jednak większość z nas i tak jeździ golfem…

    • CoSTa Październik 1, 2015 o 18:31 #

      Masz Leonie rację i między innymi dlatego we wnioskach piszę o tym modelu jako o domowym overkillu. Jest „za” jak na domowe potrzeby. Za duży, za geekowski, za dużo ma możliwości, za skomplikowany w obsłudze dla Kowalskiego/Smitha… Firmowy admin będzie się tu czuł jak w domu ale zwykły Jaś nie wykorzysta nawet fragmentu potencjału tego modelu. Z drugiej strony „malinka z distro” też dokładnie nic mojej żonie nie powiedzą i pewnie sporej ilości moich niegeekowskich znajomych. NASy to nisza a ten model zaspokaja potrzeby pewnej niszy tej niszy.

  6. rozie Październik 1, 2015 o 19:11 #

    Coś o kosztach eksploatacji (prąd) i mechanizmach oszczędzania energii? Bo jak widzę takiego peceta, to od razu do głowy mi przychodzi 30W i lepiej, a przy pracy 24/7 to będzie odczuwalne.

  7. badziewiak Październik 1, 2015 o 21:12 #

    rozie 01/10/2015 o 19:11 #
    Łatwo to policzyć. CenaKWh*24*30*moc. Ja zamówiłem TVS-871-i7-16G i dla mojego potwora to wychodzi 0,6*24*30*0,082=35,42zł/m-c. Jak się włączy usypianie dysków, to będzie brał połowę tej mocy (ok. 40W). Do tego UPS swoje skonsumuje – kilkanaście watów do 20+.

    • rozie Październik 3, 2015 o 07:40 #

      To nie jest takie proste, niestety. Podawana moc to moc maksymalna, należałoby sprawdzać realny pobór, watomierzem. Usypianie dysków to jeden z mechanizmów, ale… niekoniecznie zdrowy dla samych dysków. I niekoniecznie możliwy do wykorzystania, zwł. przy zastosowaniu do wirtualizacji…

  8. ciacho Grudzień 1, 2015 o 08:58 #

    Szybki quest – QNAP wspiera adresacje /31? Synology od roku mnie informuje, że „tak to poważny błąd z naszej strony i przy następnej aktualizacji zostanie naprawiony”. :)

  9. ciacho Grudzień 1, 2015 o 08:59 #

    Jak z obsługa adresacji /31? Synology od roku mi odpisuje, że „już w następnej aktualizacji będzie poprawiony błąd”, a jednak w dzisiejszych czasach coraz częściej stosuje się adresacje P2P.

    • CoSTa Grudzień 1, 2015 o 09:08 #

      O mamo, a co to znaczy? Sorry, nie jestem sieciowcem, tylko domowym użytkownikiem i po prostu nie wiem oczym do mnie rozmawiasz :)

Trackbacki/Pingbacki

  1. Migracja z Synology na QNAPa zakończona (prawie) sukcesem! - CoSTa's Family Page - Październik 25, 2015

    […] czas temu mogliście przeczytać moją recenzję naprawdę szybkiego i niezłego serwera NAS QNAP-TVS471, który – jak się okazało – zostanie na nieco dłużej w moim domu. Mimo całej mojej […]

  2. QNAP TVS-471 vs. XPEnology - maszyna do wzięcia - CoSTa's Family Page - Listopad 14, 2015

    […] i jeszcze więcej się uczę męcząc moją nową zabawkę, czyli serwer NAS QNAP TVS-471, którego recenzję mogliście przeczytać jakiś czas […]

  3. Flood i rtorrent na QNAP TVS-471 czyli prosty klient torrenta z ładnym gui na serwerze - CoSTa's Family Page - Lipiec 19, 2017

    […] działa w miarę stabilnie, w miarę dobrze i zasadniczo bez problemów. Czemu QNAP TVS-471 (przeczytaj test) działa u mnie „w miarę” i „zasadniczo”? Może gdybym po prostu dał […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Terminator Genisys
Trochę lepszych wersji tego, co już było

Dziś taka mała, wieczorna, niespodziewana wrzuteczka z rzeczami,  które już w sumie były ale tym razem w lepszych wersjach albo...

Zamknij